Ciekawy tekst z [2008-08-11] skąd się "afera" haza

30.01.10, 09:29
Ciekawy tekst z [2008-08-11] skąd się "afera" hazardowa


W cieniu awantur wokół immunitetu Zbigniewa Ziobry i śledztwa w sprawie posła
Palikota Platforma rozpoczęła grę o wielkie pieniądze

4 lipca 2008 r. przewodniczący klubu parlamentarnego Prawa i
Sprawiedliwości, Przemysław Gosiewski, skierował na ręce marszałka Sejmu
interpelację do ministra finansów, Jana Vincenta Rostowskiego "w sprawie
proponowanych przez Ministerstwo Finansów zmian w ustawie z dnia 29 lipca 1992
r. o grach i zakładach wzajemnych".

Co prawda, nie sposób zorientować się, do którego projektu odnoszą się zadane
z wielkim znawstwem pytania, bo resort finansów przedstawił w ostatnich
miesiącach dwa opatrzone identycznym tytułem dokumenty:
pierwszy - z 28 kwietnia 2008 r.,
drugi - z 26 czerwca 2008 r.
Jednak nie jurydyczne szczegóły zainteresowały byłego wicepremiera i jednego z
najbardziej wpływowych liderów opozycji. Gosiewski rozumie motywy i kulisy
rządowej nowelizacji, a swymi pytaniami zmierza wprost do celu - "Kto był
inicjatorem rozpoczęcia prac nad projektem ustawy?", "Czy ów projekt był
zgłoszony do planu prac Rady Ministrów, a jeśli nie, to dlaczego?", "Czy
istnieją związki o charakterze towarzysko-biznesowym między osobami
prowadzącymi prace nad projektem ustawy a przedsiębiorstwami prowadzącymi
działalność w branży gier i zakładów wzajemnych?". Sugestie zawarte w
interpelacji są dwie:
- Platforma Obywatelska chce kręcić lody w hazardzie!
- Ja, Przemysław Gosiewski, znam odpowiedzi na postawione pytania.
Szef klubu parlamentarnego PiS mógł nie wiedzieć, że podnosząc owe kwestie,
znalazł się w nieoczekiwanej koalicji z urzędującym ministrem spraw
wewnętrznych, Grzegorzem Schetyną, komendantem głównym policji,
nadinspektorem, Andrzejem Matejukiem i szefem Agencji Bezpieczeństwa
Wewnętrznego, ppłk. Krzysztofem Bondarykiem.
Opiniując w ramach konsultacji międzyresortowych projekt resortu finansów
z 28 kwietnia 2006 r., urzędnicy ci zgodnie doszli do wniosku, że zawarte w
nim zapisy walnie przyczynią się "do problemów z kontrolą państwa nad sferą
hazardu i mogą spowodować przejęcie części tego rynku przez grupy
przestępcze". Część zaś z nowo powstałych przybytków hazardu "może być
wykorzystana w procederze prania pieniędzy".
Oceny innych instytucji państwowych - Narodowego Banku Polskiego, Głównego
Inspektora Danych Osobowych, Komisji Nadzoru Finansowego - oraz organizacji
społecznych, takich jak Polskie Stowarzyszenie na rzecz Promocji
Odpowiedzialnej Gry, były równie krytyczne. Dlatego nikt nie był zaskoczony,
gdy na początku czerwca br. resort ogłosił, że wycofuje się z najbardziej
kontrowersyjnych zapisów dotyczących możliwości otwierania nowych kasyn i
salonów gry.
Lecz 26 czerwca światło ujrzał całkiem nowy projekt nowelizacji! Przez kilka
tygodni dokumenty te wraz z uzasadnieniami wisiały na stronie internetowej
Ministerstwa Finansów obok siebie! W końcu ktoś zorientował się, że to absurd,
i usunął starszą wersję opatrzoną datą 28 kwietnia 2008 r., a zgłoszone do
niej w ramach konsultacji międzyresortowych opinie i uwagi zostały kliknięciem
myszki dołączone do nowego projektu.
Dziś wygląda to tak, jakby ministrowie rządu Donalda Tuska na przełomie
kwietnia i maja opiniowali akt prawny sygnowany datą czerwcową! Pytanie o
powody, dla których minister finansów, nie dbając o pozory ani kulturę
legislacyjną, chce w ekspresowym trybie zmienić prawo, stało się jak
najbardziej zasadne.

