Kolejna rocznica śmierci Stalina

06.03.04, 18:04
Modlitwa za zdrowie Stalina.

Biją w dzwony w Moskwie, huczą w Moskwie dzwony,
w sześćdziesięciu cerkwiach grzmią na wszystkie strony,
rozhuśtane dźwięczą z sześćdziesięciu dzwonnic
i chóralne pienia mnichów i zakonnic
niosą się na miasto, za cerkiewne progi
i kiwa się rabin w mroku synagogi
i pop w cerkwi swoją kadzielnicą chwieje.
Co się w Moskwie stało? Co się w Moskwie dzieje?

To nie religijny bunt burżuazyjny,
ani żaden spisek cerkiewno-kontrrewolucyjny,
ani żaden wybuch masowej histerii.
To na groźny rozkaz towarzysza Berii
biją dzwony w Moskwie z sześćdziesięciu dzwonnic
i chór niedobitków mnichów i zakonnic
sprowadzony z łagrów, z więzień wydobyty,
z kajdanów rozkuty, ubrany w habity,
słowa modlitewne sobie przypomina.
Za kogo się oni modlą? Za Stalina.

Żeby on wyzdrowiał i żył długo i błogo,
a oni musowo modlą się - do kogo?
Przed kim ta radziecka pokora i trwoga.
Kogo tak błagają? Boga. Jak to Boga?

Zaraz zaraz, chwileczkę, przepraszam was nieśmiało,
zlitujcie się towarzysze, mnie na chwilę zatkało.
Więc to nie żart, nie plotka, nie złośliwa pogłoska.
Więc wy znowu wierzący, o linio marksistowska.
Więc wy znowu praktykujący, o dialektyczna potrzebo.
Więc wy znowu wierzycie w Pana Boga i w niebo?
We wszystko co niebieskie i we wszystko co boskie?
W te kłamstwa burżuazji i w te bajki faszystowskie,
że są przykazania, cnoty, i jest kara za grzechy?
Dawno z was towarzysze nie miałem takiej uciechy.

Sam Karol Marks powiedział: religia opium dla ludu,
ile w to poszło bolszewickiego trudu.
Żeby proletariusza, komsomolca i chłopa
odpędzić od ołtarza i odegnać od popa.
I wiarę wybić mu z głowy naukowo - nahajką,
naganem, batem, butem, knutem, czerezwyczajką.
Żeby go uświadomić, niechże się zastanowi
ten kto wierzy, że się oddaje zgubnemu nałogowi.
Kto będzie Boga z nieba wzywał, prosił czy chwalił
ten sobie tak zaszkodzi, jak gdyby opium palił.
Znaczy, jak nie przestanie chyłkiem do cerkwi chodzić
to się jego rozstrzela - by sobie nie mógł zaszkodzić.
Modlitwą niechaj nikt z nieba nie wypatruje cudu,
bo sam Karol Marks powiedział - religia opium dla ludu.

Więc cała wasza wiedza, na tej nauce oparta
była błędna, fałszywa, daremna, nic nie warta?
A sens tego aforyzmu i ta wściekłość bez granic
i triumf materializmu - to okazuje się na nic?
Więc to się już nie liczy po prostu i zwyczajnie,
te kościoły i cerkwie zamienione na stajnie,
na komsomolskie tancbudy, seminaria szyderstwa,
muzea ateizmu i freblówki bluźnierstwa.

Więc to się już nie liczy, te hekatomby trupów
pomordowanych księży, pohańbionych biskupów
tego już niebo w niebieskim rejestrze nie zapisze,
bo Józef Stalin umiera módlcie się towarzysze.
Już się w serca radzieckie nadzieja zaczyna sączyć,
że marksizm i łaska boska, to jednak da się połączyć,
że może wierzyć naraz, towarzysz i towarzyszka
w Feliksa Dzierżyńskiego i w świętego Franciszka,
że to się nie wyklucza, że się wzajem podpiera,
więc cerkiew na wszerz otwarta, bo Józef Stalin umiera,
więc cerkiew na wszerz otwarta i przechodniom ogłasza,
że gościnna i wszystkich na modlitwę zaprasza.
Modlitwa obowiązkowa i musi być szczera,
i szpicel w cerkwi uważa, bo Józef Stalin umiera.

