jarek.zegarek
29.04.10, 11:48
Ś.P. Pan Prezydent po prostu strasznie nie lubił zrywać się wcześnie rano.
Jakby go obudzili o czwartej rano, miałby muchy w nosie przez cały dzień i
komuś z współpracowników mogłoby się oberwać. Kancelaria do tego dorobiła
ideologię, przesunęła wylot na ostatnią możliwą chwilę, on i tak się spóźnił,
i atmosfera zrobiła się gęsta. Trzeba było lądować, choćby pioruny biły. I tak
oto fochy, humorki i dąsy niewysokiego człowieczka przekładają się na historię
(nie mówiąc o niemal stu ich ofiarach).