mike.recz
03.01.11, 23:53
czyli Bronek bez kłamstwa żyć jak widać nie potrafi. Kłamie nie po raz pierwszy i pewnie nie ostatni.
Co więcej, już w 1993 roku podpisaliśmy umowę z Moskwą na temat katastrof samolotów wojskowych, która była dużo bardziej właściwa dla badania tragedii smoleńskiej, a gwarantowała nam podmiotową rolę. Rząd nawet o niej nie wspomniał, a po podniesieniu sprawy przez "Rzeczpospolitą" znowu wraz z chórem wiernych mediów tłumaczył, że nie można się było do niej odwołać, gdyż… opóźniłaby śledztwo o być może całe dwa tygodnie.
www.rp.pl/artykul/9158,588388.html
Można było wykorzystać w tym przypadku umowę polsko-rosyjską z 1993 roku nakazującą badanie katastrofy samolotów wojskowych komisjom obu państw?
- Tyle że nie była to umowa międzynarodowa stanowiąca prawo. Była ona zawarta między dwoma resortami wojskowymi, regulowała przeprowadzanie badań w ramach jednostek wojskowych. Umowa z 1993 roku dawałaby podstawę do przebadania personelu wojskowego, złożenia meldunku przełożonym wojskowym, ale nie dawałaby podstaw do działań prawnych, takich jak m.in. przesłuchiwanie świadków cywilnych. Te kwestie nie były w tej umowie unormowane. Dokument z 1993 roku pozwalałby na wewnętrzne badanie konkretnych spraw wspólnie przez dowództwa czy komisje wojskowe wyznaczone przez obie strony. W przypadku katastrofy smoleńskiej wymagałby jakichś dodatkowych uzgodnień, np. dotyczących prawa przesłuchiwania świadków.
Czy nie byłoby jednak możliwości dookreślenia pewnych jej zapisów, np. w formie ustnej?
- Wyrażam czasem zdziwienie, że nasze media powołują się na wypowiedzi ekspertów, nieoparte na pełnym rozeznaniu stanu faktycznego i prawnego. Nawet gdyby obie strony chciały uzupełnić to porozumienie z 1993 roku przez wynegocjowanie jakichś innych procedur, to byłby to proces czasochłonny, który trwałby nawet miesiącami. I w dodatku nie wiadomo, jak by się zakończył.
www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20101027&typ=po&id=po41.txt