4 czerwca 1989 wygraliśmy z komuną!

04.06.04, 12:07
GW na tę okoliczność dała malutką notatkę w rogu pierwszej strony,
autorstwa Michnika. I to by było na tyle - ze strony gazety:(
A najwięcej miejsca zajmuje artykuł: "Ryczałt za lekarza".

Michnik na rocznicę 4 czerwca 1989: Wyjątkowy 4 czerwca `89

Adam Michnik 03-06-2004, ostatnia aktualizacja 03-06-2004 20:14

To był dzień radości i niepokoju. Radość, gdyż nasz naród odrzucił dyktaturę
komunistyczną i wypowiedział się za wielką zmianą. Niepokój - co będzie
dalej? Co zrobi Rosja? Jak postąpi PZPR, co uczyni aparat przemocy:
bezpieczeństwo i wojsko?

Dla nas, w "Gazecie Wyborczej", był to dzień wielkiej satysfakcji:
uczyniliśmy wszystko, by czytelnicy oddali głosy na
kandydatów "Solidarności". Był to również dzień zwieńczenia. Albo inaczej,
koniec marszu, który rozpoczął się... Właśnie - kiedy?

Czy w marcu 68 r., gdy pisarze i studenci wyrzekli: non serviamus! Czy w
grudniu 70 r., gdy robotnicy rzucili wyzwanie dyktaturze? Czy w czerwcu 76
r., gdy robotnicy powtórnie rzekli - nie! Czy we wrześniu 76 r., gdy powstał
Komitet Obrony Robotników i szerokie spektrum środowisk opozycyjnych?

Czy w chwili wyboru Jana Pawła II na Stolicę Piotrową i podczas pierwszej
papieskiej wizyty w Polsce? Czy wreszcie w pamiętnym sierpniu 1980 r., gdy
drogą negocjacji powstawała "Solidarność"?

A może inaczej: 15 lat temu, 4 czerwca, nastał koniec długiej nocy, która
rozpoczęła się z 12 na 13 grudnia 1981 r.

Różnie będziemy sobie opowiadać tę historię; będziemy spierać się o fakty i o
ich interpretacje, ale w jednym będziemy chyba zgodni: 4 czerwca, 15 lat
temu, byliśmy świadkami wielkiego końca i wielkiego początku. Polska
rozpoczęła swój marsz ku suwerenności, demokracji, normalności.

A na głównym placu Pekinu czołgi rozpoczęły masakrę studentów, którzy
demonstrowali w imię wolności. XX wiek wkraczał w swoją ostatnią fazę.


ps
W papierowej gazecie tytuł notatki: "Wyjątkowy 4 czerwca `89"
natomiast na portalu: "To był wielki dzień"
    • basia.basia 4 czerwca 1989 wg Rzepy 04.06.04, 12:09
      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040604/publicystyka/publicystyka_a_1.html

      fragment:

      "Obietnice, marzenia i wstyd

      Wielu polityków i publicystów na tym by skończyło - i kończy - porównanie i
      analizę tego, co się stało w Polsce w ostatnich piętnastu latach. Niestety. Tak
      się nie da. Dlaczego zatem - by zadać najprostsze pytanie - skoro jest tak
      dobrze, jest tak źle. Źle, bo nie tylko Kwaśniewski, ale i Gierek wygrywa z
      Wałęsą, Lepper ma większe poparcie niż bracia Kaczyńscy, "Solidarność" wywołuje
      tylko negatywne emocje, a prawie czterdzieści procent dorosłych Polaków z góry
      deklaruje, że w żadnych wyborach brać udziału nie będzie.

      Na dzisiejszą Polskę coraz rzadziej patrzy się przez pryzmat porównań z końcem
      lat osiemdziesiątych. Punktem odniesienia stają się - na szczęście, warto
      dodać - nie komunistyczne utopie, ale demokracje zachodnie, a w jeszcze
      większym stopniu wysłuchane niegdyś obietnice i niewypowiedziane nawet marzenia.

