Nie chcą Leppera w parlamencie europejskim:)

31.03.04, 00:54
www.zw.com.pl/apps/a/tekst.jsp?place=zw2_a_ListNews1&news_cat_id=1030&news_id=35713

Fragment:

Do tej pory obserwatorzy z Samoobrony współpracowali w Strasburgu ze znaną z
ekscentrycznych poglądów Grupą na Rzecz Demokracji i Różnorodności. Frakcja
jednak ich nie przyjęła i nie zamierza tego robić w przyszłości. Jak się
dowiedzieliśmy nieoficjalnie, grupie zrzeszającej głównie nacjonalistów nie
jest po drodze z populistami, których program jest w większości daleki od
prawicowych ideałów.

- Jesteśmy ugrupowaniem chrześcijańskim. Zasady, które stosujemy w polityce
wywodzą się z Biblii i chrześcijańskiej myśli politycznej - wyjaśnia Johannes
Blokland, deputowany z Holandii.

Lider Samoobrony nie przejmuje się tymi głosami. - Nie będziemy musieli się
dołączać do żadnej frakcji. Zdobędziemy minimum kilkanaście mandatów, to
założymy swoją. Już prowadzimy rozmowy - zapewnia. By móc założyć frakcję
Samoobrona będzie musiała pozyskać deputowanych z co najmniej czterech innych
krajów UE.

Data: 2004-03-30
    • Gość: Rocky Re: Nie chcą Leppera w parlamencie europejskim:) IP: *.amv.se 31.03.04, 01:01
      Ani Bialorus ani Czeczenia nie wchodza do UE. Gzie Lepper zyska wiec tych
      sojusznikow ?
    • basia.basia A u nas Lepper ściga prezydenta:( 31.03.04, 01:02
      www.rzeczpospolita.pl/
      "Tak małego zaufania prezydent nie miał jeszcze nigdy. W marcu ufało mu 68
      procent Polaków, o 5 punktów mniej niż na początku lutego. Z drugiej strony
      rosną do poziomu nienotowanego dotychczas dobre opinie o Andrzeju Lepperze.
      Teraz ufa mu ponad połowa Polaków - 53 proc., czyli aż o 8 punktów więcej niż
      na początku zeszłego miesiąca. Tym samym wyprzedził drugiego do tej pory lidera
      Platformy Obywatelskiej Jana Rokitę, który w lutym mógł liczyć na 48 proc.,
      w marcu zaś uzyskuje trzeci wynik - 50 proc."

      • Gość: Rocky Re: A u nas Lepper ściga prezydenta:( IP: *.amv.se 31.03.04, 01:09
        Polacy to szalony Narod. Biada im.Chociaz lepiej wierzyc, ze te sondaze sa
        nieprawdziwe. W koncu lepsze osrodki badania opinii publicznej na swiecie
        popelniaja kolosalne bledy.Warto chociazby wspomniec o wyborach prezydenckich
        we Francji. Specjalisci od sondazy trafili jak slepy strzelec do tarczy.
      • iza.bella.iza Re: A u nas Lepper ściga prezydenta:( 31.03.04, 01:12
        Lepper dogania Kwacha, bo przyjął jego taktykę. Nie udziela się ostatnio. Taka
        zadyma w kraju, a on nic. Nie krzyczy z trybuny sejmowej, nie organizuje wieców
        ani blokad i opalony jak prezydent jest. A Rokity wszędzie pełno, na każdy
        temat ma coś do powiedzenia:))))
        • Gość: Rocky Re: A u nas Lepper ściga prezydenta:( IP: *.amv.se 31.03.04, 01:17
          Gawiedz dalej sie cieszy tym wyrzynaniem milionerow, a Rokita tego nie obiecuje.
        • maksimum Re: A u nas Lepper ściga prezydenta:( 31.03.04, 04:34
          iza.bella.iza napisała:

          > Lepper dogania Kwacha, bo przyjął jego taktykę. Nie udziela się ostatnio.
          Taka
          > zadyma w kraju, a on nic. Nie krzyczy z trybuny sejmowej, nie organizuje
          wieców ani blokad i opalony jak prezydent jest. A Rokity wszędzie pełno, na
          >każdy temat ma coś do powiedzenia:))))

          To by sie zgadzalo,bo w Polsce najwieksze powodzenie maja ludzie,ktorzy nic nie
          robia,ale dobrze sie na zdjeciach prezentuja.
          Olek na przyjeciach jest lwem salonowym,a Lew tez chcialby byc przyjmowany,gdy
          go nie wsadza.
          Jolka nie chodzac do roboty zwija w kieszen 250,000 rocznie i takich ludzi
          powaza sie,a nie jakiegos lapciucha,ktory tyra za 2 i pol tys miesiecznie.
          Takimi wszarzami,ktorzy chapia mniej niz Jolka,trzeba wprost gardzic.
          Duzy zlodziej i kombinator na salonach sie pokazuje,a malemu zawsze pod gorke.
    • Gość: jack Re: Nie chcą Leppera w parlamencie europejskim:) IP: *.proxy.aol.com 31.03.04, 01:16
      A kogo z Polakow tam chca ? Zadaj sobie w mozdzku to pytanie.
      Ludzi bezkonfliktowych, potakiwaczy i sympatykow akcesji.
      Ci moga liczyc nawet na pomniejsze synekury w EU.
      Na pewno wiec nie ludzi, ktorzy ich zamiary, ich zyski, ich warunki "anschlussu"
      wyloza na trybunie parlamentu tego dziwnego tworu.
      Europa boi sie jednego: Leppera jako szefa rzadu.
      Tylko w tym wypadku zgnojenie go, bedzie poza zasiegiem unii.
      • Gość: Rocky Re: Nie chcą Leppera w parlamencie europejskim:) IP: *.amv.se 31.03.04, 01:19
        Czy ty myslisz, ze Europa tak nisko upadla, zeby ma zamiar wdawac sie w
        dyskusje z bylymi bolszewikami jak Lepper na temat przyszlosci cywilizowanego
        swiata ?
        • Gość: jack Re: Nie chcą Leppera w parlamencie europejskim:) IP: *.proxy.aol.com 31.03.04, 01:23
          Mysle powaznie, ze EU juz wie dzis, jaki problem czeka ja z Polska.
          Nalot Verheugena to nie przypadek.
          Niestety nie maja mozliwosci sterowania przebiegiem wydarzen w Polsce.
          Na szali lezy "wiarygodnosc unii" i jej dalszy los.
          • Gość: Rocky Re: Nie chcą Leppera w parlamencie europejskim:) IP: *.amv.se 31.03.04, 01:38
            UE otwieraja sie coraz szerzej oczy na Polske i to bez sympatii i
            sentymentalizmu. Na szczescie zgodzoili sie juz na jej przyjecie, bo gdyby
            mieli decydowac teraz chyba nie popelniliby drugi raz tego samego bledu.
            • Gość: jack Re: Nie chcą Leppera w parlamencie europejskim:) IP: *.proxy.aol.com 31.03.04, 01:45
              A wiesz co jest dziwne w tym narodzie?
              To czemu dziwil sie Churchill ktory, "uznawał za tragedię Europy fakt, że
              naród tak zdolny do bohaterskich czynów, tak utalentowany i urokliwy, daje
              ciągle dowody całkowitej ignorancji w sprawach państwowych."
              Ktos inny dodal:
              ..Zawsze istniały dwie Polski: jedna walczyła o prawdę, druga - płaszczyła się
              i demonstrowała podłość...
              Honor Polaka to bardzo powazna sprawa i ma dwa ostrza.

              Do dzisiejszej sytuacji doprowadzili tez...tzw. Polacy.
              • Gość: Rocky Re: Nie chcą Leppera w parlamencie europejskim:) IP: *.amv.se 31.03.04, 01:54
                Praktycznie niec nie zmienilo sie od XVII w. Ciekawy list na ten temat napisal
                J.J. Rousseau, ktory dziwi sie jak ten Narod moze w ogole istniec i ze
                zawdziecza to istnienie mimo wyjatkowo, mimo wszystko, korzystnym
                okolicznosciom.
                • Gość: jack Re: Nie chcą Leppera w parlamencie europejskim:) IP: *.proxy.aol.com 31.03.04, 02:00
                  Ja mysle, ze zawdziecza to tez czasem nieobliczalnym "duchem narodu", ktorego
                  sympatie "na pstrym koniu jezdza", szczesciem wyslizgania sie z ostatniej
                  chwili z wisielczej petli.
        • Gość: marynat Re: Czemu piszesz: "z byłymi bolszewikami"? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.04, 02:20
          Zapomniałeś, że populistyczne idee Lenina są wiecznie żywe?
          • homosovieticus Re: Czemu piszesz: "z byłymi bolszewikami"? 31.03.04, 02:33
            Gość portalu: marynat napisał(a):

            > Zapomniałeś, że populistyczne idee Lenina są wiecznie żywe?
            Marynacie łaskawco , zechciej durnemu homo wytłumaczyć co to ten populizm jest
            i jak on się ma do programów wyborczych partii politycznych w Polsce.
            • Gość: marynat Re: Czemu piszesz: "z byłymi bolszewikami"? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.04, 02:56
              homosovieticus napisał:

              > Marynacie łaskawco , zechciej durnemu homo wytłumaczyć
              > co to ten populizm jest
              > i jak on się ma do programów wyborczych partii politycznych w Polsce.

              Z woli ludu

              Populizm z reguły zwraca się przeciwko demokracji przedstawicielskiej i partiom
              politycznym. Jeśli z tych środków przejściowo korzysta (najczęściej unikając
              wyklętej nazwy "partia"), to po to tylko, aby rozsadzić zastany system od
              wewnątrz, otwierając drogę dla demokracji bezpośredniej lub rządów
              autorytarnych, w których wola "ludu" - uwolniona od prawnych i biurokratycznych
              skrępowań - znalazłaby wreszcie doskonały wyraz. Populizm najchętniej sięga po
              niekonwencjonalne i bardziej spektakularne środki walki politycznej: gwałtowne
              demonstracje, nielegalne (a więc i nie poddane kontroli licencjonowanych
              związków zawodowych) strajki, bojkoty, blokady dróg i torów, tumulty wszelkiego
              rodzaju, mające pokazać, czego "lud" naprawdę chce wbrew wszystkiemu, za czym
              opowiadają się jego rzekomi przedstawiciele, działający w ramach oficjalnych
              instytucji i obowiązującego prawa - bezdusznego ex definitione i stanowionego w
              wyniku manipulacji grup uprzywilejowanych. Liczy się wyrażana w danym momencie
              wola "ludu", a nie zdominowany przez elity, skorumpowany i skostniały z natury
              układ instytucjonalny. Wiąże się z tym swoisty ideał przywództwa - nie
              zapośredniczonego przez utrwalone w danym kraju instytucje polityczne, lecz
              odwołującego się do jak najbardziej bezpośredniego związku lidera lub liderów z
              masami. Wychodząc poza demokrację, rozdzieraną przez konflikty między partiami,
              w kierunku moralno-politycznej jedności "ludu" populizm musi szukać uosobienia
              tej jedności, jakim jest charyzmatyczny przywódca.

              Wrogość do elit wzmacnia zwykle przekonanie, iż świadomie działają one na
              szkodę zwykłych ludzi. W grę wchodzi z reguły nie tylko usprawiedliwione na
              ogół poczucie sprzeczności interesów, lecz również głęboka wiara w istnienie
              spisku skierowanego przeciwko "ludowi". Skoro "lud" doświadcza wielorakich
              deprywacji, ktoś musi być temu winien i ktoś musi na tym korzystać - tym
              bardziej, że gołym okiem widać, że w najbiedniejszym nawet kraju nie brak
              takich, którym niczego nie brakuje. Skoro istnieje bieda, istnieje też wyzysk,
              oszustwo, złodziejstwo i czyjaś nieuczciwa konkurencja. Walka z biedą musi więc
              oznaczać nade wszystko walkę z wyzyskiwaczami, oszustami, złodziejami i
              nieuczciwymi konkurentami. Źródłem biedy jest nie tyle zacofanie gospodarcze
              pociągające za sobą ogólne ubóstwo, ile niewłaściwy podział już istniejących
              dóbr. Jeśli czegoś brakuje, dzieje się to nie z przyczyn ekonomicznych, lecz
              dlatego, że istniejące bogactwo zostało ukradzione, roztrwonione czy
              wywiezione. Wystarczy jeden wielki akt sprawiedliwości społecznej, aby sytuacja
              ludu zasadniczo się zmieniła.

              Winnymi okazują się zwykle obcy: jeżeli nie po prostu Żydzi lub jakaś inna nie
              lubiana w danym kraju nacja, to na przykład zagraniczny kapitał jako taki,
              kolonializm, Bank Światowy, globalizacja lub cokolwiek innego, co nie mieści
              się w obrębie swojskości (w klasycznym populizmie agrarnym po prostu miasto).
              Stąd pojawiające się skojarzenie populizmu z nacjonalizmem - w wielu wypadkach
              usprawiedliwione treścią haseł, ale i do pewnego stopnia mylące z uwagi na to,
              że populizmowi nieznany jest postulat narodowego solidaryzmu - chyba, że naród
              zostaje utożsamiony z ludem, elity zaś uznane za żywioł obcy i z istoty
              antynarodowy. Na ogół populizm dzieli dychotomicznie naród na dół i górę oraz
              potrafi obchodzić się bez frazeologii stricte narodowej.

              Populizm jest pryncypialnie antyliberalny, albowiem nie tylko odnosi się wrogo
              do wolnej konkurencji, w której zwykli ludzie nie mają szans, ale i traktuje z
              podejrzliwością wszelkie gwarancje dla praw jednostek i mniejszości, z natury
              rzeczy mogące służyć do obrony przed "ludem" jakichś przywilejów. Można też
              wspomnieć o leninowskim micie kucharki, która potrafi rządzić państwem:
              pozwalającym wierzyć, iż każdy człowiek obdarzony zdrowym rozsądkiem i umiejący
              czerpać ze zbiorowej mądrości jest wystarczająco przygotowany do sprawowania
              władzy w dobrze urządzonym i wolnym od złych ludzi kraju.

              (Fragment obszerniejszego opracowania prof. Jerzego Szackiego)
              www2.tygodnik.com.pl/tp/nowy/main03.php
              • homosovieticus Re: Czemu piszesz: "z byłymi bolszewikami"? 31.03.04, 03:33
                Przeczytałem.Artykul pisany wyraźnie na zamowienie.Takie odniosłem wrazenie.
                Pseudo naukowa agitka.Ten prof. socjologii jakoś mi inaczej pachnie jak np.
                prof.Wolniewicz, czy prof. R. Legutko. Odnajdę w domu jakies jego starsze
                dzieła i przyjrze się mu dokładniej, czy to czasem nie oportunista zwykly z
                tytułem.
                • Gość: marynat Re:Co Cię homosiu zafascynowało w lepperyźmie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.04, 05:04
                  Co do Szackiego, to jeden z klarowniejszych, zwięzłych tekstów na temat
                  współczesnego populizmu - jako zjawiska społeczno-politycznego. Szacki ani
                  populizmu nie atakuje, ani nie wspiera. Próbuje opisać. Domyślam się, że Ty,
                  jako zwolennik antyelitaryzmu (mam nadzieję, ze nie aż tak radykalnego jak u
                  Czerwonych Kchmerów) i plebejskiej urawniłowki pod wodzą charyzmatycznego
                  wodza - Leppera, kiedyś, w wolnej chwili, przedstawisz swoje argumenty i że nie
                  będzie to jakiś neo-ketman. W przeciwnym razie - bedę bardzo Tobą rozczarowany.
                  Na razie w środowiskach biznesowych dominuje obawa, że intencją Samoobrony jest
                  wypompowanie pieniędzy z polskiego systemu bankowego na świadczenia socjalne
                  dla nieproduktywnej części społeczeństwa oraz dorżnięcie ledwo zipiącego
                  drobnego i średniego krajowego biznesu. Zagranicznym inwestorom Samoobrona nic
                  nie zrobi, co najwyżej zmusi szykanami i polityką fiskalną do wycofania się z
                  planowanych inwestycji, i do stopniowego ograniczania działalności w Polsce
                  oraz przeniesienia się do bardziej przychylnych państw sąsiednich. Odpływ
                  inwestycji zagranicznych, przy równoczesnej restrykcyjnej wewnętrznej
                  polityce "antyprywaciarskiej" zaowocuje pogłębieniem sie zacofania
                  technologicznego, wzrostem kosztów, ucieczką wysoko wykwalifikowanych kadr
                  oraz dalszym wzrostem bezrobocia. W efekcie - szybko zawęzi sie rynek
                  wewnętrzny. Spodziewane retorsje państw UE ograniczą też możliwości eksportu.
                  Gospodarka rynkowa stopniowo przestanie funkcjonować, konieczny stanie się
                  powrót do nacjonalizacji kluczowych przedsiebiorstw i wzięcie gospodarki pod
                  przymusowy zarząd państwowy. Czyli - nastąpi nawrót systemu socjalistycznego w
                  wydaniu podobnym do wczesno PRL-owskiego. Oczywiście z "przewodnią rolą aparatu
                  partyjnego", kleru i bezpieki. Rola środków masowego przekazu zostanie
                  sprowadzona do propagandy poczynań władzy, katolickiej moralistyki oraz
                  rozrywki "lekkiej, łatwej i nieszkodliwej" dla prostego ludu...
                  • homosovieticus Lepperyzm = zasłużona kara dla głupców-egoistów 31.03.04, 11:57
                    Jakimś mniej bełkotliwym od agitki Szackiego, ten tekst znajduję:


                    Populizm jako źródło sukcesu liberałów
                    Jednym z najczęściej spotykanych epitetów stosowanych przez liberalną elitę
                    i kontrolowane przez nią media wobec adwersarzy politycznych jest określanie
                    ich poglądów mianem populizmu. Słowo to ma sugerować, iż głoszone przez lewicę
                    czy skrajną prawicę odmienne poglądy na temat ekonomii czy polityki społecznej
                    są niczym innym jak tylko schlebianiem gustom szerokich mas społeczeństwa.
                    Populista jest więc według tej filozofii cynicznym oszustem usiłującym zbić
                    polityczny kapitał na nieznajomości zasad funkcjonowania gospodarki u tzw.
                    szarego człowieka i przeciwieństwem odpowiedzialnego liberała, który dobrze
                    rozumie, iż tylko obcinanie wydatków na cele publiczne i zmniejszanie pensji
                    (o, pardon! Oczywiście chodzi o "oraniczanie kosztów pracy") może doprowadzić
                    nas wszystkich do sukcesu. Niestety, ta prosta filozofia nie odpowiada
                    aspiracjom większości społeczeństwa, którą stanowią pracownicy najemni, a
                    ostatnio też masie operujących na wolnym rynku drobnych przedsiębiorców -
                    postępująca globalizacja doprowadza bowiem do rozwoju jedynie wielkich
                    korporacji, a tzw. narodowa klasa średnia (czyli w polskim przypadku
                    osławieni "mali i średni" ) także zaczyna ubożeć. W takiej sytuacji użycie
                    pojęcia-wytrycha "populista" wobec każdego, kto twierdzi, że ludzie powinni
                    mieć co jeść, gdzie mieszkać i pracować za wzrastające z czasem wynagrodzenia,
                    bardzo ułatwia krytykę - nie trzeba już wówczas żadnych argumentów. Wystarczy
                    tylko, iż polityk czy biznesmen oznajmi, iż nie ma pieniędzy na coś tam, a kto
                    mówi inaczej to zwykły populista - i sprawa załatwiona.
                    Ten sposób oczerniania przeciwnika politycznego przekonuje wielu ludzi do
                    milczącego przytakiwania polityce liberałów. - Ikonowicz to dla mnie zwykły
                    populista - powiedziała przesłuchująca mnie w sprawie jednej z blokad eksmisji
                    policjantka z dochodzeniówki komisariatu na warszawskim Mokotowie, gdzie dla
                    oczekujących na rozmowę petentów na ogół nie ma nawet jednego krzesła,
                    protokoły spisuje się ręcznie, a w całym budynku panuje szarzyzna z epoki
                    gomułkowskiej. Ciekawy jestem, kiedy polityka obcinania wydatków na cele
                    publiczne przestanie się jej podobać - czy wówczas gdy sama będzie musiała
                    pisać zeznania na stojąco, czy wtedy gdy np. zabraknie funduszy na łatanie
                    dachu i woda zacznie skrapiać funkcjonariuszy, a może jeszcze później?
                    Populizm jako zjawisko oczywiście istnieje, jednak w innym rozumieniu niż to
                    głoszą elity. Nie ma żadnego obiektywnego modelu rozwoju, który byłby jedyną,
                    słuszną drogą dla społeczeństwa, a poziom "niezbędnych kosztów transformacji"
                    to również sprawa bardzo, ale to bardzo, względna. Nazywanie więc każdego
                    krytyka systemu populistą to prostacki zabieg propagandowy, analogiczny do
                    oskarżeń o "warcholstwo" formułowanych przez aparatczyków PRL wobec robotników
                    Ursusa i Radomia. Aby pokazać prawdziwy, cyniczny populizm wystarczy sięgnąć do
                    dwóch czołowych postaci liberalnej prawicy: prezydenta stolicy Pawła
                    Piskorskiego oraz drugiego w wyborach prezydenckich "bezpartyjnego fachowca"
                    Andrzeja Olechowskiego.