Więc kto się nie pomodli, tego wziąć i rozstrzelać.
Więc modli się sowiecko-radziecka boża czeladź.
Patrzcie jaka to scena, aż serce z sympatii pęka
już Beria się przeżegnał, już Woroszyłow klęka,
Mołotow i Melenkow, Kaganowicz i Chruszczow,
Mikojan i Bułganin, Kosygin i Gusiew,
każdy jak jakaś dewotka na klęczkach rozmodlony,
a nad głowami wszystkich dzwony grzmią, huczą dzwony.
Dzwon bije i do nieba na siłę się wdziera
i krzyczy, na Kremlu Józef Stalin umiera.

A tam znalazł ją anioł i spytał pełen lęku:
co mam zrobić z tym fantem, który tu trzymam w ręku?
Dzwony to tu przyniosły, ale to nie ich wina,
to modlitwa za zdrowie niejakiego Stalina.

Ciszą zaległo niebo, aż aniołów setnik
odpowiedział łagodnie: wyrzucić na śmietnik.
A za bramami nieba diabły szakale ciemności,
żarły się o nią, gryzły się o nią, jak kundle o drzazgę kości,
aż ją uniosły skowycząc do piekielnego bezdna,
gdzie wiecznym mrozem skrzepła noc ciemna bezgwiezdna,
i tam gdzie świat się kończy i nic się już nie zaczyna
tam zginął ślad po tej modlitwie za zdrowie Józefa Stalina.

Wiersz Mariana Hemara.
Powyższa treść może nie być dokładna, ponieważ została odtworzona z pamięci.
    • freemason Gratuluję tak dobrej znajomości poezji:) n/t 06.03.04, 18:11

      • Gość: gaucho Re: Słowo o Stalinie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.04, 20:00
        Władysław Broniewski

        ( 1897 - 1962 )

        Słowo o Stalinie
        I

        Wiek dziewiętnasty gasł,

        jak gaśnie gazowa latarnia

        na ulicach fabrycznych osad,

        wiek maszyn parowych i haseł,

        wiek, w którym proletariat

        nie mógł ziemi wysadzić z posad.

        Wiek „Manifestu" Marksa,

        telefonów i telegrafów,

        klęsk Komuny i zwycięstw Bismarcka,

        hausse'y i baisse'y, fortun i krachów.

        Rosły przędzalnie Manchesterów i Łodzi,

        skakały akcje żelaznych kolei,

        a z suteren,

        z poddaszy,

        z przedmieść

        tłum nadchodził

        z piersią nagą

        i z pieśnią nadziei.

        Pieśni Pottiera! w krwawej glorii
        dalej szum pokoleniom!
        „Rewolucja — to parowóz historii" —
        powiedział Marks, zdziałał Lenin.

        Wiek dziewiętnasty gasł,
        jak lampa gazowa w oddali.
        Zrodzony wśród walki klas,
        lat dwadzieścia miał Stalin.

        II

        Chwała tym, co się nie ulękną
        historii, jak strasznej bajki!

        Życie burzliwe, życie piękne,
        od Kaukazu do tundry i tajgi!

        Ciszo więzienna, kłamiesz! Wrą
        w głębokościach zaskórne wody.
        Zwiastuny burzy własną krwią
        znaczą drogę swobody.

        To nic, że sztandar bojowy padł
        na demonstrantów w Tyriisie —
        iskra, rzucona w Rosję i w świat,
        nie gaśnie, żarzy się, tłi się.

        Dziewięćset piąty rok — to próg,
        Październik — drzwi otwarte.
        Szóstą część świata osaczył wróg,
        chce zdusić Partię.

        Partia jest wszędzie, gdzie gniew i ból,
        gdzie krzywda proletariatu,
        i oto świeci, wśród świstu kuł,
        Część Szósta — całemu światu.

        III

        „Rewolucja — parowóz dziejów..."
        Chwała jej maszynistom!
        Cóż, że wrogie wiatry powieją?
        Chwała płonącym iskrom!

        Chwała tym, co wśród ognia i mrozu,
        jak złom granitowy, trwali,
        jak wcielona wola i rozum,
        jak Stalin.

        Przeleciały watahy lotne
        białogwardyjskiej konnicy...
        Trwał, jak skała samotny,
        Carycyn.

        Parły niemieckie kolumny,

        waliły stalowym gradem,

        aż padły pod pięknym i dumnym

        Stalingradem.

        Pokój, pokój, pokój!
        Pokojem oddycha świat.
        Ty go strzeżesz, opoko,
        Związku Republik Rad.

        IV

        Wiek dwudziesty rozłupał atom.
        Runęła Hiroszima.
        Atom zawisnął nad światem —
        czy nic go nie powstrzyma?

        Czy nowa wojna, czy Wał Turgajski

        stłuc jak łupinę orzecha?'

        Kraju Republik, nowe twórz bajki:

        wstecz niech popłynie rzeka!

        Odwrócimy łożyska rzek
        i pustynię woda użyźni,
        popędzimy dwudziesty wiek
        ku szczęściu Światowej Ojczyzny!

        Wiatry pustynne — wstecz!
        Pragniemy wiedzieć, nie — wierzyć.
        Budujemy Pospolita Rzecz
        robotników, chłopów, żołnierzy.

        V

        Pędzi pociąg historii,
        błyska stulecie-semafor.
        Rewolucji nie trzeba glorii,
        nie trzeba szumnych metafor,
        potrzebny jest maszynista,
        którym jest On:

        towarzysz, wódz, komunista —
        Stalin — słowo jak dzwon!

        VI

        Któż, jak On, przez dziesiątki lat
        na dziobie okrętu wytrwał?
        Szóstej Części przygląda się świat.
        Bitwa.

        Tam — bezrobocia, strajki, głód.
        Tu — praca. Natchniony traktor.
        Tworzy historię zwycięski lud.
        Chwała faktom!

        Któż, jak On, przez dziesiątki lat
        wiódł ludzkość na krańce dziejów?
        Jego imię — walczący świat:

        nadzieja.

        Rewolucjo! — któż wiatr powstrzyma,
        kto ziemię zawróci w biegu?
        Rewolucjo! tablice praw Rzymu
        obalamy od Chin po biegun!

        Rewolucjo! siedemdziesiąt lat
        Stalinowych powiewa nad światem.
        I rodzi się nowy świat,
        świat stary pęka jak atom.

        VII

        Na mojej ziemi
        miliony mogił,
        przez moją ziemię
        przeszedł ogień,

        przez moją ziemię
        przeszło nieszczęście,
        na mojej ziemi
        był Oświęcim.

        Ziemio cmentarna,
        ziemio radosna!

        Kiełkują ziarna,
        budzi się wiosna!

        Dumna Warszawo,
        dumna Moskwo —
        kiedyż łzy krwawe
        w oczach oschną?

        Uścisk nasz bratni
        od Chin po biegun.
        Bój to ostatni,
        w jednym szeregu.

        VIII

        Miliony ludzi Związku Rad i krajów idących drogą socjalizmu tworzą
        świat nowy, niosąc w sercach i na ustach imię STALINA.

        Ludowa armia chińska kroczy naprzód i wypędza ze swego kraju
        przemoc obcą i niewolę pieniądza, wołając: STALIN!

        W Vietnamie, Burmie, na Wyspach Malajskich bojownicy wolności,
        niepodległości i sprawiedliwości walczą przeciw kolonizatorom wołając:

        STALIN!

        Górnicy francuscy trwają w strajkach i wyciągają dłonie na wschód
        z okrzykiem: STALIN!