      - Po tych, którzy pod sztandarami "Solidarności" stoczyli zwycięską bitwę z
      komunizmem, a nawet - można by rzec - "ruszyli z posad bryłę świata", przetacza
      się walec bezlitosnego kapitalizmu - trafnie niedawno opisał sytuację setek
      tysięcy ludzi Jerzy Wratny. Tych, dodajmy, którzy od Sierpnia '80 stawali na
      każde wezwanie, przegłosowali zwycięstwo "Solidarności" w wyborach czerwcowych,
      a dzisiaj wegetują na bezrobociu. Czują się obywatelami drugiej kategorii,
      porzuceni przez swych dawnych przywódców. Jest ich ponad trzy miliony.
      Zwycięska III RP zupełnie o nich zapomniała. Oprócz poczucia degradacji
      materialnej jeszcze silniejsze jest poczucie upadku moralnego i niechęć do
      tych, którym niegdyś zawierzyli. Bo kryzys, jaki dziś toczy Polskę, nie jest
      najsilniejszy w warstwie materialnej, lecz moralnej i politycznej.

      Coraz więcej historyków, publicystów, a i polityków związanych w przeszłości
      z "Solidarnością" jego źródeł upatruje w pierwszych latach, a nawet miesiącach
      po wyborach czerwcowych i powstaniu rządu Tadeusza Mazowieckiego. Niepopularna
      niegdyś teza, z pogardą nazywana oszołomską zdaje się stawać najbardziej
      wiarygodna. Jest nią - w największym skrócie - brak wyznaczenia jasnej granicy
      między komunistyczną PRL a wolną III Rzecząpospolitą. Nie tylko symbolicznej,
      ale przede wszystkim rzeczywistej. Niezależnie od szlachetnych intencji i
      zewnętrznych okoliczności gruba kreska pozwoliła komunistom suchą nogą przejść
      przez najtrudniejsze lata. Zabezpieczeni materialnie przez nomenklaturowe
      spółki, fundusze, banki i fundacje, dostali również świadectwo politycznej
      czystości. Stali się takimi samym uczestnikami politycznej gry, jak niedawni
      opozycjoniści. Zwycięskie elity dały im świadectwo moralności. Nie pytając, tu
      tkwi największy szkopuł, o zgodę setek tysięcy szeregowych członków dumnej
      niegdyś "Solidarności" w miastach i miasteczkach, gdzie rodziło się zwycięstwo,
      a niedługo później byli sekretarze partyjni zaczęli im się śmiać w twarz. Z ich
      naiwności, łatwowierności. Z frajerstwa.

      To, co dzisiaj nazywamy kryzysem państwa, jego instytucji, moralności,
      obywatelskiej troski, uczciwości, zaczynało się wówczas. Miast wolnej Polski
      powstawała Polska bardziej przypominająca przepoczwarzoną PRL. Do wszystkich
      wymienionych wyżej pozytywów można dodać aneks. Gospodarka i media są wolne,
      ale - jak wykazała afera Rywina - rządzą nimi często bardziej polityka i
      politycy niż wolny rynek i współzawodnictwo myśli. W terenie władzę sprawują
      niby wolno wybrane samorządy, ale w rzeczywistości układy polityczno-biznesowe.
      Posłowie rozważają postawienie prezydenta przed Trybunałem Stanu.

      Z założenia słuszna prywatyzacja i restrukturyzacja państwowych molochów stała
      się miejscem wielu ciemnych interesów, z których pieniądze przechodziły nie
      tylko do prywatnych kieszeni, ale również stały się narzędziem gry politycznej.
      Partie polityczne, nie tylko te postpeerelowskie, stały się bardziej
      przedsiębiorstwami dbającymi o dostatek swych członków i działaczy niż o
      pomyślność Polski. Podobnie służba państwowa. Jej funkcjonariuszom bliżej do
      partyjnej centrali niż do społeczeństwa. Najbardziej przemawiający do wyobraźni
      jest przykład wymiaru sprawiedliwości. Niemal nietknięty, z zachowaniem
      przywilejów i pozycji, przeszedł z jednej rzeczywistości do drugiej. Z
      zakładanego samooczyszczenia nic nie wyszło. Serwilizm wobec jednej władzy
      zastąpiła uległość wobec innych ośrodków. Już nie tylko politycznych, ale
      również biznesowych. Praszka, gdzie Lepper sponiewierał ułomnego burmistrza,
      afera Rywina, Grudzień '70 i Wujek '81, morderstwo księdza Jerzego Popiełuszki,
      procesy FOZZ i PZU Życie czy nierozliczone jeszcze zbrodnie stalinowskie to
      rozdziały tej samej książki."