                    Prezydent jak lew walczący
                    Paweł Piskorski zasłynął jako autor niezwykle spektakularnych kampanii "w
                    obronie" stolicy i jej mieszkańców. Najsłynniejsza z nich, walka o uzyskanie
                    tzw. kontraktu dla Warszawy czyli pieniędzy na budowę metra i dwóch obwodnic w
                    zamian za finansowanie przez budżet miasta przepraw mostowych zakończyła się
                    całkowitą klapą. Była to typowa polityczna zagrywka dla uzyskania poklasku
                    warszawiaków, którzy w bardzo rozległym mieście tracą godziny na zatłoczonych
                    ulicach i rzeczywiście marzą o sieci kolejki podziemnej i usunięciu ruchu
                    tranzytowego z centrum stolicy (choć ten wynosi jedynie 15% wjeżdżających do
                    stolicy, to i tak byłaby to jakaś poprawa). Prezydent Piskorski pełniąc swoją
                    funkcję jako protegowany Unii Wolności dobrze wiedział, iż nie uzyska tych
                    środków, a tymi którzy nie pozwolą mu na to będą... jego koledzy partyjni.
                    Ugrupowanie słynie przecież ze swojej fanatycznej wręcz dbałości o dyscyplinę
                    budżetową i środki na cel publiczny jego posłowie mogą co najwyżej obciąć, a na
                    pewno nie pomnożyć. Spełnienie żądań Piskorskiego byloby przecież zaprzeczeniem
                    całej balcerowiczowskiej filozofii zarządzania finansami, której twórca
                    kierował wówczas polityką gospodarczą koalicyjnego rządu. Potem okazało się, że
                    w tej swojej kampanii reklamowej Paweł Piskorski posunął się aż do próby
                    odebrania pieniędzy dogorywającej służbie zdrowia, za co w bardziej
                    cywilizowanym kraju media długo nie dałyby mu żyć w spokoju.
                    Równie żenującym chwytem Piskorskiego był wydany przez niego OPZZ w roku
                    1998 zakaz manifestacji, motywowany, rzecz jasna, ochroną stolicy przed jej
                    paraliżem komunikacyjnym. Ta bezczelna próba ograniczenia praw obywatelskich
                    miała pokazać mieszkańcom stolicy, jak to szef zarządu ich miasta dba o interes
                    ciężko pracujących w sercu transformowanego kraju ludzi, którym jakaś szarańcza
                    z prowincji nie umiejąca się znaleźć w zmienionej rzeczywistości pragnie
                    zakłócić codzienne zajęcia. Wielu warszawiaków dało się nabrać na tę demagogię,
                    nie rozumiejąc, że męczące kierowców manifestacje są po prostu częścią
                    stołecznej roli miasta, tej samej której zawdzięczają wyższy niż w reszcie
                    kraju poziom dochodów, niższe bezrobocie i jeszcze kilka podobnych przywilejów.
                    Stawianie się w roli "małego egoisty", który dostrzega tylko swój ogródek, to
                    zresztą postawa typowa dla Piskorskiego - wyliczając, ile to złotówek Warszawa
                    wkłada w rozwój innych części kraju, zapomina on, że po drugiej wojnie
                    światowej cały kraj składał się na odbudowę swojego centrum administracyjnego.
                    Lepiej też nie podsycać lokalnego szowinizmu w sprawach finansowych, bo co by
                    było gdyby np. mieszkańcy Śląska wystawili rachunek za czasy, gdy węgiel
                    nazywano "czarnym złotem" ? Nie wiadomo też kto miałby nagle zwiększyć wpływy
                    do budżetu, aby zastąpić udział Warszawy : przeżywająca prosperity Ściana
                    Wschodnia, pogrążone w bezrobociu Pomorze Zachodnie czy może zamożny lud
                    Wałbrzycha? Póki co, Warszawa pozostaje w skali całego kraju oazą
                    szczęśliwości, a różnice w poziomie rozwoju gospodarczego między Centrum a
                    prowincją sytuują Polskę bliżej Trzeciego Świata (kilka miesięcy temu opinie
                    ekspertów na ten temat można było przeczytać w Rzeczpospolitej).

                    Z małej puli duże fanty
                    Andrzej Olechowski na miejsce swojego przedwyborczego mityngu w stolicy
                    wybrał Klub "Lokomotywa", mieszczący się w starej fabryce na ulicy Kolejowej
                    (wczesna Wola). Wspierający go w kampanii Maciej Jankowski, znany dotąd jako
                    działacz regionu Mazowsze "Solidarności" i może "ostatni sprawiedliwy" tego
                    związku, podczas spotkania wyjaśniał, iż wybór tego miejsca miał udowadniać, że
                    tego kandydata popierają także robotnicy, a nie jedynie "białe kołnierzyki".
                    Mimo tej zapowiedzi, a dodatkowo także głupawej historyjki o rybakach ufających
                    tylko Olechowskiemu, jaką zaserwował ów poseł-związkowiec, w hali oprócz trzech
                    członków L.A. znajdowali się jedynie ludzie o wyglądzie biurokratów z firm o
                    kapitale zagranicznym lub przedsiębiorców. Najnowszy guru liberałów wygłosił
                    więc gadkę ku chwale przedsiębiorczości i jako główny punkt wypowiedzi -
                    monolog o konieczności zmniejszania podatków. Liberalna gawiedź zakwiczała z
                    radości i z napięciem oczekiwała dalszego ciągu spektaklu. I rzeczywiście - na
                    zamontowanym ekranie pojawiły się twarze tzw. autorytetów czyli rektora SGH
                    oraz najsławniejszego w tym kraju kardiochirurga. O czym mówili ci panowie?
                    Oczywiście o potrzebie podnoszenia nakładów na dziedziny, którymi się zajmują,
                    o tym jak wielkie są tu potrzeby i zaległości cywilizacyjne Polski wobec krajów
                    rozwiniętych. Przylizani krawaciarze i wyperfumowane dziewczątka w garsonkach
                    powitali te apele z tym samym baranim
                    • homosovieticus Lepperyzm = zasłużona kara dla głupców-egoistow +1 31.03.04, 13:25
                      Przylizani krawaciarze i wyperfumowane dziewczątka w garsonkach powitali te
                      apele z tym samym baranim wyrazem pyszczków, jaki miały chwilę wcześniej
                      fetując swojego idola i który spotkać można czasem na kronikach filmowych
                      sprzed lat czterdziestu. Zaskakujące, bo wydawałoby się, że ci niewątpliwie
                      dobrze wyedukowani ludzie powinni dojrzeć sprzeczność między ograniczaniem
                      wpływów do budżetu, jakie rodzi każda obniżka podatków, a koniecznością
                      znacznego zwiekszenia wydatków na edukację i służbę zdrowia. To przecież
                      czystej wody populizm, na jaki nie zdobył by się żaden z członków L.A., nawet w
                      pijanym widzie! - Z pustego i Salomon nie naleje - tłumaczą już dziś
                      liberałowie, więc jeżeli jeszcze bardziej naczynie z tego powiedzonka będziemy
                      opróżniać, to chyba powinniśmy raczej zawiesić szkoły i szpitale, niż
                      spodziewać się ich rozwoju. Nadzieje, że częściowo zwolnieni z firmy nagle
                      zaczną się klonować, a ogólny wzrost obrotów pozwoli zwiększyć wpływy podatkowe
                      do tego stopnia, że finanse publiczne będą w lepszym stanie, można włożyć
                      między bajki. Gdyby tak się działo, to nowy prezydent USA nie musiałby ogłaszać
                      reformy szkolnictwa na wskutek jego niskiego poziomu po wielu latach prosperity
                      tamtejszej gospodarki (tak przynajmniej wciąż słyszymy), a na całym świecie
                      funkcjonowałby podatek liniowy.
                      W ostatnim okresie pojawiła się też nowa forma propagandowego bełkotu, którą
                      jest przedstawianie siebie jako niepowiązanego z układem partyjnym specjalisty-
                      pragmatyka, pragnącego służyć ludowi swoją wiedzą, w przeciwieństwie do
                      pogrążonych w wiecznych sporach polityków. Nie tak dawno oglądaliśmy taką
                      cudowną przemianę Leszka Balcerowicza z szefa Unii Wolności na "bezpartyjnego
                      fachowca", co było mistyfikacją konieczną do wepchnięcia tego osobnika na
                      stołek szefa banku centralnego, teraz oglądamy tworzenie przez m.in. Andrzeja
                      Olechowskiego nowego bytu określanego jako Platforma Obywatelska. Nazwa ta ma
                      sugerować społeczeństwu, iż celem byłego informatora wywiadu PRL nie jest
                      zdobycie władzy, ale założenie oddolnego ruchu obywateli zaniepokojonych
                      obrotem spraw w ojczyźnie. Olechowski posługując się takim nazewnictwem na swój
                      sposób mruga porozumiewawczo okiem do społeczeństwa mówiąc: "słuchajcie, jeśli
                      macie już dość tych wszystkich popieprzonych politykierów, związkowców i innego
                      tatałajstwa, które rwie się do żłobu, a nic nie umie, zaufajcie mi, ja jestem
                      spoza układu". To oczywiście bajka dla grzecznych dzieci, nawet nasza Lewicowa
                      Alternatywa, działająca na innym poziomie życia społecznego, nie może sobie
                      pozwolić na apolityczność i bycie takim całkowicie wolnym atomem w przestrzeni.
                      Wszyscy trzej twórcy Platformy to zwierzęta polityczne, a Olechowskiego który
                      reprezentował w różnych latach tak odmienne siły polityczne jak komuna i
                      prawica tradycyjna, można z racji tego braku stałości uznać za koniunkturalistę
                      ale nie za niezależnego od układów. W czasie wyborów prezydenckich Olechowski
                      jednak pozował na apolitycznego fachowca od spraw gospodarczych i ten wizerunek
                      zadziwiająco dużo ludzi "kupiło". Trudno uznać to za wielkie zaskoczenie - już
                      przypadek Tymińskiego pokazał, iż w spoleczeństwie polskim po okresie
                      kilkudziesięciu lat realnego socjalizmu pokutuje dziecinna nadzieja na
                      przyjście bezstronnego arbitra jako alternatywy dla partyjnych kłótni. W
                      gruncie rzeczy nawet kult Józefa Piłsudskiego ma zbliżony podtekst. Olechowski,
                      którego populizm jest skierowany jednak głównie do określonej grupy społecznej
                      i z racji tego powtarzający komunały z repertuaru Unii Wolności, Unii Polityki
                      Realnej czy małych partyjek AWS-u, nie ma jednak ani tajemniczej przeszłości
                      właściciela słynnej czarnej teczki ani bojowej przeszłości posiadacza jeszcze
                      bardziej znanej kasztanki i dlatego ta jego rzekoma bezstronność jest jeszcze
                      bardziej wynikiem kreacji.

