leszek.sopot
06.04.04, 17:56
W 88 r. nie było innego pomysłu na wyprowadzenie Polski z władzy PZPR-u do
systemu demokratycznego. Wielu się dziś ta droga nie podoba, ale nie wskazują
jaka inną drogą powinniśmy byli pójść.
Czy mieliśmy czekać aż system sam się sam zawali?
- a może by sie nie zawalił tylko mielibyśmy dzisiaj w Polsce coś na wzór
Chińskiego kapitalizmu. Może by i się zawalił, ale kiedy? - w Korei i na
Kubie do dziś trwa.
Czy walczyć za pomocą strajków i demonstracji aż sami oddaliby władzę?
- ta droga mogła prowadzić tylko do krwawych zamieszek, może do powtórki.
A może mieliśmy czekać na zbrojną interwencję z Zachodu?
Moim zdaniem, to była jedyna droga o której już marzyliśmy w 1980 roku. W 88
r. zmieniła się sytuacja u naszego wschodniego protektora. Gorbaczow
rozpoczął pierestrojkę i chciał reformować Rosję, zapewne sam namawiał
Polskie władze by dopóściły opozycję do udziału w wyborach i do
demokratyzacji systemu politycznego. Chciał przetestować na Polsce czy to
samo uda się w Rosji. Na szczęście ani on ani polskie władze nie przewidziały
dynamiki zmian i społecznego poparcia dla Lecha Wałęsy i "S".
Możemy być dumni z decyzji podjętej wówczas przez przywódców polskiej
opozycji i "S". Na trwałę wpisaliśmy się w historię Europy i świata.
Dlaczego jednak po 15 latach tak jesteśmy zawiedzeni z efektów zmian. Czy
winne było zawarte wówczas porozumienie? Teraz podnosi się krytyka, że władze
PZPR były zbyt słabo naciskane, że wytargować można było dużo więcej. Kto
wówczas jednak o tym wiedział? Sam prymas Glemp i biskup Orszulik namawiali
by siąść do rozmów - być może gdyby nie ich pośrednictwo i namowy to do
rozmów by nie doszło. Przy Okrągłym Stole i w Magdalence wygrano wszystko co
było można wygrać. Po wyborach 4 czerwca wygrano jeszcze więcej. Adam Michnik
publikująć artykuł "Wasz prezydent nasz premier" przekroczył porozumienia
okrągłostołowe. "S" miała być tylko opozycją w Sejmie, w żadnym wypadku nie
miała współtworzyć rządu. Ten artykuł i postawa władz "S" z Lechem Wałęsą
doprowadziły do powstania rządu Mazowieckiego (wybrany 24.08.1989 r.) co w
oznaczało przyspieszony koniec poprzedniej epoki. Być może gdyby nie ten
tekst premierem zostałby Kiszczak. Jednak ceną za nią był wcześniejszy wybór
generała na prezydenta. Jednak czy nie warto było się na to zgodzić?
Dlatego, że istniał rząd Mazowieckiego zaczęły sypać się partyjne struktury w
Polsce i dlatego jesienią padły komunistyczne rządy w Czechach, NRD, na
Węgrzech, Bułgarii i Rumunii. Doszło do tych zmian tylko dlatego, że Polska
pokazała, że można było w pokojowy sposób przejść od totalitaryzmu na trudną
drogę ku demokracji.
Owoce porozumienia nie są jednak słodkie, gorzko smakuje mi dziś nasza
codzienność. Wbrew jednak głosom na forum kraj widzę, że wiele winy było po
stronie "S", która wewnątrz siebie nie potrafiła urządzić Okrągłego Stołu.
Kandydaci na Sejm nie pochodzili z wyborów lecz mianowania przez Wałęsę.
Władze "S" nie zgodziły się na zwołanie komisji krajowej w składzie sprzed 13
grudnia 1981 r. Komitete Obywatelski też tworzony był odgórnie. Wewnątrz
ruchu zabrakło więc demokracji. Brak reguł demokratycznych w czasie
reaktywowania "S", a także brak demokratycznie wybranej reprezentacji
politycznej doprowadził do rozbicia obozu "S" i wzajemnych oskarżeń. Po
rozwiązaniu PZPR, można było przyspieszyć polityczne i gospodarcze zmiany w
Polsce. Jednakże doszło do wojny na górze. Moim zdaniem to ta wojna wewnątrz
obozu "S" doprowadziła do niepełnego wykorzystania możliwości, które
otwierały (ale nie dawały) porozumienia okrągłostołowe.
Sami sobie jesteśmy winni, a nie jakiemuś wrednemu, zawartemu w Magdalence,
porozumieniu z komunistami.