      • basia.basia 4 czerwca 1989 wg Życia Warszawy 04.06.04, 12:11
        zs.eo.pl/apps/a/tekst.jsp?place=zw2_a_ListNews1&news_cat_id=1030&news_id=40402

        To są wywiady z Janem Nowakiem-Jeziorańskim i gen. Kiszczakiem.
      • Gość: Henryk Re: 4 czerwca 1989 wg Rzepy IP: 82.160.30.* 05.06.04, 00:43
        W przywołanym przez Panią fragmencie, mnie bardzo zabrakło tego zdania -"Bo demokracji nie da się zawiesić, można ją tylko zniszczyć." i co byśmy nie nawygadywali na tych z którymi nam nie po drodze, to zasada, którą obrazuje cytat, winna nam mimo wszystko przyświecać.
    • lupus.lupus Re: 4 czerwca 1989 "Życie" 04.06.04, 12:27
      www.zycie.com.pl/opinie.php?id_tekst=35505
      www.zycie.com.pl/polityka.php?id_tekst=35472
    • oszolom.z.radia.maryja Jak to było naprawdę 04.06.04, 12:29
      www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20040604&id=my11.txt
    • Gość: leszek Kłamstwa populistycznych elit IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.04, 12:41
      Kiedy zafałszowano zbiorową pamięć o przełomowych latach 1989-1990? Ten
      fragment tekstu Gottesmana chyba wszystko wyjaśnia:
      "W 1990 roku, w czasie pierwszych bezpośrednich wyborów prezydenckich, wszyscy
      kandydaci, oprócz Tadeusza Mazowieckiego, oparli swoją kampanię na mniejszej
      lub większej krytyce Leszka Balcerowicza. W sumie zdobyli poparcie
      osiemdziesięciu procent głosujących".

      W każdej następnej kampanii wyborczej ta retoryka odżywała. Że były to puste
      słowa, świadczy to, że każda następna ekipa szła drogą wytyczoną przez Leszka
      Balcerowicza. Widać z tego, ze cała polska klasa polityczna posługiwała się i
      posługuje kłamstwem, które wsiąkło w społeczną świadomość. Na tym kłamstwie
      opiera obecnie swą siłę Lepper i jego koledzy.
    • basia.basia 35% 04.06.04, 13:05
      Nie wszyscy pamiętają, że to było zwycięstow totalne.
      -------------------------------------------------------

      Dlaczego?

      Było z góry wiadomo, że dostajemy tylko 35% w sejmie!
      Wielu ludziom się to nie podobało. Uważali to za zdradę
      przeprowadzoną podczas obrad OS! I nie poszli do wyborów.
      Dlatego frekwencja była tylko 60%.

      Przpomnijcie sobie, że w pierwszej turze (a drugiej miało nie być)
      komuchy i ich pociotki nie zdobyły ani jedenego mandatu!!!!
      Czyli - wzięliśmy wszystko!!! Teoretycznie sejm mógłby się składać
      z tych 35%. Taka jest prawda!

      Dopiero potem zaczęło się zawracanie Wisły kijem! Komuchy straszyły,
      że unieważnią wybory, że "S" zagrała nie fair, że wynik jest zafałszowany,
      bo była agitacja, żeby komuchów skreślać. A to nieprawda! Myśmy głosowali
      na naszych a żaden z ich kandydatów nie zdobył wymaganych 50% a sami ten
      wymóg wymyślili!

      W końcu strona solidarnościowa zgodziła się na zrobienie drugiej tury,
      co wymagało dekretu rady państwa i poprawienia przez sejm ordynacji wyborczej.
      Do drugiej tury poszło tylko 17%, bo miały być obsadzane mandaty komusze.
      Jaka to legitymacja te 17%?