        Chłopi włoscy zajmują obszarnicze nieużytki i odpędzani gwałtem
        wołają: STALIN!

        Poeta, wypędzony ze swej ojczyzny za umiłowanie wolności i spra-
        wiedliwości społecznej, piękny poeta chilijski pisze poemat o STALINIE.

        Zmiażdżona okrutnie Warszawa dźwiga swe okrwawione cegły tym
        szybciej z imieniem STALINA.

        Wszędzie na świecie, gdzie sięga przemoc pieniądza, bagnet żołdaka
        i pałka policjanta, ludzie walczą i będą zwyciężali z imieniem STALINA.

        Setki milionów ludzi wołają: STALIN! STALIN! STALIN!

        IX

        Piękne i groźne jest morze,
        gdy pędzi po falach szkwał,
        piękny jest w niebie orzeł
        nad szczytami urwistych skał,

        piękny jest napór i trwanie,
        piękny jest lot i polot:

        morze zatrzyma granit,
        orła wyprzedzi samolot,

        myśli wyprzedzą czyny,
        czyny legną opoką...
        Chwała imieniu Stalina!
        Pokój światu, pokój...

        (Nadzieja, 1951)




    • oszolom.z.radia.maryja Re: Kolejna rocznica śmierci Stalina 06.03.04, 21:11
      -ten temat był juz poruszany przez mnie!
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=11183329
    • Gość: wartburg Re: Kolejna rocznica śmierci Stalina IP: *.b.dial.de.ignite.net 06.03.04, 22:54
      henrykkreuz napisał:

