Ja już nie mogę, naprawdę. Ręce mi opadają, szczę

03.05.11, 20:15
Ja już nie mogę, naprawdę.
Ręce mi opadają, szczęka mi opada, wszystko opada.
Nie wiem, co robić, jak wytłumaczyć, że to nie tak, nie w ten sposób. Oniemiały osobnik lub osobniczka bezradnie szuka jakiegoś merytorycznego zaczepienia w rozumowaniu Prezesa, by rzeczowymi argumentami sprostać nonsensowi w stanie czystym.
''Prezes twierdzi, że Polska się nie szanuje. Co pani na to?''.
I nie wiesz, co odpowiedzieć. To żarty? Na serio?
Udowodnić przykładami, że jest wręcz odwrotnie?
Ale co? Że się szanuje? Sama siebie?
Czy że ją, Polskę, szanują?
I wchodzisz, sama nie wiedząc kiedy, w tę niby-logikę podsuwaną przez Prezesa.
    • etta2 Re: Ja już nie mogę, naprawdę. Ręce mi opadają, 03.05.11, 20:20
      Kawusiu, UWAGA! Nie staraj się zrozumieć logiki prezesa, bo tej logiki NIE MA! Nie było nigdy i nie będzie, a im bliżej wyborów (kolejnych przegranych) tym gorzej ze stanem fizycznym i psychicznym prezesa. Tym bardziej ze stanem umysłu jego wyznawców. Trzeba to przetrwać, zanim prezesa zamkną w psychiatryku.....
      • porannakawa01 Re: Ja już nie mogę, naprawdę. Ręce mi opadają, 03.05.11, 20:26
        Zręczne unikanie kontaktu ze światem Prezesa?
        Wyłączanie radia, gdy tylko padnie zapowiedź: ''Teraz głos zabierze Jarosław Kaczyński'', przeskakiwanie na inny kanał telewizyjny, gdy pojawi się na ekranie, lub wyciszanie dźwięku i robieniem sobie herbaty w oczekiwaniu, aż zniknie, nieczytanie żadnych artykułów, jeśli tylko zawierają słowo: krzyż, wieńce, znicze, pomnik, tablica, Smoleńsk, męczeńska śmierć, miesięcznica, nabożeństwo żałobne, spisek, zdrada, PiS, Prezes.
        Celem uciekania się do tej taktyki jest - jak mi wyjawiono - zachowanie zdrowia psychicznego. Szłam sobie kiedyś w pogodne późne popołudnie przez Krakowskie Przedmieście z moją przyjaciółką. Tuż przed budynkiem Ministerstwa Kultury rzuciła się ku mnie jakaś dama i wymachując solidnie wyglądającym różańcem, wrzasnęła: ''Labuda! Ty suko! Zdrajczyni Solidarności! Dziwka!''. Omal mnie nie pobiła. Odciągnęły ją jakieś inne osoby.
        Moja przyjaciółka zaniemówiła, zamarła jak żona Lota i wykrztusiła: ''Nie miałam pojęcia, co się tu dzieje''. Otóż była to izolacjonistka.
Pełna wersja