      Gdyby druga tura była też wolna to żaden komuch by się do sejmu nie wcinął!!!
      • leszek.sopot Re: 35% 04.06.04, 13:17
        basia.basia napisała:
        > Nie wszyscy pamiętają, że to było zwycięstow totalne.
        > -------------------------------------------------------
        > Dlaczego?
        > Było z góry wiadomo, że dostajemy tylko 35% w sejmie!
        > Wielu ludziom się to nie podobało. Uważali to za zdradę
        > przeprowadzoną podczas obrad OS! I nie poszli do wyborów.
        > Dlatego frekwencja była tylko 60%.
        > Przpomnijcie sobie, że w pierwszej turze (a drugiej miało nie być)
        > komuchy i ich pociotki nie zdobyły ani jedenego mandatu!!!!
        > Czyli - wzięliśmy wszystko!!! Teoretycznie sejm mógłby się składać
        > z tych 35%. Taka jest prawda!
        >
        > Dopiero potem zaczęło się zawracanie Wisły kijem! Komuchy straszyły,
        > że unieważnią wybory, że "S" zagrała nie fair, że wynik jest zafałszowany,
        > bo była agitacja, żeby komuchów skreślać. A to nieprawda! Myśmy głosowali
        > na naszych a żaden z ich kandydatów nie zdobył wymaganych 50% a sami ten
        > wymóg wymyślili!
        > W końcu strona solidarnościowa zgodziła się na zrobienie drugiej tury,
        > co wymagało dekretu rady państwa i poprawienia przez sejm ordynacji
        wyborczej. Do drugiej tury poszło tylko 17%, bo miały być obsadzane mandaty
        komusze. Jaka to legitymacja te 17%?

        Masz rację. Ja sobie czasem myślę, że gdyby nie wydarzenia z 4 czerwca w
        Pekinie, to może nasi wybrani już posłowie oraz Komitet Obywatelski postawiłyby
        dużo większy opór członkom PZPR, SD i ZSL. W komentarzach do wyników wyborów
        czasem znajduje takie zdanie, że strona solidarnościowa trochę przestraszyła
        się tych wyników. Wydaje mi się, że w sposób pokojowy można było wówczas wezwać
        stronę przeciwną do odbycia kolejnej rundy rozmów OS - przy takim stole można
        było być może wywalczyć więcej niż przy bilateralnych rozmowach Wałęsa -
        Jaruzelski. Ale i tak ludzie trochę byli mprzybici tymi Chinami.
        Niespodziewanie historia zakpiła z Wyspiańskiego, który naśmiewał się z
        inteligencji w "Weselu", gdyż może to Chiny podszyły strachem nasze
        solidarnościowe elity?

        > Gdyby druga tura była też wolna to żaden komuch by się do sejmu nie wcinął!!!

        Na wpełni wolną turę zapewne nie było szans, ale może z 35 proc. udało by się
        podnieść do 50 proc.?
      • Gość: jeden z członków Re: 35% IP: 212.244.182.* 05.06.04, 01:13
        basia.basia napisała:
        > Nie wszyscy pamiętają, że to było zwycięstow totalne
        > -------------------------------------------------------
        >
        > Dlaczego?
        >
        > Było z góry wiadomo, że dostajemy tylko 35% w sejmie!
        > Wielu ludziom się to nie podobało. Uważali to za zdradę
        > przeprowadzoną podczas obrad OS! I nie poszli do wyborów.
        > Dlatego frekwencja była tylko 60%.
        >
        > Przpomnijcie sobie, że w pierwszej turze (a drugiej miało nie być)
        > komuchy i ich pociotki nie zdobyły ani jedenego mandatu!!!!
        > Czyli - wzięliśmy wszystko!!! Teoretycznie sejm mógłby się składać
        > z tych 35%. Taka jest prawda!
        >
        > Dopiero potem zaczęło się zawracanie Wisły kijem! Komuchy straszyły,
        > że unieważnią wybory, że "S" zagrała nie fair, że wynik jest zafałszowany,
        > bo była agitacja, żeby komuchów skreślać. A to nieprawda! Myśmy głosowali
        > na naszych a żaden z ich kandydatów nie zdobył wymaganych 50% a sami ten
        > wymóg wymyślili!
        >
        > W końcu strona solidarnościowa zgodziła się na zrobienie drugiej tury,
        > co wymagało dekretu rady państwa i poprawienia przez sejm ordynacji
        wyborczej.
        > Do drugiej tury poszło tylko 17%, bo miały być obsadzane mandaty komusze.
        > Jaka to legitymacja te 17%?
        >
        > Gdyby druga tura była też wolna to żaden komuch by się do sejmu nie wcinął!!

