ultimate.strike
14.10.11, 08:14
Mam ciekawą teorię politologiczną.
PO, żeby istnieć potrzebuje wroga. Bez wroga, którym można straszyć elektorat i aktyw partyjny poparcie dla Tuska by drastycznie spadło, a ludzie zaczęliby mu patrzeć na ręce.
Do tej pory funkcję stracha na wyborców pełnił PIS, w tym sensie Kaczyński jest produktem Platformy. Tyle tylko, że liderzy PISu stracili już kontakt z rzeczywistościa, zapetlili się w coraz bardziej absurdalnych teoriach spiskowych, tracą potencjał odstraszania, bo stają się coraz bardziej komiczni. Tusk potrzebuje nowego wroga. I taki się właśnie pojawił, z lewej strony. Palikot ma wiele postulatów z zakresu obyczajowo-prawnego, mocno antyklerykalnych, skupił elektorat buntowniczy, zawiedziony zbytnią konserwatywnością Tuska i SLD - jest na tyle silny, by straszyć elektorat konserwatywny. Ale jest też stosunkowo mało groźny, do rządu nie wejdzie i zawsze można mu wytknąć, że ma w swoich szeregach geja i transseksualistę - to na wielu konserwatywnych wyborców jest straszak wystarczająco mobilizujacy do popierania PO jako przeciwwagi dla RP. Teraz PO ma nowego wroga, silnego i niebezpiecznego, więc idealnego do straszenia. Dlatego PO przesuwa się na prawo, zajmuje miejsce PISu, będzie broniła krzyża itd., czyli zgarnie część elektoratu PISowskiego i znowu będzie silna strachem przed wrogiem.