tow.pis_da_ci
30.01.10, 09:29
Ciekawy tekst z [2008-08-11] skąd się "afera" hazardowa
W cieniu awantur wokół immunitetu Zbigniewa Ziobry i śledztwa w sprawie posła
Palikota Platforma rozpoczęła grę o wielkie pieniądze
4 lipca 2008 r. przewodniczący klubu parlamentarnego Prawa i
Sprawiedliwości, Przemysław Gosiewski, skierował na ręce marszałka Sejmu
interpelację do ministra finansów, Jana Vincenta Rostowskiego "w sprawie
proponowanych przez Ministerstwo Finansów zmian w ustawie z dnia 29 lipca 1992
r. o grach i zakładach wzajemnych".
Co prawda, nie sposób zorientować się, do którego projektu odnoszą się zadane
z wielkim znawstwem pytania, bo resort finansów przedstawił w ostatnich
miesiącach dwa opatrzone identycznym tytułem dokumenty:
pierwszy - z 28 kwietnia 2008 r.,
drugi - z 26 czerwca 2008 r.
Jednak nie jurydyczne szczegóły zainteresowały byłego wicepremiera i jednego z
najbardziej wpływowych liderów opozycji. Gosiewski rozumie motywy i kulisy
rządowej nowelizacji, a swymi pytaniami zmierza wprost do celu - "Kto był
inicjatorem rozpoczęcia prac nad projektem ustawy?", "Czy ów projekt był
zgłoszony do planu prac Rady Ministrów, a jeśli nie, to dlaczego?", "Czy
istnieją związki o charakterze towarzysko-biznesowym między osobami
prowadzącymi prace nad projektem ustawy a przedsiębiorstwami prowadzącymi
działalność w branży gier i zakładów wzajemnych?". Sugestie zawarte w
interpelacji są dwie:
- Platforma Obywatelska chce kręcić lody w hazardzie!
- Ja, Przemysław Gosiewski, znam odpowiedzi na postawione pytania.
Szef klubu parlamentarnego PiS mógł nie wiedzieć, że podnosząc owe kwestie,
znalazł się w nieoczekiwanej koalicji z urzędującym ministrem spraw
wewnętrznych, Grzegorzem Schetyną, komendantem głównym policji,
nadinspektorem, Andrzejem Matejukiem i szefem Agencji Bezpieczeństwa
Wewnętrznego, ppłk. Krzysztofem Bondarykiem.
Opiniując w ramach konsultacji międzyresortowych projekt resortu finansów
z 28 kwietnia 2006 r., urzędnicy ci zgodnie doszli do wniosku, że zawarte w
nim zapisy walnie przyczynią się "do problemów z kontrolą państwa nad sferą
hazardu i mogą spowodować przejęcie części tego rynku przez grupy
przestępcze". Część zaś z nowo powstałych przybytków hazardu "może być
wykorzystana w procederze prania pieniędzy".
Oceny innych instytucji państwowych - Narodowego Banku Polskiego, Głównego
Inspektora Danych Osobowych, Komisji Nadzoru Finansowego - oraz organizacji
społecznych, takich jak Polskie Stowarzyszenie na rzecz Promocji
Odpowiedzialnej Gry, były równie krytyczne. Dlatego nikt nie był zaskoczony,
gdy na początku czerwca br. resort ogłosił, że wycofuje się z najbardziej
kontrowersyjnych zapisów dotyczących możliwości otwierania nowych kasyn i
salonów gry.
Lecz 26 czerwca światło ujrzał całkiem nowy projekt nowelizacji! Przez kilka
tygodni dokumenty te wraz z uzasadnieniami wisiały na stronie internetowej
Ministerstwa Finansów obok siebie! W końcu ktoś zorientował się, że to absurd,
i usunął starszą wersję opatrzoną datą 28 kwietnia 2008 r., a zgłoszone do
niej w ramach konsultacji międzyresortowych opinie i uwagi zostały kliknięciem
myszki dołączone do nowego projektu.
Dziś wygląda to tak, jakby ministrowie rządu Donalda Tuska na przełomie
kwietnia i maja opiniowali akt prawny sygnowany datą czerwcową! Pytanie o
powody, dla których minister finansów, nie dbając o pozory ani kulturę
legislacyjną, chce w ekspresowym trybie zmienić prawo, stało się jak
najbardziej zasadne.
Szczęśliwy numerek PiS
Opisane zabiegi najwyraźniej wzbudziły czujność Przemysława Gosiewskiego,
który dobrze musi pamiętać, co się działo na przełomie 2006 i 2007 r., gdy
resort finansów pod kierownictwem Zyty Gilowskiej pracował nad identyczną
nowelizacją. Bo PiS, podobnie jak dziś Platforma, także chciało schylić się po
kasę.
18 stycznia 2007 r. na łamach "Pulsu Biznesu" ówczesny prezes Totalizatora
Sportowego, Jacek Kalida, ogłosił, że jego firma chce i gotowa jest
zainwestować w nowy rodzaj hazardu - wideoloterie - "nawet 200 mln euro".