        Chyba Cię nieco pamięć zawiodła. O ile sobie przypominam 50% próg dotyczył tzw
        listy krajowej na ktorej znajdowało się 20 kandydatow wytypowanych
        przez "władzę ludową". Wydaje mi się, że dwóch z nich: pierwszy i ostatni
        wymagane 50% osiągnęło, jako że nie wszystkie skreślenia sięgały ich nazwiska.
        Ponad dwieście mandatow było zarezerwowane dla kandydatow PRONu, choć i tu o
        jeden mandat ubiegało się dwoch kandydatów.
        • wojcd Re: 35% 05.06.04, 01:26
          Gość portalu: jeden z członków napisał(a):
          > Chyba Cię nieco pamięć zawiodła. O ile sobie przypominam 50% próg dotyczył tzw
          > listy krajowej na ktorej znajdowało się 20 kandydatow wytypowanych
          > przez "władzę ludową". Wydaje mi się, że dwóch z nich: pierwszy i ostatni
          > wymagane 50% osiągnęło, jako że nie wszystkie skreślenia sięgały ich nazwiska.
          > Ponad dwieście mandatow było zarezerwowane dla kandydatow PRONu, choć i tu o
          > jeden mandat ubiegało się dwoch kandydatów.
          _____________________________________________________________
          Z listy krajowej przeszedl tylko Kozakiewcz. Zlosliwi mowili, ze dlatego bo byl w srodku.
          • wojcd Re: 35% 05.06.04, 02:00
            Przepraszam za wprowadzenie w blad. Sprostowala to Basia.
            Moge tu dodac do jej tekstu smakowity cytat:
            "Jednak podczas wyborów większość Polaków przekreśliła całą listę "na krzyż".
            Szczęście mieli Mikołaj Kozakiewicz i Adam Zieliński - ich nazwiska były umieszczone u
            dołu strony ("krzyż" tam nie sięgał), i dostali mandaty."
            www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_010505/publicystyka/publicystyka_a_3.html
        • basia.basia Re: 35% 05.06.04, 01:51
          Gość portalu: jeden z członków napisał(a):

          > Chyba Cię nieco pamięć zawiodła. O ile sobie przypominam 50% próg dotyczył
          tzw
          > listy krajowej na ktorej znajdowało się 20 kandydatow wytypowanych
          > przez "władzę ludową". Wydaje mi się, że dwóch z nich: pierwszy i ostatni
          > wymagane 50% osiągnęło, jako że nie wszystkie skreślenia sięgały ich
          nazwiska.
          > Ponad dwieście mandatow było zarezerwowane dla kandydatow PRONu, choć i tu o
          > jeden mandat ubiegało się dwoch kandydatów.

          Podaję wyniki za "Reglamentowaną rewolucją" Antoniego Dudka:

          "W wyborach do senatu kandydaci "S" zdobyli 92 mandaty, a ośmiu innych,
          którym zabrakło wymaganej większości, weszło do drugiej tury."

          "(...) strona koalicyjna nie zdobyła ani jednego miejsca w Senacie, a wymaganą
          większość głosów w wyborach do Sejmu uzyskali tylko trzej jej kandydaci (Marian
          Czerwiński z PZPR oraz Teresa Liszcz i Władysław Żabiński z ZSL),
          zawdzięczający to zresztą nieformalnemu poparciu "S". Pozostałych 296 mandatów
          koalicyjnych miało zostać obsadzonych dopiero w drugiej turze."

