zpalniczka

IP: *.b.dial.de.ignite.net 08.02.04, 15:52
Komunizmu jako takiego nigdy nie było, jeśli wierzyc teoretykom marksizmu-
leninizmu. Pojęcie to było zarezerwowane dla mającej nastąpić w bliżej
nieokreślonej przyszłości epoki powszechnej szczęśliwości. Chruszczow
zopowiadał, co prawda, że dojdzie do tego w połowie lat siedemdziesiątych,
ale Breżniew z towarzyszami odsunęli go od władzy i sprawę wyciszyli.

Tak więc w tym jednym przypadku rację mieli usuwający sie coraz bardziej w
cień teoretycy ruchu - kapłani i zwiastuni świetlanej przyszłości. Cel
nigdy nie został osiągnięty. Istniał za to socjalizm pojmowany jako droga
do komunizmu. Nie tak jeszcze doskonały, pełen wybaczalnych niedociągnięć,
"burżuazyjnych naleciałości i przyzwyczajeń z poprzedniej epoki", jak
tłumaczyli teoretycy.

Kulało zaopatrzenie i królowała chałtura - synonim złej, niewydajnej pracy,
której efekty dawały się we znaki wszystkim. Wszystko się psuło, brakowało
części zamiennych, produkowano jednynie na zapotrzebowanie planu, który za
cel nr 1 stawiał sobie budowę czołgów dla Starszego Brata. Nawet normy
techniczne były dopasowywane do nierealnych założeń planu. W sumie
produkowano wyłącznie buble. W PRL-u mało co funkcjonowało. Zakup pralki
albo telewizora, który się nie zepsuł po pół roku użytkowania, uważany był
za wielkie szczęście. Podobnie było z żelazkami, magnetofonami i
adapterami, które jako tzw. wyroby luksusowe były na dodatek
nieprawdopodobnie drogie.

Dlatego za największe szczęście uchodziło posiadanie czegoś z Zachodu. Nie
dość że tamtejsze wyroby nie psuły się, to jeszcze przyzwoicie wyglądały. A
poza tym po przeliczeniu na towary powszechnego użytku, jak pasta do zębów,
krem do golenia albo ogórki konserwowe, wcale nie były takie nieosiągalne.
Kto mógł, jechał na handel. Najpierw do Czechosłowacji, NRD i Bułgarii, a
potem do Turcji, Egiptu i krajów Europy Zachodniej. Nasi turyści przywozili,
co tylko się dało. Nawet na kolorowych reklamówkach zbijano wtedy fortuny.

Kto jeszcze pamięta opakowania po "Phillipp Morrisach" i "Camelach" na
słomce z Cepelii w salonach polskich snobów?

Pytanie Homosovieticusa o przyczyny upadku komunizmu wydaje mi się w związku
z tym trochę nonsensowne. Komunizm nie upadł, chociażby dlatego że go nigdy
nie było. Jeżeli już coś upadło, to socjalizm. Choć i tu mam wątpliwości.

W styczniu w czasie największych mrozów nie mogłem otworzyć samochodu.
Zamarzł mi zamek. Jako że od dawna nie palę, nie mialem zapalniczki, żeby
podgrzać kluczyk. Zaczepiałem przechodniów, ale miałem pecha. Także nie
mieli zapalniczki. Obok była stacja metra. Zszedłem do kiosku "Ruchu" i
poprosiłem o najtańszą zapalniczkę. Kosztowała bodajże 1,5 zł.

Niczym nie różniła sie od zapalniczek, jakie pamiętam z dawnych czasów.
Półprzezroczysty batonik z dwoma kanalikami, w których rozpoznać można
poziom płynnego gazu. Gaz był, ale płomienia nie dało się uregulować. Mimo
że poruszałem specjalnym pokrętłem, nic sie nie działo. Płomyczek był zbyt
wątły, żeby móc podgrzać nim klucz do samochodu.

Poprosiłem sprzedawczynię, żeby dała mi inną zapalniczkę. Okazało się, że
wszystkie miały ten sam mankament. To samo było z droższymi - za cztery i
sześć złotych.

W końcu wziąłem tę, którą dała mi na samym początku. Zmarźniętymi palcami
pocierałem oporne kółeczko i kląłem z powodu płomyka, ktory co chwila gasł.
Na dodatek zerwał się wiatr. Kółeczko zacinało się. Musiałem przekładać
zapalniczkę z ręki do ręki, bo skóra na kciukach paliła z bólu.

Wątły płomyczek, toporność wykonania i opór, z jakim obracało się kółeczko
sprawiły, że zapalniczka stała się dla mnie symbolem. "Jak to jest, że w
piętnaście lat po upadku socjalizmu nic się prawie zmieniło. Nawet produkcja
przyzwoitej zapalniczki okazuje się niemożliwa", pomyślałem i zakląłem jak
szewc.
    • heretykkk biurwa 08.02.04, 18:55
      :)) dobra historia.
      Innym symbolem nieprzemijania dawnego jest pani sekretarka na uniwersytecie,
      urzędniczka w państwowej firmie czy pani służąca do odbierania telefonów w
      firmie prywatnej (sic!).
      • Gość: Emeryt Re: I znowu się wystraszyłem IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 09.02.04, 00:27
        myślałem, ze to wątek o agentach. Okazuje się jednak, ze bajeczki Andrzeja
        Waligórskiego ciągle żywe.
        • Gość: Emeryt Re: Przepraszam, IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 09.02.04, 00:29
          że wlazłem do srodka wątku. To w obawie przed lustracją.
          • chomitschek zapalniczka to byl kryptonim Oleksego? 09.02.04, 17:51
            hehehehehe
    • goniacy.pielegniarz Re: zpalniczka 08.02.04, 21:09
      :))) Świetne.

      Ale może przez tę demokrację się rozleniwiłeś i pomysłowość trochę osłabła?
      Trzeba było kupić zapałki :)
      No, może jeszcze jakąś tanią gazetę :)
    • Gość: Camille~Pissarro Ine wspólczesne wynalazki IP: *.chello.pl 08.02.04, 21:35
      Jak chociazby wszystkie "automatyczne linie" np. ta błękitna z TP to tez w
      stylu z minionej epoki ( choć transer mysli z zachodu ) - wpuścić klienta
      w "czeluść" , "czarną dziurę".I to nie tylko w TP te praktyki są stosowane.(
      oczywiście są wyjątki, np. w bankach działa ten patent zdecydowanie lepiej).
      wszystko lezy w mentalności ludzi , którzy pracują w usługach, w zakładach
      produkujących wspomniane zapalniczki czy hydrauliku , który ma naprawic kapiący
      kran ( vide program w TVN -usterka, który obnaza wszystkich tych myslących
      kategoriami z poprzedniej epoki ).Niestety , to jeszce musi sie ludziom ułożyc
      w głowach ( niektórzy maja juz dobrze poukładane ), że wytwarzane produkty i
      ich jakośc nie jest oceniana przez Polaka, Rosjanina, Białorusina - (
      absolutnie im wszystkim nie uwłaczając ale takie sa realia )tylko przez Niemca,
      Anglika, Francuza , Szweda itd. Czy to sie u tych , którzy jeszcze tego
      oczywistego faktu nie zauważyli zmieni?? Dopóki wolimy jeździc czeskimi
      samochodami, kupować szwedzki, niemiecki sprzęt AGD, japońskie telewizory itd.
      Po prostu brak mi na tej niedomknietej liście polskich renomowanych produktów
      poza alkoholem ( tez juz dstajemy w tyłek od Szwedówi Finów ) , żywności
      szeroko rozumianej ) no i dalej .... ( zaczynam miec kłopoty ze zlokalizowaniem
      następnych pozycji.
      • basia.basia Re: Ine wspólczesne wynalazki 08.02.04, 22:29
        Gość portalu: Camille~Pissarro napisał(a):

