Dodaj do ulubionych

Ile Solidarności jest w Solidarności???

IP: *.pl 01.09.10, 11:46
Oglądając ostatnio relację z rocznicy utworzenia "Solidarności" połączoną z żenującymi wydarzeniami, które tam miały miejsce, zastanawiam się ile tak na prawdę Solidarności jest w Solidarności?

Jak bardzo różni się obecna Solidarność Śniadka od tej utworzonej przez Lecha Wałęsę?
Czy Solidarność według Was straciła na znaczeniu i symbolice?
Czy pozostały tylko same wspomnienia?
Bo teraz zamiast godnych czynów i szacunku mamy wyłącznie wzajemne opluwanie się...
Obserwuj wątek
        • czuk1 Re: Ile Solidarności jest w Solidarności??? 01.09.10, 21:58
          M dlaczego odsyłasz nas do blogu ulubionego J.Wojciechowskiego ? Czy on ma być
          dla nas autorytetem i jego odpowiedź jest wiarygodna ?

          Może wnikniemy w treść tego wpisu na blogu Eurodeputowanego JW.
          Treść blogu jest następująca:

          Niech PO uciszy gwizdy sama! - tytuł blogu:

          1. Tak jak większość internetowej Polski, nie mogę ochłonąć z zachwytu nad
          bohaterstwem Henryki Krzywonos, która nie bacząc na grożące jej represje, nie
          bacząc też na mającą wkrótce nastąpić promocję książki o niej, wydanej przez
          lewicowe wydawnictwo, spontanicznie, w odruchu serca, wygarnęła Kaczyńskiemu
          prawdę w oczy.że niszczy godność Lecha.
          Ile tu obłudy.... co zauważymy dalej.

          2. Podobnie jak większość Polski ja też nie pytałem, w jaki sposób to niszczenie
          następuje. Jak niszczy to niszczy, wiadomo o co chodzi. Tymczasem w wywiadzie
          dla "Onetu" pani Henryka przedstawiła bliższe wyjaśnienie, w jaki sposób
          Jarosław zniszczył godność Lecha.
          Okazuje się, że gdy Lech był w Gdańsku i Solidarność gwizdała na Marszałka
          Senatu Bogdana Borusewicza, to Lech gwizdy uciszył. A Jarosław w analogicznej
          sytuacji nie uciszył.
          No, może tak się wyraziła, ale przecież wiemy - mówił też o tym , że inni
          doradcy "S" poza jego bratem działali tak by zmniejszyć skalę żądań "S". I to
          jest ta nieprawda i działanie wredne, obniżające rolę głównych doradców -
          Geremka i Mazowieckiego. To jest to niszczenie godności brat, bo on sam na
          pewno by takich bzdur nie opowiadał.

          Innych przykładów niszczącej działalności Jarosława wobec pamięci Lecha pani
          Krzywonos nie podała. Jeden wstrząsający przykład wystarczy.

          3. To jest rzeczywiście straszna wina Jarosława Kaczyńskiego. Nie ucisza gwizdów
          wobec działaczy Platformy Obywatelskiej! Mając dar uciszania tłumów nie korzysta
          z niego, nie wychodzi na środek i nie krzyczy - ludzie, przestańcie gwizdać na
          Borusewicza! Nie buczcie na Tuska! Nie patrzcie takim ponurym wzrokiem na
          Komorowskiego!

          Przecież nie o to p. Krzywonos chodziło. Pan JW to specjalista od odwracania
          "kota ogonem".


          Przestańcie gwizdać, bo nie macie racji! Polska rośnie w siłę, a ludziom żyje
          się dostatniej. Zgoda buduje! Stocznia buduje!

          Czy ta uroczystość 30-lecia NSZZ "S" w Gdyni była wiecem, czy też dla
          galówką dla uhonorowania członków ruchu "S", z lat 80-82 i dalszych , za
          dokonanie bezkrwawej rewolucji która doprowadziła do obalenia PRL. Czy PO nie
          dąży do zgody ? (to jest złe?).
          Czy w czasach rządów PO mamy kryzys gospodarczy, rosnące bezrobocie,
          spadek dochodów społeczeństwa,.... ? Czy pogłębianie przez Tuska i Kaczyńskiego
          podziału w "S" i w społeczeństwie polegające na dyskredytowanie niektórych
          opozycjonistów z "S" lat 80- 89 (Kaczyński) i dzisiejszych działaczy NSZZ "S"
          (Tusk) jest godne tej rocznicy ?

          Zapędziłem się... Stocznia nie buduje. Stocznia upadła, bo wodowała zbyt wielu
          polityków i zbyt mało statków. Za to stoczniowe dźwigi stały się polską Statuą
          Wolności. Kaczyński powinien to docenić, powinien uciszyć te gwizdy, te zupełnie
          niezrozumiałe okrzyki "pracy i chleba"
          Nie ucisza - znaczy niszczy godność Lecha. TO JEST PRZEINACZENIE I OBŁUDA
          Przecież p. Krzywonos chodziło o zachowanie atmosfery święta związanego z 30
          rocznicą porozumień robotników z rządem polskim, o
          skupienie się na tym temacie i nie wykorzystywanie tej okazji do manifestacji
          przeciw Prezydentowi i Premierowi oraz demonstracji przywiązania ZZ do partii
          PiS, w osobie jego przywódcy. Chodziło o godne przyjęcie zaproszonych gości na
          swoim związkowym , rocznicowym kongresie. Faktem jest, że p. Krzywonos zrobiła
          ten swój protest stronniczo, bo powinna też zwrócić uwagę Tuskowi, na
          niepotrzebne pouczanie związkowców.



          4. Przyłączając się do krytyki Kaczyńskiego muszę jednak napisać coś w jego
          obronie. żeby mój felieton nie był zanadto jednostronny. Otóż Kaczyński wbrew
          powszechnej opinii nie sprawuje w Polsce władzy. Tak sie składa - zapewne nie
          wszyscy o tym wiedzą - że rządy sprawuje PO, a premierem jest Donald Tusk.
          Wybory pokazały, że Kaczyński nie ma za sobą większości społeczeństwa. . To
          dlaczego - proszę mi powiedzieć - akurat Kaczyński ma uciszać gwizdy mniejszości
          społeczeństwa. Niech Platforma, mająca za sobą większość - sama je uciszy!
          Kaczyńskim niech się nie wyręcza!

          Nikt nie uciszał gwizdów związkowców. Na te gwizdy (tak mówił potem) premier
          Tusk był przygotowany. P.Krzywonos zaś uciszała przedstawi cieli "S" na sali,
          którzy na nią gwizdali i nie pozwalali jest kontynuować swojego apelu.. I tak
          jest prawda.







          Janusz Wojciechowski
    • Gość: M Re: Ile Solidarności jest w Solidarności??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.09.10, 11:47
      Dużo solidarności jest w "Solidarności":))).Szkoda że nikt nie zadbał o
      emerytury np dla żołnierzy AK,ludzi całe życie ciężko i uczciwie
      pracujących,cichych bohaterów sierpniowych wydarzeń.Zadbano o emerytury UB SB i
      innych którzy działali na szkodę tych pierwszych.To się nazywa solidarność,tylko
      wobec kogo, czego i dlaczego?palikot.blog.onet.pl/Kto tutaj na kogo pluje?
    • czuk1 Re: źle wpisałam adres:)) 04.09.10, 18:15
      Przyznam się, że dotychczas nie czytałem systematycznie "Gazety Polskiej". Z
      samych przedruków , w przeglądzie internetowym prasy, widać bowiem wyraźnie - GP
      kłamie. Duża część informacji pisana jest na zamówienie polityczne.
      W tym konkretnym przypadku "Krzywonos kłamie", aby dowiedzieć się jak było
      naprawdę., musiałbym znać dokumenty z dwóch źródeł. Osobiście Wyszkowski nie
      jest kryształowym dziennikarzem.
      • Gość: ??? Re: źle wpisałam adres:)) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.10, 12:01
        Uruchomiłem przeglądarkę bo to nazwisko było mi całkiem obce.Praktycznie kariera
        Pani Krzywonos rozpoczeła sie po jej idiotycznym wystapieniu.Wczesniejsze
        wzmianki o niej sa dosyc lakoniczne.Wyszkowski był niezaleznym obserwatorem
        "okragłego stołu" i znanym działaczem opozycji.Obecnie jest niezaleznym
        dziennikarzem.Czy jest kryształowym ,tego nie wiem,ale kto jest?Pani Krzywonos
        miała odegrać pewną rolę i odegrała- ta z zatrzymaniem tramwaju wydaje sie byc
        drugoplanowa przy tej obecnej.Czasami człowiek sie po prostu sk...i.Zal mi tej
        kobity bo dała się wykorzystac

        • czuk1 Manipulacje internetowe. 05.09.10, 12:37

          Już myślałem, że faktycznie - Pani Henryka Krzywonos jest lewicującym
          demagogiem., że (jak pisze poprzednik ) ..." praktycznie kariera Pani Krzywonos
          rozpoczęła sie po jej idiotycznym wystąpieniu.."
          Nie uwierzyłem i skorzystałem tej samej co "???" przeglądarki. Owszem jest na
          początku artykuł ze zdjęciem Pani Krzywonos w samochodzie z p. Kwaśniewska . W
          art. relacja oparte jest na opowieści p. Wyszkowskiego.
          I co ja mam temu wierzyć ? Nie. szukam dalej i zaraz w pozycji drugiej
          przeglądarki jest taki - bardziej wiarygodny - wpis. Pozwoliłem go sobie (
          Państwu) skopiować.
          I co dalej ? Mam niedosyt i ... dla własnej wiedzy... czytam wszelkie
          informacje internetowe o p. Krzywonos.

          A mój nieznany z loginy poprzednik ? Ten informuje tendencyjnie. Niewątpliwie.,
          bez troski o prawdę.




          Henryka Krzywonos jest jedną z kobiet, które w sierpniu 1980 roku uratowały
          strajk

          Polska Dziennik Zachodni Dorota Abramowicz

          2010-09-01 00:34:51
          Autobusy nie zwyciężą czołgów! - krzyczała 16 sierpnia 1980 r. w Stoczni
          Gdańskiej nikomu nieznana wówczas Henryka Krzywonos, tramwajarka. Chwilę
          wcześniej Lech Wałęsa ogłosił koniec strajku, a ona, w imieniu pracowników
          wspierających strajk małych zakładów, wołała do stoczniowców: - Jeśli nas
          porzucicie, będziemy zgubieni!

          Henryka Krzywonos zawsze mówi prawdę w oczy. (© fot. Anna Arent.)
          Masz zdjęcie do tego tematu? Wyślij »

          Autor

          Opis

          Dodawanie zdjęcia

          Aby wysłać zdjęcie musisz zgodzić się z poniższym warunkiem.

          Dodając zdjęcie oświadczam, że mam prawo do dysponowania nim, zgadzam się na
          przetwarzanie danych w celu jego publikacji, oraz na nieodpłatne wykorzystanie
          zdjęć w serwisie naszemiasto.pl oraz innych serwisach i gazetach Grupy
          Polskapresse. Proszę o podpisanie autora zdjęcia w sposób podany w formularzu
          Później, wraz z trzema innymi odważnymi kobietami - Aliną Pieńkowską, Anną
          Walentynowicz i Ewą Osowską - zatrzymywała przy bramach robotników, którzy
          chcieli wrócić do domów. Jest jedną z tych kobiet, które zmieniły bieg historii.

          Zawsze była odważna. I zawsze myślała o innych. Kiedy ci, którzy podpisywali
          wraz z nią porozumienia sierpniowe, zajęli się polityką, ona wraz z mężem
          Krzysztofem Strycharskim założyła Rodzinny Dom Dziecka dla tuzina dzieciaków.

          Jest bardzo skromna. Kiedy w ubiegłym roku przyznano jej tytuł "Polki
          dwudziestolecia", powiedziała, że nie czuje się symbolem.


