oremus
27.02.02, 23:56
Artykuł który przytaczam jest wart przemyślenia zarówno dla przeciwników jak i
zwolenników Koscioła w Polsce.
=======================================
"Polski ksiądz musi się zmienić"
ROZMOWA Z O. STANISŁAWEM OBIRKIEM SJ
Mam ogromne kłopoty z wpisaniem się w ten biało-czarny obraz prezentowany
przez tzw. głos katolicki
Polski ksiądz za dziesięć lat, jeśli się nie zmieni, jeśli będzie taki jak w
Polsce, z małymi wyjątkami - może to doprowadzić do absolutnego spadku powołań,
wystąpień masowych itp.
- Intensywny w latach 70. i 80. dialog niewierzący-Kościół, z udziałem takich
postaci jak Adam Michnik czy Jacek Kuroń, po 1889 r niemal ustał. Dlaczego?
- Wtedy intelektualiści pojawiali się, niezależnie od światopoglądu, w
zakrystiach i w różnych kościelnych przybudówkach. Po 1989 r. nastąpiła jakaś
polaryzacja, zupełnie dla obserwatora z zewnątrz nieuzasadniona. Byłem tym
zaskoczony. Tym, co mnie zbliżyło do środowisk niekościelnych, było to
zaskoczenie, które z nimi dzieliłem. Tu bym wymienił Jana Woleńskiego, prof.
filozofii na Uniwersytecie Jagielońskim, czy Stanisława Lema. Obaj są
niewierzący. Zbliżyło mnie do nich, z jednej strony, zaciekawienie ich
nieosłabłym zainteresowaniem dla Kościoła jako instytucji, a z drugiej,
zwłaszcza do Woleńskiego, wyraźne rozczarowanie ideologizacją Kościoła. Jego
zdaniem, jako agnostyka, stało się coś takiego, że instytucja, która była
otwarta w czasach totalitarnego zniewolenia, nagle dokonała wolty. Mówiono, iż
czarni zastąpili czerwonych.
Dokonało się coś dziwnego: znikła partia, znikła dyktatura systemu
komunistycznego, a Kościół, w postawach niektórych krewkich księży, zaczął
uzurpować sobie podobne prawa. Np. forsować legislację wprowadzającą religię do
szkoły, postulat likwidacji ustawy aborcyjnej itd.
- Ksiądz rektor powiedział niedawno, że nie czuje się dobrze wśród ludzi,
którzy uważają, że mają prawo dekretować, kto może wejść do raju, a kto nie.
Stanisław Obirek, jezuita, urodzony w Tomaszowie Lubelskim w 1956 r. Studia
teologiczne w Neapolu i w Rzymie, doktorat na PAT w Krakowie, habilitacja z
historii; prorektor Wyższej Szkoły Filozoficzno-Pedagogicznej Ignatianum w
Krakowie, dyrektor Centrum kultury i dialogu. Zajmuje się dialogiem
międzyreligijnym, szczególnie żydowsko-chrześcijanskim, i dialogiem z
niewierzącymi. Twórca i pierwszy redaktor naczelny (1996-2001) jezuickiego
kwartalnika "Życie Duchowe". Inicjator serii wydawniczej "Wiara i dialog".
Wkrótce ukaże się pierwszy tom: "Co nas łączący? Dialog z niewierzącymi".
- Skrótowo tak bym to określił. Demokratyczne struktury wymagają
demokratycznych procedur. Niepotrzebne są naciski ze strony Kościoła na świecką
administrację, że trzeba zrobić to czy tamto. Skarżył się na to m.in. minister
edukacji. Nie ma potrzeby takich działań, ponieważ wcześniej czy później
obracają się przeciwko Kościołowi.
- Na podstawowym szczeblu działalności Kościoła, w praktyce parafialnej, różnie
się układa. Są proboszczowie, którzy współpracują ze wszystkimi, i są tacy,
którzy wyłączają pewne grupy według klucza politycznego.
- Mieliśmy kilka zmian ekip rządzących, a postawa hierarchów Kościoła wobec
nich miała różne skutki. Teraz w 2002 r. można mówić, że Kościół i księża w
zdecydowanej większości zdystansowali się od polityki. W tym sensie, że
przestają dawać ten bilet do raju tylko ze względu na przynależność partyjną.
Raczej patrzą na to, co ludzie robią.
-To znaczy, że schemat: prawica to dobry katolik, lewica to niekatolik lub zły
katolik przestaje funkcjonować.
-To po prostu odczytanie pewnego stanu faktycznego. Tego, że nie ma przełożenia
przynależności konfesyjnej na rzeczywistość polityczną. Że to nie jest
kryterium. Zdaliśmy sobie sprawę, że tego rodzaju podziały nie wytrzymują
konfrontacji z praktyką dnia codziennego.
- Czy w Polsce można dziś mówić o jakichś zdeklarowanych adwersarzach Kościoła?
