boblebowsky
13.12.09, 10:59
Po dość szeroko komentowanej wpadce, którą Wildstein zaliczył na antenie wiadomości TVP i podrzuconej tam tezie sugerującej dwuznaczny udział Krzysztofa Piesiewicza w tworzeniu ustawy lustracyjnej pan dziennikarz postanowił nie skorzystać z okazji żeby siedzieć cicho i wraz z zapewnieniami o współczuciu jeszcze trochę sobie pojeździć po leżącym już i tak senatorze.
Zarzucił mu w swoim paszkwilu jakoby wywarł on na prezydenta ma tyle silny wpływ, że ten podpisał ustawę w wersji ograniczającej upublicznienie archiwów w sprawach osobisto obyczajowych w celu ochrony swoich partykularnych interesów. Zapomniał tylko dodać, że podobny pogląd na te kwestie mieli również inni politycy min; Zbigniew Romaszewski który był z Piesiewiczem głównym autorem tych zapisów, Jan Olszewski jako prezydencki doradca, ówczesny premier Jarosław Kaczyński i w końcu biedny zbałamucony pan prezydent, który ustawę podpisał. Czyżby wszystkim z wymienionych zależało na takiej formie zapisów z uwagi na swoje wstydliwe sprawki? Czy może takimi pobudkami kierował się jako jedyny senator Piesiewicz jak sugeruje ten wybitny pisi dziennikarz?
Na jakiej podstawie zakłada on również, że zachowania na jakich dał się przyłapać senator były w jego życiu obecne od dawna? Pytań w tej sprawie rodzi się więcej, a każde stawia go w fatalnym świetle, jako dziennikarza, samozwańczego lustratora no i w końcu jako człowieka. Mój kandydat do dziennikarskiej hieny roku !
blog.rp.pl/wildstein/2009/12/13/piesiewicz-szantazysci-i-lustracja/#comment-64451