Szczęśliwy numerek PiS

Opisane zabiegi najwyraźniej wzbudziły czujność Przemysława Gosiewskiego,
który dobrze musi pamiętać, co się działo na przełomie 2006 i 2007 r., gdy
resort finansów pod kierownictwem Zyty Gilowskiej pracował nad identyczną
nowelizacją. Bo PiS, podobnie jak dziś Platforma, także chciało schylić się po
kasę.
18 stycznia 2007 r. na łamach "Pulsu Biznesu" ówczesny prezes Totalizatora
Sportowego, Jacek Kalida, ogłosił, że jego firma chce i gotowa jest
zainwestować w nowy rodzaj hazardu - wideoloterie - "nawet 200 mln euro".
Wyjaśnił, że nie czekając na nowelizację ustawy, Totalizator przygotowuje
business case nowego produktu.
"W czerwcu będziemy mieli wszystkie niezbędne badania i analizy, by w drugiej
połowie roku Totalizator był gotowy do ogłoszenia przetargu na operatora
wideoloterii", oświadczył Kalida.
Deklaracja ta wywołała burzę. Przecież prace nad ustawą dopiero się zaczęły, a
rządowych propozycji nie znał nikt. Uwagę o terminie ogłoszenia przetargu
odczytano jako przyznanie się do bezpośredniego wpływu na kształt i kierunek
prac legislacyjnych!
Podejrzenie było tym bardziej zasadne, że prezes Kalida zawdzięczał stanowisko
nowej PiS-owskiej ekipie. Przy okazji dostało się prezydentowi Lechowi
Kaczyńskiemu.
"Puls Biznesu", a po nim "Gazeta Polska" w tekście Leszka Misiaka pt.
"Rzeczpospolita towarzyska" przypomniały głowie państwa o jej spotkaniu z
prof. Józefem Blassem w czasie wizyty w Stanach Zjednoczonych w lutym 2006 r.
Amerykańska firma GTech zapłaciła Blassowi 20 mln dol. za konsultacje w
związku z podpisanym w 2001 r. dziesięcioletnim kontraktem z Totalizatorem
Sportowym na obsługę informatyczną sieci lottomatów.
"Puls Biznesu" ujawnił, że "w stanie Teksas prowadzone jest śledztwo w sprawie
dziwnych umów konsultingowych, podpisywanych na świecie przez GTech, lidera na
rynku systemów informatycznych dla branży hazardowej".
Ten dość dobrze udokumentowany przez amerykańskie instytucje i polską prasę
przypadek wywierania nacisku na rząd RP nie wzbudził najmniejszego
zainteresowania prokuratury.
Za to głos zabrali konkurenci Totalizatora Sportowego, sami zainteresowani
prowadzeniem wideoloterii w Polsce. Tomasz Chalimoniuk, prezes należącej do
greckiej firmy Intralot przyjmującej zakłady bukmacherskie spółki Totolotek
Toto-Mix, oświadczył, że inwestor deklaruje gotowość wybudowania sieci
kolektur z 1,5 tys. terminali nowych gier za ok. 8 mln euro - plus 1,5 mln na
promocję i reklamę.
Uruchomienie wideoloterii w Polsce - jego zdaniem - kosztowałoby 50-60 mln zł
i Intralot jest przygotowany na taki wydatek. "Państwo może liczyć na wpływy
do budżetu rzędu ponad 320 mln zł", zapewniał Chalimoniuk.