        > Po prostu brak mi na tej niedomknietej liście polskich renomowanych
        produktów
        > poza alkoholem ( tez juz dstajemy w tyłek od Szwedówi Finów ) , żywności
        > szeroko rozumianej ) no i dalej .... ( zaczynam miec kłopoty ze
        zlokalizowaniem
        >
        > następnych pozycji.

        Kiedyś w pewnym towarzystwie ktoś sączą whiskey jęknął: "kiedy doczekamy się
        czasów gdy pijąc naszą wódkę będę mógł powiedzieć - amerykany, świętokrzyskie,
        na południe od Nagłowić, lekki ślad chrzanu, wyraźny aromat koniczyny?"

        A dzisiaj piłam firmową herbatę kupioną (nie przeze mnie:)) w sklepie
        Mark&Spencer w Londynie i usłyszałam opowieść o kiperach sporządzających tam
        mieszanki, które poza wszystkim, uwzględniają to, że woda w Londynie ma inny
        smak niż np. Liverpool`u a ma smakować wszędzie tak samo:)
        • panidalloway Re: Ine wspólczesne wynalazki 08.02.04, 22:38
          Oglądałam kiedyś w TV dyskusję ekonomistów brytyjskich, którzy w swoim czasie
          doradzali Margaret Thatcher . Zebrani panowie bardzo skromnie oceniali swój
          wkład w poprawę brytyjskiej gospodarki. Nie byli pewni, a w każdym razie
          niektórzy z nich, czy program naprawczy rzeczywiście musiał być aż tak
          bezwzględny. Jeden z nich powiedział: „Nie jesteśmy w stanie ocenić, na ile to
          my uratowaliśmy brytyjską gospodarkę, a na ile wysoka kultura wytwarzania i
          ogólny wysoki poziom cywilizacyjny naszego społeczeństwa wreszcie zrobiły
          swoje.” Myślę, ze skutki działania rządu Pani Thatcher trudno przecenić, ale
          jej zadanie było stosunkowo łatwe. Chodziło o stworzenie odpowiednich warunków
          dla istniejących w społeczeństwie możliwości. U nas i z warunkami i z
          możliwościami jest na razie trochę gorzej.
          • Gość: Camille~Pissarro Re: Ine wspólczesne wynalazki IP: *.chello.pl 08.02.04, 22:49
            Te pierwsze można powoli stwarzać ( mam na mysli warunki - odpowiednie prawo,
            sensowne posuniecia w sferze fiskalnej - vide podatki , pieniądze ( no trochę
            gorzej ) natomiast fatum co do możliwości społeczeństwa - przełamanie
            mentalności jeszcze tej z poprzedniej epoki a także i u tych młodych , którzy
            sa deprawowani aktualnym stanem bezrobocia bo to w sumie ich najbardziej dotyka
            ta "dżuma naszej XXI cywilizacji - z tym znacznie gorzej....
        • Gość: Camille~Pissarro Re: Ine wspólczesne wynalazki IP: *.chello.pl 08.02.04, 22:42
          Woda w Londynie rzeczywiście jest świetn. herbata i kawa u ciotki smakowała
          zdecydownie lepiej niz ta w Warszawie z oligocenki pomimo , że marka ta sama (
          niestety angielska) Pamieta taki dowcip ( jeszcze za PRL'u )( " Kiedy w
          Polsce będzie dobrze ... "Jak w salolecie rejsowym LOT'u WARSZAWA - LWÓW
          stewardessa poda nam batonik z napisem E.Wedel dawniej "22 lipca".
          Na to pierwsze nie ma szans , drugie juz mamy. Konkludując na dobre sie nie
          zanosi......
          • Gość: wartburg Re: Ine wspólczesne wynalazki IP: *.b.dial.de.ignite.net 08.02.04, 23:03

            Gość portalu: Camille~Pissarro napisał(a):

            > Woda w Londynie rzeczywiście jest świetn. herbata i kawa u ciotki smakowała
            > zdecydownie lepiej niz ta w Warszawie z oligocenki pomimo , że marka ta sama
            (
            > niestety angielska) Pamieta taki dowcip ( jeszcze za PRL'u )( " Kiedy w
            > Polsce będzie dobrze ... "Jak w salolecie rejsowym LOT'u WARSZAWA - LWÓW
            > stewardessa poda nam batonik z napisem E.Wedel dawniej "22 lipca".
            > Na to pierwsze nie ma szans , drugie juz mamy. Konkludując na dobre sie nie
            > zanosi......

            To zabawne. We wrześniu zeszłego roku leciałem samolotem rejsowym LOT-u z
            Warszawy do Lwowa. Stewardessa podawała jakąś garmażerię, do tego kawę, soki
            i nawet czerwone wino. Były też batoniki na deser, nie pamiętam, co prawda,
            czy firmy E. Wedel, ale b. możliwe...

            P.S.

            Z tego, co zdążyłem zaobserwować, większość pasażerów stanowili Amerykanie.
            Członkowie jakiejś sekty. Lecieli na Ukrainę misjonować. Mnie też chcieli
            nawrócić.
            • homosovieticus Re: Ine wspólczesne wynalazki 08.02.04, 23:07
              Gość portalu: wartburg napisał(a):

              >
              > Gość portalu: Camille~Pissarro napisał(a):
              >
              > > Woda w Londynie rzeczywiście jest świetn. herbata i kawa u ciotki smakował
              > a
              > > zdecydownie lepiej niz ta w Warszawie z oligocenki pomimo , że marka ta sa
              > ma
              > (
              > > niestety angielska) Pamieta taki dowcip ( jeszcze za PRL'u )( " Kiedy w
              > > Polsce będzie dobrze ... "Jak w salolecie rejsowym LOT'u WARSZAWA - LWÓW
              > > stewardessa poda nam batonik z napisem E.Wedel dawniej "22 lipca".
              > > Na to pierwsze nie ma szans , drugie juz mamy. Konkludując na dobre sie ni
              > e
              > > zanosi......
              >
              > To zabawne. We wrześniu zeszłego roku leciałem samolotem rejsowym LOT-u z
              > Warszawy do Lwowa. Stewardessa podawała jakąś garmażerię, do tego kawę,
              soki
              > i nawet czerwone wino. Były też batoniki na deser, nie pamiętam, co prawda,
              > czy firmy E. Wedel, ale b. możliwe...
              >
              > P.S.
              >
              > Z tego, co zdążyłem zaobserwować, większość pasażerów stanowili Amerykanie.
              > Członkowie jakiejś sekty. Lecieli na Ukrainę misjonować. Mnie też chcieli
              > nawrócić.

