Gość: OzRM
IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl
02.03.02, 20:55
Radomianie, którzy w styczniu tego roku wrzucili pieniądze do puszek Wielkiej
Orkiestry Świątecznej Pomocy Jerzego Owsiaka, nie wiedzieli, że spora ich część
zamiast do dzieci trafi do zespołów muzycznych, zostanie wydana na obiady dla
gości i organizatorów imprezy. Dodatkowe 10 tys. kosztował pokaz sztucznych
ogni. Brak rozliczenia z pieniędzy i sfałszowany rachunek - oto finał Wielkiej
Orkiestry.
Jeden z radomskich sztabów WOŚP do tej pory nie rozliczył się z zebranych
pieniędzy i poniesionych kosztów. Okazuje się ponadto, że jeden z rachunków
został sfałszowany. Mimo to WOŚP nie zamierza o sprawie powiadamiać
prokuratury, licząc, że ta rozpocznie śledztwo po materiałach prasowych.
Sztab zorganizowany przez radomską firmę Vamix, którym kierowała Sylwia
Strzelecka, miał uzupełnić swoje sprawozdanie z X finału WOŚP o dwa rachunki.
Pierwszy opiewający na 10 tys. zł od firmy, która przygotowała pokaz sztucznych
ogni, drugi - na 6,5 tys. zł - na koszty występu trzech zespołów muzycznych,
które grały podczas koncertu na placu Jagiellońskim. Ogółem sztab wydał na
organizację finału 23 tys. zł, a zebrał zgodnie z pierwszym sprawozdaniem
niewiele ponad 80 tysięcy. Tymczasem z drugiego sprawozdania wynika, że zebrano
tylko 48 tysięcy, bo od 80 tysięcy odliczono pieniądze zebrane samodzielnie
przez jedną z firm i datki od sponsorów.
Co więcej, jedna ze współorganizatorek imprezy Mirosława T. odpowiada w sądzie
rejonowym za przywłaszczenie 3 tys. zł ze zbiórki na respirator dla chorego
chłopca i za sfałszowanie podpisów pod wnioskiem o rejestrację
stowarzyszenia "Bezpartyjni Niezależni Dzieciom". Pod jego egidą Mirosława T.
organizowała potem wiele akcji charytatywnych.
Gdy dwa lata temu pojawiły się pierwsze oskarżenia wobec kobiety, zaciekle
bronił jej Jerzy Owsiak. Teraz okazuje się, że jej udział w organizacji finału
był ukrywany ze względu na media. W centrali WOŚP wiedziano, że kobieta
uczestniczyła w tegorocznym finale, ale twierdzono, iż miała być tylko doradcą
sztabu. Teraz jej nazwisko widnieje pod sfałszowanym rachunkiem.
- Sami byliśmy zdziwieni, gdy zobaczyliśmy jej nazwisko na rachunkach - mówił
na konferencji prasowej Owsiak.
Sprawie pikanterii dodaje jeszcze jeden fakt. Radomscy dziennikarze odkryli, że
już w latach 80. Mirosława T. miała kłopoty z rozróżnieniem pieniędzy swoich i
cudzych. Została wtedy zwolniona z radomskiego oddziału "Cefarmu" za
nierozliczenie wielu tysięcy złotych z kasy firmy.
Do biura fundacji w Warszawie dotarły już wszystkie rozliczenia lokalnych
sztabów X Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Okazało się, że WOŚP ma
najwięcej zastrzeżeń do sprawozdania z Radomia.
Centrala WOŚP nie widzi nic złego w tym, że z datków pokrywana jest część
kosztów finału, ale w przypadku Radomia chodzi podobno nie o zasadę, ale o jej
skalę, bo obsługa imprezy pochłonęła ponad jedną czwartą wszystkich zebranych
pieniędzy. A powinna - twierdzi WOŚP - najwyżej kilka procent.
Tymczasem Sylwia Strzelecka, koordynatorka sztabu WOŚP w Radomiu, jest
zdziwiona twierdzeniami centrali o wysokich kosztach imprezy.
- W poprzednich latach były takie same kwoty, ale wtedy fundacja nie domagała
się szczegółowych wyliczeń - twierdzi.
Przedstawiciele WOŚP z Warszawy przyznają, że były to najwyższe koszty w
stosunku do zebranych pieniędzy w całej Polsce. Nie ma jednak pewności, czy w
latach poprzednich nie dochodziło do podobnych incydentów, bo dopiero po raz
pierwszy w ciągu kilkunastu lat działalności fundacja WOŚP zażądała
szczegółowych sprawozdań od regionalnych sztabów.
Na konferencii prasowej Jerzego Owsiaka, gdzie podsumowywano X finał, szef WOŚP
przyznał, że jeden z rachunków przedstawionych przez sztab w Radomiu budzi
wątpliwości. Rachunek na 10 tys. zł za pokaz sztucznych ogni wystawił... sklep
spożywczy z miejscowości Gózd koło Puław. Tymczasem okazuje się, że sklepu pod
taką nazwą, jaka widnieje na rachunku, po prostu nie ma.
Zażenowania całą sytuacją nie kryją przedstawiciele władz Radomia, którzy
uczestniczyli w imprezie zorganizowanej przez firmę Vamix i wzięli też udział w
zbiórce pieniędzy.
- Jeśli sztab nie przedstawi wiarygodnego sprawozdania i nie pokaże rachunków
na wszystkie wykazane koszty, nie jest wykluczone, że zostanie wszczęte
postępowanie - powiedziano nam w prokuraturze. - Dziwne, że znowu zaangażowano
do tego panią Mirosławę T. - dodają urzędnicy.
- Robiłem sporo zbiórek publicznych na różne charytatywne cele. Nigdy koszty
nie przekroczyły 2-3 procent, a na pewno nie wyniosły 30 procent, jak w tym
przypadku - mówi nam jeden z wolontariuszy, pracujący w radomskiej fundacji
charytatywnej.
Oszołom z Radia Maryja