- Ta zdecydowanie antyklerykalna opcja jest związana ze środowiskiem Jerzego
Urbana. Jest też utrzymana w takich środowiskach jak pismo "Bez dogmatu". To są
pewne ostre środowiska laickie, które ciągle postrzegają Kościół jako
zagrożenie. Ale nie jest tak do końca. Na przykład moje doświadczenia z
redakcjami "Res Humana" lub "Myśli Socjaldemokratycznej" nasuwają refleksję, że
oni raczej szukają możliwości rozmowy.
- Zdecydowani przeciwnicy dialogu po drugiej stronie, zdaniem księdza, to...
-Po tej drugiej stronie byłyby zdecydowanie "Nasz Dziennik" i Radio Maryja. Oni
po prostu nie odczuwają potrzeby dialogu. Mamy więc dwie ekstremy, które się
spotykają.
- Dość specyficznie polskie zjawisko. Kościół powszechny, zwłaszcza na naszym
kontynencie, ma to raczej za sobą. W Rzymie uczestniczyłem w dyskusjach, w
których przy jednym stole zasiadali włoscy biskupi, lewicowi intelektualiści,
niewierzący politycy. Biografia wielkiego watykańskiego sekretarza stanu,
kardynała Agostino Casarolego, ukazała się z jego inicjatywy jako wywiad-rzeka
przeprowadzony przez słynnego watykanistę lewicowej "L'Unita", Alceste
Santiniego. W wyborze autora kardynał kierował się jego kompetencją. Łączyła
ich również przyjaźń.
- Niedawno naszym gościem był prof. Jerzy Zubrzycki z Australii. Opowiadał o
swoich doświadczeniach z Papieskiej Akademii Nauk Społecznych, gdzie kryterium
członkostwa stanowi właśnie kompetencja. W jej pracach z udziałem papieża
uczestniczą także niewierzący bądź hinduiści. Zubrzycki, współtwórca
australijskiego modelu wielokulturowości, widzi dużą szansę na zmiany również w
Polsce. Mówi o Polsce: "To jest kraj u progu zmiany".
- U nas publiczne debaty w rodzaju zorganizowanego niedawno w Lublinie forum
dyskusyjnego pod hasłem "Przekraczać mury" z udziałem abp. Józefa Życińskiego i
Adama Michnika należą do rzadkości. Wciąż trudno znaleźć chętnych ze strony
Kościoła, którzy byliby gotowi zasiąść przed kamerą TV i prowadzić np. dyskusję
o wspólnych wartościach z niewierzącymi.
- Ja bym takich bez trudu wymienił z dziesięciu. Można jednak mówić o
negatywnych doświadczeniach. Antoni Styrczula w sierpniu ub.r., przed wyborami,
organizował podobną sesję w Warszawie, w Sejmie, i tam np. Gowin i inni ludzie
Kościoła odmówili udziału. Problem nie w tym, że nie ma takich ludzi; nie ma
wypracowanych pewnych mechanizmów, które gwarantowałyby bezinteresowność tego
typu przedsięwzięć. Ich apolityczność.
- Doświadczenia księdza rektora jako teologa i filozofa bardzo aktywnie
poszukującego tej możliwości rozmowy, dialogu, nie są chyba wyłącznie
negatywne. Wydaje mi się, że wyróżnienie księdza jako jednego z trzech
nominowanych do nowo ustanowionej nagrody Ślad imienia bp. Jana Chrapka pod
patronatem księdza prymasa można odczytywać również jako znaczący gest w stronę
niewierzących.
- Tę nagrodę pod patronatem prymasa odczytuję rzeczywiście jako
błogosławieństwo Episkopatu dla podobnych poszukiwań. Co się tyczy moich
osobistych doświadczeń, są absolutnie pozytywne. Partnerzy zaproszeni do
rozmowy zawsze wiedzieli, że ja nie będę ich cenzurował ani nie wykorzystam
tego jako przypadku klinicznego, tylko to było autentycznie partnerskie. Ja
naprawdę chciałem się dowiedzieć, jak to jest, że można nie wierzyć, bez
podtekstów. Jeśli tego rodzaju intencja będzie ze strony organizatorów
centrolewicowych czy lewicowych, a ja miałbym gwarancję, że jestem zaproszony
po to, aby się podzielić moim widzeniem różnych spraw, nie ma żadnej przeszkody
wzięcia udziału w takim spotkaniu.
- Na uroczystości wręczania dyplomów w Pałacu Prymasowskim wypowiedział ksiądz
znaczące słowa o szacunku dla wierzących i niewierzących, należnym za ich
poglądy.
- Starałem się jakby zwerbalizować w jednym zdaniu to, czym dla mnie jest
budowanie mostów między wierzącymi i niewierzącymi. Powiedziałem nawet, że
niewierzący są jakby współnominowan