Różnica między jego deklaracjami a wypowiedziami prezesa Kalidy była
kolosalna. Totalizator Sportowy chciał wydać na nową formę hazardu 200 mln
euro (760 mln zł według ówczesnego kursu - uwaga autora), a Grecy zaledwie
50-60 mln zł! Na Wiejskiej zaczęto szeptać, że Prawo i Sprawiedliwość szykuje
potężną górkę pod spodziewane wybory.
Owe supozycje umacniały publikacje prasowe na temat osób zaangażowanych w
prace nad nowelizacją ustawy o grach i zakładach wzajemnych.
Na początku kwietnia 2007 r. "Puls Biznesu" piórem Dawida Tokarza dowodził, iż
"decydujący wpływ na kształt projektu ma jedna z firm operujących na rynku
wartym 8 mld zł: Totalizator Sportowy (TS) oraz szef komitetu stałego Rady
Ministrów Przemysław Gosiewski".
Znajomym Gosiewskiego był pan Grzegorz Maj, "doradca zarządu Totalizatora
Sportowego ds. nowelizacji". To on zdaniem redakcji "przeforsował obniżkę
podatku od wideoloterii, na które TS zamierza wydać aż 3,5 mld zł w ciągu
pięciu lat, oraz 10-procentowe dopłaty dla prywatnego hazardu".
W lipcu 2006 r. Edyta Żemła, późniejsza rzeczniczka prasowa min. Ziobry, na
łamach tygodnika "Newsweek" opublikowała artykuł pt. "Zlecenie na kwity".
Według niej, "do takich spółek jak PKN Orlen, PGNiG, PZU czy Totalizator
Sportowy weszli tzw. komisarze polityczni. Ich zadaniem było prześwietlenie
dokumentacji tych firm pod kątem "nieprawidłowości". A każdy z nich przed
rozpoczęciem pracy spotkał się z Jarosławem Kaczyńskim i Kazimierzem
Marcinkiewiczem.
Grzegorz Maj idealnie pasował do tego wzoru. Znał nie tylko Przemysława
Gosiewskiego, lecz także Zbigniewa Ziobrę. W wyborach 2005 r. startował do
Sejmu z listy Prawa i Sprawiedliwości. Bezskutecznie. Z dostępnej na stronie
internetowej Kancelarii Prezesa Rady Ministrów listy doradców i asysten
    • tow.pis_da_ci cd. 30.01.10, 09:30
      cd.
      To aż nazbyt jawne angażowanie się czołowych polityków PiS zaszkodziło
      projektowi nowelizacji ustawy o grach i zakładach wzajemnych. Dokument, który w
      pierwszej połowie ubiegłego roku trafił do konsultacji międzyresortowych, został
      całkowicie skrytykowany. Uwagi w stylu, że "proponowane zmiany mogą przyczynić
      się do problemów z kontrolą państwa nad sferą hazardu", były niczym wobec ocen,
      z których wynikało, że nowelizacja zagraża bezpieczeństwu państwa!
      Ostatecznie PiS-owski projekt trafił do kosza. Rządowi Kaczyńskiego udało się,
      na ostatnim przed samorozwiązaniem posiedzeniu Sejmu, przeprowadzić jedynie
      podwyżkę opłat od automatów o niskich wygranych. Co nie oznacza, że pomysł
      wprowadzenia do Polski wideoloterii został na Wiejskiej zapomniany.