                      Banały i bajędy
                      Powyższe dwa przykłady osób znanych z pierwszych stron gazet nie wyczerpują
                      bynajmniej listy liberałów populistów. Ludzi głoszących proste i fałszywe tezy
                      nie brakuje zresztą we wszystkich stronnictwach. Aktualny minister
                      sprawiedliwości i niemal cała prawica głosi konieczność zaostrzenia kar i
                      przywrócenia egzekucji za zbrodnie najcięższe, bazując przy tym na wspólnym
                      całemu ludowi pragnieniu zemsty na przestępcach. Ten wrzask żądnych krwi
                      polityków pozwala im nie zastanawiać się nad przyczynami rosnącego zdziczenia w
                      społeczeństwie, a przecież gasząc pożar lepiej lać wodę w źródło ognia a nie na
                      buchające płomienie. W kontekście wejścia Polski do Unii Europejskiej politycy
                      i dziennikarze domagając się kary śmierci uprawiają żałosną demagogię -
                      egzekucje zbrodniarzy uniemożliwiły by integrację, której konieczności żaden z
                      tych mędrków przecież nie kwestionuje. Wystarczy zresztą pomyśleć przez chwilę,
                      aby zorientować się, jak jałowa jest to dyskusja - człowiek popełniający np.
                      brutalny mord po prostu zakłada, że nie zostanie złapany. Perspektywa
                      dożywotniego uwięzienia po prostu stanowi groźbę na tyle przerażającą dla
                      każdego zdrowego psychicznie człowieka, aby nie traktował jej jako drobnej
                      nieprzyjemności, którą można się nie przejmować. Bandzior albo zakłada, że nie
                      zostanie w ogóle schwytany, albo swoją umysłowością nie jest w stanie rozpoznać
                      zagrożenia - w obu przypadkach kara śmierci go nie przestraszy. Cóż jednak z
                      tego, kiedy ciągłym jazgotem na temat zaostrzenia kar można zdobyć łatwo
                      przychylność ludu i uniknąć odpowiedzi na pytanie, jak rzeczywiście usprawnić
                      działanie wymiaru sprawiedliwości czyli np. co zrobić, aby prokuratorzy i
                      sędziowie nie byli tak leniwi i niekompetentni (a coraz częściej także
                      skorumpowani) jak obecnie, protokolanci nie musieli sponsorować spinaczy
                      biurowych i długopisów postępowania sądowe kończyły się w rozsądnym terminie.
                      Proponując bardziej rygorystyczne zapisy w kodeksie karnym, minister Kaczyński
                      nie tłumaczy społeczeństwu, dlaczego istniejące już sankcje nie są wykonywane w
                      całej surowości (przykład jeden z wielu - gwałt połączony ze złamaniem kończyny
                      nie został uznany za dokonany "ze szczególnym okrucieństwem" wyniku czego
                      dranie wyjdą na wolność cztery lata wcześniej). Nie mówi też, gdzie zamierza
                      przetrzymywać większą liczbę skazanych (więzienia pękają w szwach z nadmiaru
                      klienteli) ani co zrobić, aby nie łamiąc praw człowieka korzystać z pracy
                      więźniów na rzecz społeczeństwa w stopniu pozwalającym chociażby częściowo
                      pokrywać koszty ich utrzymania.
                      nbsp; Populizmu nie brakuje też u postkomunistów. Rekord nonsensu padł zapewne
                      w czasie mityngu, który odbył się na warszawskiej Pradze Północ, z udziałem
                      m.in. Leszka Millera jeszcze przed wyborami do samorządu gminy Centrum.
                      Członkowie Lewicowej Alternatywy, którzy wybrali się na to spotkanie, chcąc
                      zapoznać się z programem prowadzącego w rankingu popularności ugrupowania,
                      przecierali oczy ze zdumienia, kiedy usłyszeli, iż receptą na bezrobocie ma
                      być... zalesianie kraju. Skoro tysiące hektarów ziemi uprawnej w Polsce leży
                      odłogiem, to aby ludzie nie pętali się bez celu, a ojczyzna rosła w siłę można
                      przecież zalesiać! Pomysłodawcą tego wspaniałego rozwiązania dla Polski nie był
                      bynajmniej jakiś trzeciorzędny działacz Sojuszu, lecz człowiek, który - jak
                      powiedziano uczestnikom spotkania - w czasie rządów koalicji SLD-PSL piastował
                      funkcję szefa Krajowego Urzędu Pracy. No cóż, jeśli takie kadry mają
                      postkomuniści, to może jeszcze kiedyś zatęsknimy za Buzkiem. Wizja
                      czterdziestomilionowego kraju, w którym zdecydowane zmiany na rynku pracy
                      następują w wyniku wdrażania ponad dwóch milionów ludzi do wielkiej akcji
                      zalesiania, przekracza wyobraźnię chyba nawet najbardziej "odjechanego"
                      ekologa. No, i co za skutek ekonomiczny, jak wiadomo, sadzenie drzew to
                      prawdziwe koło zamachowe gospodarki...
                      Interesująca jest także motywacja walki z bezrobociem, podana przez
                      działaczy SLD na tym samym spotkaniu. Otóż
                      • homosovieticus Lepperyzm = zasłużona kara dla głupców-egoistów +2 31.03.04, 13:31
                        Otóż problem - ich zdaniem - polega na tym, iż pozbawieni pracy i zasiłku dla
                        bezrobotnych obywatele, nie mając nic do roboty, raczą się piwem pod
                        najbliższym sklepem. Mniemanie, iż wygłodzony człowiek, któremu uda się
                        wreszcie złapać jakąś pracę dorywczą i zarobić te kilkadziesiąt złotych,
                        pierwsze co robi, to udaje się pod spożywczak, świadczy o znikomej wiedzy tej
                        rzekomej lewicy o życiu prostego ludu. Nie jestem abstynentem, ale w takiej
                        sytuacji zaopatruję się raczej w zapychacze żołądka w rodzaju ryżu, makaronu
                        czy ziemniaków i trochę dodatków do tego, a nie zdarza się tak, iż kupuję piwo,
                        aby za chwilę zamartwiać się pustką w lodówce.

                        Populista w gazecie
                        Chęć uzyskania poklasku stanowi - zdaniem liberalnej prasy - główny motyw
                        działania wszelakiej maści radykałów. Czy jest tak rzeczywiście? Jak zwykle
                        najlepiej sprawdzić zasadność tego rodzaju twierdzeń na przykładzie konkretnej
                        osoby. Jako tzw. lewak, pozwolę sobie wybrać kogoś, kto reprezentuje w pewnym
                        stopniu zbliżone do mnie poglądy (choć reprezentuje niewątpliwie inny prąd
                        myślowy, wyraźnie na prawo od anarchosyndykalizmu), a mianowicie wspomnianego
                        już wcześniej w niniejszym tekście przywódcę Polskiej Partii Socjalistycznej,
                        posła R.P. Piotra Ikonowicza. To jeden z polityków najczęściej oskarżanych w
                        ostatnim czasie o populizm, głównie w związku z prowadzoną z jego inicjatywy
                        kampanią antyeksmisyjną.
                        Zarzut pierwszy: Ikonowicz uniemożliwiając wkroczenie komornika, udaje
                        przyjaciela zwykłych ludzi, a przecież sam jako poseł jest współodpowiedzialny
                        za to, że w Polsce wprowadzono tak brutalne prawo pozwalające wyrzucić
                        człowieka wprost na ulicę. Ten który prawo stanowi, a potem uniemożliwia jego
                        egzekwowanie uczciwym urzędnikom, w dodatku nadużywając przywilejów posła. W
                        domyśle: jeżeli chce coś zrobić dla ludzi zagrożonych eksmisją, niech zmieni
                        ustawę. Obok dziennikarzy ocenę taką bardzo często formułowali ci komornicy,
                        którzy dążyli do konfrontacji. Odpowiedź: zarzut zupełnie chybiony - PPS
                        wystąpiła z SLD (był to jeszcze wówczas naprawdę "sojusz" wielu podmiotów, a
                        nie jedna partia jak to jest obecnie) właśnie w wyniku niezgody na ów zapis w
                        ustawie o prawie mieszkaniowym. Był to przejaw nonkonformizmu małej partii
                        socjalistycznej, która odtąd straciła możliwość korzystania z pomocy
                        postkomunistów i wielokrotnie zmniejszyła szansę na ponowny wybór swoich
                        przedstawicieli do parlamentu. Piotr Ikonowicz dążył uparcie do zmiany fatalnej
                        ustawy (o tym, iż była zła, świadczy fakt znacznej jej modyfikacji przez
                        parlamentarzystów kilka tygodni po rozpoczęciu się okresu ochronnego dla
                        lokatorów) próbując zmienić jej brzmienie najpierw w całości, a potem za pomocą
                        wielu poprawek. Siła oddziaływania na parlament przez socjalistów jest jednak
                        zupełnie marginalna i te zabiegi nie przyniosły efekty. W chwili, gdy wiadomo
                        było, że lada dzień ustawa zostanie zmodyfikowana na korzyść lokatorów (w
                        parlamencie znalazły się już dwa projekty zmian, w tym rządowy), co pozwoliłoby
                        uniknąć wielu osobom wyrzucenia na ulicę, PPS i wspierające ją ugrupowania
                        (wśród nich Lewicowa Alternatywa) usiłowały po prostu umożliwić tym ludziom
                        dotrwanie do dnia, kiedy parlament zmieni złe prawo (a de facto do
                        rozpoczynającego się wcześniej okresu ochronnego). Rozpoczynając tę kampanię
                        Piotr Ikonowicz postępował logicznie: skoro prawo było już uznane przez
                        wszystkich za szkodliwe, a jego dni policzone, zaś on sam jako parlamentarzysta
                        nie mógł go zmienić od zaraz, to starał się ograniczyć jego tragiczne i
                        nieodwracalne skutki. Blokowanie drzwi przez Ikonowicza dysponującego
                        immunitetem dawało urzędnikom zmuszonym z racji pełnienia swojej funkcji tj.
                        komornikowi i policjantom, znakomite alibi dla odstąpienia od wykonywania
                        orzeczenia sądu. Tam gdzie w grę nie wchodziła niezwykła pazerność komornika na
                        wynagrodzenie stanowiące jakiś-tam procent od pozyskanego lokalu, z tego
                        pretekstu zazwyczaj korzystano i sprawa kończyła się spokojnie.
                        Zarzut drugi: Ikonowicz uniemożliwia na eksmisje na bruk, bo chce zwiększyć
                        swoją popularność i zdobyć głosy w wyborach, czego nie ma szans uczynić poprzez
                        typową poselską robotę. Odpowiedź: każdy polityk czy to dlatego, że pragnie
                        dalej tkwić na jakimś stołku czy też aby móc realizować swoje koncepcje lub też
                        z obu powodów jednocześnie, musi starać się zdobyć uznanie wyborców. Demokracja
                        polega właśnie na tym, iż każdy głosuje na kogoś, kto działa zgodnie jego
                        interesem. Jednak sugerowanie, iż obrona praw lokatorów, bezdomnych czy
                        pracowników najemnych może w obecnej sytuacji przynieść komuś jakiś
                        oszałamiający wynik wyborczy, świadczy albo o naiwności formułującego taką
                        opinię, albo o jego złej woli. Akurat ta grupa ludzi ma szczątkową świadomość
                        własnego interesu i nie orientuje się wcale w meandrach wielkiej polityki,
                        trudno też sobie wyobrazić, aby bezrobotni, samotne matki z dziećmi i inni
                        znajdujący się w trudnym położeniu ludzie sponsorowali kampanię wyborczą
                        socjalistów. Osoby o słabym wykształceniu, zagubione w życiu, nie umiejące
                        sobie poradzić do tego stopnia, iż grozi im utrata lokalu, zazwyczaj w ogóle
                        nie biorą udziału w wyborach, bo nie dostrzegają związku między światem
                        polityki a swoją sytuacją życiową. A jeżeli już, to decyzja ich jest z reguły
                        oparta na tym, co podpowiedziano im "życzliwie" w mediach, a nie na jakiejś
                        osobistej refleksji. Jest to zjawisko odwrotnie proporcjonalne do tego co
                        dzieje się wśród ludzi zamożnych i wyedukowanych. Wiedzą o tym dobrze różni
                        szarlatani w rodzaju Olechowskiego, którzy kokietują właśnie tę lepiej
                        prosperującą część społeczeństwa, co na wybory chadza, poszukuje na scenie
                        politycznej reprezentanta swoich interesów, a w swojego ulubieńca gotowa jest
                        inwestować gotówkę zarobioną na ministerialnych posadach czy harówce
                        pracowników. Oto powód, dla którego mamy w Polsce kilka silnych i bogatych
                        formacji liberalnych różniących się od siebie tylko odcieniem i tylko jedną
                        prawdziwą partię socjalistyczną. Jakoś ten rzekomy populizm Ikonowicza nie
                        skutkuje - a przecież populista z prawdziwego zdarzenia widząc to, zmieniłby
                        chyba metody postępowania, nieprawdaż? Co rozwadze róznej maści łowców
                        populistów z mediów i na własny rachunek - polecam.