          - A ja przecież jestem zwykłą kobietą, taką jak każda inna - tłumaczyła wyraźnie
          skrępowana.

          Dziś, choć mieszka wraz z mężem i dwoma najmłodszymi synami, studentem Tomkiem i
          Przemkiem gimnazjalistą, w Glinczu koło Żukowa, mówi, że całe życie związała z
          Gdańskiem.

          Dzieciństwo to gdański Nowy Port, dzielnica, gdzie wszyscy wszystkich znali.
          Miała 20 lat, gdy po zdaniu specjalnych egzaminów dostała pracę motorniczej w
          Wojewódzkim Przedsiębiorstwie Komunikacyjnym w Gdańsku.

          Była jedną z niewielu tramwajarek. Traktowano je bez taryfy ulgowej: gdy trzeba
          było, jeździły dzień i noc, w świątek i piątek.

          Sierpień 1980 r. wywrócił całe jej życie do góry nogami. - Byłam zahukaną
          dziewczyną, bez oparcia w rodzinie, którą doświadczenie nauczyło, że musi się
          sama obronić - wspomina. - W Sierpniu zrozumiałam, że można polegać na drugim
          człowieku, że komuś na mnie zależy. Nauczono mnie, co to znaczy polityka, jak
          podejmować decyzje. Jestem za to wdzięczna wszystkim uczestnikom tamtych
          wydarzeń, bez wyjątku.

          Jej życie nabrało przyspieszenia: zostawiła tramwaj, weszła w skład
          Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego Solidarności. Była w ciąży, kiedy
          ogłoszono stan wojenny. Komuniści nie odważyli się jej internować, więc sama
          zaangażowała się w pomoc dla internowanych, kolportowała bibułę. Pobita podczas
          rewizji - straciła dziecko. Nie mogła w Gdańsku znaleźć pracy, więc dzięki
          wsparciu m.in. ks. Henryka Jankowskiego wyjechała do Rucewa na Mazury, a potem
          do Szczecina. Tam dowiaduje się, że ma nowotwór. Po operacji w 1987 roku,
          cudownie ocalona, ponownie ląduje w Gdańsku.

          Na półtora miesiąca znalazła pracę w Ośrodku Kształcenia Cudzoziemców. Koło
          ośrodka stał kiosk warzywny, prowadzony przez młodszego od niej o 10 lat
          Krzysztofa Strychar-skiego. Zaproponował jej pracę.

          A potem wszystko potoczyło się błyskawicznie: w piątek pomógł swojej nowej
          pracownicy przewieźć meble do mieszkania, w sobotę wraz z siostrą wpadł na
          urodziny, a trzy miesiące później wzięli ślub.

          Mieszkali w Brzeźnie, blisko plaży. Piękne miejsce, latem w domu pełno od gości.

          A potem stworzyli rodzinę. Najpierw adoptowali Agnieszkę, potem pojawił się
          Janek, czternastolatek z sąsiedztwa, któremu zmarła matka. Do sądu na rozprawę o
          ustanowienie dalekich krewnych rodziną zastępczą dla chłopca na świadka wezwano
          Henrykę. Zobaczyła ludzi marudzących, że nie dadzą rady, że Janek za duży... Nie
          wytrzymała i powiedziała, że Janek może mieszkać z nią. Potem była Ola. I
          rodzeństwo Oli: Monika, Sabina, Marlena, Sylwia, Patrycja. Po nich Patryk,
          Łukasz, Tomek i Przemek. I tak Krzysztof, mając 26 lat, został ojcem
          dwanaściorga dzieci.

          - Wspaniałym ojcem - powtarza dziś każdemu pani Henryka. - Bez niego nie
          powstałby nasz dom, nie dalibyśmy tyle naszym dzieciom. Nie wiem, co jest
          trudniejsze: zmieniać historię, działać w konspiracji, czy wychować tuzin dzieci
          pokaleczonych przez los, osieroconych, odrzuconych - dodaje.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka