titerlitury
10.04.11, 15:37
Ja się czułam autentycznie zasmucona rok temu. Pamiętam, że byłam sama w domu, i postanowiłam pójść do matki, która mieszka blisko, bo wydawało mi się, że w takich chwilach ludzie nie powinni być sami. Czu łam smutek, choć nie głosowałam była na Kaczyńskiego, i nie nosiłam się z najmiejszym zamiarem na niego zagłosować w kolejnych wyborach. Ba! Uważałam i uważam go za bardzo kiepskiego prezydenta, wybitnie nie nadającego się na to stanowisko. Ale jako Polka, jako człowiek czułam smutek, żałobę, bo zginął Prezydent nojego Kraju, oraz 95 innych, wybitnych często obywateli.
Dziś - powiem szczerze nie zostało z tego smutku nic. Pozostał jedynie niesmak, który swe absolutne apogeum osiągnął dziś.
Bo ja dziś nie mam złudzeń: ani prezes Jarosław Kaczyński, ani związane z nim środowiska wcale nie opłakują zmarłego tragicznie śp Prezydenta. Oni opłakują przegrane wybory. To nie ta tragiczna katastrofa jest dla nich punktem zwrotnym, ale moment, w którym społeczeństwo zadecydowało, że już nie mają we władaniu Pałacu Prezydenckiego.
I to zarówno jako Polkę, jak i człowieka napawa mnie uczuciem ogromnego niesmaku.
Najbliższa osoba, jaką straciłam zmarła 13 IX 2001 r. Co rok 13 września idę na jej grób, składam kwiaty, wspominam najwspanialsze chwile spędzone razem. Nie chodzę pod jej miejsce pracy, a tym bardzej pod ZUS w moim mieście, bo w chwili śmierci była na emeryturze.
Jarosław Kaczyński i jego świta chyba poszaleli kompletnie. I to co robią, robią na swoją zgubę: w Polsce nie lubi się zadymiarzy, ekstremistów i chuliganów.