sawa.com
25.07.10, 22:38
Prezydent Lech Kaczyński mógł naciskać na pilotów... i wymusić lądowanie mimo złych warunków pogodowych.
Swoje przypuszczenia uzasadnia w następujący sposób. Robi to w wywiadzie dla se:
To plotka, że interweniował podczas lotu. Nie było wówczas nacisków na pilota. Poświadczyć to może były prezydent Litwy Valdas Adamkus. Ale przede wszystkim w Tbilisi były wówczas warunki do lądowania, tylko Rosjanie nie chcieli dopuścić do przylotu prezydenta Polski do suwerennej Gruzji. Porównywanie tych dwóch sytuacji także dlatego nie ma sensu. Lech Kaczyński nigdy nie naraziłby ludzi na utratę życia lub zdrowia. Wykluczam taką możliwość. Kiedy pełnił urząd prezydenta Warszawy, nakazał ewakuować metro po sygnale o tym, że może być w nim bomba.
Pamiętam to jak dziś, powiedział do mnie: "mogę zostać nikim, ale nie mógłbym żyć ze świadomością, że ktoś stracił swoje życie przeze mnie". Cechowała go ogromna empatia w stosunku do ludzi. Kiedyś na trasie z Warszawy do Bydgoszczy był świadkiem wypadku, w którym poszkodowana była dziewczyna. Kazał zatrzymać samochód, a później każdego dnia dzwonił do szpitala, pytając o stan jej zdrowia.
www.se.pl/wydarzenia/opinie/elzbieta-jakubiak-leszek-do-konca-wierzy-ze-donald_147456.html