wariant_b
14.08.11, 21:19
Ciągle nurtuje mnie problem, po co ten cyrk wyborczy i jakieś partyjne układanki.
Dlaczego nie wybieramy bezpośrednio rządu - ekipy złożonej z powiedzmy 50-60 osób,
które mają potem pełnić określone funkcje rządowe - premiera, wicepremierów,
ministrów i ich zastępców czy szefów kilku ważniejszych agencji rządowych.
Ekipa rządowa musiałaby przedstawić realny program, który byłby przedmiotem
oceny i konfrontacji z programami konkurencji, można by było dyskutować o budżecie,
przyszły minister finansów musiałby się tłumaczyć skąd weźmie pieniądze na pomysły
swoich kolegów z innych resortów, można by było oceniać Rząd pod kątem realizacji
konkretnych planów, a nie gołosłownych obietnic, których potem nikt nie zamierza
nawet w kawałku realizować.
Partie mogłyby przedstawiać swoje ekipy, a pieniądze włożone w promocję nie
miałyby większego znaczenia, kiedy możliwe byłoby porównanie programów.
O ile ciekawsza byłaby kampania wyborcza, gdyby było wiadomo, że każdy
z zabierających głos odpowiada za własne słowa. O ileż bardziej merytoryczna.
Nie bylibyśmy skazani na wybór między dżumą a cholerą - PO, a PiS-em,
bo nawet małe ugrupowania byłyby w stanie zmontować silne ekipy rządowe.
Ba, nawet nie tylko partie, a również organizacje pozarządowe czy uczelnie.
Władzę ustawodawczą można by wtedy losować z uwzględnieniem kompetencji
fachowych, co pewnie dodatnio wpłynęłoby na jakość stanowionego prawa,
a batem na rząd byłoby udzielanie rocznego absolutorium z wykonania budżetu.
Po jaką cholerę tkwimy w rozwiązaniach, które były dobre w XIX wieku, kiedy
mamy już wiek XXI?