          "Najbardziej dotkliwy dla władz był upadek listy krajowej, gromadzącej
          większość przywódców partii tworzących koalicję. Z 35 kandydatów umieszczonych
          na liście krajowej jedynie dwóch (Mikołaj Kozakiewicz i Adam Zieliński)
          otrzymało ponad połowę głosów(...)."

          Ode mnie:)
          Na liście krajowej byli: premier Rakowski i wszystkie partyjne tuzy:)
          W wyborach startowali prawie wszyscy sekretarze wojewódzcy, wszyscy
          padli.

          "S" nie zgodziła się, by w drugiej turze startowały te same osoby.
          W drugiej turze nie obowiązywał już wymóg 50% głosów a uczestniczyło
          w nim 25% (poprzednio pomyliłam się - 17% poparło koalicyjnych
          kandydatów do senatu w pierwszej turze) wyborców. "Był to kolejny
          policzek dla koalicji (...)."
    • indris Nie MY wygraliśmy... 04.06.04, 13:15
      ...to komuna przegrała. Podobnie jak II wojnę światową przegrał Hitler, ale
      zwycięstwo Polski jest co najmniej dyskusyjne. Wygrali inteligentni oszuści,
      którzy opanowali kierownictwo opozycji.
      Sam byłem w owym dniu mężem zaufania KO "S". Komuny miałem dosyć, ale NIE z
      tego powodu, co owi oszuści. I niewiele ponad rok po tych wyborach głosowałem
      na Tymińskiego. Bo III RP jest państwem prawie tak dla mnie obcym jak III RP.
      W TOK-FM dziennikarze mówili: teraz to MY decydujemy. Może myśleli o sobie...
      Bo ja wypraszam sobie sugestię, że to MY zdecydowaliśmy o wplątaniu się w
      iracką awanturę, czy o sprzedaży STOEN-u, prywatyzacji PKP i takich innych...
      • Gość: Kagan Re: Nie MY wygraliśmy... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.06.04, 17:15
        Masz racje, Indris: w III RP ma tyle samo do powiedzenia co w PRLu, czyli nic...
    • Gość: Andrzej.A Re: 4 czerwca 1989 wygraliśmy z komuną! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.04, 23:57
      Przykro mi to stwierdzić, ale nie uważam aby tytuł nadany przez Ciebie temu
      fragmentowi dyskusji na forum był prawdziwy. Jeszcze nie wygraliśmy, a upłynęło
      od tamtych wydarzeń 15 lat.
    • Gość: t1s Re: 4 czerwca 1989 wygraliśmy z komuną! IP: *.aster.pl / *.aster.pl 05.06.04, 00:51
      Na telewizji Puls był po ósmej program z Wałęsą. Trochę bajdurzył ale fajnie go
      było posłuchać. Napisy końcowe już leciały a on się dopiero rozkręcał, wstał i
      z nadzieją spytał "to, co jedziemy dalej?":)
      • wojcd Re: 4 czerwca 1989 wygraliśmy z komuną! 05.06.04, 01:02
        Gość portalu: t1s napisał(a):

        > Na telewizji Puls był po ósmej program z Wałęsą. Trochę bajdurzył ale fajnie go
        > było posłuchać. Napisy końcowe już leciały a on się dopiero rozkręcał, wstał i
        > z nadzieją spytał "to, co jedziemy dalej?":)
        ____________________________________________________________
        Walesy trzeba umiec sluchac. Szczegolnie wtedy gdy mowi metaforami.
        Szkoda, ze troche sie pogubil.
        • Gość: t1s Re: 4 czerwca 1989 wygraliśmy z komuną! IP: *.aster.pl / *.aster.pl 05.06.04, 01:10
          wojcd napisał:

          > Gość portalu: t1s napisał(a):
          >
          > > Na telewizji Puls był po ósmej program z Wałęsą. Trochę bajdurzył ale fajn
          > ie go
          > > było posłuchać. Napisy końcowe już leciały a on się dopiero rozkręcał, wst
          > ał i
          > > z nadzieją spytał "to, co jedziemy dalej?":)
          > ____________________________________________________________
          > Walesy trzeba umiec sluchac. Szczegolnie wtedy gdy mowi metaforami.
          > Szkoda, ze troche sie pogubil.


