martusia_krolowa_polski
09.04.11, 23:56
czerwonego chodika:
"Kiedyś lecieliśmy z Waszyngtonu czy Nowego Jorku – już dobrze nie pamiętam – i mieliśmy lądować w północnej Kanadzie, ale ze względu na burzę śnieżną kazano nam obrać inny kurs. Ostatecznie wylądowaliśmy na jakimś małym lotnisku, gdzie w ogóle nie wiedziano, że to samolot prezydencki. A ponieważ maszyna była duża, a do tego radziecka, i wyszło z niej mnóstwo ludzi, więc na wszelki wypadek wszystkich nas wzięto do jednej sali, którą zamknięto na klucz. Chcieli się dowiedzieć, kim jesteśmy, ale nie uwierzyli w nasze zapewnienia, że to samolot prezydencki. Co zabawne, uratowała mnie grupa polskich rybaków, czekająca akurat na przelot. Kiedy mnie zobaczyli, z miejsca wyjęli aparaty i zaczęli robić zdjęcia. Wtedy Kanadyjczycy zrozumieli, że mają jednak do czynienia z kimś znanym. "
[Wirtualna Polska]