              Czy opowiadali Ci tę bajeczke?

              Z cyklu: Bajeczki Babci Pimpusiowej

              Szukały dwa bizony jakąś bizonicę
              Wtem nagle jeden wrzasnął: - O, widzę samicę!
              Po chwili jednak wraca i jęczy bidula:
              - Tfu, ale żem się naciął, to była "Vistula"!
              • Gość: wartburg Re: Ine wspólczesne wynalazki IP: *.b.dial.de.ignite.net 08.02.04, 23:24

                homosovieticus napisał:

                >
                > Czy opowiadali Ci tę bajeczke?
                >
                > Z cyklu: Bajeczki Babci Pimpusiowej
                >
                > Szukały dwa bizony jakąś bizonicę
                > Wtem nagle jeden wrzasnął: - O, widzę samicę!
                > Po chwili jednak wraca i jęczy bidula:
                > - Tfu, ale żem się naciął, to była "Vistula"!

                Gdzieś dzwonią, ale nie wiem, w którym kościele.

                Co za "Vistula"?
                • homosovieticus Re: Ine wspólczesne wynalazki 08.02.04, 23:36
                  Gość portalu: wartburg napisał(a):

                  >
                  > homosovieticus napisał:
                  >
                  > >
                  > > Czy opowiadali Ci tę bajeczke?
                  > >
                  > > Z cyklu: Bajeczki Babci Pimpusiowej
                  > >
                  > > Szukały dwa bizony jakąś bizonicę
                  > > Wtem nagle jeden wrzasnął: - O, widzę samicę!
                  > > Po chwili jednak wraca i jęczy bidula:
                  > > - Tfu, ale żem się naciął, to była "Vistula"!
                  >
                  > Gdzieś dzwonią, ale nie wiem, w którym kościele.
                  >
                  > Co za "Vistula"?

                  A tę?

                  Z cyklu: Bajeczki Babci Pimpusiowej

                  Kiedyś pijany zając włóczył się po rżysku,
                  A spotkawszy niedźwiedzia, naprał go po pysku.
                  Niedźwiedź wpadłszy do domu wrzasnął: - Leokadio!
                  Coś się chyba zmieniło, włącz no prędko radio!
                  • homosovieticus Re: Ine wspólczesne wynalazki 08.02.04, 23:41
                    homosovieticus napisał:

                    > Gość portalu: wartburg napisał(a):
                    >
                    > >
                    > > homosovieticus napisał:
                    > >
                    > > >
                    > > > Czy opowiadali Ci tę bajeczke?
                    > > >
                    > > > Z cyklu: Bajeczki Babci Pimpusiowej
                    > > >
                    > > > Szukały dwa bizony jakąś bizonicę
                    > > > Wtem nagle jeden wrzasnął: - O, widzę samicę!
                    > > > Po chwili jednak wraca i jęczy bidula:
                    > > > - Tfu, ale żem się naciął, to była "Vistula"!
                    > >
                    > > Gdzieś dzwonią, ale nie wiem, w którym kościele.
                    > >
                    > > Co za "Vistula"?
                    >
                    > A tę?
                    >
                    > Z cyklu: Bajeczki Babci Pimpusiowej
                    >
                    > Kiedyś pijany zając włóczył się po rżysku,
                    > A spotkawszy niedźwiedzia, naprał go po pysku.
                    > Niedźwiedź wpadłszy do domu wrzasnął: - Leokadio!
                    > Coś się chyba zmieniło, włącz no prędko radio!

                    No ale tę musieli Ci opowiadać?
                    Z cyklu: Bajeczki Babci Pimpusiowej

                    Udzielał raz wywiadu kotek, że jest zdrowy,
                    Wtem uszki mu opadły, oczki wyszły z głowy,
                    Pękł mu brzuch, ogon, płuca i głosowa struna,
                    Wreszcie zdębiał, ocipiał, zesrał się i umarł. Amen.
                    • rolotomasi Re: Zapalacz 08.02.04, 23:48
                      *
                      Przeor znowu życzy ?
                      Czy jak kobra syczy
                      Słodkości składa?
                      Młodym podpowiada?


                      beło"kiedy doczekamy się czasów gdy pijąc naszą wódkę będę mógł powiedzieć -
                      amerykany, świętokrzyskie na południe od Nagłowić, lekki ślad chrzanu, wyraźny
                      aromat koniczyny?"

                      A Ja> i to jest to
                    • Gość: Henryk Re: Ine wspólczesne wynalazki IP: 82.160.16.* 08.02.04, 23:48
                      Jeszce raz. Panie "homosovieticus" tak szczerze jeszcze się nie śmiałem wizytując na forum "kraj" - dzięki.
                      Z poważniem.
                      Henryk.
                    • homosovieticus Re: Ine wspólczesne wynalazki 08.02.04, 23:54
                      homosovieticus napisał:

                      > homosovieticus napisał:
                      >
                      > > Gość portalu: wartburg napisał(a):
                      > >
                      > > >
                      > > > homosovieticus napisał:
                      > > >
                      > > > >
                      > > > > Czy opowiadali Ci tę bajeczke?
                      > > > >
                      > > > > Z cyklu: Bajeczki Babci Pimpusiowej
                      > > > >
                      > > > > Szukały dwa bizony jakąś bizonicę
                      > > > > Wtem nagle jeden wrzasnął: - O, widzę samicę!
                      > > > > Po chwili jednak wraca i jęczy bidula:
                      > > > > - Tfu, ale żem się naciął, to była "Vistula"!
                      > > >
                      > > > Gdzieś dzwonią, ale nie wiem, w którym kościele.
                      > > >
                      > > > Co za "Vistula"?
                      > >
                      > > A tę?
                      > >
                      > > Z cyklu: Bajeczki Babci Pimpusiowej
                      > >
                      > > Kiedyś pijany zając włóczył się po rżysku,
                      > > A spotkawszy niedźwiedzia, naprał go po pysku.
                      > > Niedźwiedź wpadłszy do domu wrzasnął: - Leokadio!
                      > > Coś się chyba zmieniło, włącz no prędko radio!
                      >
                      > No ale tę musieli Ci opowiadać?
                      > Z cyklu: Bajeczki Babci Pimpusiowej
                      >
                      > Udzielał raz wywiadu kotek, że jest zdrowy,
                      > Wtem uszki mu opadły, oczki wyszły z głowy,
                      > Pękł mu brzuch, ogon, płuca i głosowa struna,
                      > Wreszcie zdębiał, ocipiał, zesrał się i umarł. Amen.

                      Wartburgu! ale tę to już na pewno słyszałes?

                      Z cyklu: Bajeczki Babci Pimpusiowej

                      Spotkał królik oślicę kiedyś w leśnej głuszy;
                      Myślał, że to królica, bo ma długie uszy,
                      Przy czym dziwnie dorodna, wielka jak chałupa,
                      Więc aż jęknął z zachwytu: - Rany, ale dupa!

