piq
06.04.11, 22:38
...dyplomatycznego a z katastrofy związanej ze śmiercią brata chciałby (skoro już brat zginął) wyciągnąć dla siebie korzyści.
Oto co nasz klituś-bajduś wykoncypował:
"Na propozycję Putina o wizycie 7 kwietnia premier Tusk powinien grzecznie odmówić. Powinien powiedzieć, że to szczególna sytuacja i powinniśmy (Donald Tusk i Lech Kaczyński - red.) być razem i jeśli pan Putin też by chciał tam być, to się będę cieszył".
Putin jest premierem; jest to zupełnie inny poziom dyplomatyczny niż prezydent. Prezydent dowolnemu premierowi może co najwyżej udzielić audiencji, "przyjąć", jak to się w komunikatach pisze. Putin nie może być gospodarzem wizyty oficjalnej w której uczestniczy głowa obcego państwa. Putin nie może zaprosić polskiego prezydenta, może najwyżej przekazać zaproszenie od Miedwiediewa. Taki jest protokół. To po pierwsze.
Po drugie: jakże by to fajnie było, jakby Tusk poleciał 10 kwietnia i zginął razem z bratem. Przynajmniej byłaby z tego jakaś korzyść. I dlatego Tusk powinien mieć wyrzuty sumienia, że się nie zabił razem ze śp. prezydentem, bo to osłodziłoby dotkliwą stratę naszemu żoliborskiemu ćwierćinteligentowi. Gość wprost smali kosmiczne bzdury, świadczące o tym, że procedury bezpieczeństwa ma gdzieś, a nawet, że ich nie zna, i ma pretensję, że się nie wsadziło i prezydenta, i premiera do jednego samolotu. Och, jakże byłoby pięknie, gdyby się był Donek zabił z Leszkiem, ale Bozia nie dała. Ja dodam: bo cię, Jarku, nie lubi.
I na koniec przykład albo na przyznanie się do winy, albo na myślenie magiczne naszego byłego premiercia Jarcia:
"I kampania przeciw mojemu bratu i rozdzielnie wizyt, było czymś ogromnie istotnym. Jakby to wszystko było inaczej, to ta katastrofa by się nie wydarzyła."
A więc albo zadzwonił do brata i kazał mu lądować, czego przy Tusku na pokładzie by nie zrobił, albo wierzy w magiczne dyrdymały, czyli jakby np. splunął przez lewe ramię, to nie przypaliłoby się mleko.
Coraz lepiej widać, dlaczego zostały przez naszego gagatka spieprzone negocjacje lizbońskie: oni poza umiejętnościami motania intryg w kanapowych polskich środowiskach politycznych nie ma żadych kwalifikacji do rządzenia.
Ten gość albo nadaje się wyłącznie do szpitala dla świrów, albo jest idiotą, albo i jedno i drugie.