      > Modlitwa za zdrowie Stalina.
      >
      > Biją w dzwony w Moskwie, huczą w Moskwie dzwony,
      > w sześćdziesięciu cerkwiach grzmią na wszystkie strony,
      > rozhuśtane dźwięczą z sześćdziesięciu dzwonnic
      > i chóralne pienia mnichów i zakonnic
      > niosą się na miasto, za cerkiewne progi
      > i kiwa się rabin w mroku synagogi
      > i pop w cerkwi swoją kadzielnicą chwieje.
      > Co się w Moskwie stało? Co się w Moskwie dzieje?
      >
      > To nie religijny bunt burżuazyjny,
      > ani żaden spisek cerkiewno-kontrrewolucyjny,
      > ani żaden wybuch masowej histerii.
      > To na groźny rozkaz towarzysza Berii
      > biją dzwony w Moskwie z sześćdziesięciu dzwonnic
      > i chór niedobitków mnichów i zakonnic
      > sprowadzony z łagrów, z więzień wydobyty,
      > z kajdanów rozkuty, ubrany w habity,
      > słowa modlitewne sobie przypomina.
      > Za kogo się oni modlą? Za Stalina.
      >
      > Żeby on wyzdrowiał i żył długo i błogo,
      > a oni musowo modlą się - do kogo?
      > Przed kim ta radziecka pokora i trwoga.
      > Kogo tak błagają? Boga. Jak to Boga?
      >
      > Zaraz zaraz, chwileczkę, przepraszam was nieśmiało,
      > zlitujcie się towarzysze, mnie na chwilę zatkało.
      > Więc to nie żart, nie plotka, nie złośliwa pogłoska.
      > Więc wy znowu wierzący, o linio marksistowska.
      > Więc wy znowu praktykujący, o dialektyczna potrzebo.
      > Więc wy znowu wierzycie w Pana Boga i w niebo?
      > We wszystko co niebieskie i we wszystko co boskie?
      > W te kłamstwa burżuazji i w te bajki faszystowskie,
      > że są przykazania, cnoty, i jest kara za grzechy?
      > Dawno z was towarzysze nie miałem takiej uciechy.
      >
      > Sam Karol Marks powiedział: religia opium dla ludu,
      > ile w to poszło bolszewickiego trudu.
      > Żeby proletariusza, komsomolca i chłopa
      > odpędzić od ołtarza i odegnać od popa.
      > I wiarę wybić mu z głowy naukowo - nahajką,
      > naganem, batem, butem, knutem, czerezwyczajką.
      > Żeby go uświadomić, niechże się zastanowi
      > ten kto wierzy, że się oddaje zgubnemu nałogowi.
      > Kto będzie Boga z nieba wzywał, prosił czy chwalił
      > ten sobie tak zaszkodzi, jak gdyby opium palił.
      > Znaczy, jak nie przestanie chyłkiem do cerkwi chodzić
      > to się jego rozstrzela - by sobie nie mógł zaszkodzić.
      > Modlitwą niechaj nikt z nieba nie wypatruje cudu,
      > bo sam Karol Marks powiedział - religia opium dla ludu.
      >
      > Więc cała wasza wiedza, na tej nauce oparta
      > była błędna, fałszywa, daremna, nic nie warta?
      > A sens tego aforyzmu i ta wściekłość bez granic
      > i triumf materializmu - to okazuje się na nic?
      > Więc to się już nie liczy po prostu i zwyczajnie,
      > te kościoły i cerkwie zamienione na stajnie,
      > na komsomolskie tancbudy, seminaria szyderstwa,
      > muzea ateizmu i freblówki bluźnierstwa.
      >
      > Więc to się już nie liczy, te hekatomby trupów
      > pomordowanych księży, pohańbionych biskupów
      > tego już niebo w niebieskim rejestrze nie zapisze,
      > bo Józef Stalin umiera módlcie się towarzysze.
      > Już się w serca radzieckie nadzieja zaczyna sączyć,
      > że marksizm i łaska boska, to jednak da się połączyć,
      > że może wierzyć naraz, towarzysz i towarzyszka
      > w Feliksa Dzierżyńskiego i w świętego Franciszka,
      > że to się nie wyklucza, że się wzajem podpiera,
      > więc cerkiew na wszerz otwarta, bo Józef Stalin umiera,
      > więc cerkiew na wszerz otwarta i przechodniom ogłasza,
      > że gościnna i wszystkich na modlitwę zaprasza.
      > Modlitwa obowiązkowa i musi być szczera,
      > i szpicel w cerkwi uważa, bo Józef Stalin umiera.
      >
      > Więc kto się nie pomodli, tego wziąć i rozstrzelać.
      > Więc modli się sowiecko-radziecka boża czeladź.
      > Patrzcie jaka to scena, aż serce z sympatii pęka
      > już Beria się przeżegnał, już Woroszyłow klęka,
      > Mołotow i Melenkow, Kaganowicz i Chruszczow,
      > Mikojan i Bułganin, Kosygin i Gusiew,
      > każdy jak jakaś dewotka na klęczkach rozmodlony,
      > a nad głowami wszystkich dzwony grzmią, huczą dzwony.
      > Dzwon bije i do nieba na siłę się wdziera
      > i krzyczy, na Kremlu Józef Stalin umiera.
      >
      > A tam znalazł ją anioł i spytał pełen lęku:
      > co mam zrobić z tym fantem, który tu trzymam w ręku?
      > Dzwony to tu przyniosły, ale to nie ich wina,
      > to modlitwa za zdrowie niejakiego Stalina.
      >
      > Ciszą zaległo niebo, aż aniołów setnik
      > odpowiedział łagodnie: wyrzucić na śmietnik.
      > A za bramami nieba diabły szakale ciemności,
      > żarły się o nią, gryzły się o nią, jak kundle o drzazgę kości,
      > aż ją uniosły skowycząc do piekielnego bezdna,
      > gdzie wiecznym mrozem skrzepła noc ciemna bezgwiezdna,
      > i tam gdzie świat się kończy i nic się już nie zaczyna
      > tam zginął ślad po tej modlitwie za zdrowie Józefa Stalina.
      >
      > Wiersz Mariana Hemara.
      > Powyższa treść może nie być dokładna, ponieważ została odtworzona z pamięci.

      Znakomity wiersz!

      Dlaczego musiałeś odtwarzać go z pamięci? Nie był wznawiany?
Pełna wersja