Polak okrada Polaka, winii za to Zyda. W nedzy wge

IP: *.rdu.bellsouth.net 10.05.04, 01:26
od wiekow. Co za zdegenerowany narod. Od wiekow ma nedze , przgrana, ale
odpowiedzialnosci przyjac nie chce. Brawo Majcherek!

Oszukane państwo




RYS. ARTUR SITNIK

JANUSZ A. MAJCHEREK

Jedną z przyczyn kryzysu gnębiącego polskie państwo jest ograbianie go i
oszukiwanie przez jego własnych obywateli. Trudno jest ukrócić ten proceder w
taki sposób, by ich nie rozsierdzić. Trudno jest nawet na ten temat mówić i
pisać.

Zasadniczym celem działań nazywanych programem Hausnera jest wyeliminowanie,
a przynajmniej ograniczenie nadużyć w systemie świadczeń socjalnych,
wyłudzanych na masową skalę, co rujnuje finanse publiczne. Idzie zatem o
ratowanie państwa przed zachłannością jego obywateli, gotowych je ograbić do
cna.

Wygodnictwo i cwaniactwo

Problemy w systemie ochrony zdrowia mają podobne źródła. Trzeba znaleźć
sposób na ograniczenie dostępu do bezpłatnych usług medycznych, by nie były
nadużywane.

Głośne niedawno perypetie z zapewnieniem całodobowej pomocy lekarskiej
wynikają nie tylko z konfliktu między lekarzami rodzinnymi i NFZ o wysokość
stawek. System ten powoduje, że o godz. 18.00 każdego dnia rozpoczyna się
nawałnica telefonicznych wezwań od osób, którym nie chciało się iść do
lekarza w godzinach przyjęć, bo wolą, by ekipa medyczna przyjechała do nich.
Z kolei wezwania karetek pogotowia w znacznym stopniu dotyczą banalnych
przypadków i zmieniają ratownictwo medyczne w przychodnie na kółkach. Gdy
próbowano ten stan zmienić, wprowadzając odpłatność za nieuzasadnione
wezwanie pogotowia ratunkowego, podniósł się rwetes, że niektórzy naprawdę
ciężko chorzy pacjenci wstrzymują się z prośbą o pomoc w obawie o ewentualne
koszty. Łapiński przywrócił poprzedni model i związane z nim kłopoty.

Zamieszanie spowodowane wprowadzeniem obowiązku wzywania policji do każdej
kolizji drogowej też miało w tle masowe wyłudzenia, którym ustawodawcy
chcieli położyć kres. Prasa publikowała wcześniej wiele informacji i
reportaży o sposobach fingowania stłuczek i wypadków, służących wyciąganiu
pieniędzy od firm ubezpieczeniowych. Proceder ten stał się tak masowy, że
wyspecjalizowały się w nim całe grupy przestępcze.

Pazerni, ale nie przezorni

Ten ostatni przykład pokazuje destrukcyjne skutki takich nadużyć i wyłudzeń.
Ponieważ są one masowe, więc firmy ubezpieczeniowe zmuszone są wypłacać
wysokie kwoty odszkodowań, a dla ich pokrycia muszą ustanawiać wysokie
składki, co odstręcza właścicieli samochodów, zatem niewielu z nich ma
wykupione autocasco (a wielu nie ma nawet obowiązkowego OC), co skłania ich
do nieuczciwych kombinacji, które obciążają firmy ubezpieczeniowe itd.

Gdy przed laty ówczesny premier Cimoszewicz słusznie napomniał powodzian, że
trzeba się ubezpieczać od takich wypadków, spotkał się z reakcją świętego
oburzenia, które o mało nie złamało mu kariery. Polacy nie lubią się
ubezpieczać i nie widzą takiej konieczności, bo od tego mają państwo, by się
o nich troszczyło. No i tak się troszczy, że stanęło na skraju finansowej
katastrofy.

Ostatnio "Rzeczpospolita" wszczęła alarm, że nowe regulacje przyznawania
zasiłków rodzinnych, mające ukrócić nadużycia, otwierają inne możliwości, bo
jeśli kobieta żyjąca w nieformalnym związku oświadczy, że partner nie daje
jej pieniędzy na utrzymanie dzieci, to zostanie uznana za samotną matkę i
będzie mogła skorzystać z pomocy finansowej. Kryje się za tym przypuszczenie,
że jeśli składanie fałszywych oświadczeń o sytuacji rodzinnej i wysokości
dochodów może przysporzyć jakiegoś świadczenia, to skorzysta z takiej okazji
wielu Polaków. To przypuszczenie uzasadnione społeczną praktyką.

Naiwniacy i doktrynerzy

Częściową winę za to ponoszą politycy i komentatorzy. Niektórzy, a zwłaszcza
niektóre z nich, snują ckliwe opowieści o wszechobecnej biedzie, bo
dobrotliwa naiwność nie pozwala im dostrzec, jak znaczną część podopiecznych
państwa stanowią naciągacze i kombinatorzy.

