Jak uszczknąć Samoobronie kilka pkt procentowych..

18.03.04, 21:09
Proponuję wysyłać meile do struktur wojewódzkich Samoobrony z prośbą o
załatwienie 1000 ha w niskiej cenie. Skutek będzie taki, że przynajmniej damy
do myślenia ludziom , którzy dla nich pracują!!! Jak się zreflektują i odejdą
to da to z kolei do myślenia ich znajomym - pójdzie fama ( uwiarygodniona )
na wieś, że ludzie "Na tym Panu się już poznali"!!!
Zaczynam wysyłać ze wszystkich moich kont!
    • Gość: $tefan Re: Jak uszczknąć Samoobronie kilka pkt procentow IP: *.chcgilgm.covad.net 18.03.04, 22:24
      Ostatnio po polskich środkach masowego przekazu krąży wyrażenie - punkt
      procentowy.
      Co to mniej więcej jest?
      Procent - wiem - setna część całości,
      punkt - w geometrii - twór niewymiarowy,
      w życiu - punkt np skupu złomu.
      A punkt procentowy?
      $tefan
      • stefan4 Re: Jak uszczknąć Samoobronie kilka pkt procentow 18.03.04, 22:52
        $tefan:
        > Ostatnio po polskich środkach masowego przekazu krąży wyrażenie - punkt
        > procentowy.
        > Co to mniej więcej jest?
        > Procent - wiem - setna część całości,
        > punkt - w geometrii - twór niewymiarowy,
        > w życiu - punkt np skupu złomu.
        > A punkt procentowy?

        Nie w polskich, wszędzie tak mówią. Dokładnej definicji nie będzie, bo to nie
        jest pojęcie matematyczne tylko slang dziennikarzy, humanistów i ekonomistów.
        Raczej nie chodzi o punkt skupu złomu tylko o takie punkty jakie zdobywasz
        pisząc kolokwium.

        Punkty procentowe to też procenty czyli setne części całości, tylko całość jest
        dla nich inaczej liczona. Można to cholerstwo stosować tylko w tych
        przypadkach, gdy cała dyskusja toczy się wokół czegoś, co tradycyjnie jest
        podawane w procentach.

        Zwykłe procenty dolicza się lub odlicza od takiej całości, o jakiej była mowa
        zaraz przed chwilą; np. jeśli PO ma 30% i spada jej o 10%, to te 30% należy
        zmniejszyć o 10% od 30%; czyli wynikiem jest 27% procent. Takie obliczenie jest
        zbyt skomplikowane dla znacznej części elit i uparcie wychodzi im, że jak się
        30% zmniejszy o 10% to zostanie 20%. Po całych latach dyskusji ludzie
        nieelitarni w końcu się poddali i zgodzili się na taką arytmetykę, tylko prosili
        o nienazywanie jej ,,doliczaniem procentów''. No i wyszło na doliczanie
        ,,punktów procentowych''.

        A więc jeśli PO miała 30% i spadło jej o 10%, to zostało jej 27%.
        A jeśli PO miała 30% i spadło jej o 10 punktów procentowych, to zostało 20%.
        A jeśli PO miała 30% i wzrosło jej... no nie, na co Ci przykłady tak
        abstrakcyjne?

        - Stefan
        • basia.basia Re: Jak uszczknąć Samoobronie kilka pkt procentow 18.03.04, 23:07
          stefan4 napisał:

