giewucha
20.01.11, 02:27
Tako rzecze Jarosław Gowin:
"Proszę pamiętać o regułach dyplomacji. Nie wszystko można powiedzieć publicznie, zwłaszcza jak się jest premierem. A czasami - w interesie państwa - mówi się publicznie rzeczy dokładnie odwrotne do tego, co się myśli..."
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
Po tej wypowiedzi pana posła Jarosława Gowina mam poważne myślenice; czy to zdanie nie jest przypadkiem efektem głębokiego namysłu ludzi premiera Tuska od wizerunku?
Od pewnego czasu jednym z głównych problemów jego ekipy było przyklejone na trwałe do Donalda Tuska odium kłamcy.
Tak to się już utarło, przyjęło i ciężko to zmienić.
Mówi się trudno i polityk musi z tym jakoś żyć.
Ale nie można zaraz broni składać, trzeba kombinować jak to zmienić, odkręcić, zatrzeć lub mgłę wypuścić.
No i wymyślili; pan premier mówi to co mówi, a co rzeczywiście powiedział to się kiedyś okaże, albo i nie.
Jak z tym problemem żyć?
Ani go skrytykować, ani pochwalić się nie da, gdyż prawdziwe znaczenie jego słów owiane jest tajemnicą.
Do tej pory też nie bardzo było wiadomo o czym pan premier mówi, ale teraz jest to już usankcjonowane i podane ludowi do wiadomości ustami Jarosława Gowina.
A on z pewnością nie kłamie.
Skąd zatem wiadomo, co premier konkretnie ma na mysli, gdy krytycznie wypowiada się np. o raporcie MAK?
A właśnie że nie wiadomo i nie wolno samemu jego słów interpretować.
Wyjaśni to kiedyś sam min. Graś, albo nawet osobiście pan premier, albo nikt tego nie wyjaśni i zostaną te słowa jak przepowiednie Wernyhory.
Wniosek stąd taki, że słów Tuska nie można poważnie brać pod uwagę - takie właśnie wskazówki otrzymaliśmy wprost z samej wierchuszki Platformy Obywatelskiej.
Tyle tylko, że wypowiedziane językiem polityki.
Ale to znaczy dokładnie to samo.