rickky
09.12.10, 15:55
Przed kilkunastoma miesiącami mogliśmy dowiedzieć się o śmiałym wyczynie pewnego prezydenta, który z garstką swoich i miejscowych ochroniarzy przedarł się był w strefę zagrożenia walką, na granicy obu pozostających wówczas w konflikcie zbrojnym państw.
Nagle okazało się, że zza owej granicy, ze strony jednego z mocarstw światowych, posypały się w stronę prezydenta serie z karabinu maszynowego.
Prezydent cudem uszedł z życiem, pociski bowiem przeleciały mu obok ucha (nie pamiętam którego).
Ileż to było wówczas emocji, agresji i potępienia w stosunku do rzekomych sprawców incydentu, rozgłaszanych przez otoczenie prezydenta. Mocarstwo, które rzekomo wystrzeliło owe pociski, wraz ze swoimi przywódcami określone zostało jednoznacznie jako agresor i wróg prezydenta, i oskarżone o próbę jego zabicia.
Eksponowano niepowodzenie, zaplanowanego ponoć zamachu, egzaltowano się niemal cudownym ocaleniem prezydenta, w sytuacji, w której ponoć nie miał on szans ujść z życiem, z uwagi na okoliczności zajścia.
I oto, po pewnym, niezbyt długim czasie, ten sam prezydent, osobiście i z własnej woli wybiera się samolotem, na terytorium tego państwa - mocarstwa, które chciało go zabić!!!
Nie na terytorium nadgraniczne innego państwa jak poprzednio, ale dokładnie w głąb wrogiego sobie kraju!!!
Mało tego, do samolotu, razem z własną osobą zabiera grupę najważniejszych osób w państwie, w tym całe naczelne dowództwo wojskowe, szefów najważniejszych organów cywilnych państwa, oraz wicemarszałków Sejmu i Senatu!!!
Co ten człowiek myślał, kiedy podejmował taką decyzję!!!???
Ze na wrogiej sobie ziemi będzie bezpieczny jak we własnym kraju?
Tym bardziej. po niedawnych doświadczeniach z granicy gruzińsko-rosyjskiej?
Myślał, że nie będą chcieli skorzystać z nadarzającej się znów okazji???
Jak nazwać takie zachowanie???
Brakiem wyobraźni? Lekkomyślnością? Naiwnością?
A jak nazwać osobę, która takie zachowanie pokazuje?
Samobójcą???
Żadne inne odpowiedzi nie przychodzą mi do głowy.
PS.
Oczywiście w jakikolwiek sposób nie jestem w stanie zaakceptować PiSowskich insynuacji, że wypadek pod Smoleńskiem to był zamach, czy też mord polityczny.
Dlatego też pytania swoje kieruję do wyznawców “teorii zamachu”.
Jak oni zamierzają pogodzić oba incydenty, i jak wytłumaczą zachowanie prezydenta w postaci samodzielnego wejścia w paszczę lwa, gdy kilka miesięcy wcześniej omal nie zostało się już przez tego samego lwa zjedzonym.
A może incydent na granicy wcale nie wyglądał tak poważnie jak to odmalowały media, robiąc z kogoś bohatera niezasłużenie???
W przeciwnym razie, ktoś chyba czegoś by się nauczył.
I nie idzie mi nawet o tego kogoś, ale o ludzi, których miał pod swoim zwierzchnictwem!!!