prynsztarn
14.01.11, 13:07
mamy rzecz, która już wprost ociera się o sprawę kryminalną. Raport mówi, w oparciu o polską (będę to powtarzał w nieskończoność) dokumentację, że w 2008 r. Arkadiuszowi Protasiukowi przyznano tzw. „minima”, czy określono warunki w których ma on prawo wykonywać pewne czynności - miał zezwolenie na loty dzienne przy warunkach widoczności (pionowa X pozioma) 60X800 m i do lądowania dziennego w warunkach 100X1200 m. Wg polskich norm te „minima” miały być potwierdzane lotami próbnymi w odpowiednich warunkach pogodowych co 4 miesiące. Ostatnie potwierdzenie nastąpiło w lutym 2010 r. w Brukseli. Jednak po sprawdzeniu rzeczywistych warunków pogodowych w Brukseli w dniu testu Protasiuka okazało się, że wynosiły one… 900 m widoczności pionowej i ponad 10 000 m poziomej! Mamy więc do czynienia z ewidentnym fałszowaniem dokumentacji pilota. Fałszerstwa tego nie dokonał z całą pewnością sam Protasiuk, gdyż po prostu nie miał fizycznie możliwości samodzielnie spreparować dokumentacji. Nie mając ważnych „minimów” nie miał on prawa w ogóle wykonać tego lotu na stanowisku dowódcy samolotu. I tu pojawiają się dwa pytanie – kto brał udział w fałszowaniu dokumentacji i kto zezwolił na dowodzenie samolotem osobie nie mającej do tego uprawnień? Odpowiedzi muszą być bardzo łatwe – przecież wszystkie te dokumenty są podpisywane z imienia i nazwiska. Przepraszam, ale to już sprawa karna.
Tu całość:
sterowanie.salon24.pl/267805,czego-nie-slyszymy-w-mediach-ale-przeczytamy-w-raporcie-mak
Sprawę w innym wątku wyciągnął na światło dzienne mike.recz, postanowiłem to nagłośnić.