                        hakim (luty 2001)

              • Gość: wartburg Mein Kampf IP: *.ber.dial.de.colt.net 31.03.04, 13:57
                Gość portalu: marynat napisał(a):

                > Populizm z reguły zwraca się przeciwko demokracji przedstawicielskiej i
                partiom
                >
                > politycznym. Jeśli z tych środków przejściowo korzysta (najczęściej unikając
                > wyklętej nazwy "partia"), to po to tylko, aby rozsadzić zastany system od
                > wewnątrz, otwierając drogę dla demokracji bezpośredniej lub rządów
                > autorytarnych, w których wola "ludu" - uwolniona od prawnych i
                biurokratycznych
                >
                > skrępowań - znalazłaby wreszcie doskonały wyraz. Populizm najchętniej sięga
                po
                > niekonwencjonalne i bardziej spektakularne środki walki politycznej:
                gwałtowne
                > demonstracje, nielegalne (a więc i nie poddane kontroli licencjonowanych
                > związków zawodowych) strajki, bojkoty, blokady dróg i torów, tumulty
                wszelkiego
                >
                > rodzaju, mające pokazać, czego "lud" naprawdę chce wbrew wszystkiemu, za czym
                > opowiadają się jego rzekomi przedstawiciele, działający w ramach oficjalnych
                > instytucji i obowiązującego prawa - bezdusznego ex definitione i stanowionego
                w
                >
                > wyniku manipulacji grup uprzywilejowanych. Liczy się wyrażana w danym
                momencie
                > wola "ludu", a nie zdominowany przez elity, skorumpowany i skostniały z
                natury
                > układ instytucjonalny. Wiąże się z tym swoisty ideał przywództwa - nie
                > zapośredniczonego przez utrwalone w danym kraju instytucje polityczne, lecz
                > odwołującego się do jak najbardziej bezpośredniego związku lidera lub liderów
                z
                >
                > masami. Wychodząc poza demokrację, rozdzieraną przez konflikty między
                partiami,
                >
                > w kierunku moralno-politycznej jedności "ludu" populizm musi szukać
                uosobienia
                > tej jedności, jakim jest charyzmatyczny przywódca.
                >
                > Wrogość do elit wzmacnia zwykle przekonanie, iż świadomie działają one na
                > szkodę zwykłych ludzi. W grę wchodzi z reguły nie tylko usprawiedliwione na
                > ogół poczucie sprzeczności interesów, lecz również głęboka wiara w istnienie
                > spisku skierowanego przeciwko "ludowi". Skoro "lud" doświadcza wielorakich
                > deprywacji, ktoś musi być temu winien i ktoś musi na tym korzystać - tym
                > bardziej, że gołym okiem widać, że w najbiedniejszym nawet kraju nie brak
                > takich, którym niczego nie brakuje. Skoro istnieje bieda, istnieje też
                wyzysk,
                > oszustwo, złodziejstwo i czyjaś nieuczciwa konkurencja. Walka z biedą musi
                więc
                >
                > oznaczać nade wszystko walkę z wyzyskiwaczami, oszustami, złodziejami i
                > nieuczciwymi konkurentami. Źródłem biedy jest nie tyle zacofanie gospodarcze
                > pociągające za sobą ogólne ubóstwo, ile niewłaściwy podział już istniejących
                > dóbr. Jeśli czegoś brakuje, dzieje się to nie z przyczyn ekonomicznych, lecz
                > dlatego, że istniejące bogactwo zostało ukradzione, roztrwonione czy
                > wywiezione. Wystarczy jeden wielki akt sprawiedliwości społecznej, aby
                sytuacja
                >
                > ludu zasadniczo się zmieniła.
                >
                > Winnymi okazują się zwykle obcy: jeżeli nie po prostu Żydzi lub jakaś inna
                nie
                > lubiana w danym kraju nacja, to na przykład zagraniczny kapitał jako taki,
                > kolonializm, Bank Światowy, globalizacja lub cokolwiek innego, co nie mieści
                > się w obrębie swojskości (w klasycznym populizmie agrarnym po prostu miasto).
                > Stąd pojawiające się skojarzenie populizmu z nacjonalizmem - w wielu
                wypadkach
                > usprawiedliwione treścią haseł, ale i do pewnego stopnia mylące z uwagi na
                to,
                > że populizmowi nieznany jest postulat narodowego solidaryzmu - chyba, że
                naród
                > zostaje utożsamiony z ludem, elity zaś uznane za żywioł obcy i z istoty
                > antynarodowy. Na ogół populizm dzieli dychotomicznie naród na dół i górę oraz
                > potrafi obchodzić się bez frazeologii stricte narodowej.
                >
                > Populizm jest pryncypialnie antyliberalny, albowiem nie tylko odnosi się
                wrogo
                > do wolnej konkurencji, w której zwykli ludzie nie mają szans, ale i traktuje
                z
                > podejrzliwością wszelkie gwarancje dla praw jednostek i mniejszości, z natury
                > rzeczy mogące służyć do obrony przed "ludem" jakichś przywilejów. Można też
                > wspomnieć o leninowskim micie kucharki, która potrafi rządzić państwem:
                > pozwalającym wierzyć, iż każdy człowiek obdarzony zdrowym rozsądkiem i
                umiejący
                >
                > czerpać ze zbiorowej mądrości jest wystarczająco przygotowany do sprawowania
                > władzy w dobrze urządzonym i wolnym od złych ludzi kraju.
                >
                > (Fragment obszerniejszego opracowania prof. Jerzego Szackiego)
                > www2.tygodnik.com.pl/tp/nowy/main03.php

                Szacki z pewnością inspirował się "Mein Kampf". Swoją misję Adolf uzasadniał
                tam w niemal identyczny sposób. Opluwał zakłamaną demokrację i przeciwstawiał
                ją germańskiemu kultowi wodza, który wszystko wie lepiej i o wszystkim sam
                decyduje, bo tylko on ma rację.

                Że też doczekaliśmu się zmartwychwstania takich upiorów, i to jeszcze w
                Polsce...
                • homosovieticus aluzja Wartburga i recenzja Orwell i ruch Kinga! 31.03.04, 15:18
                  recenzja Orwella po rosyjsku z 1940r
                  orwell.ru/library/reviews/hitler/r/r_hit.htm
                  wersja angielska Main kampf:
                  www.magister.msk.ru/library/politica/hitla002.htm
                  Co za idiotyczne porównanie świadczace, że znajomość języka nie wystarcza żeby
                  mądre mysli formułować. Ruch Kinga w Stanach wartburg - gdyby mu polecono -
                  nazwałby populistycznym i odniósł do hitleryzmu.
                  Dziwnie się zachowuje ten człowiek forumowy jak swego czasu przydupas
                  Jaruzela, Górecki.
                • Gość: homo Re:wartburgowi do przeczytania i zastanowienia się IP: *.gdynia.mm.pl 31.03.04, 18:16
                  W SŁUŻBIE BEZPIECZEŃSTWA
                  Wszystkie wielkie plany uszczęśliwienia ludzkości już na tym ziemskim padole
                  spotkał szybki koniec. Prognozy wzięły w łeb, tendencje się załamały, a trendy
                  przybrały na sile - w wyniku czego cała impreza kończyła się góra po 2-3
                  pokoleniach. Dlatego ja wolę pilnować swojej działki i nie drapać się, póki nie
                  swędzi. Są jednak ludzie myślący inaczej - ludzie gotowi działać w służbie
                  powszechnego bezpieczeństwa.

