cymber.gaj
06.09.11, 16:23
Zyta Gilowska zjadła obiad z Jarosławem Kaczyńskim. Ona skromnie skonsumowała botwinkę i kluseczki z serem, zaś on zjadł ślimaki i włomotał kaczkę (ale jajcarz z niego, można pęc ze śmiechu). Następnie Gilowska oświadczyła: Zawsze wspierałam i będę wspierać pana prezesa. Jeszcze następniej prezes wystawił ją do debaty z Rostowskim, nie zważając, że byłoby to naruszenie prawa, które stanowi, że Gilowska, jako członek Rady Polityki Pieniężnej „w okresie kadencji nie może zajmować żadnych innych stanowisk i podejmować działalności zarobkowej lub publicznej poza pracą naukową, dydaktyczną lub twórczością autorską”.
Nie byłoby to pierwsze naruszenie prawa przez Gilowską. Warto przypomnieć okoliczności jej odejścia z Platformy Obywatelskiej, której była sztandarową postacią. Wyszło na jaw, że w swoim biurze poselskim zatrudniała członków rodziny. Kiedy ją wezwano przed sąd partyjny, nie stawiła się, tylko opuściła Platformę trzaskając drzwiami, i serdecznie znienawidziła Tuska, do którego jeszcze niedawno zwracała się "Donald, bracie”. Wkrótce potem weszła w skład rządu PiS i na życzenie Jarosława Kaczyńskiego okryła się hańbą biorąc udział (w jednym szeregu z Lepperem) w żenującej nagonce sejmowej na Balcerowicza.
Gratuluję niezmiennie dobrego samopoczucia, Pani Profesor!