      Platforma wchodzi do gry

      W lutym tego roku minister skarbu państwa, Aleksander Grad, ogłosił konkurs na
      nowych członków rady nadzorczej Totalizatora Sportowego. Wygrali ci, którzy
      mieli wygrać - znajomi wiceministra Michała Chyczewskiego - Andrzej Rzońca i
      Wiktor Wojciechowski.
      Był to wstęp do zmian w zarządzie spółki. Los prezesa Kalidy był przesądzony.
      Ogłoszono dwa konkursy na członków zarządu i znów przeszli ci, którzy mieli
      przejść - panowie: Sławomir Dudziński i Piotr Gosek.
      Jednocześnie w resorcie finansów ruszyły prace nad nowelizacją ustawy o grach i
      zakładach wzajemnych. Osobą odpowiedzialną za nie został szef służby celnej,
      Jacek Kapica.
      W skierowanym do konsultacji międzyresortowych projekcie z kwietnia br.
      wideoloteriom nie poświęcono szczególnej uwagi. Za to projekt czerwcowy - jeśli
      zostanie przyjęty przez Sejm - otworzy w Polsce szeroko drzwi temu ostremu
      hazardowi.
      W uzasadnieniu napisano, że jednym z celów jest pozyskanie dodatkowych środków
      dla Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej na budowę obiektów na Euro 2012. Po
      identyczny argument w ubiegłym roku sięgnęło PiS.
      Rząd Donalda Tuska chce też oddać licencjonowanie i kontrolę gier pod wyłączny
      nadzór administracji celnej. Co zdaniem znawców tematu jest równoznaczne z
      wpuszczeniem lisa do kurnika. Nie jest tajemnicą, że polscy celnicy, obok
      lekarzy, uchodzą za najbardziej skorumpowaną grupę zawodową. W przeszłości za
      kraty trafiały całe obsady przejść granicznych.
      W ostatnich tygodniach "Rzeczpospolita" i "Dziennik" ujawniły fragmenty zeznań
      jednego z podejrzanych w tzw. aferze korupcyjnej ministra sportu, Tomasza Lipca.
      Miał on poinformować śledczych, że istniały dwie grupy działaczy powiązanych z
      kierownictwem Prawa i Sprawiedliwości, którzy przy okazji budowy obiektów
      sportowych na Euro 2012 mieli wyprowadzić 100 mln zł na cele partyjne.
      Padło w tym kontekście nazwisko Michała Borowskiego - prezesa Narodowego Centrum
      Sportu. Co szybko okazało się bzdurą. Borowski nie był zamieszany w aferę. Jedna
      z redakcji pomyliła imię. Pytanie, jak wyprowadzić 100 mln zł, pozostało bez
      odpowiedzi. Nie da się wynieść takich sum w walizkach. Nie wiadomo też, kto
      przewodził "drugiej grupie". Media się tym nie interesują, a prokuratura milczy
      jak zaklęta.
      Istnieje jednak sposób, by nie budząc podejrzeń, schylić się po znaczniejsze
      nawet kwoty. W tym przypadku wystarczy znowelizować ustawę o grach i zakładach
      wzajemnych w pożądanym przez mocodawców kierunku. Otwarcie Polski dla
      wideoloterii - oto jest wyzwanie! Hazard i polityka zawsze szły ręka w rękę.
      Przypomnijmy. Prezes TS Kalida gotów był na początku 2007 r. zainwestować w nowy
      rodzaj ostrego hazardu 200 mln euro. Jeśli Sejm przyjmie propozycje resortu
      finansów, będzie to więcej, bo wszystko zdrożało.
      100 mln zł "prowizji", o których jakoby mówił prokuratorom jeden z podejrzanych
      w sprawie ministra Lipca, to tylko 30 mln euro. Kwota niegodna targowania się
      wobec spodziewanych zysków, jakie osiągną spółki, które zwyciężą w przetargach
      na dostawy sprzętu i oprogramowania do nowej gry.
      Przyjęcie nowelizacji zmieni coś jeszcze - wyeliminuje z rynku najpopularniejsze
      dziś gry liczbowe!
      Nowy zarząd Totalizatora Sportowego pozbył się w ostatnich miesiącach wielu
      starszych pracowników, którzy znali się na hazardzie. Odsuwany od zarządzania
      jest wybrany przez załogę członek zarządu Grzegorz Sołtysińki. Totalizator
      zainwestował w wyścigi konne na Służewcu i uruchomił 26 maja br. nową grę o
      nazwie keno.
      Na koniach spółka nie zarobi, bo wokół wyścigów panuje zbyt duży bałagan. Z keno
      też będą kłopoty. Kampania reklamowa nowej gry jest - delikatnie mówiąc -
      niemrawa. W punktach nie widać wielu chętnych, a niektóre z nich są w ciągu dnia
      pozamykane na cztery spusty. Jedynie gry liczbowe trzymają wyniki finansowe
      Totalizatora.
      Zmieni się to, jeśli zostaną wprowadzone wideoloterie. To szybka gra, w której
      po chwili wiemy, czy wygraliśmy. W przypadku dużego, multi i express lotka
      trzeba czekać na losowanie, sprawdzić kupon w kolekturze itp. Jeśli obok gier
      liczbowych pojawi się silna konkurencja, będziemy obserwowali najpierw wzajemne
      zjadanie się różnych form hazardu, a następnie upadek tradycyjnej rozrywki, jaką
      są gry liczbowe.
      Trzeba wielkiej naiwności, by sądzić, że w pierwszych latach funkcjonowania
      wideoloterii będą z tego oczekiwane przez ministra sportu środki z dopłat. Tak
      że żadne stadiony na Euro 2012 z tego nie powstaną. Przeciwnie. Zabraknie
      pieniędzy na tradycyjne wspieranie kultury i sportu. Zarobią tylko ci, którym
      przypadnie zaszczyt zamiany Polski w jedno wielkie Las Vegas. Dostawcy sprzętu i
      oprogramowania, autorzy reklam, tzw. eksperci, wielkie kancelarie prawne itp.
      Przewodniczący klubu Prawa i Sprawiedliwości, Przemysław Gosiewski, dobrze to
      wie. Treść jego interpelacji świadczy o tym, że czeka, aż rząd prześle projekt
      nowelizacji ustawy o grach i zakładach wzajemnych do laski marszałkowskiej.
      Beata Sawicka, prezydent Karnowski, biznesmen Julke i inni politycy PO, którzy
      ostatnio znaleźli się w kręgu podejrzeń, to będzie nic wobec tego, co szykuje
      PiS w związku z tą nowelizacją. Oni znają temat! Sami do niego podchodzili rok temu.