Wyjaśnił, że nie czekając na nowelizację ustawy, Totalizator przygotowuje
business case nowego produktu.
"W czerwcu będziemy mieli wszystkie niezbędne badania i analizy, by w drugiej
połowie roku Totalizator był gotowy do ogłoszenia przetargu na operatora
wideoloterii", oświadczył Kalida.
Deklaracja ta wywołała burzę. Przecież prace nad ustawą dopiero się zaczęły, a
rządowych propozycji nie znał nikt. Uwagę o terminie ogłoszenia przetargu
odczytano jako przyznanie się do bezpośredniego wpływu na kształt i kierunek
prac legislacyjnych!
Podejrzenie było tym bardziej zasadne, że prezes Kalida zawdzięczał stanowisko
nowej PiS-owskiej ekipie. Przy okazji dostało się prezydentowi Lechowi
Kaczyńskiemu.
"Puls Biznesu", a po nim "Gazeta Polska" w tekście Leszka Misiaka pt.
"Rzeczpospolita towarzyska" przypomniały głowie państwa o jej spotkaniu z
prof. Józefem Blassem w czasie wizyty w Stanach Zjednoczonych w lutym 2006 r.
Amerykańska firma GTech zapłaciła Blassowi 20 mln dol. za konsultacje w
związku z podpisanym w 2001 r. dziesięcioletnim kontraktem z Totalizatorem
Sportowym na obsługę informatyczną sieci lottomatów.
"Puls Biznesu" ujawnił, że "w stanie Teksas prowadzone jest śledztwo w sprawie
dziwnych umów konsultingowych, podpisywanych na świecie przez GTech, lidera na
rynku systemów informatycznych dla branży hazardowej".
Ten dość dobrze udokumentowany przez amerykańskie instytucje i polską prasę
przypadek wywierania nacisku na rząd RP nie wzbudził najmniejszego
zainteresowania prokuratury.
Za to głos zabrali konkurenci Totalizatora Sportowego, sami zainteresowani
prowadzeniem wideoloterii w Polsce. Tomasz Chalimoniuk, prezes należącej do
greckiej firmy Intralot przyjmującej zakłady bukmacherskie spółki Totolotek
Toto-Mix, oświadczył, że inwestor deklaruje gotowość wybudowania sieci
kolektur z 1,5 tys. terminali nowych gier za ok. 8 mln euro - plus 1,5 mln na
promocję i reklamę.
Uruchomienie wideoloterii w Polsce - jego zdaniem - kosztowałoby 50-60 mln zł
i Intralot jest przygotowany na taki wydatek. "Państwo może liczyć na wpływy
do budżetu rzędu ponad 320 mln zł", zapewniał Chalimoniuk.
Różnica między jego deklaracjami a wypowiedziami prezesa Kalidy była
kolosalna. Totalizator Sportowy chciał wydać na nową formę hazardu 200 mln
euro (760 mln zł według ówczesnego kursu - uwaga autora), a Grecy zaledwie
50-60 mln zł! Na Wiejskiej zaczęto szeptać, że Prawo i Sprawiedliwość szykuje
potężną górkę pod spodziewane wybory.
Owe supozycje umacniały publikacje prasowe na temat osób zaangażowanych w
prace nad nowelizacją ustawy o grach i zakładach wzajemnych.
Na początku kwietnia 2007 r. "Puls Biznesu" piórem Dawida Tokarza dowodził, iż
"decydujący wpływ na kształt projektu ma jedna z firm operujących na rynku
wartym 8 mld zł: Totalizator Sportowy (TS) oraz szef komitetu stałego Rady
Ministrów Przemysław Gosiewski".
Znajomym Gosiewskiego był pan Grzegorz Maj, "doradca zarządu Totalizatora
Sportowego ds. nowelizacji". To on zdaniem redakcji "przeforsował obniżkę
podatku od wideoloterii, na które TS zamierza wydać aż 3,5 mld zł w ciągu
pięciu lat, oraz 10-procentowe dopłaty dla prywatnego hazardu".
W lipcu 2006 r. Edyta Żemła, późniejsza rzeczniczka prasowa min. Ziobry, na
łamach tygodnika "Newsweek" opublikowała artykuł pt. "Zlecenie na kwity".
Według niej, "do takich spółek jak PKN Orlen, PGNiG, PZU czy Totalizator
Sportowy weszli tzw. komisarze polityczni. Ich zadaniem było prześwietlenie
dokumentacji tych firm pod kątem "nieprawidłowości". A każdy z nich przed
rozpoczęciem pracy spotkał się z Jarosławem Kaczyńskim i Kazimierzem
Marcinkiewiczem.
Grzegorz Maj idealnie pasował do tego wzoru. Znał nie tylko Przemysława
Gosiewskiego, lecz także Zbigniewa Ziobrę. W wyborach 2005 r. startował do
Sejmu z listy Prawa i Sprawiedliwości. Bezskutecznie. Z dostępnej na stronie
internetowej Kancelarii Prezesa Rady Ministrów listy doradców i asysten