Gość: SLD-UPek
IP: *.czajen.pl
31.03.04, 13:44
Prywatne interesy za państwowe pieniądze
Centrum Obsługi Kancelarii Prezesa Rady Ministrów (dawne Gospodarstwo
Pomocnicze KPRM) sfinansowało druk partyjnych broszur, które miały być
rozdawane podczas ostatniej konwencji SLD. Na wiadomość, że „Gazeta Polska”
przygotowuje publikację na ten temat, Centrum zaczęło zacierać ślady
nielegalnej akcji.
ELIZA MICHALIK
Polecenie służbowe
Z relacji naszych informatorów (nazwiska i pisemne zeznania do wiadomości
redakcji) wynika, że 5 marca, na dzień przed ostatnią konwencją SLD, Andrzej
Szeląg, dyrektor Centrum Obsługi Kancelarii Premiera, wezwał do siebie
Andrzeja Liżewskiego, kierownika działu poligrafii tej instytucji.
Ze spotkania z Szelągiem kierownik wyszedł z dyskietką i zlecił pracownikom
Centrum, aby przygotowali do druku znajdujący się na niej tekst. Na dyskietce
zapisano broszurę pt. „Prasa o SLD”, czyli fragmenty publikacji prasowych
krytycznych wobec Sojuszu i jego polityków, jakie ukazywały się w prasie
centralnej i regionalnej od lipca ub.r. do lutego br. „Gazeta Polska” dotarła
do tekstu tej broszury zapisanego w komputerach Centrum Obsługi KPRM.
Rządowy druk dla SLD
Zgodnie z poleceniem Liżewskiego broszurę „Prasa o SLD” przekazano do druku.
Przez cały dzień (5 marca), od godzin przedpołudniowych do godz. 21.30,
drukarnia rządowa, której zadaniem jest druk „Dzienników Ustaw” i „Monitorów
Polskich”, miast wydawać źródła prawa RP, produkowała partyjne materiały
zjazdowe.
O tym, że nie było to typowe dla rządowej drukarni zlecenie, świadczy fakt,
iż druk osobiście nadzorował kierownik Liżewski, który pilnował, by żaden z
egzemplarzy książeczki nie dostał się w niepowołane ręce. Pierwszą partię
broszur, które wydrukowano z błędem, zniszczono. Dopiero późnym wieczorem 5
marca 780 broszur (48 stron z okładką) było gotowych.
Ile dołożyliśmy do SLD
Według naszych informatorów wydrukowanie jednej strony broszury kosztowało
około 80 gr. Za 780 broszur zapłacono ponad 29 tys. zł [plus koszt broszur,
które zniszczono – przyp. EM]. Zapłacił jednak nie SLD, lecz Centrum Obsługi
Kancelarii Premiera, a więc my wszyscy, podatnicy.
Gdyby za druk książeczek „Prasa o SLD” zapłacił Sojusz, ślad po takiej
transakcji zostałby zarówno w księdze zamówień Centrum Obsługi Rządu, jak i w
tzw. raportach pracy z 5 marca. Raport pracy to dokument, jaki pod koniec
dnia sporządza każdy pracownik Centrum. Ma obowiązek wpisać do niego
wszystkie czynności, które wykonał i numery zleceń (takich jak broszura dla
SLD). Numery są nadawane poszczególnym zleceniom w dziale finansowym drukarni.
Tymczasem informacja o druku broszur „Prasa dla SLD” nie trafiła do działu
finansowego. Nie nadano temu zleceniu numeru. Nie wpisano go do księgi
zamówień. Nie pozostał po nim żaden ślad w jakimkolwiek raporcie pracy z 5
marca. Zdaniem naszych informatorów koszty wydrukowania partyjnej ulotki
wrzucono po prostu w straty drukarni lub Centrum KPRM.
25 marca bezskutecznie prosiliśmy Andrzeja Szeląga, dyrektora Centrum Obsługi
Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, o rozmowę na ten temat. Z „GP” nie chciał
rozmawiać także Andrzej Liżewski. To ostatnie jest zrozumiałe: jak się
nieoficjalnie dowiedzieliśmy Szeląg zakazał wszystkim pracownikom Centrum i
rządowej drukarni kontaktów z dziennikarzami.
Tego samego dnia zadzwoniliśmy do warszawskiej siedziby SLD, gdzie Katarzyna
Olszewska poinformowała nas, że broszur „Prasa o SLD” nigdy nie wydrukowano. –
Ostatecznie takie materiały nie były rozdawane (...). Nie ma po prostu
takiego materiału – usłyszeliśmy.