                      • homosovieticus Re: Ine wspólczesne wynalazki 09.02.04, 00:16
                        homosovieticus napisał:

                        > homosovieticus napisał:
                        >
                        > > homosovieticus napisał:
                        > >
                        > > > Gość portalu: wartburg napisał(a):
                        > > >
                        > > > >
                        > > > > homosovieticus napisał:
                        > > > >
                        > > > > >
                        > > > > > Czy opowiadali Ci tę bajeczke?
                        > > > > >
                        > > > > > Z cyklu: Bajeczki Babci Pimpusiowej
                        > > > > >
                        > > > > > Szukały dwa bizony jakąś bizonicę
                        > > > > > Wtem nagle jeden wrzasnął: - O, widzę samicę!
                        > > > > > Po chwili jednak wraca i jęczy bidula:
                        > > > > > - Tfu, ale żem się naciął, to była "Vistula"!
                        > > > >
                        > > > > Gdzieś dzwonią, ale nie wiem, w którym kościele.
                        > > > >
                        > > > > Co za "Vistula"?
                        > > >
                        > > > A tę?
                        > > >
                        > > > Z cyklu: Bajeczki Babci Pimpusiowej
                        > > >
                        > > > Kiedyś pijany zając włóczył się po rżysku,
                        > > > A spotkawszy niedźwiedzia, naprał go po pysku.
                        > > > Niedźwiedź wpadłszy do domu wrzasnął: - Leokadio!
                        > > > Coś się chyba zmieniło, włącz no prędko radio!
                        > >
                        > > No ale tę musieli Ci opowiadać?
                        > > Z cyklu: Bajeczki Babci Pimpusiowej
                        > >
                        > > Udzielał raz wywiadu kotek, że jest zdrowy,
                        > > Wtem uszki mu opadły, oczki wyszły z głowy,
                        > > Pękł mu brzuch, ogon, płuca i głosowa struna,
                        > > Wreszcie zdębiał, ocipiał, zesrał się i umarł. Amen.
                        >
                        > Wartburgu! ale tę to już na pewno słyszałes?
                        >
                        > Z cyklu: Bajeczki Babci Pimpusiowej
                        >
                        > Spotkał królik oślicę kiedyś w leśnej głuszy;
                        > Myślał, że to królica, bo ma długie uszy,
                        > Przy czym dziwnie dorodna, wielka jak chałupa,
                        > Więc aż jęknął z zachwytu: - Rany, ale dupa!
                        >
                        Jeśli i tej nie znasz to kończę, serio!
                        Z cyklu: Bajeczki Babci Pimpusiowej

                        Płakał niedźwiedź przed lisem, pijąc wraz z nim wódę:
                        - Ty wiesz, mam czworo dzieci, ale wszystkie rude...
                        - Ha! - krzyknął lis obłudnie, ukrywszy twarz w dłoniach -
                        Mój syn także jest rudy, ktoś nas robi w konia!
              • Gość: Henryk Re: Ine wspólczesne wynalazki IP: 82.160.16.* 08.02.04, 23:42
                Czy Pan "homosovieticus" zamierzał czy przypadkiem uświadomił Panu "wartburg", że jak bardzo by się nie angażowć(emocjonalnie) w sprawy RP, trzeba być jednak tu i teraz.

                -*Szukały dwa bizony jakąś bizonicę Wtem nagle jeden wrzasnął: - O, widzę samicę! Po chwili jednak wraca i jęczy bidula: - Tfu, ale żem się naciął, to była "Vistula"!*

                i odpowiedź - *Gdzieś dzwonią, ale nie wiem, w którym kościele.
                Co za "Vistula"?*

                Kawał "nieco z brodą" ale naprawdę (masochistycznie?) śmieszny.
                • rolotomasi Chłopczyk z zapalniczką 09.02.04, 00:19
                  beło"Woda w Londynie rzeczywiście jest świetn. herbata i kawa u ciotki smakowa-
                  ła zdecydownie lepiej niz ta w Warszawie z oligocenki pomimo,że marka ta sama(
                  niestety angielska) "

                  ! Panie B. jak stracisz cierpliwość i pierdolniesz w tych Euro-idiotów na Forum-
                  to>Proszę, celuj dobrze i nie traf we mnie, bo Ja nie mam z nimi nic wspólnego:)
                  • Gość: Henryk Re: Chłopczyk z zapalniczką IP: 82.160.16.* 09.02.04, 00:29
                    Własne i niezmienne (po co tak ponuro) poglądy to jedno a "śmiech to zdrowie"
                    • Gość: Emeryt Re: Nikczemność śmiechu IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 09.02.04, 00:37
                      wg zakonnika Jorge W "Imię róży" Umberto Eco polega na tym, ze śmiech eliminuje
                      strach, wyzwala spod trwogi, sprawia,że człowiek może stać się wolny, aż nadto
                      wolny. I co na to koledzy z LPR-u by powiedzieli?
                      • homosovieticus Re: Nikczemność śmiechu i powaga forum 09.02.04, 00:42
                        Gość portalu: Emeryt napisał(a):

                        > wg zakonnika Jorge W "Imię róży" Umberto Eco polega na tym, ze śmiech
                        eliminuje
                        >
                        > strach, wyzwala spod trwogi, sprawia,że człowiek może stać się wolny, aż
                        nadto
                        > wolny. I co na to koledzy z LPR-u by powiedzieli?

                        Emerycie a może Ty znasz te bajeczkę!
                        Z cyklu: Bajeczki Babci Pimpusiowej

                        Wyjrzała glizda z dziury i wesoło gwizda,
                        Wtem patrzy - z drugiej strony sterczy druga glizda.
                        Dalejże ją uwodzić, a ta rzecze srogo:
                        - Odwal się żeż kretynko, ja jestem twój ogon!
                        • homosovieticus Re: Nikczemność śmiechu i powaga forum 09.02.04, 00:46
                          homosovieticus napisał:

                          > Gość portalu: Emeryt napisał(a):
                          >
                          > > wg zakonnika Jorge W "Imię róży" Umberto Eco polega na tym, ze śmiech
                          > eliminuje
                          > >
                          > > strach, wyzwala spod trwogi, sprawia,że człowiek może stać się wolny, aż
                          > nadto
                          > > wolny. I co na to koledzy z LPR-u by powiedzieli?
                          >
                          > Emerycie a może Ty znasz te bajeczkę!
                          > Z cyklu: Bajeczki Babci Pimpusiowej
                          >
                          > Wyjrzała glizda z dziury i wesoło gwizda,
                          > Wtem patrzy - z drugiej strony sterczy druga glizda.
                          > Dalejże ją uwodzić, a ta rzecze srogo:
                          > - Odwal się żeż kretynko, ja jestem twój ogon!

                          A tę?Z cyklu: Bajeczki Babci Pimpusiowej

                          Walczył orzeł z sępami, aż obrósł w legendę.
                          Niestety - przy okazji podłapał też mendę.
                          Wszyscy pytają orła: - Jak walczyłeś? Świergol!
                          A menda w krzyk: - Spuściliśmy tym sępom wpierdol!

                          • homosovieticus Re: Nikczemność śmiechu i powaga forum 09.02.04, 00:50
                            homosovieticus napisał:

                            > homosovieticus napisał:
                            >
                            > > Gość portalu: Emeryt napisał(a):
                            > >
                            > > > wg zakonnika Jorge W "Imię róży" Umberto Eco polega na tym, ze śmiech
                            >
                            > > eliminuje
                            > > >
                            > > > strach, wyzwala spod trwogi, sprawia,że człowiek może stać się wolny,
                            > aż
                            > > nadto
                            > > > wolny. I co na to koledzy z LPR-u by powiedzieli?
                            > >
                            > > Emerycie a może Ty znasz te bajeczkę!
                            > > Z cyklu: Bajeczki Babci Pimpusiowej
                            > >
                            > > Wyjrzała glizda z dziury i wesoło gwizda,
                            > > Wtem patrzy - z drugiej strony sterczy druga glizda.
                            > > Dalejże ją uwodzić, a ta rzecze srogo:
                            > > - Odwal się żeż kretynko, ja jestem twój ogon!
                            >
                            > A tę?Z cyklu: Bajeczki Babci Pimpusiowej
                            >
                            > Walczył orzeł z sępami, aż obrósł w legendę.
                            > Niestety - przy okazji podłapał też mendę.
                            > Wszyscy pytają orła: - Jak walczyłeś? Świergol!
                            > A menda w krzyk: - Spuściliśmy tym sępom wpierdol!
                            >
                            Emerycie a tę o premierze i kaszubie
                            Z cyklu: Bajeczki Babci Pimpusiowej

                            Raz chory niedźwiedź pierdział, budząc miłosierdzie
                            A suseł mu oklaski bił po każdym pierdzie.
                            Czy ten suseł zwariował? - spytał dzięcioł śledzia.
                            Nie - śledź odparł - to rzecznik prasowy niedźwiedzia.
                            • Gość: Emeryt Re: Nikczemność śmiechu i powaga forum IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 09.02.04, 12:10
                              Drogi Homosovieticusie. Dziękuję za bajeczki Waligórskiego. Jak mówili
                              starożytni, przyjemność za przyjemność, pozwolę jako wyraz podziękowania
                              zadedykować bajeczkę Krasickiego. Przez skromność, tylko wyjątek i bez morału:
                              "Mnie to kadzą" - rzekł hardzie do swego rodzeństwa
                              szczur siedząc na ołtarzu podczas nabożeństwa....".
                              • Gość: wartburg Re: Nikczemność śmiechu i powaga forum IP: *.b.dial.de.ignite.net 09.02.04, 13:33

                                Gość portalu: Emeryt napisał(a):

                                > Drogi Homosovieticusie. Dziękuję za bajeczki Waligórskiego. Jak mówili
                                > starożytni, przyjemność za przyjemność, pozwolę jako wyraz podziękowania
                                > zadedykować bajeczkę Krasickiego. Przez skromność, tylko wyjątek i bez
                                morału:
                                > "Mnie to kadzą" - rzekł hardzie do swego rodzeństwa
                                > szczur siedząc na ołtarzu podczas nabożeństwa....".


                                :)
                                Nie muszę chyba pisać, że bajkę Krasickiego uważam za najbardziej adekwatną...
                                Dzięki za jej przypomnienie.
                        • Gość: Henryk Re: Nikczemność śmiechu i powaga (marsowa) forum IP: 82.160.16.* 09.02.04, 00:50
                          Panie homosovieticus, naprawdę nie zaszkodzi nieco łagodności na obliczu.
                          • Gość: Henryk Re: Nikczemność śmiechu i powaga (marsowa) forum IP: 82.160.16.* 09.02.04, 01:02
                            Przepraszam Pana "homosovieticus" za -*Panie homosovieticus, naprawdę nie zaszkodzi nieco łagodności na obliczu.*.
                            Ze śmiechu się pogubiłem, miało być-
                            Panie homosovieticus, naprawdę nie zaszkodzi nieco łagodności na obliczu.
                            Jeszcze raz przepraszam.
                            Henryk.
                            • Gość: Henryk Re: Nikczemność śmiechu i powaga (marsowa) forum IP: 82.160.16.* 09.02.04, 01:09
                              Cholera - co się ze mną dzieje!
                              Już po raz ostatni odszczekuję, zdanie -*Panie homosovieticus, naprawdę nie zaszkodzi nieco łagodności na obliczu.*, miało brzmieć -

                              *Panie "ROLOTOMASI", naprawdę nie zaszkodzi nieco łagodności na obliczu.*
                              Z powazaniem i przeprosinami.
                              Skołowaciały Henryk.
                              • homosovieticus Re: Nikczemność śmiechu i powaga (marsowa) forum 09.02.04, 01:13
                                Gość portalu: Henryk napisał(a):

                                > Cholera - co się ze mną dzieje!
                                > Już po raz ostatni odszczekuję, zdanie -*Panie homosovieticus, naprawdę nie
                                zas
                                > zkodzi nieco łagodności na obliczu.*, miało brzmieć -
                                >
                                > *Panie "ROLOTOMASI", naprawdę nie zaszkodzi nieco łagodności na obliczu.*
                                > Z powazaniem i przeprosinami.
                                > Skołowaciały Henryk.

                                Uwierz mi szlachetny Henryku ,że już nie daje rady!
                                :))
                                • rolotomasi Re: Nikczemność zakonnicza i powaga sytuacji 09.02.04, 01:30
                                  beło " naprawdę nie zaszkodzi nieco łagodności na obliczu "
                                  A Ja> ?!
                                  • Gość: Henryk Re: Nikczemność zakonnicza i *A Ja> ?!* IP: 82.160.16.* 09.02.04, 01:37
                                    -*! Panie B. jak stracisz cierpliwość i pierdolniesz w tych Euro-idiotów na Forum-to Proszę, celuj dobrze i nie traf we mnie, bo Ja nie mam z nimi nic wspólnego:)*
                                    • rolotomasi Re: Nikczemność zakonnicza i powaga sytuacji 09.02.04, 02:05
                                      Proponuję,zalecam wręcz, popracować nad własnym poczuciem humoru ze szczególnym
                                      uwzględnieniem jego ciemnych części.
    • ayran Re: zapalniczka 09.02.04, 12:44
      Gość portalu: wartburg napisał(a):

      > Wątły płomyczek, toporność wykonania i opór, z jakim obracało się kółeczko
      > sprawiły, że zapalniczka stała się dla mnie symbolem. "Jak to jest, że w
      > piętnaście lat po upadku socjalizmu nic się prawie zmieniło. Nawet produkcja
      > przyzwoitej zapalniczki okazuje się niemożliwa", pomyślałem i zakląłem jak
      > szewc.

