basia.basia
09.02.04, 15:43
Fragment z rzepy, właściwie rozdział książki Rokity nazwany
"Boskie i cesarskie" i link:
www.rzeczpospolita.pl/dodatki/ksiazki_040207/ksiazki_a_8.html
Hmmm... Michnik i Rydzyk. Stawia ich pan obok siebie.
Ci dwaj redaktorzy, przy całej odrębności życiorysów, mają ze sobą wiele
wspólnego. Pewien specyficzny rys - fascynację uczestnictwem w polityce przy
wykorzystaniu prywatnych mediów, które sami stworzyli. To jest pewien
specyficzny sposób uczestnictwa w polityce.
Sposób dobry?
Redaktorzy politycy
Zły. Bo zaciera bariery między uczestnikami procesu politycznego a tymi,
którzy ten proces komentują, opowiadają o nim. Między narratorami a
bohaterami w polityce. Tymczasem zdrowa polityka potrzebuje i jednych, i
drugich. Polityk jak bokser - trudno dostrzega zalety u przeciwnika. Jest z
natury rzeczy stronniczy, działa w konflikcie, formułuje racje tylko jednej
strony. Bo gdyby mówił: ja mam trochę racji, a mój przeciwnik też trochę,
byłby śmieszny. Polityk niezdolny do obrony własnej racji powinien się
wycofać z polityki. Ale żeby życie publiczne było normalne, potrzebny jest
jeszcze narrator, ten, który próbuje opisać racje obu, budować rozumienie
rzeczywistości. I obie te postacie łącznie budują sensowną politykę. A jeśli
narrator wchodzi w rolę bohatera albo odwrotnie, to ten normalny świat o
ustalonym porządku ulega wywróceniu, a ludzie tracą orientację. Przestają
rozumieć, kto ma jaką rację, kto z ukrycia pociąga za sznurki, jakie ukryte
interesy powodują, że narrator na chwilę stał się bohaterem, po to, by za
chwilę znów wrócić do pierwszej roli. Albo dlaczego nagle bohater unika
normalnej walki na scenie politycznej, a przeciwnika wykańcza narrator?
Ludzie głupieją. Nie może Homer iść na bój razem z Achillesem, bo Homer musi
mieć zdolność podkreślenia wielkości Hektora. Na tym polega
wspaniałość "Iliady".