      www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=artykul&id=14234
      • tow.pis_da_ci Re: cd. 30.01.10, 09:33
        Zapomniane śledztwa

        W grudniu 2006 r. na łamach „Pulsu Biznesu” Dawid Tokarz w tekście „Tajemniczy
        konsultant Totolotka” opisał postać prof. Józefa Blassa.
        Tokarz podał, że „komisja ds. loterii stanu Teksas sprawdza, na co poszło 20 mln
        dolarów, które GTech zapłacił pochodzącemu z Polski Blassowi. Podejrzenie
        komisji wzbudziło to, że nie ma dowodów potwierdzających wykonaną przez Blassa
        pracę, a on sam zeznał, że był opłacany m.in. za »monitorowanie« polskiego rządu”.
        Zwrot „monitorowanie polskiego rządu” powinien zainteresować Centralne Biuro
        Antykorupcyjne. Ale nie zainteresował. Dlaczego? Być może dlatego, że w lutym
        2006 r. – jak twierdził „Puls Biznesu” – prof. Blass spotkał się z prezydentem
        Lechem Kaczyńskim. Fakt spotkania potwierdził redakcji Marcin Rosołowski,
        zastępca dyrektora biura prasowego w Kancelarii Prezydenta. W spotkaniu tym
        uczestniczył prof. Michał Kleiber – były minister nauki i informatyzacji w
        rządzie SLD, a dziś jeden z doradców społecznych prezydenta Kaczyńskiego. Przed
        ponad 40 laty kolega ze szkolnej ławki prof. Józefa Blassa.
        Czujność będącego wówczas u władzy PiS mogło też wzbudzić wlokące się od 2001 r.
        w prokuraturze łódzkiej śledztwo w sprawie korupcji z doniesienia ministra
        finansów Jarosława Bauca, o którym poinformowany był ówczesny minister
        sprawiedliwości Lech Kaczyński.
        W połowie lutego 2001 r. do ministra Bauca zgłosił się były ambasador USA w
        Niemczech i poinformował go, że przy przetargu na system online dla Totalizatora
        Sportowego miało dojść do korupcji. Brały w nim udział dwie amerykańskie spółki:
        GTech, który mimo kontrowersji zwyciężył, oraz AWI. Gdy w ubiegłym roku pytałem
        rzecznika Prokuratury Okręgowej w Łodzi, prokuratora Krzysztofa Kopanię,
        powiedział mi, że „śledztwo jest zawieszone”.
        Przypomnę, w 2001 r. GTech podpisał dziesięcioletni kontrakt na obsługę online
        sieci lottomatów państwowego Totalizatora Sportowego. Atmosferę towarzyszącą
        tamtejszym wydarzeniom można określić słowem „skandaliczna”. W trakcie procedury
        przetargowej politycy dwa razy zmienili prezesa Totalizatora, zarząd spółki był
        w permanentnym konflikcie, a spór przeniósł się nawet na poziom ówczesnego rządu
        AWS, co zaowocowało m.in. dymisją ministra skarbu Andrzeja Chronowskiego.
        Do 2011 r. musi zostać zawarta kolejna umowa z operatorem sieci lottomatów. Nie
        wiemy, kto wygra przetarg. Zainteresowanych jest kilka dużych światowych firm.
        Na pewno wystartuje w niej GTech. Na pewno też będziemy świadkami kolejnych
        doniesień do prokuratury i oskarżeń o sprzedajność. Po prostu taka jest natura
        owego biznesu.

