rickky
10.09.10, 22:16
Wasze próby wytłumaczenia przyczyn katastrofy to bajki z "mchu i paproci"
Przyczyna katastrofy była jedna, choć złożona.
Był to czas, a raczej brak czasu potrzebnego na punktualne dotarcie na miejsce uroczystości.
Prezydent nie mógł sobie pozwolić na spóźnienie się, gdyż miałoby to poważne następstwa, choćby w postaci poważnego ośmieszenia się. Lądowanie na lotnisku zapasowym z góry oznaczało, ze Lecha nie będzie na uroczystości.
Trzeba było lądować tu i teraz, nawet w warunkach braku widoczności.
Presja na pilotów wcale nie musiała być jakaś drastyczna.
Po prostu wszyscy wiedzieli, że jak zawiozą Lecha na lotnisko zapasowe, albo wrócą do Warszawy, to w podziękowaniu za uratowanie życia pasażerom, PiS urządzi im spektakl w postaci "jakich mamy tchórzy w lotnictwie wojskowym, włącznie z naczelnym dowódcą".
Rozumiem więc i pilotów i generała Błasika, że znaleźli się między młotem a kowadłem.
Znając "precedens z Tbilisi" wybrali rozwiązanie heroiczne - postanowili lądować, wbrew zdrowemu rozsądkowi.
A przypominam, że wylot i tak został opóźniony już w Warszawie z powodu braku chęci przez prezydenta o godzinę wcześniej, a potem, dodatkowo, przez spóźnienie się jego na odlot o ponad 20 minut.
I niech ktoś znajdzie jakąś lukę w tym łańcuchu zdarzeń.