piotr7777
05.03.11, 17:49
Zgoda - prezydent desygnuje (Czyli wskazuje) premiera i jest to jego prerogatywa. A na jego wniosek powołuje cały rząd.
Ale desygnowany premier musi uzyskać wotum zaufania w sejmie. Czyli musi dysponować bezwzględną większością głosów (231).
Jeśli takiej większości nie uzyska inicjatywa przechodzi do sejmu. To on wybiera premiera i cały skład rządu, również bezwzględną większością. Wprawdzie ostatecznie rząd zaprzysięga prezydent, ale nie ma on żadnej możliwości zablokowania rządu wskazanego przez sejm.
Dopiero gdy w sejmie nie wyjdzie inicjatywa wraca do prezydenta. Tym razem powołany przezeń rząd może uzyskać w sejmie zwykłą a nie bezwzględną większość. Jak to się nie uda, Prezydent skraca kadencję sejmu i zarządza nowe wybory.
Tak więc jeśli PiS zdobędzie bezwzględną większość (co na razie jest mało prawdopodobne) Komorowski może co najwyżej opóźnić premierostwo Kaczyńskiego o jakieś dwa tygodnie. Chyba że zamierza złamać konstytucję i nie powołać rządu wybranego w drugim konstytucyjnym kroku, jeśli na jego czele miałby stanąć Jarkacz. Ale to już kwalifikowałoby się pod Trybunał Stanu.