28 marca rano (poniedziałek) dowiedzieliśmy się, że pracownicy Centrum
Obsługi KPRM na polecenie dyrektora Szeląga zacierają ślady złamania prawa
przez instytucję, którą kieruje. Pracownicy rządowego Centrum dostali od
niego polecenie wystawienia SLD faktur za druk broszur „Prasa o SLD”. Jeśli
więc wierzyć temu, co usłyszeliśmy w siedzibie SLD, Centrum Obsługi KPRM
wystawia Sojuszowi faktury za broszury, których nie było.
Na polecenie Szeląga zaczęto też uzupełniać raporty pracy z 5 marca –
wpisując do nich zlecenie druku. Sfałszowanie raportów pracy sporządzanych w
Centrum Obsługi KPRM nie jest trudne – mają one postać zszywki, do której
można dopinać poszczególne luźne strony. Wyjęcie lub dołożenie dodatkowej
kartki z dowolną datą nie stanowi więc żadnego problemu.
Prywatne interesy za państwowe pieniądze
Druk broszur „Prasa o SLD” to nie pierwszy przypadek, kiedy kierowana przez
Andrzeja Szeląga instytucja wydaje państwowe pieniądze na załatwianie
prywatnych i partyjnych interesów.
W „GP” nr 42 z 22 października ub.r. opisaliśmy, jak Centrum Obsługi
Kancelarii Prezesa Rady Ministrów firmowało swoją nazwą „Program społeczno-
gospodarczy biała lista” – całkowicie prywatne przedsięwzięcie, z którego
przychody wpływały na konto „Solidnej Firmy”, miesięcznika konsumenckiego,
wydawanego przez Bogdana Chojnę, znajomego Szeląga.
W marcu 2002 r. „Solidna Firma” rozsyłała faksem do potencjalnych uczestników
programu pismo opatrzone nagłówkiem: „Biała lista. Zamówienie warunków
uczestnictwa i rejestracji w systemie”. Należało podać nazwę i adres firmy
oraz zobowiązać się do wpłacenia na konto organizatora 600 zł. Wypełnione
formularze odsyłano – zgodnie z zaleceniem „Solidnej Firmy” – na adres
Gospodarstwa Pomocniczego Kancelarii Premiera. Dyrektor Szeląg zasiadał wtedy
w kapitule programu „biała lista”, a Bogusław Chojna był od lat – co
potwierdzili świadkowie – jego dobrym znajomym.
Kim jest Andrzej Szeląg
Andrzej Szeląg (55 lat), od listopada 2001 r. dyrektor Gospodarstwa
Pomocniczego Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, w oficjalnych biogramach
przedstawia się jako menadżer. Wcześniej pracował m.in. w Ministerstwie Spraw
Zagranicznych, Ministerstwie Oświaty i Kancelarii Prezydenta. Był także
kolejno: prezesem „Kuriera Polskiego”, PAI Filmu, dyrektorem generalnym firmy
Progas Queens Casino oraz mianowanym dyrektorem generalnym w służbie
cywilnej. Szeląg jest absolwentem nie tylko Politechniki Częstochowskiej
(1973 r)., ale także Akademii Dyplomatycznej MSZ w Moskwie, uczelni, która –
zdaniem Grzegorza Kostrzewy-Zorbasa, politologa z Polskiej Akademii Nauk – w
1983 r., czyli czasie, kiedy ukończył ją Szeląg, przerabiała partyjnych
aparatczyków na dyplomatów. To właśnie w trakcie studiów w moskiewskiej
akademii Szeląg pracował w Ministerstwie Spraw Zagranicznych oraz w
Ambasadzie Polskiej w Austrii. Było o nim głośno w kwietniu 2002 r., gdy
dziennik „Życie” ujawnił, że Gospodarstwo Pomocnicze ubezpieczyło swoje
samochody w firmie, w której pracował – Towarzystwie Ubezpieczeniowym
Compensa.
W maju ub.r. Najwyższa Izba Kontroli ustaliła, że Compensie zapłacono jeszcze
przed podpisaniem umowy, a polecenie dokonania przelewu wydał właśnie Szeląg.
Szef Gospodarstwa został za to ukarany upomnieniem.
Obecnie, jak informuje na swojej stronie internetowej Bank Przemysłowo-
Handlowy, Andrzej Szeląg zasiada w jego radzie nadzorczej, łamiąc tym samym
art. 4 ustawy z 21 sierpnia 1997 r. O ograniczeniu prowadzenia działalności
gospodarczej przez osoby pełniące funkcję publiczne.
Eliza Michalik
powrót »
Copyright 1996-2001 Onet.pl SA