                  "Człowiek, który walczy tylko dla siebie, niewiele może dać ogółowi" -
                  twierdził w "Mein Kampf" Hitler. Już dwa stulecia wcześniej Adam Smith proroczo
                  komentował podobne twierdzenia: "Nigdy nie słyszałem, żeby wyszło kiedyś
                  cokolwiek dobrego z rąk tych, którzy zapewniają, że prowadzą handel dla dobra
                  publicznego". W tym konkretnym przypadku trafność uwagi Smitha jest wprost
                  porażająca.

                  Fakt, że Hitler był wojującą lewicą jest oczywisty - wystarczy przypomnieć jego
                  sławną myśl, że "Niemcy może uratować tylko głęboka socjalna wrażliwość
                  połączona z bezlitosną wolą usunięcia wszelkich narośli na ciele narodu". Czyż
                  podobny program to nie jest czysta "kuroniówka", tyle, że przyprawiona na ostro
                  narodowym i rasowym populizmem?

                  Zaraz po tym idzie chęć do całkowitego ujednolicenia oblicza
                  społeczeństw. "Jeżeli walka o utrzymanie państwa miała być poważna i skuteczna,
                  to osiągnąć ten cel można było jedynie poprzez bezwzględną i konsekwentną
                  centralizację". Przy czym, jak się okazuje, autor ma tutaj na myśli nie tylko
                  jednolitość administracji, ale wszechogarniające uśrednienie wszystkich
                  ludzi. "Jedynym sposobem osiągnięcia tej jednolitości jest wyrobienie
                  świadomości już w szkole i w ogóle w czasie pobierania nauki" - twierdził
                  Hitler.

                  P. dr Józef Göbbels posunął się nawet do głoszenia, że "musimy się uwolnić od
                  wrażenia, że kierowanie ciałem jest wyłącznie sprawą jednostki. Nikomu nie
                  wolno grzeszyć przeciwko potomnym, to znaczy przeciw rasie". Tak oto w III
                  Rzeszy, w imię dobra wspólnego, pozbawiono jednostkę prawa własności swojego
                  ciała. (Już sobie wyobrażam np. "patrole antymasturbacyjne"
                  albo "antymasturbacyj-ne siły szybkiego reagowania" mające zapobiegać
                  sytuacjom, w których młodzi mężczyźni będą oddawali nasienie w innym celu niż
                  prokreacja kolejnego pokolenia czystych rasowo bobasków...).

                  Ogólnie rzecz ujmując program gospodarczy "Mein Kampf" jest bardzo podobny do
                  wprowadzonej w 1997 r. do polskiej konstytucji "społecznej gospodarki
                  rynkowej". "Ludzie nie rozumieją, że ekonomia może stać dopiero na drugim albo
                  nawet na trzecim miejscu i że elementy etyczne mają pierwszeństwo" - czytamy
                  w "Mein Kampf". Polecam porównanie tego ustępu z art. 20 Konstytucji RP.

                  Problem zbieżności NSDAP z ugrupowaniami w rodzaju SLD, UW czy PPS jest jednak
                  dużo głębszy niż sama kwestia programu gospodarczego. Bowiem i ów program
                  gospodarczy jest tylko pochodną pewnego całościowego spojrzenia na świat,
                  czegoś, co zwać możemy "mentalnością lewicową". Jestem skłonny zaryzykować
                  tezę, że światopogląd przeciętnego PaPuaSa jest niezwykle podobny do
                  NeSDeAPoWca - z tą różnicą, że terminy "żyd" i "mason" zostają zastąpione
                  słowami "faszysta" i "klerykał". Aby to zrozumieć, proszę spojrzeć na
                  następujący cytat:

                  "Za każdym razem, kiedy rozcięto ropień na ciele naszego państwa, wewnątrz
                  wrzodu wił się mały klero-faszysta. Oderwany od swej kreciej roboty, mrużył
                  oczy przed światłem dziennym".

                  Myśl ta pochodzi z prac Hitlera, a mimo to brzmi, jak gdyby została wyjęta z
                  ust. p. Małachowskiego albo W. Cz. p. P. Ikonowicza. (Uwaga! Z tą drobną
                  różnicą, że słowo "żyd" zastąpiłem "faszystą" i "klerykałem"). Tak oto kolejną
                  cechą, oprócz programu gospodarczego, łączącą współczesne subkultury lewicowe z
                  NSDAP jest skłonność do spłycania diagnoz sytuacji kryzysowych do rzucania
                  krótkiego oskarżenia "winni są oni". W przypadku NSDAP owymi "onymi"
                  byli "żydzi", a dziś ich miejsce zajął "kler", "ciemnogród", "prawicowe
                  oszołomy" - itp.

                  Proszę zauważyć, że podobnie jak GANgsterzy Hitler był pacyfistą. Tyle, że
                  podobnie jak GANowcy wyznawał zasadę, że najpierw trzeba rozprawić się z
                  wrogami pacyfizmu, a dopiero potem można zaprowadzić pokój. Pisał w "Mein
                  Kampf": "Najpierw walka, a później pacyfizm" (cytat dosłowny!!!). Czyż to nie
                  przypomina tych naszych pacyfistów, których w gruncie rzeczy aż strach spotkać
                  na ulicy? Właśnie owo połączenie miłości do abstrakcyjnej ludzkości z
                  nienawiścią do jednostek oraz wynikający z tego "krwawy pacyfizm" jest cechą
                  konstytutywną lewicowych umysłów.

                  Jak już pisałem, fakt, że Hitler to zwyczajny lewak teoretycznie jest
                  oczywisty - ale w praktyce przeciętny odbiorca i tak nie jest skłonny
                  dopatrywać się w podobnych twierdzeniach czegoś więcej, jak zręcznego chwytu
                  erystycznego. Bo po cichu przekonany jest, że NSDAP stanowiło "skrajną
                  prawicę". I zapewne nie uda się nam tego wykorzenić, podobnie jak i setek
                  innych reżimowych kłamstw.

                  Robert Nogacki

                • Gość: si zmartwychwstanie upiorów IP: *.biaman.pl / *.biaman.pl 31.03.04, 22:56
                  ...Opluwał zakłamaną demokrację i przeciwstawiał
                  ją germańskiemu kultowi wodza, który wszystko wie lepiej i o wszystkim sam
                  decyduje, bo tylko on ma rację.

                  Że też doczekaliśmu się zmartwychwstania takich upiorów, i to jeszcze w
                  Polsce....

                  Dziwne, że Polakom coś takiego chce się przerabiać. Jakby 45-letni dyktat
                  komuny im nie wystarczał.

    • katarsis Re: Nie chcą Leppera w parlamencie europejskim:) 31.03.04, 01:28
      A gdy już dojdzie do masakry, miast krwii schodami parlamentu spłynie gnojówka.
      • Gość: marynat Boją się, że im w biurach atrament wypije? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.04, 02:41
        Przecież nasz, z Bożej łaski senator doktor w krawacie w paski, pogromca
        parlamentów, ulubieniec satyryków, natchnienie forumowych poetów, ma maturę!
        A jak zechce - to okaże taki dyplom magisterski, jakiego nawet Kwaśniewski nie
        ma!
        • homosovieticus Re: Boją się, że im w biurach atrament wypije? 31.03.04, 03:36


          z innej zupełnie beczki ale swietne swiadectwo swobodnej zmiany priorytetów w
          polityce krajowych lewicowców z gminu.
          respublica.onet.pl/1020677,artykul.html
          • Gość: marynat No i popatrz, Miller to już w lutym 2001 wykrakał. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.04, 04:04
            Jestem pod wrażeniem, nie pamiętałem tego wywiadu.
            Tyle, że on sobie wówczas, palant frajerski, wyobrażał, że żartuje. Nie był
            nawet w stanie dostrzec, że ma jasnowidzenie:

            "Nie pójdę na barykadę"

            Z Leszkiem Millerem, przewodniczącym Sojuszu Lewicy Demokratycznej, rozmawia
            Marcin Król. (Respublica, luty 2001)



            M.K.: Czy Pan jednak mimo planów SLD nie obawia się populizmu w Polsce?

            – Tak. Rosnące bezrobocie i inne czynniki mogą spowodować konflikt polityczny
            na dużą skalę z odrzuceniem tych sił politycznych, które są dzisiaj na scenie,
            oraz z wykreowaniem tych sił, które jeszcze nie rządziły, a w każdym razie nie
            są postrzegane jako odpowiedzialne, bo nie są w parlamencie. Tu jest miejsce
            dla Leppera i innych, którzy powiedzą: zaufajcie nam, bo my jeszcze na
            Wiejskiej nie byliśmy. My nie mamy z tym nic wspólnego, a teraz jesteśmy gotowi
            przejąć odpowiedzialność. A przecież sytuacja jest i będzie bez względu na to,
            kto będzie rządził, bardzo trudna.

            M.K.:A jeżeli mimo wszystko, mimo planów Pańskiego ugrupowania za, powiedzmy,
            dwa lata dojdzie do buntu, do rewolucji społecznej? Czy Pan stanie na czele
            takiej rewolucji?

            – Jeżeliby tak było, że to my ponosimy odpowiedzialność, nie osiągamy postępu,
            nie polepsza się sytuacja społeczna, to jedynym uczciwym wyjściem będzie uznać,
            że nasza misja uległa zakończeniu. A z rewolucją niech sobie radę dają
            rewolucjoniści.

            respublica.onet.pl/1020677,artykul.html
            • homosovieticus O rodzajach populizmu obiektywniej niż Szacki 31.03.04, 13:19
              TEZY O POPULIZMIE

              1. Termin "populizm" funkcjonuje jako epitet: w najlepszym razie oznacza
              koniunkturalizm cynicznie żerujący na ciemnocie i nędzy mas, w najgorszym -
              przedsionek faszyzmu. W rzeczywistości populizm to
              żywiołowy "drobnomieszczański" (a raczej: międzyklasowy) ruch protestu zwrócony
              przeciw elitom. Jego żywiołowość implikuje brak klarownej ideologii i
              konkretnego programu, z tego zaś wynika niejasny charakter polityczny populizmu
              oraz wahania i sprzeczności w jego działaniu.

              2. Autentyczny acz ambiwalentny charakter ruchu populistycznego potwierdzają
              przykłady historyczne. XIX-wieczny populizm w USA - i w Rosji! - był taktycznym
              sojusznikiem (a w pewnym okresie nawet substytutem) rodzącego się ruchu
              robotniczego. Bardziej skomplikowane relacje łączyły zorganizowany ruch
              robotniczy i formacje populistyczne w Ameryce Łacińskiej w połowie XX w.:
              wzajemna konkurencja prowadziła nieraz do represji wobec marksistów, ale
              niektóre sektory ruchu populistycznego odnalazły drogę do obozu rewolucji.
              Podobnie wyglądała sytuacja w innych krajach III Świata. Natomiast niemiecki
              völkizm czy późniejsze formacje typu poujadystowskiego miały charakter
              zdecydowanie reakcyjny.

              3. Upraszczając, można postawić tezę, że charakter populizmu zależy przede
              wszyst-kim od składu klasowego społeczeństwa: jakie klasy i warstwy przeważają
              liczebnie w jego strukturze społecznej. Jeśli hegemonem pozostaje "klasa
              średnia" - populizm ma charakter konserwatywny czy wręcz reakcyjny (jak w
              Europie Zachodniej czy Ameryce Północnej). Gdy ruch populistyczny odwołuje się
              do klas pracujących, stanowiących podstawę społeczeń-stwa - może (choć nie
              musi) mieć charakter lewicowy lub przynajmniej lewicujący.

              Spróbujmy przedstawić różnice między tymi dwoma typami populizmu (zdając sobie
              sprawę, że w postaci modelowej występują one bardzo rzadko).

              POPULIZM PRAWICOWY POPULIZM LEWICOWY
              BAZA SPOŁECZNA Warstwy średnie:
              - beneficjenci systemu

              - drobni przedsiębiorcy

              - kadra administracyjno-gospodarcza

              - arystokracja robotnicza
              Warstwy niższe i zbiedniałe warstwy średnie:
              - chłopstwo

              - robotnicy

              - drobnomieszczaństwo

              - lumpenproletariat

              CEL Obrona stanu posiadania Rewindykacje (robotnicy, lumpenproletariat) i/lub
              obrona stanu posiadania (chłopi, drobnomieszczaństwo)
              ŚRODKI - niskie podatki
              - silna władza
              - większe świadczenia socjalne
              - demokracja bezpośrednia (plebiscytarna)

              PRZECIWNIK - elity
              - warstwy niższe

              - konkurenci obcego pochodzenia
              - elity
              - czasem: konkurenci obcego pochodzenia


              4. W Polsce współczesnej populizm rozkwita na żyznej glebie. Transformacja
              ustrojowa przyniosła pauperyzację znacznej części społeczeństwa a przede
              wszystkim rozpad więzi społecznych (czego skutkiem jest m.in. wzrost
              przestępczości i chaos kulturowy). Towarzyszy temu kompromitacja "wielkich"
              ideologii i rozczarowanie systemem partyjnym przyjmujące wręcz formę cynizmu.
              Zagubieni ludzie potrzebują prostych recept, umożliwiających zrozumienie
              rzeczywistości, i wyrazistych przywódców jako punktów odniesienia. Dlatego nie
              może zaskakiwać sukces wyborczy zarówno populistów prawicowych (LPR, częściowo
              PiS) jak i lewicowych (Samoobrona); warto też zwrócić uwagę na specyficznie
              populistyczne akcenty w polityce PO. Powiększająca się grupa osób nie
              identyfikujących się z żadną siłą polityczną sygnalizuje istnienie dodatkowego
              rezerwuaru dla populistycznej partii protestu.

              5. Bazą współczesnego polskiego populizmu jest m.in. proletariat. Klasa
              robotnicza - przed dwudziestu laty bezsprzecznie czołowa siła społeczeństwa -
              została zdziesiątkowana, zdezintegrowana i zdemoralizowana. Różnice w sytuacji
              różnych grup pracowników nie sprzyjają podtrzymywaniu postawy solidarności. Z
              drugiej strony świeży charakter przemian sprawia, że robotnicy utrzymują
              kontakty rodzinne, sąsiedzkie czy towarzyskie z drobnymi przedsiębiorcami
              (których 60 proc. wywodzi się z klasy robotniczej) i bezrobotnymi; wciąż żywe
              pozostają też więzi ze wsią. W rezultacie klasowa świadomość robotników uległa
              erozji w dwóch kierunkach: (a) świadomości "ogólnoludowej"
              (solidarność "zwykłych szarych ludzi"), (b) świadomości korporacyjnej
              (solidarność grupy zawodowej). Choć marksistów satysfakcjonować one nie mogą -
              stanowią obecnie podstawową zaporę przeciw totalnej atomizacji społecznej i
              hiperindywidualizmowi.

              6. Sytuacja zaistniała w Polsce ogranicza możliwe pole antagonizmu między
              populizmem a ruchem robotniczym. Populizm, wyrażający interesy zdegradowanych
              warstw średnich, pojawiając się obok silnego, świadomego proletariatu, będzie
              samookreślał się w konfrontacji ze zorganizowanymi robotnikami (jak było to w
              weimarskich Niemczech w przypadku nazizmu). W Polsce ruch robotniczy istnieje
              co najwyżej w szczątkowej postaci, dlatego populizm staje się - w jego
              zastępstwie - główną siłą destabilizującą system.

              7. Przeciwstawianie populizmu "klasowej polityce proletariackiej" miałoby sens
              w przypadku istnienia silnej, zwartej i samoświadomej klasy robotniczej. W
              takich warunkach uleganie populizmowi oznaczałoby z marksistowskiego punktu
              widzenia krok wstecz (tak było 1980-81). Obecnie jednak można postawić tezę, że
              uwstecznienie świadomości robotników wymaga adekwatnego dostosowania form
              organizacyjnych i formuł ideologicznych - należy (jak w XIX w.) wyjść od
              świadomości trade-unionistycznej i elementarnego instynktu egalitarnego. Szansą
              dla lewicy może być zanurzenie się w populizmie, by w przyszłości wyłoniła się
              z jego lewego skrzydła partia klasy robotniczej. Oznacza to w praktyce przede
              wszystkim konieczność dostosowania programu i retoryki lewicy do świadomości
              mas (w tym m.in. znalezienie jakiegoś akceptowalnego modus vivendi z tradycyjną
              obyczajowością, religią i patriotyzmem).

              Jarosław Ryszard Tomasiewicz
    • homosovieticus Homo o roli Elit i głupstwach z nimi zwiazanych 31.03.04, 14:48
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=11058048&a=11060882
      • Gość: marynat Re: Homo o roli Elit i głupstwach z nimi zwiazany IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.04, 22:20
        Pomidor! Pomidor!
        Pamiętam z czasów przedszkolnych grę w "pomidora". Polegała ona na tym, żeby na
        każde pytanie, bez względu na to, czego by ono dotyczyło - z kamiennym wyrazem
        twarzy odpowiadać: "Pomidor!". Za roześmianie się, lub sensowną odpowiedź na
        temat - przegrywało się... Widzę, homosiu, że lubisz grywać
        w "zabobony", "elyty" i "populizm" - czyli schlebianie uciśnionemu ludowi.
        Życzę powodzenia.
        Nie mam teraz chęci na teoretyzowanie, więc opowiem kilka autentycznych
        przypadków jednostkowych, które mogą być metaforami i służyć refleksji, albo
        zostać potraktowane jako banalne anegdotki.

        W stanie wojennym zlikwidowano redakcję, w której przez kilka lat prowadziłem
        dział interwencji i łączności z czytelnikami. Na pierwszych stronach tętniła
        wielka polityka i "propaganda sukcesu", na naszej kolumnie - był sport,
        repertuary, wyniki totka oraz moje korespondencje i mini reportażyki
        interwencyjne. Zatargi sąsiedzkie, biurokratyczne idiotyzmy, drobne problemy i
        dramaty zwykłych osób z małomiasteczkowych i wiejskich środowisk. Słowem - samo
        życie.
        Rubryka była czytana i, ku mojemu nieustającemu zdziwieniu - bardzo skuteczna.
        Przez te lata - poznałem wielu ludzi. Mądrych i głupich, zaradnych i
        safandułowatych, aktywnych i biernych. Słowem - takich, jaki był przekrój
        społeczny czytelników naszej, prowincjonalnej gazety.
        Z wieloma z nich do dziś utrzymuję kontakt.
        Być może, homo - z racji wykształcenia – byłem, jak piszesz, "elytą", ale jeśli
        w kimś wzbudzałem niechęć - to nie w, jak piszesz: "skazanym na rychłą śmierć
        społeczeństwie", lecz w urzędnikach, których moje teksty i interwencje
        bezpośrednie - wkurwiały do białości...
        Kiedy gazetę zlikwidowano, a z ułamka etatu na uniwersytecie nie dało się
        utrzymać rodziny - zająłem się działalnością gospodarczą. Od handlu ze skrzynki
        na chodniku, potem z turystycznego łóżka, sklepiku osiedlowego, przez "szczęki"
        z różnościami przy jednej z głównych ulic, pawilon w pasażu handlowym,
        niewielką hurtownię odzieżową (przegrałem konkurencję z Wietnamczykami), po -
        średniej
        wielkości zakład produkcyjny, który prowadzę z kolegą.
        W bardzo spartańskich warunkach, metodami rzemieślniczymi, robimy całkiem
        nowoczesną produkcję, nieźle, odpukać, sprzedającą się w kraju i u sąsiadów.
        Gromadzimy środki na inwestycję,
        która pozwoliłaby na wprowadzenie takich technologii jak mają nasi zachodni
        konkurenci. Razem z pracownikami ostro pracujemy, każdy robi swoje - to, na
        czym się zna. I, po opłaceniu wszystkich podatków, każdy z nas ma tyle, że nam
        starcza i jeszcze ciut odkładamy. Prawdopodobnie - znowu zaliczyłbyś mnie
        do "elyty".
        I - prawdopodobnie - powinienem jeszcze z kimś (poza Tobą, rzecz jasna,
        homosiu) być w klasowym konflikcie.
        Ale czy jestem? Chyba nie. A już na pewno nie z pracownikami.
        Ale - jeśli do władzy znowu dojdą populiści (wszystko jedno czy komuchowaci,
        czy faszyzujący, czy narodowo-katoliccy, czy - jacy tam jeszcze są), to za
        trochę zaczną mi się jacyś urzędnicy wpieprzać w robotę, podstawiać rękę po
        łapówkę, wymuszać robienie głupot sprzecznych z rachunkiem ekonomicznym, albo w
        ogóle - czegoś, na co nie mam ochoty. I wpadnę z nimi w konflikt, jak za PRL-u.
        Dlatego - teraz, póki się ta sprawa z prącym do władzy Lepperem nie wyjaśni,
        przyhamujemy z realizacją planów rozwojowych,
        bo - być może - bardziej racjonalne będzie zainwestowanie w innym
        państwie naszej Europejskiej Unii, w którym rządzą normalni ludzie, a nie -
        populiści.
        Bo ja rozumiem, że w demokracji głos fachowca i głos durnowatego gamonia liczą
        się po równo.
        To jest irytujące, ale demokracja ma różne inne zalety, które tę
        bzdurkę równoważą. W populistycznej dyktaturze, obojetne czy lewicowej, czy
        prawicowej, liczy się wyłącznie
        głos ciemniaków i aroganckich, chamowatych dyletantów. Od PRL-u mam na to
        uczulenie.
        Więc, jakby co - to goodby Lepper! Ostatni gasi światło!

        I jeszcze jedna opowiastka z życia.
        Mój wspólnik urodził się w PGR-owskiej wsi na północy Polski.
        Jego rodzina repatriowała się z Białorusi, pochodzą spod
        Nowogródka. Tacy byli ciemni, że chłopak na lekcje musiał nie raz oknem z domu
        uciekać, bo mu, jak w Konopielce, robili szlaban na chodzenie do szkoły.
        Ale się zawziął, dostał stypendium, zrobił maturę, skończył politechnikę w
        Polsce, nostryfikował dyplom w USA, zrobił tam doktorat z automatyki na MIT i
        jakiś czas projektował urządzenia produkcyjne u Chryslera. Ma kilka niezłych
        patentów.
        Dwa lata temu kupił w rodzinnej wsi 150 hektarów z zabudowaniami, żeby rodzina
        nie klepała post PGR-owskiej biedy.
        Odwiedziliśmy ich w lecie, rozmawialiśmy. Nie są zadowoleni.
        Woleliby dalej mieszkać w czworakach i nic nie robić, a on - żeby im, co
        miesiąc, jak dawniej, przysyłał gotówkę.
        Jako populista - homosiu - zapewne im przyznasz rację, a nie
        jemu, obmierzłemu przedstawicielowi tej koszmarnej "elyty". No nie?
        Powinni, jak na uciśniony lud przystało, klepać biedę, domagać się zasiłków,
        buntować i protestować!
        A z resztą - szefostwo "Samoobrony" też nie biedne, siedzi na hektaraich i
        milionach, a równocześnie stoi na czele "słusznego protestu". Dziw natury!

        Więc, zgodnie z populistyczną logiką, nam, "elytom", tak czy owak, wpierdol się
        należy musowo! Mnie i mojemu koledze – zwłaszcza!..


        • Gość: wartburg tomato soup IP: *.b.dial.de.ignite.net 01.04.04, 01:00
          Gość portalu: marynat napisał(a):

          > Pomidor! Pomidor!
          > Pamiętam z czasów przedszkolnych grę w "pomidora". Polegała ona na tym, żeby
          na
          >
          > każde pytanie, bez względu na to, czego by ono dotyczyło - z kamiennym
          wyrazem
          > twarzy odpowiadać: "Pomidor!". Za roześmianie się, lub sensowną odpowiedź na
          > temat - przegrywało się... Widzę, homosiu, że lubisz grywać
          > w "zabobony", "elyty" i "populizm" - czyli schlebianie uciśnionemu ludowi.
          > Życzę powodzenia.
          > Nie mam teraz chęci na teoretyzowanie, więc opowiem kilka autentycznych
          > przypadków jednostkowych, które mogą być metaforami i służyć refleksji, albo
          > zostać potraktowane jako banalne anegdotki.
          >
          > W stanie wojennym zlikwidowano redakcję, w której przez kilka lat prowadziłem
          > dział interwencji i łączności z czytelnikami. Na pierwszych stronach tętniła
          > wielka polityka i "propaganda sukcesu", na naszej kolumnie - był sport,
          > repertuary, wyniki totka oraz moje korespondencje i mini reportażyki
          > interwencyjne. Zatargi sąsiedzkie, biurokratyczne idiotyzmy, drobne problemy
          i
          > dramaty zwykłych osób z małomiasteczkowych i wiejskich środowisk. Słowem -
          samo
          >
          > życie.
          > Rubryka była czytana i, ku mojemu nieustającemu zdziwieniu - bardzo
          skuteczna.
          > Przez te lata - poznałem wielu ludzi. Mądrych i głupich, zaradnych i
          > safandułowatych, aktywnych i biernych. Słowem - takich, jaki był przekrój
          > społeczny czytelników naszej, prowincjonalnej gazety.
          > Z wieloma z nich do dziś utrzymuję kontakt.
          > Być może, homo - z racji wykształcenia – byłem, jak piszesz, "elytą", ale
          > jeśli
          > w kimś wzbudzałem niechęć - to nie w, jak piszesz: "skazanym na rychłą śmierć
          > społeczeństwie", lecz w urzędnikach, których moje teksty i interwencje
          > bezpośrednie - wkurwiały do białości...
          > Kiedy gazetę zlikwidowano, a z ułamka etatu na uniwersytecie nie dało się
          > utrzymać rodziny - zająłem się działalnością gospodarczą. Od handlu ze
          skrzynki
          >
          > na chodniku, potem z turystycznego łóżka, sklepiku osiedlowego,
          przez "szczęki"
          >
          > z różnościami przy jednej z głównych ulic, pawilon w pasażu handlowym,
          > niewielką hurtownię odzieżową (przegrałem konkurencję z Wietnamczykami), po -
          > średniej
          > wielkości zakład produkcyjny, który prowadzę z kolegą.
          > W bardzo spartańskich warunkach, metodami rzemieślniczymi, robimy całkiem
          > nowoczesną produkcję, nieźle, odpukać, sprzedającą się w kraju i u sąsiadów.
          > Gromadzimy środki na inwestycję,
          > która pozwoliłaby na wprowadzenie takich technologii jak mają nasi zachodni
          > konkurenci. Razem z pracownikami ostro pracujemy, każdy robi swoje - to, na
          > czym się zna. I, po opłaceniu wszystkich podatków, każdy z nas ma tyle, że
          nam
          > starcza i jeszcze ciut odkładamy. Prawdopodobnie - znowu zaliczyłbyś mnie
          > do "elyty".
          > I - prawdopodobnie - powinienem jeszcze z kimś (poza Tobą, rzecz jasna,
          > homosiu) być w klasowym konflikcie.
          > Ale czy jestem? Chyba nie. A już na pewno nie z pracownikami.
          > Ale - jeśli do władzy znowu dojdą populiści (wszystko jedno czy komuchowaci,
          > czy faszyzujący, czy narodowo-katoliccy, czy - jacy tam jeszcze są), to za
          > trochę zaczną mi się jacyś urzędnicy wpieprzać w robotę, podstawiać rękę po
          > łapówkę, wymuszać robienie głupot sprzecznych z rachunkiem ekonomicznym, albo
          w
          >
          > ogóle - czegoś, na co nie mam ochoty. I wpadnę z nimi w konflikt, jak za PRL-
          u.
          > Dlatego - teraz, póki się ta sprawa z prącym do władzy Lepperem nie wyjaśni,
          > przyhamujemy z realizacją planów rozwojowych,
          > bo - być może - bardziej racjonalne będzie zainwestowanie w innym
          > państwie naszej Europejskiej Unii, w którym rządzą normalni ludzie, a nie -
          > populiści.
          > Bo ja rozumiem, że w demokracji głos fachowca i głos durnowatego gamonia
          liczą
          > się po równo.
          > To jest irytujące, ale demokracja ma różne inne zalety, które tę
          > bzdurkę równoważą. W populistycznej dyktaturze, obojetne czy lewicowej, czy
          > prawicowej, liczy się wyłącznie
          > głos ciemniaków i aroganckich, chamowatych dyletantów. Od PRL-u mam na to
          > uczulenie.
          > Więc, jakby co - to goodby Lepper! Ostatni gasi światło!
          >
          > I jeszcze jedna opowiastka z życia.
          > Mój wspólnik urodził się w PGR-owskiej wsi na północy Polski.
          > Jego rodzina repatriowała się z Białorusi, pochodzą spod
          > Nowogródka. Tacy byli ciemni, że chłopak na lekcje musiał nie raz oknem z
          domu
          > uciekać, bo mu, jak w Konopielce, robili szlaban na chodzenie do szkoły.
          > Ale się zawziął, dostał stypendium, zrobił maturę, skończył politechnikę w
          > Polsce, nostryfikował dyplom w USA, zrobił tam doktorat z automatyki na MIT i
          > jakiś czas projektował urządzenia produkcyjne u Chryslera. Ma kilka niezłych
          > patentów.
          > Dwa lata temu kupił w rodzinnej wsi 150 hektarów z zabudowaniami, żeby
          rodzina
          > nie klepała post PGR-owskiej biedy.
          > Odwiedziliśmy ich w lecie, rozmawialiśmy. Nie są zadowoleni.
          > Woleliby dalej mieszkać w czworakach i nic nie robić, a on - żeby im, co
          > miesiąc, jak dawniej, przysyłał gotówkę.
          > Jako populista - homosiu - zapewne im przyznasz rację, a nie
          > jemu, obmierzłemu przedstawicielowi tej koszmarnej "elyty". No nie?
          > Powinni, jak na uciśniony lud przystało, klepać biedę, domagać się zasiłków,
          > buntować i protestować!
          > A z resztą - szefostwo "Samoobrony" też nie biedne, siedzi na hektaraich i
          > milionach, a równocześnie stoi na czele "słusznego protestu". Dziw natury!
          >
          > Więc, zgodnie z populistyczną logiką, nam, "elytom", tak czy owak, wpierdol
          się
          >
          > należy musowo! Mnie i mojemu koledze – zwłaszcza!..
          >

          Zabawę w pomidora pamiętam jak przez mgłę... Było, było coś takiego i chyba
          była to gra równie idiotyczna, jak ją opisujesz. Z tym że odpowiadając tak
          otwarcie Homosiowi, od razu ustawiasz się na straconej pozycji. Przegrałeś w
          pomidora.

          Choć nie chcę przesądzać, bo adresat Twojego postu, jak widzę, zaniemówił.
          Jeżeli zareaguje, to pewnie poczęstuje Cię swoją zupą pomidorową, do jakiej
          zążył nas już przyzwyczaić. Poda Ci link do jakiegoś obcojęzycznego tekstu,
          którego jako typowy przedstawiciel proletariatu nawet nie przeczytał (o
          zrozumieniu juz nie wspominam) ze względu na nieznajomość języków.

          W pomidora jest nie do pobicia, ale może to, co mu wyłożyłeś, nie pozwoli mu
          spać w nocy. Taką mam przynajmniej nadzieję....
          >
          • rolotomasi Re: skumbrie w tomacie 01.04.04, 01:33
            ^^ Niezłe Mary. ale [..]

            Zamiast głębszego komentu, podaję, jak zwykle, drogę na skróty>>
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=11150373&a=11150373
    • oszolom.z.radia.maryja Re: Nie chcą Leppera w parlamencie europejskim:) 31.03.04, 18:50
      na szcęscie to nie Bruksela decyduje (póki co) kto może kandydować do
      europarlamentu a kto nie
Pełna wersja