      Podejrzewam, że kupowane przec Ciebie zapalniczki zostały wyprodukowane w
      Chińskiej Republice Ludowej. W Polsce powstają wyłącznie zapalniczki -
      reklamówki - a i to w ten sposób, że na sprowadzone z Azji "neutralne"
      zapalniczki nanosi się nadruk, zwykle tzw. tamponowy.
      W czasach komunizmu nie miałem własnego samochodu. W obecnych czasach
      natomiast, kiedy zamarźnie mi zamek, co zdarza się rzadko, najchętniej stosuję
      areozolowy odmrażacz. Zadziwiająco skuteczny, choć wyprodukowany w
      postkomunistycznej Polsce.

      I jeszcze a propos peerelowskich żelazek. Jednym z największych ich
      producentów na eksport były zakłady zbrojeniowe w Nowej Dębie. Cieszyły się
      dużym powodzeniem zwłaszcza na Bliskim Wschodzie. Zdaniem tamtejszych
      użytkowników nadawały się do przybijania gwoździ znacznie lepiej, niż produkty
      firm Philips, Bosch czy Moulinex.

      • Gość: wartburg skąd się biorą tanie zapalniczki? IP: *.b.dial.de.ignite.net 09.02.04, 13:18

        ayran napisał:

        > Podejrzewam, że kupowane przec Ciebie zapalniczki zostały wyprodukowane w
        > Chińskiej Republice Ludowej.


        W pierwszym odruchu chciałem przyznać Ci rację. Bo taki wariant też można
        dopuścić... Z drugiej strony przypomina mi się, że w PRL-u olbrzymim
        powodzeniem cieszyły się rzucane niekiedy do sklepów importy z ChRL. Np.
        słynne cienkopiszące długopisy. Już wtedy było mnie zagadką (i pewnie na
        zawsze pozostanie), w jaki sposób wytwarzanie takiej jakości było możliwe w
        warunkach gospodarki socjalistycznej.

        Ale widać Azjaci z innej gliny lepieni.

        W Polsce powstają wyłącznie zapalniczki -
        > reklamówki - a i to w ten sposób, że na sprowadzone z Azji "neutralne"
        > zapalniczki nanosi się nadruk, zwykle tzw. tamponowy.

        Mieszkam od dawna w Niemczech i przyzwyczaiłem się do zapalniczek, których
        funkcjonowanie niegdy nie stwarzało problemów. Nawiasem mówiąc kosztują tam
        tak samo mało jak w Polsce, z czego nietrudno wyciągnąć wniosek, że zapewne
        pochodzą z Dalekiego Wschodu. Po mojej przygodzie myślę, że raczej na pewno
        nie z Polski.

        > W czasach komunizmu nie miałem własnego samochodu. W obecnych czasach
        > natomiast, kiedy zamarźnie mi zamek, co zdarza się rzadko, najchętniej
        stosuję
        > areozolowy odmrażacz. Zadziwiająco skuteczny, choć wyprodukowany w
        > postkomunistycznej Polsce.

        A ja miałem inne doświadczenia. Następnego dnia kupiłem sobie w Leclercu
        odmrażacz areozolowy firmy "Eldorado", przepraszam "Euroeolor" (skomplikowana
        nazwa) wyprodukowany przez "POL-EXPO", 91-336 Łódź, ul. Gliniana 61, tel. 042 -
        640 71 54. Okazał się tak samo nieskuteczny jak tytułowa zapalniczka.

        Ayran, czytam Twoje posty dość często, bo jesteś człowiekiem inteligentnym i
        na dodatek rozsądnym. Przecież akurat Tobie nie muszę tłumaczyć, że w tym co
        napisałem, wcale nie o "tę zapalniczkę" chodziło.


        >
        > I jeszcze a propos peerelowskich żelazek. Jednym z największych ich
        > producentów na eksport były zakłady zbrojeniowe w Nowej Dębie. Cieszyły się
        > dużym powodzeniem zwłaszcza na Bliskim Wschodzie. Zdaniem tamtejszych
        > użytkowników nadawały się do przybijania gwoździ znacznie lepiej, niż
        produkty
        > firm Philips, Bosch czy Moulinex.

        Fajne :)
        >
        • ayran Re: skąd się biorą tanie zapalniczki? 09.02.04, 13:47
          Gość portalu: wartburg napisał(a):


          > Mieszkam od dawna w Niemczech i przyzwyczaiłem się do zapalniczek, których
          > funkcjonowanie niegdy nie stwarzało problemów. Nawiasem mówiąc kosztują tam
          > tak samo mało jak w Polsce, z czego nietrudno wyciągnąć wniosek, że zapewne
          > pochodzą z Dalekiego Wschodu. Po mojej przygodzie myślę, że raczej na pewno
          > nie z Polski.


          I jedne i drugie zapalniczki pochodzą z Chin (lub Tajwanu). Trzy i pół roku
          temu azjatyckie zapalniczki zostały objęte cłami antydumpingowymi na wniosek
          polskiego producenta zapalniczek wielorazowego użytku, co może być
          wyjaśnieniem powodu, dla którego nie są w Polsce tańsze niż w Niemczech.


          > A ja miałem inne doświadczenia. Następnego dnia kupiłem sobie w Leclercu
          > odmrażacz areozolowy (...) Okazał się tak samo nieskuteczny jak tytułowa
          > zapalniczka.

          Masz pewnie niemiecki samochód. Przyznaję, że decydując się na auto z drugiej
          strony Bałtyku nie myślałem o tym aspekcie, ale tym bardziej jestem zadowolony.


          >
          > Ayran, czytam Twoje posty dość często, bo jesteś człowiekiem inteligentnym i
          > na dodatek rozsądnym. Przecież akurat Tobie nie muszę tłumaczyć, że w tym
          co
          > napisałem, wcale nie o "tę zapalniczkę" chodziło.

          Jasne, że nie, ale jestem dziś w nastroju lekko polemicznym.


          Ay.
          • heretykkk każda marka sam. powinna mieć inną zapalniczkę 09.02.04, 13:56
            >
            > Masz pewnie niemiecki samochód. Przyznaję, że decydując się na auto z drugiej
            > strony Bałtyku nie myślałem o tym aspekcie, ale tym bardziej jestem
            zadowolony.
            >

            A co jeśli Wartburg, wbrew sugestii płynącej z nazwy, ma auto francuskie? ;)
            • Gość: Emeryt Re:A u nas ciągle jak w PRL-u IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 09.02.04, 14:02
              Najpierw mieliśmy trudności wzrostu, a teraz mamy wzrost trudności.
              • Gość: Henryk Re:A u nas ciągle jak w PRL-u IP: 82.160.16.* 09.02.04, 15:32
                Lubię Pana za te sentencje(esencje).
                • Gość: Emeryt Re:A u nas ciągle jak w PRL-u IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 09.02.04, 15:39
                  Panie Henryku.
                  "Mnie od pieluch wmawiali, żem dorodne dziecię,
                  że bez pracy, bez nauk znajdę cześć na świecie."
                  Pozwoliłem to sobie odgapić od Syrokmli. Ale trudno, żeby było inaczej. W moim
                  wieku prochu nie wymyślę. :)
                  Pozdrawiam serdecznie.
          • wartburg4 Re: skąd się biorą tanie zapalniczki? 09.02.04, 14:32
            ayran napisał:

            > > I jedne i drugie zapalniczki pochodzą z Chin (lub Tajwanu).

