Dodaj do ulubionych

Rzeczpospolita Bananowa

07.03.04, 00:00
Rzeczpospolita Bananowa
Stanisław Janecki

Co by tu jeszcze spieprzyć, panowie, co by tu jeszcze" - śpiewa Wojciech
Młynarski. "Wy, Polacy, potraficie sknocić wszystko, do czego się
zabierzecie. Czasem się zastanawiam, czy nie zasłużyliście na to, co robili z
wami zaborcy i najeźdźcy" - mówił w 1944 r. zirytowany Winston Churchill do
Stanisława Mikołajczyka, premiera rządu na uchodźstwie. Od tamtych czasów
minęło niespełna 60 lat i znowu sympatyzujący zwykle z nami Brytyjczycy mają
o Polsce jak najgorszą opinię. Brytyjska prasa, m.in. "The
Economist", "Financial Times" czy "The Independent", w ostatnich dniach nie
zostawia na Polsce suchej nitki: korupcja, degrengolada, przestępczość,
nieudolność. Innymi słowy - Polska Rzeczpospolita Bananowa. Oto Jerzy Urban,
zeznając przed sejmową komisją śledczą, daje do zrozumienia, że władza ma
tyle na sumieniu, iż jeden jego felieton (z początku sierpnia 2002 r.)
sugerujący aferę korupcyjną w otoczeniu premiera wywołuje prawdziwą
pielgrzymkę ministrów. Po co przychodzą do Urbana? Żeby się upewnić, że to
nie o nich chodzi (vide: "Urbanem w Millera"). Podczas jednego z takich
spotkań - wedle słów Urbana - minister obrony Jerzy Szmajdziński przyznaje,
że przetarg na samolot wielozadaniowy to w zasadzie farsa, bo i tak wszystko
jest rozstrzygnięte - ponad cztery miesiące przed oficjalnym
rozstrzygnięciem. Ten sam Urban za chwilę bez żenady przyznaje, że "miał
honor" wydać przyjęcie dla bossów pruszkowskiej mafii, podczas którego
biesiadował m.in. z Andrzejem Zielińskim (Słowikiem) oraz Jarosławem
Sokołowskim (Masą). Urban bratający się ze Słowikiem i innymi mafiosami jest
potem formalnym i nieformalnym doradcą polityków. Nikt nie czuje
niestosowności tej sytuacji. Takie standardy nie dziwią w przestępczej
ferajnie, w cywilizowanej polityce są niewyobrażalne. Osoba bratająca się z
mafią to po prostu persona non grata. Z dotychczasowych zeznań przed komisją
śledczą w sprawie Rywina, a także z wiedzy o największych aferach
korupcyjnych wynika, że poza konstytucyjnymi władzami Polską rządzi
alternatywny układ. Posługuje się on majątkiem skarbu państwa jak lennem,
nakłada własne podatki (haracze), ma własny wymiar (nie)sprawiedliwości.
Wielu dowodów potwierdzających ten stan rzeczy dostarczył ostatnio Roman
Kluska, były prezes Optimusa. Ujawnił on, że musiał się wycofać z biznesu, bo
bez łapówki nie mógł podpisać żadnego krajowego kontraktu. Kiedy raz wygrał
mimo to w przetargu, przetarg unieważniono. Niemal wszyscy biznesmeni, z
którymi Kluska się kontaktował, twierdzili, że jest chyba jedynym jeszcze nie
płacącym. Gdy z nim o tym rozmawiałem, był zdruzgotany, że bardzo wysocy
urzędnicy państwowi bez żenady wypisywali sumy żądanych łapówek na serwetkach
podczas lunchu. Jeden proponował udzielenie pożyczki w wysokości 30 mln zł.
Umowę tak skonstruowano, że właściwie była to darowizna. Gdy Kluska
uporczywie odmawiał płacenia i sprzedał firmę, aresztowano go, a potem żądano
haraczu za wyciszenie sprawy. Oczywiście, Polska Rzeczpospolita Bananowa nie
jest produktem ostatnich lat. Teraz mamy tylko - mówiąc językiem Kisiela -
rezultat. Mechanizmy funkcjonowania bananowej republiki tak już okrzepły, że
Roman Kluska płynnie został przekazany przez jednych państwowych
haraczowników drugim. Nie wierzę w teorie spiskowe, ale gdyby ktoś chciał
skomplikować nasze wchodzenie do Unii Europejskiej, nie wymyśliłby lepszego
scenariusza niż to, co się dziś w Polsce dzieje. Łącznie z takimi
drobiazgami, jak strzelaniny z broni maszynowej, obrzucanie policji granatami
czy zakładanie min pułapek (vide: "Egzekucja w Magdalence"). Co w tej
sytuacji robi prezydent Aleksander Kwaśniewski, który z taką swadą bryluje na
zagranicznych salonach? Otóż nic nie robi. Zbyt wiele czasu zajmuje mu wojna
z premierem i budowanie wałów obronnych, na których zatrzyma się lawina idąca
za Rywinem? Rządzić w łatwych czasach może nawet leninowska kucharka. Klasę
polityka poznać po tym, jak sobie radzi w czasach trudnych. Wtedy unikanie
odpowiedzialności i zagadywanie rzeczywistości ujawniają się z całą
jaskrawością. Tylko społeczeństwo zachowuje się racjonalnie: ponad trzy razy
więcej Polaków (61,1 proc. do 18,1 proc.) opowiada się za zmianą
proporcjonalnej ordynacji na większościową. Żeby wreszcie było wiadomo, kto
za co odpowiada i za co kogo rozliczać. Prawie 100 lat temu Stanisław
Brzozowski stwierdził, że Polakom nie trzeba żadnych wrogów na zewnątrz, bo
sami najlepiej potrafią się unicestwić. Od tamtych czasów siła autodestrukcji
wzrosła. Zmienić mogą to chyba tylko młodzi Polacy, wyedukowani w zupełnie
innej niż obecna szkole (vide: "Szkoła Kiepskich").


Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka