wylogowany.pielegniarz
14.04.10, 11:28
Można się było spodziewać, że ogólnonarodowa, wspólna żałoba i oddawanie w
zgodzie hołdu zmarłym długo nie potrwa. Stało się to jasne w momencie, gdy w
mediach, internecie i choćby tutaj na forum zaczęły pojawiać się bardzo szybko
głosy, które miały tę tragedię wykorzystać jako dobrą okazję do politycznego
ataku na dotychczasowych przeciwników. Najwyraźniej zbyt wielu osobom takie
zgodne oddawanie czci zmarłym przeszkadzało, bo zaczęły się obrzydliwe
komentarze, ogólnie rzecz biorąc, na zasadzie - wy go krytykowaliście, a on
teraz nie żyje, więc jak się z tym teraz czujecie? Wyjątkową podłością było
zestawianie w takim momencie tych dwóch rzeczy, które mają się nijak do
siebie, a które miały z krytyków prezydentury Kaczyńskiego zrobić potworów.
Czy to przypadkiem nie ten sam typ ludzi, którzy nie mogli się powstrzymać
przy okazji śmierci Geremka, Jeziorańskiego i innych bardzo ważnych Polaków,
przed pluciem na nich, gdy tych jeszcze nawet nie zdążono pochować? Co jest w
takich ludziach, że nie dość, że plują na dopiero co zmarłych, których nie
akceptowali za życia, to jeszcze nie powstrzymają się przed wykorzystaniem
śmierci swojego ukochanego prezydenta do naplucia ludziom w twarz?
Kropkę nad i w sprawie końca ogólnonarodowej, żałobnej zgody postawił Jarosław
Kaczyński, który zdecydował, że chce pochować brata na Wawelu. Nawet mnie to
nie dziwi, bo jest to po prostu przypieczętowanie czegoś, co próbował od wielu
lat zrobić on i jego środowisko, czyli wykreowania Lecha na drugiego
Piłsudskiego. I tak jak nieudolne, sztuczne i przede wszystkim ze szkodą dla
samego prezydenta były próby wytworzenia takiego obrazu za jego życia, tak i
teraz będzie to odebrane jako powrót do podziału sprzed jego śmierci i
kontynuacja kreowania czegoś na siłę.
Zupełnie nie rozumiem, dlaczego nie można było tego wszystkiego zrobić z
godnością i wspólnie, co na pewno pozostawiłoby lepszy obraz tego wszystkiego
i przede wszystkim z pożytkiem dla pamięci o samym Lechu Kaczyńskim. Kreowanie
wizerunku i pamięci na siłę poprzez stawianie pod moralnym pręgierzem krytyków
polityki prezydenta za jego życia oraz tych, którzy mają wątpliwości co do
pochowania go na Wawelu, na pewno trudno uznać za gesty pojednawcze.
I znowu okazało się, że największym przekleństwem dla samego Lecha
Kaczyńskiego jest jego najbliższe otoczenie i jego własny obóz.