taziuta
15.04.11, 10:02
Dziś w TOK FM prof. Władyka zaproponował opracowanie czegoś w rodzaju dekalogu politycznego. Nie wiem do końca co miał na myśli, bo nie było dość czasu by mógł rozwinąć ten pomysł, ale ja bym w takim dekalogu zawarł pewne normy postępowania w dyskursie politycznym. Czyli jakie wartości powinny być chronione, i jakie zachowania polityków piętnowane czy wręcz karne. Tak, jestem za karaniem warcholstwa. Ale nie za karmi dla polityków, lecz dla ich ugrupowań. Myślę o karach finansowych, czyli potrąceniu części dotacji, które otrzymują partie z budżetu. Gdyby tak PiS-owi (czy dowolnej innej partii, która występuje przeciwko demokratycznie wybranemu rządowi czy prezydentowi, podważając ich legitymację do sprawowania władzy) zabrano kilkaset tysięcy złotych za każdym razem gdy na ich demonstracjach pojawią się banery z obraźliwymi dla w/w władz hasłami czy wyzwiskami (ze swastykami czy sierpem i młotem, czy wyzywające ich od zdrajców, itp.), to by sami szybko te banery usuwali.
Powiecie, że fajnie, ale jak obiektywnie stwierdzić co jest, a co nie jest dla kogoś obraźliwe? Fakt, to największy problem. I dlatego oprócz opracowania w/w ‘Dekalogu’ powinno się powołać Radę ds. (przestrzegania) Dekalogu, która by opiniowała poszczególne przypadki/wybryki, i opinia której byłaby wiążąca dla komisji sejmowej, czy innego uprawnionego organu, który by decydował o potrąceniu części dotacji dla danej partii.
W skład rady powinni wchodzić lingwiści i etycy desygnowani do niej przez kilka wybranych uniwersytetów, a nie polityków. Aby nikt się nie czepiał, że lista uniwersytetów jest subiektywnie dobrana, to też można by je losować spośród tych, w których znajdują się wydziały z w/w fachowcami.
Powiecie, że byłoby to wprowadzeniem cenzury? Może i tak, ale cenzury chroniącej demokrację przed anarchią. Ja jestem za, jak się zapewne domyślacie. ;)