basia.basia
22.03.04, 19:55
bo tym jest ten cały rozłam!
Poczytajcie co sądzi o lewicy Ryszard Bugaj
(wywiad z Dziennika Polskiego):
"Rebelianci" uciekają z SLD
Rozmowa z dr. RYSZARDEM BUGAJEM
- Czy należy stawiać znak równości pomiędzy lewicowością a Sojuszem Lewicy
Demokratycznej?
- W żadnym wypadku. SLD jest zresztą zupełnie inną partią niż działające na
naszej scenie politycznej ugrupowania.
- Dlaczego zupełnie inną?
- Ponieważ ster władzy w Sojuszu trzymają niemal wyłącznie byli aparatczycy
PZPR-owscy ze schyłkowego czy dekadenckiego okresu jej istnienia.
- Precyzyjniej mówiąc: czołówka SLD składa się z ludzi działających kiedyś
bardzo aktywnie w totalitarnej formacji, która władzę w Polsce sprawowała z
nadania Moskwy i zgodnie z wolą Kremla?
- Nie sposób nie zgodzić się z takim stwierdzeniem. Ale co istotniejsze dla
losów III Rzeczpospolitej to fakt, że działacze PZPR-owscy, którzy dzisiaj
rządzą Polską, nie kierowali się w okresie PRL żadnymi ideami, poza dbaniem
o "kasę" i karierę. Właśnie tacy ludzie przekształcili PZPR najpierw w SdRP,
potem w SLD. Bezideowi komuniści ogłosili się socjaldemokratami, bo trudno
byłoby im przecież nazwać się chadekami czy konserwatystami.
- Marek Borowski, Wiesław Kaczmarek, Izabella Sierakowska krytykują już
niemal otwarcie Leszka Millera i jego pretorian. Być może wymieniona trójka
razem z kilkunastoma lub kilkudziesięcioma parlamentarzystami wystąpi z
partii i powoła do życia nową formację i nowy klub w Sejmie. Jak Pan ocenia
postawę "renegatów" partyjnych?
- Ostro, ale prawdziwie należy powiedzieć: "szczury uciekają z tonącego
okrętu". Tak dosadne stwierdzenie jest, moim zdaniem, całkowicie uzasadnione
i dotyczy wszystkich rebeliantów, z wyjątkiem Jolanty Banach. Wszyscy oni
bowiem, z Borowskim i Kaczmarkiem na czele, ani jednego złego słowa
publicznie nie powiedzieli o sytuacji w rządzie czy partii, dopóki notowania
Sojuszu nie zaczęły spadać na łeb i szyję. Kiedy zrozumieli, że Miller
sprowadzi ich do politycznego niebytu, dopiero wówczas wzniecili jakiś bunt,
ale proszę zauważyć, że do dzisiaj nie stać ich na jasną deklarację. Ważą
bowiem, co im się opłaca, kto za nimi stanie itp. "Rebelianci" kalkulują, aby
spaść na cztery łapy.
- A dlaczego w gronie "rewizjonistów" wyjątkiem jest Jolanta Banach?
- Tylko dlatego, że jako jedyna miała odwagę już kilka miesięcy temu
powiedzieć, że nie zgadza się z niektórymi decyzjami rządu i podała się do
dymisji (była wiceministrem gospodarki, pracy i polityki społecznej - przyp.
red.). Oczywiście, że pamiętam Jolancie Banach, jak kilka lat temu z wielkim
zapałem walczyła o socjalne apanaże dla byłych esbeków, ale też nie zamierzam
zapomnieć jej niedawnej postawy.
- Jeżeli jednak "szczury uciekną z tonącego okrętu" i utworzą nową partię,
jaką przyszłość widzi Pan dla niej?
- Formacja złożona z Borowskiego czy Kaczmarka może zdobyć kilkuprocentowe
poparcie. Jestem jednak przekonany, że uzyska je przede wszystkim ze strony
elektoratu umiarkowanie-liberalnego, a nie lewicowego. Oznaczałoby to, że na
rozłamie w SLD stracić mogłaby - poza Sojuszem - Platforma Obywatelska.
- Zapewne jednak takie nowe ugrupowanie mieniłoby się lewicą i tak chyba
byłoby postrzegane przez zdecydowaną większość społeczeństwa?
- A co ma wspólnego z lewicowością np. Wiesław Kaczmarek? Nic. Zapewne też
program takiej partii musiałby mieć charakter liberalny, gdyby miał pokazać
prawdziwe jej oblicze. Plusem natomiast powołania do życia takiej nowej
formacji centrowej mogłoby być zgubienie wielu "szmaciaków", którzy zalali
SLD.
- Jan Rokita pokazał, że cała czołówka Samoobrony to ludzie - jak na polskie
warunki - bardzo majętni, zwykle milionerzy. Bardzo zamożni są również
liderzy SLD. Rokita przekonywał, że bogaty nie zrozumie ubogiego, a tym samym
nie powinien go reprezentować w polityce.
- Nie należy uważać, że politycy, działacze czy zwolennicy formacji
lewicowych nie mogą być z definicji ludźmi bogatymi. Jeżeli jednak, jak to
jest w przypadku liderów SLD, całe kierownictwo partii opływa w luksusie -
oczywiście jak na rodzime warunki - to trudno taką sytuację uważać za
normalną.
- Jakiej lewicy Polacy potrzebują?
- Takiej, która będzie potrafiła w miarę skutecznie reprezentować interesy
bardzo licznej grupy osób przegranych.
- Dostrzega Pan alternatywę dla kapitalizmu?
- Nie i nie radziłbym nikomu szukać takiej alternatywy, bo byłaby to
wyłącznie strata czasu. Istnieje natomiast alternatywa dla kapitalizmu
funkcjonującego w Polsce. Moim zdaniem, państwo powinno w większym niż
obecnie stopniu troszczyć się o najbiedniejszych. Ale też jestem
przeciwnikiem tradycyjnej lewicowości, zwalczającej Kościół i jego niektóre
kwestie światopoglądowe. Chciałbym, aby powstało w naszym kraju ugrupowanie
według przepisu sporządzonego wiele lat temu przez Leszka Kołakowskiego,
który napisał kiedyś mądry tekst o tym, jak być liberalno-konserwatywnym
socjaldemokratą. Według prof. Kołakowskiego najlepiej być socjaldemokratą w
sferze społecznej i gospodarczej, liberałem - w polityce, a konserwatystą - w
dziedzinie kultury.
Rozmawiał: WŁODZIMIERZ KNAP
Dr Ryszard Bugaj jest ekonomistą, pracuje w Polskiej Akademii Nauk. Był
doradcą "Solidarności", w latach 1989-1997 posłem. Twórca i lider Unii Pracy.
Opuścił UP, gdy większość ugrupowania opowiedziała się za ścisłą współpracą z
SLD.