basia.basia
03.04.04, 18:42
Fragment artykułu Marcina Króla z dzisiejszej rzepy, o tym co mogłoby się
zdarzyć gdyby amoobrona doszła do władzy i jak się temu przeciwstawić:
------------------------------------------------------------------------
Grzechy klasy politycznej
Czy Samoobrona jest ruchem i partią populistyczną? Odpowiedź jest
jednoznaczna - tak. Co z tego jednak wynika? Czy stanowi zagrożenie dla
demokracji w Polsce, a jeżeli tak, to jak można się temu zagrożeniu
przeciwstawić?
Zanim o tym powiemy kilka słów, warto zdać sobie sprawę, że to nie populiści -
a w naszym wypadku Samoobrona - odnoszą tak wyraźne sukcesy dzięki swoim
domniemanie perfidnym metodom, lecz że to demokracja przegrywa, i to na
wszystkich frontach.
Przegrywa, bo jest niesprawna i niezdolna do wyłonienia dobrych rządów;
przegrywa, bo sama sięga po metody populistyczne (Lech Wałęsa, AWS, SLD) lub
populistów próbuje politycznie przekupić i przeciągnąć na swoją stronę;
przegrywa nie dlatego, że obywatele nie są "oświeceni" - jak chcieliby
teoretycy demokracji - lecz dlatego, że obywatele już nie wierzą
w "oświecenie" i w "oświecone" partie polityczne. Obywatele są mądrzy, oferta
polityczna jest zła. Wreszcie - jest to fakt oczywisty - kraj znajduje się w
kryzysie i nikt rozsądny nie może podać prostych recept na jego
przezwyciężenie, zaś o receptach skomplikowanych ludzie nie bardzo chcą
słuchać i im nie wierzą.
Otóż jeżeli uznamy, że Samoobrona może w przyszłości stanowić zagrożenie dla
demokracji w Polsce, to powinniśmy sięgnąć po demokratyczne metody walki, ale
pamiętać, że zwolennicy tego ruchu byliby naszymi zwolennikami, gdybyśmy
mieli im cokolwiek do zaoferowania. Że są to ludzie myślący podobnie jak
przeciwnicy Samoobrony, tyle że wcześniej utracili wiarę w autoregulacyjną
zdolność demokracji. Nie są to ani barbarzyńcy, ani idioci. Do nich także
trafiają argumenty, ale na pewno nie zmienią zdania, jeżeli będzie się ich
obrażać. Przeciwnie - każda forma obrazy wzmacnia tylko ich szeregi.
Spróbujmy zatem, opierając się na doświadczeniach silnych lub nawet
zwycięskich ruchów populistycznych, zastanowić się, jak wygląda populizm po
zwycięstwie, jak są realizowane owe proste hasła. Ponieważ jest to
niemożliwe, populiści (Peron, Nasser) zawsze sięgali po przemoc wewnętrzną i
doprowadzali do aresztowania lub wręcz zabijania swoich przeciwników.
Populizm jest silny, kiedy jest w opozycji, i natychmiast słabnie, kiedy jest
u władzy, co czyni go tym bardziej niebezpiecznym. To należy powtarzać bez
końca. Populiści mają rację - także w Polsce - kiedy mówią, że "wszyscy
kradną", bo prawie wszyscy kradną. Czy nie należałoby z tego wyciągnąć
wniosków? Czy nie warto, by opinia publiczna zdawała sobie sprawę z rozmiarów
rozpadu państwa i wszystkich jego organów? Czy nie należałoby wobec tego
ogłosić w Polsce moralnego stanu wyjątkowego, by uzdrowić sytuację i zabrać
populistom argumenty? Czy nie należy powiedzieć głośno, że tak dłużej być nie
może, i przestać jak dzieci grać w arytmetykę parlamentarną, tylko wyjść z
tego Sejmu i już poza nim poczekać na nowe wybory? Czy nie przyszła pora, by
nie tylko w przenośni niektórym - a może bardzo wielu - ludziom przestać
podawać rękę?
Nie chodzi o to, by na populizm odpowiedzieć innym populizmem, ale by ukazać
wyborcom w sposób widoczny, ba - spektakularny, do czego doprowadzono nasz
kraj, do czego sami go doprowadziliśmy. Wiatr w żagle można osłabić tylko
innym wiatrem, innymi słowami i projektami, ale równie doniosłymi społecznie.
To nie jest konkurs inteligencji, dobrych manier, elegancji języka czy
zdrowego rozsądku. To konkurs polityczny, czyli trzeba mieć silną wolę,
jeżeli chcemy, żeby demokracja wygrała. Musimy jednak jasno odpowiedzieć
sobie na pytanie, czy chcemy i czy szanujemy tych wyborców, którzy powoli
tracą zaufanie do dotychczasowych elit. Jeżeli w Polsce populizm wygra,
będzie to wyłącznie zasługa klasy politycznej, która nie bardzo chce
zrozumieć, w jakiej grze i o co uczestniczy oraz że wszyscy Polacy są również
podmiotem, a nie przedmiotem tej gry. Sam nigdy populizmu nie poprę, ale też
nie uznam za idiotów jego zwolenników, nawet jeżeli na krótko populizm wygra,
bo na długo na pewno nie. Ale czy nasz biedny kraj musi przejść i przez to
tylko dlatego, że po przeciwnej stronie znajdą się politycy aroganccy,
skłóceni i niezdolni do przeprowadzenia wielkiej społecznej mobilizacji? Czy
demokracja jest u nas aż tak słaba?
Marcin Król
------------------------------------------------------------------------------
utor jest redaktorem naczelnym "Res Publiki Nowej"