Jest w Polsce także sporo przekonanych doktrynerów socjalizmu i państwowej
opiekuńczości, ślepych na malwersacje i oszustwa towarzyszące masowej
redystrybucji. To oni myślą i głoszą, że skoro tylu Polaków jest biednych, to
trzeba ich wspomagać i wspierać świadczeniami, zamiast otwierać im możliwości
bogacenia się własną pracą. Obiecują w kampaniach wyborczych i propagandzie
politycznej socjalną pomoc za cudze pieniądze, których potem brakuje na
inwestycje, co utrwala zapóźnienie, dające powód do wzywania zwiększonej
pomocy socjalnej i tak wkoło Macieju. To oni są współwinni obecnej sytuacji,
w której trzeba wszelkimi sposobami powstrzymywać napór chętnych do
korzystania z rozmaitych form publicznej pomocy, na jaką państwa już żadną
miarą nie stać, bo liczba świadczeniobiorców grubo przekracza liczbę
pracujących.

Bieda jako alibi

Te miliony świadczeniobiorców są przekonane, że państwo jest od tego, by
dawać. Na próby ograniczenia wyłudzeń i nadużyć reagują pomrukami
niezadowolenia i deklaracjami poparcia wyborczego dla tych, którzy im więcej
obiecają. Stąd popularność Leppera.

W Polsce upowszechniło się ponadto przekonanie, że bieda (rzeczywista, a
często rzekoma) usprawiedliwia drobne szwindle i nadużycia, a nawet oszustwa
i kradzieże. Wytworzyło się poczucie, że biednych (lub tylko za takich się
uważających) nie obowiązuje uczciwość. Nic dziwnego, że tak wielu chce się
uważać za biednych, by mieć alibi dla nieuczciwości.

Oprócz destrukcyjnych skutków finansowych, niemniej dotkliwe są więc skutki
moralne i polityczne. Utrwala się i pleni mentalność roszczeniowo-żebracza i
cwaniacko-złodziejska, prowadząca do demoralizacji całych grup i środowisk,
żyjących z tego, co wyłudzą lub zwyczajnie ukradną. Pogłębia się też
destrukcja i kryzys państwa. Jego ograbianie i oszukiwanie przez własnych
obywateli idzie w parze z ich narastającą pogardą dla niego.

To wielkie złudzenie polityków, że hojność w rozdawaniu przez nich świadczeń
i ułatwianie obywatelom dostępu do rozmaitych beneficjów wyzwala wdzięczność
i lojalność. Polacy wykorzystują wszelkie dostępne okazje, a umożliwiających
im to polityków i pozwalającego na to państwa nie szanują ani za grosz.

Losem polityków przejmować się nie musimy, losem państwa powinniśmy. -
    • monash I tu trafiles dekowniku, zdrajco z Raleigh, NC 10.05.04, 03:02
      ten Majcherek to pewnie wasz, bo Majcher to wasze nazwisko
      • Gość: Kraken Re: I tu trafiles dekowniku, zdrajco z Raleigh, N IP: *.0.73.65.adsl.snet.net 10.05.04, 06:47
        COOOOO???? P R A W D A BOLI?????
      • Gość: chala co tam bylo nieprawda? IP: *.rdu.bellsouth.net 10.05.04, 07:23
        Majcherek klamie? Moze wszyscy siebie oklamujecier i juz prawdy odroznic od
        klamstw powtarzanych sobie od wiekow odroznic nie umiecie?
    • Gość: Krzys52 Ten syf przepowiadalem 12 lat temu - a byl nieuchr IP: *.proxy.aol.com 10.05.04, 07:04
      nieuchronny w przypadku przyjecia rozwiazan systemowych autorstwa Wojtyly,
      znanych jako "trzecia droga", albo "demokracja z wartosciami",
      alias "demokracja z Bogiem". No wiec to co macie w Polsce to wlasnie jest ta
      demokracja ktora miala byc lepsza od zachodniej demokracji liberalnej. Ten gnoj
      rodem z Watykanu to wlasnie jest ta systemowa wyzszosc.

      Zalaczam link do tekstu ktory rzuca nieco swiatla na najbardziej istotna czesc
      genezy polskiego zdemoralizowania i korupcji.

      Przy okazji awantur chuliganerii pragne tez przypomniec zapewnienia Nygusow z
      tego samego okresu, tzn. wtedy gdy wpychali religie do szkol i gdzie tylko sie
      da. Otoz ta bandycka mlodziez zostala juz calkowicie wyedukowana wg. modelu
      nauczania z Bogiem. Ta mlodziez miala byc uchroniona przed demoralizacja dzieki
      wprowadzeniu religii do szkol. To obiecywali Nygusy - o tym zapewniali wtedy.
      No wiec ci mlodzi bandyci z Krakowa, Lodzi i ze wszystkich innych miast
      terroryzowanych przez kiboli, ta mlodziez zaliczyla religie od przedszkola po
      szkole srednia. I co? Ano, z cala pewnoscia podatnik finansowal kolejne wielkie
      oszustwo. Takze pomyslu Wojtyly.
      .

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=6736235&a=6736235
      .
      K.P.
Pełna wersja