          > $tefan:
          > > Ostatnio po polskich środkach masowego przekazu krąży wyrażenie - punkt
          > > procentowy.
          > > Co to mniej więcej jest?
          > > Procent - wiem - setna część całości,
          > > punkt - w geometrii - twór niewymiarowy,
          > > w życiu - punkt np skupu złomu.
          > > A punkt procentowy?
          >
          > Nie w polskich, wszędzie tak mówią. Dokładnej definicji nie będzie, bo to nie
          > jest pojęcie matematyczne tylko slang dziennikarzy, humanistów i ekonomistów.
          > Raczej nie chodzi o punkt skupu złomu tylko o takie punkty jakie zdobywasz
          > pisząc kolokwium.
          >
          > Punkty procentowe to też procenty czyli setne części całości, tylko całość
          jest
          > dla nich inaczej liczona. Można to cholerstwo stosować tylko w tych
          > przypadkach, gdy cała dyskusja toczy się wokół czegoś, co tradycyjnie jest
          > podawane w procentach.
          >
          > Zwykłe procenty dolicza się lub odlicza od takiej całości, o jakiej była mowa
          > zaraz przed chwilą; np. jeśli PO ma 30% i spada jej o 10%, to te 30% należy
          > zmniejszyć o 10% od 30%; czyli wynikiem jest 27% procent. Takie obliczenie
          jes
          > t
          > zbyt skomplikowane dla znacznej części elit i uparcie wychodzi im, że jak się
          > 30% zmniejszy o 10% to zostanie 20%. Po całych latach dyskusji ludzie
          > nieelitarni w końcu się poddali i zgodzili się na taką arytmetykę, tylko
          prosil
          > i
          > o nienazywanie jej ,,doliczaniem procentów''. No i wyszło na doliczanie
          > ,,punktów procentowych''.
          >
          > A więc jeśli PO miała 30% i spadło jej o 10%, to zostało jej 27%.
          > A jeśli PO miała 30% i spadło jej o 10 punktów procentowych, to zostało 20%.
          > A jeśli PO miała 30% i wzrosło jej... no nie, na co Ci przykłady tak
          > abstrakcyjne?
          >
          > - Stefan

          :)))
          Przypomniałeś mi czasy gdy ministrem edukacji został Handtke i zwierzał
          się jakiejś gazecie "co się mu marzy":) A był przez rok w USA jako visiting
          professor i miał przy sobie swoich dwóch małoletnich synów, których zapisał
          do tamtejszych szkół. Zachwyciła go metoda nauczania matematyki:) Właśnie
          z zastosowaniem natychmiastowego wykorzystania praktycznego. Pamiętam, że
          on podał przykład na różne sposoby inwestowania pieniędzy i osiąganie profitów.
          Nie sprawiało to dzieciom żadnych trudności:)
          Ogólnie rzecz biorąc, chodziło o wykorzystanie nabytej wiedzy w praktyce.
          U nas się o to zupełnie nie dba, niestety. I dlatego Lepper czy Miller mogą
          naobiecywać ludziom gruszek na wierzbie itp. a oni uwierzą szarlatanom.
          • stefan4 o kształceniu 19.03.04, 01:08
            basia.basia:
            > U nas się o to zupełnie nie dba, niestety. I dlatego Lepper czy Miller mogą
            > naobiecywać ludziom gruszek na wierzbie itp. a oni uwierzą szarlatanom.

            Zgadzam się z Tobą, że biała amerykańska młodzież z klasy średniej lepiej daje
            sobie radę w swoim społeczeństwie niż nasza młodzież. Ale nie przypisywałbym
            zasługi za to akurat szkole. Widzisz, ja też nauczałem przez dwa lata
            amerykańskich studentów uniwersyteckich (na dobrym uniwersytecie stanowym, czyli
            stosunkowo wysoko ale juz w drugiej lidze) i mam bardzo niskie pojęcie na temat
            umiejętności, które przynoszą ze szkoły.

            Przeciętny student świeżo zapisany na informatykę (nie ma egzaminów wstępnych)
            • Gość: debika Re: o kształceniu IP: *.mtnet.com.pl / *.mt.pl 19.03.04, 09:11
              bardzo fajnie to wszystko ująłeś.
              Ja też miałem okazję z kolei nauczać na Florydzie praktycznej nauki zawodu i
              jest tak jak piszesz.
              ameryka jest rzeczywiście krajem "uproszczonym" do granic możliwości, stąd
              takie łatwe tam funkcjonowanie nawet dla największego przeciętniaka.
              Wychodzą oni z założenia, że społeczeństwo składa się głównie z przeciętniaków
              i w tym kierunku należy dostosować wszystko co się da, te słynne "procedures".
              Czy jednak nie maja oni racji?...
Pełna wersja