        Stawki zostały obstawione

        Szef CBA Mariusz Kamiński musiał wiedzieć, że wokół prac nad nowelizacją ustawy
        o grach i zakładach wzajemnych prowadzonych w resorcie finansów dzieją się
        rzeczy, delikatnie mówiąc, dziwne. Po pierwsze, resort w ciągu roku przedstawił
        co najmniej pięć różnych projektów. Po drugie, znajdowały się w nich bardzo
        kontrowersyjne zapisy. Jak ten o zniesieniu limitów lokalizacyjnych dotyczący
        kasyn i salonów gry, którego wprowadzenie zmieniłoby Polskę w
        środkowoeuropejskie Las Vegas. Wystarczyło, że zapoznał się z opinią Komendy
        Głównej Policji z 20 maja 2008 r., w której stwierdzono, że „Takie zmiany prawne
        przyczynią się do problemów z kontrolą państwa nad sferą hazardu i mogą
        spowodować przejęcie części tego rynku przez grupy przestępcze”. Identyczny
        pogląd prezentowała Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Rzecz została
        zamieciona pod dywan. A to tylko jedna z wielu kontrowersyjnych „poprawek”.
        Równie interesujące były zabiegi Zarządu Totalizatora Sportowego. 11 maja 2009
        r. podsekretarz stanu w resorcie skarbu Krzysztof Hubert Łaszkiewicz wnioskuje
        do sekretarza Stałego Komitetu Rady Ministrów Małgorzaty Hirszel o wycofanie z
        porządku posiedzenia owego gremium projektu nowelizacji ustawy o grach i
        zakładach wzajemnych, ponieważ w jego ocenie „projekt wymaga dalszych uzgodnień
        z Ministerstwem Finansów”.
        Dwa dni później podsekretarz stanu w tym samym resorcie Adam Leszkiewicz
        przesyła na ręce Małgorzaty Hirszel i wiceministra finansów Jacka Kapicy uwagi
        dwóch członków Zarządu Totalizatora Sportowego do projektu ustawy będące de
        facto propozycją szerokiego otwarcia polskiego rynku na wideoloterie. W
        ujawnionej notatce ministra Kapicy z 15 sierpnia 2009 r. dla premiera Tuska
        stwierdza on wprost: „Uwagi Totalizatora szły w kierunku sformułowania przepisów
        umożliwiających NIEOGRANICZONY (podkreślenie autora) rozwój wideoloterii i
        ODEJŚCIA od dotychczasowych dopłat od gier losowych”!
        Warto w tym kontekście zapoznać się z treścią wywiadu Jacka Kierata, prezesa
        GTech Polska, udzielonego Joannie Cabaj i Tomaszowi Wolfowi, dziennikarzom
        miesięcznika „E-Play” w czerwcu br. Prezes Kierat mówi wprost: „Zgodnie z
        obowiązującym prawem korzystamy z lobbowania za rozwiązaniami korzystnymi dla
        naszego partnera, czyli Totalizatora Sportowego”.
        Moim zdaniem rząd, a zwłaszcza jego kompetentne ograny (Komenda Główna Policji,
        Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego) od miesięcy wiedziały, co się dzieje.
        Wystarczyło, by uważnie czytano tam prasę i przeczytano moją książkę. Wiedziały,
        że prace nad ustawą o grach i zakładach wzajemnych prowadzone były w atmosferze
        chaosu, bo tylko tak można wyjaśnić mnogość często wzajemnie wykluczających się
        projektów.
        Twierdzę, że premier Donald Tusk i jego otoczenie ma blade pojęcie o tym, co
        działo się w trakcie prac nad nowelizacją tej ustawy. A przecież wystarczyło
        zadać jedno pytanie: kto najbardziej skorzysta na forsowanych przez resort
        finansów i Totalizator Sportowy zmianach? Budżet państwa? Przedsiębiorcy
        działający w obszarze hazardu? Czy też Totalizator Sportowy i wspierający go GTech?
        Osobiście nie mam nic przeciwko temu, by jedna z kluczowych spółek skarbu
        państwa, solidny płatnik podatków i innych świadczeń obowiązkowych do budżetu,
        zabiegała o poprawę swej pozycji rynkowej. Pytanie tylko, jakimi metodami to
        robi. Moim zdaniem upadek Zbigniewa Chlebowskiego, Mirosława Drzewieckiego i
        innych polityków Platformy pozostaje z nimi w ścisłym związku.

        O tym, co działo się wokół nowelizacji ustawy o grach i zakładach wzajemnych,
        pisałem na łamach „Przeglądu”:
        1. „Ostry poker na Wiejskiej”, 17.01.2007, nr 4/2007
        2. „Jak się schylić po 200 milionów euro”, 6.03.2007, nr 13/2007
        3. „Wielka gra”, 11.08.2008, nr 33/2008
        4. „Sępy legislacyjne”, 23.03.2009, nr 12/2009
        5. „Zapomniane klejnoty skarbu państwa”, 2.08.2009, nr 30/2009
        6. „AQQ... i wszystko jasne!”, 06.09.2009, nr 35/2009

        www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=kraj&name=3150
Pełna wersja