            Być może, ale dlaczego różnią się pod względem jakości? Może istnieją jakieś
            wewnętrzne regulaminy wraz z odpowiednimi rozróżnieniami? Np. "quality III a
            GER" i dajmy na to "quality III b POL"?

            Wciąż spotykam się z (intrygującym) zjawiskiem, że z pozoru te same produkty
            sprzedawane w Polsce i w Niemczech różnią się (i to bardzo) pod względem
            jakości.

            Ale to tylko tak dla polemiki... Wcale nie na tym chciałem się w tym wątku
            koncentrować.
            • wartburg4 P.S. 09.02.04, 14:38
              A samochód mam rzeczywiście francuski, jak odgadł domyślny heretykkk :)
            • ayran Re: skąd się biorą tanie zapalniczki? 09.02.04, 16:37
              wartburg4 napisał:

              > > > I jedne i drugie zapalniczki pochodzą z Chin (lub Tajwanu).

              > Być może, ale dlaczego różnią się pod względem jakości? Może istnieją jakieś
              > wewnętrzne regulaminy wraz z odpowiednimi rozróżnieniami? Np. "quality III a
              > GER" i dajmy na to "quality III b POL"?

              To już tłumaczyłem. Sprowadzane do Polski zapalniczki są obciążane dodatkowym
              cłem antydumpingowym, a więc zapewne są tańsze w zakupie. Zapalniczki
              jednorazowe niemieckiego pochodzenia - jeśli w ogóle są produkowane - kosztują
              na pewno majątek, w związku z czym żadna ochrona antydumpingowa do niczego by
              im się i tak nie przydała.


              www.abc.com.pl/serwis/mp/2003/0284.htm
              Ay.
              • rolotomasi Re: skąd się biorą ? 09.02.04, 17:44
                Takie tematy biorą się z powodu braku odpowiedzi na pytania poważniejsze na prz:

                ILE OSÓB ZAMARZŁO tej zimy w PRL ? (Państwo Rządzone 'Lewicą')
                Demokratyczno praso jakoś nie podaje tej ponurej liczby . Bylibyśmy bliżej
                rzeczywistości, meine herren.
                meine herren.<<to dla Wartburga; Co rozpoczął, i dobrze, ale samochód ma
                fransuski,jak czytam, a pfe.
    • chomitschek a wisz wartburg 09.02.04, 17:49
      ze mialem neidawno takie samo zdarzenie z amerykanska zapalniczka? Porwalem
      sobie pace o to kolo i kluczyka i tak nie podgrzalem.
    • Gość: wartburg Re: zpalniczka IP: *.b.dial.de.ignite.net 11.02.04, 13:38
      Inicjując ten wątek miałem cichą nadzieję, że przerodzi się w twórczą debatę
      na temat "nieupadku komunizmu". A więc tego wszystkiego, co pozostało po
      systemie, który jako taki nigdy się nie ziścił.

      Teraz żałuję, że wdałem się w dywagacje o "nieziszczeniu komunizmu", zamiast
      skoncentrować się na jego "nieupadku", w jakiejkolwiek formie bądź. Chyba za
      dużo chciałem powiedzieć naraz. Za bardzo zamuliło to i tak już zawiły wywód
      i przyczyniło się do tego, że tylko parę osób odgadnęło moje zamiary. Wyszło
      na to, że nawet moja tytułowa zapalniczka, którą chciałem nieco "oświetlić"
      temat, okazała sie bublem...

      Dlatego ponawiam dyskusję. Mam nadzieję, że wspólnymi siłami uda nam się
      wytropić chociażby pewien procent zjawisk, przyzwyczajeń, odruchów i innych
      (duchowych jak i materialnych) ograniczeń odziedziczonych po komuniżmie, który
      rzekomo upadł.

      Nieziszczonyny komunizm wykazał się zastanawiającą płodnościa, jeśli chodzi o
      rozmaitość form. Przepoczwarzał się niemal bez przerwy. Co jest jednak
      najbardziej niesamowite - wiele jego odmian, nie zawsze peryferyjnych i ledwie
      zauważalnych, przepoczwarza się nadal. Jakby ruch, w jaki puszczono je
      kiedyś, nie miał końca - był czyms w rodzaju perpetum mobile.

      Posłużę się takim przykładem. W filmie Feliksa Falka "Wodzirej" z 1977 roku
      Lutek Danielak (Jerzy Stuhr) szuka haka na konkurentów, którzy tak jak on chcą
      prowadzić jakiś bzdurny program rozrywkowy ku czci w prowincjonalnej dziurze.
      Program ten ma być jednak transmitowany do Warszawy i dlatego Danielak idzie
      na całość. Marzy mu się kariera na Woronicza. Na jednego konkurenta pisze
      donos. Innemu obiecuje talon na wartburga (!). Tamten z kolei, jeśli da
      talon komuś innemu, załapie się na tournee po Stanach. Ma chwilowo w dupie
      karierę na Woronicza. Żeby załatwić talon, Stuhr podstawia swoją dziewczynę
      facetowi, który ma możliwości PZMocie. Film pokazuje proces tworzenia się
      bagna, w którym na dobrą sprawę toną wszyscy. Chyba jedną z najbardziej
      wstrząsających sekwencji jest wizyta Stuhra u prokuratora, z którym kiedyś
      chodził do szkoły. Chce się dowiedzieć, jakie osarżenia wnoszone były
      przeciwko jednemu z konkurentów w sprawie, która została już umorzona.

      Stoją w korytarzu sądowym koło okna. Rozmawiają szeptem. W jakimś momencie
      kamera szwenkuje na dziedziniec sądu, gdzie akurat dwóch milicjantów wprowadza
      do suki jakiegoś mężczyznę w kajdankach. Ta scena trwa cztery, może pięć
      sekund. Zawsze dziwiłem się, że puściła ją cenzura. Mężczyzna w kajdankach
      to przecież przyszła ofiara pana Lutka, człowieka opętanego żądzą kariery na
      Woronicza. Ten krótki szwenk kamery jest chyba najostrzejszą metaforą
      degeneracji aparatu sprawiedliwości w PRL.

      Ja osobiście odnoszę wrażenie, że im więcej czasu upływa od "upadku" PRL, tym
      bardziej ta metafora staje się aktualna...

      Zapraszam do dyskusji.
      • heretykkk Typologia 11.02.04, 15:36
        biurwy :)

        1) W dziewięciu urzędach na dziesięć nadal pracują biurwy. Ta
        sama "komunistyczna" mentalność: "dlaczego miałabym coś załatwić, skoro mogę
        nie załatwić?" Zawsze znajdzie sie jakiś punkcik regulaminu, który pozwoli
        odłozyć sprawę na później lub odesłać gdzie indziej.

        2) Wraz z "transformacją" powstał też nowy typ biurew: młode dziewczęta służące
        do odbierania telefonów i wbijania stempli w firmach prywatnych. Włosy
        pomalowane, paznokcie tudzież, półinteligentny wyraz twarzy i szortka
        nieuprzejmość lub zwykłe chamstwo wobec petentów. Ten sam typ, tylko w nowym
        wydaniu.

        3) Biurwy, które robią w duchowości, czyli księża. Nie wiem, jacy byli dawniej,
        ale dzisiaj z autopsji znam takich, którzy podpadają pod ten termin znakomicie.
        Księżą proboszczowie, którzy walczą między sobą o rząd dusz, nie zważając
        na "głupie" problemy mieszkańców, typu organizacja pogrzebu czy zawarcie
        małżeństwa. "Mieszkasz tu, a chciałbyś ożenić się gdzie indziej? Nic z tego,
        już ja nie oddam cię tamtemu proboszczowi!". "Małżonka ciężko chora? Chciałaby
        mieć zarezerwowany grób obok ojca? Porozmawiamy, jak umrze, a poza tym to nie
        ten rejon".
        Sakrament? Dla kilku, z którymi się zetknąłem to zwykła formalność, bizness,
        tyle że "duszny".

        To biurwy podtrzymują stary system.
        • Gość: wartburg Re: Typologia IP: *.b.dial.de.ignite.net 11.02.04, 19:12



          Coś w tym jest z pewnością.

          Najbardziej podobał mi się ten punkt
          2) Wraz z "transformacją" powstał też nowy typ biurew: młode dziewczęta służące
          >
          > do odbierania telefonów i wbijania stempli w firmach prywatnych. Włosy
          > pomalowane, paznokcie tudzież, półinteligentny wyraz twarzy i szortka
          > nieuprzejmość lub zwykłe chamstwo wobec petentów. Ten sam typ, tylko w nowym
          > wydaniu.

          Sam wciąż stykam się z tym zjawiskiem i całkowicie je potwierdzam. Jakby
          wszystkie instytucje były krok za krokiem opanowywane przez te głupiutkie
          stworzonka, które na dodatek prawie się od siebie nie różnią.


          Ale jeszcze taka refleksja. Biurokracja i prawodawstwo PRL zakładały milcząco,
          że każdy jest potencjalnym oszustem. Stąd masa zapisów, dyrektyw i paragrafów,
          które generowały niespotykaną gdzie indziej upierdliwość i nieufność urzędów
          wobec obywateli tego kraju.

          W moim odczuciu ta mentalność w dalszym ciągu się przepoczwarza, czyli ewoluuje.
          Zamiast być lepiej, jest gorzej. Te wszystkie rachunki watowskie. Wydruk
          dokumentu zaświadcającego zakup benzyny na stacji benzynowej stał się w III RP
          jakimś horrorem. W cywilizowanych krajach wystarcza zwyczajne pokwitowanie
          albo paragon
          • rolotomasi Re: Typologia zapalniczki 11.02.04, 21:30
            było"Ale jeszcze taka refleksja. Biurokracja i prawodawstwo PRL zakładały
            milcząco, że każdy jest potencjalnym oszustem. Stąd masa zapisów, dyrektyw i
            paragrafów, które generowały niespotykaną gdzie indziej upierdliwość i
            nieufność urzędów wobec obywateli tego kraju. "

            Codziennie to widać, pełna recydywa PRL, na wszystkich polach od wielkiej
            polityki, przez opisane biznesy i panienki, na tym forum kończąc. Przykładów
            worki - taki dla wszystkich forumowiczów przystępny, to przyzwolenie, wspiera-
            nie i zakładanie forów dla zwyczajnych rasistów i nazistów ergo przestępców
            widoczne jest to czarno na białym, ale nie widzę żeby to Gazetcie przeszkadzało
            przeciwnie popiera dalej swoich wybrańców i manipulantów zarazem,
            Z biznesu: Kluska z Optimusa- czy za jego niszczenie ktoś beknął ?nie słyszałem
            i tak dookoła Wojtek (:

            --
            już> Dajemy radę

            ps.Ja z 5(pięć lat temu napisałem felieton o Dyktaturze 'Ciemniaków' i posłałem
            do zainterersowanych, a Ono dalej swoje
            • Gość: wartburg ceny IP: *.b.dial.de.ignite.net 12.02.04, 16:20
              Jeszcze taka uwaga drobna na temat dziedzicznych obciązeń po PRL. Z pogranicza
              psychologii i gospodraki - wcale nie literówka :)

              Chodzi o ceny. Do 1989 ustalano je odgórnie. Najczęściej z gestem jakimś
              takim, powiedziałbym - feudalno-magnackim. Były zaokrąglane w dół bądź w górę,
              pozostając w związku na ogół luźnym do tego, co się działo na rynku.

              Obok działał czarny rynek - też bezwstydnie rozbuchany i nieokiełznany. Z
              cenami, które zmieniały się tylko w jednym kierunku. Rosnącym. Chociaż nie do
              końca jasnym. Ustalenie ceny było procederem tyleż skomplikowanym, co
              czasochłonnym.

              W taki sposób funkcjonował handel na bazarach w pasie granicznym z Niemcami,
              gdzie chyba przez dobry rok albo i dwa po "upadku" komunizmu sprzedawcy nie
              chcieli ujawniać cen. Wyczekiwali. W swojej naiwności łudzili się, że klient
              da im więcej, niżby sami chcieli. Nie rozumieli, że tylko uwodząc klienta
              ceną, możliwie niską, można zagwarantować sobie konkurencyjność i rosnące
              przychody.

              To się dzięki Bogu póżniej zmieniło, ale rys mentalny wynikający z przekonania
              o rozciągliwości cen (i wogóle wszelkich wartości rynkowych) pozostał do dziś.
              Każde ustalenie ceny jest w Polsce nadal uciążliwe. Nieważne, czy chodzi o
              wartość towaru, usługi, czy pracy. Życzenie klienta, wyrażenie zamiaru kupna,
              bądź zamówienia czegoś, co nie powinno nastręczać większych trudności, staje
              się niemal zawsze skomplikowanym problemem wymagającym długotrwałych
              negocjacji.

              To się odbywa na wszystkich płaszczyznach życia społecznego. Każdy chce wyrwać
              coś dla siebie. Policjant, ktory przyłapał nas na przekroczeniu szybkości,
              taksówkarz domagający się za kurs zapłaty trzykrotnie wyższej niż w Niemczech
              albo Francji i wreszcie urzędnik albo polityk ustalający wysokość ceny działki
              budowlanej. Nigdy nie byłem w krajch arabskich, ale to, co o nich słyszałem,
              zawsze przypomina mi się w Polsce.
              • rolotomasi Re:A'propos czarnego rynku Czarnych pralni $ < >zł 17.02.04, 20:39
                Gocłowszczyzna
                $
                Purpurat wiedział że bierze
                ale nie sądził że pierze
                bo żył w głębokiej wierze,
                że manna ta Aniołów pieże

                Grożą mu wysokie wieże
                od Szefa Nieba pacierze
                a mogły być papieże
                pielgrzymki w macierze
                *
                żyć przyjdzie po ofierze
                /RT/
Pełna wersja