          Nie nadążał myśli w słowa przemieniać. Ale i tak dobrze wypadł. I tylko to
          bredzenie o Kuklińskim...
          • wojcd Re: 4 czerwca 1989 wygraliśmy z komuną! 05.06.04, 01:19
            Gość portalu: t1s napisał(a):
            > > Walesy trzeba umiec sluchac. Szczegolnie wtedy gdy mowi metaforami.
            > > Szkoda, ze troche sie pogubil.
            >
            > Nie nadążał myśli w słowa przemieniać. Ale i tak dobrze wypadł. I tylko to
            > bredzenie o Kuklińskim...
            _________________________________________________________________
            Pamietam kilka jego swietnych stwierdzen.

            No to robimy NATO-Bis.
            Chlopcy z Zachodu zglupieli i pomysleli - on cos kompinuje i co? Szybciutko nas
            przyjeli.

            Pamietam takze jak przepytywany przez Czajkowska (chyba) w Linii Specjalnej
            powiedzial, ze Zachod widzi Polske - 20 mln ludzi i las.
            I juz mialem obraz polityki Zachodu wzgledem Polski.
            • Gość: t1s Re: 4 czerwca 1989 wygraliśmy z komuną! IP: *.aster.pl / *.aster.pl 05.06.04, 01:54
              Powiedział dzisiaj mniej więcej coś takiego, że prezydentura Kwacha zmarnowała
              pięć minut, jakie miała Polska. Bo mógł Kwaśniewski dostać jedynie ochłapy ze
              stołu.
              I rację miał Wałęsa. Przed nim głowy największych mocarstw na baczność stawały.
              • wojcd Re: 4 czerwca 1989 wygraliśmy z komuną! 05.06.04, 02:05
                Gość portalu: t1s napisał(a):

                > Powiedział dzisiaj mniej więcej coś takiego, że prezydentura Kwacha zmarnowała
                > pięć minut, jakie miała Polska. Bo mógł Kwaśniewski dostać jedynie ochłapy ze
                > stołu.
                > I rację miał Wałęsa. Przed nim głowy największych mocarstw na baczność stawały.
                _______________________________________________________________
                Pamietam DOSKONALE jak relacjonowaly nasze media jego wyjazd do USA.
                Skandal!!!!
                Pamietam jak relacjonowli jego wizyte w Japoni.
                Skandal!!!!
                (Dla podkreslenia wagi wizyty czlonkowie rodziny cesarskiej nie towarzyszli Walesie
                jedynie do wychodka. A jak to bylo u nas relacjonowane???)
                • Gość: t1s Re: 4 czerwca 1989 wygraliśmy z komuną! IP: *.aster.pl / *.aster.pl 05.06.04, 02:12
                  wojcd napisał:

                  > Gość portalu: t1s napisał(a):
                  >
                  > > Powiedział dzisiaj mniej więcej coś takiego, że prezydentura Kwacha zmarno
                  > wała
                  > > pięć minut, jakie miała Polska. Bo mógł Kwaśniewski dostać jedynie ochłapy
                  > ze
                  > > stołu.
                  > > I rację miał Wałęsa. Przed nim głowy największych mocarstw na baczność sta
                  > wały.
                  > _______________________________________________________________
                  > Pamietam DOSKONALE jak relacjonowaly nasze media jego wyjazd do USA.
                  > Skandal!!!!
                  > Pamietam jak relacjonowli jego wizyte w Japoni.
                  > Skandal!!!!
                  > (Dla podkreslenia wagi wizyty czlonkowie rodziny cesarskiej nie towarzyszli
                  Wal
                  > esie
                  > jedynie do wychodka. A jak to bylo u nas relacjonowane???)
                  >


                  Otoż to. W tym programie przypomniano też-co wcześniej jakoś mi umknęło-że
                  Wałęsę do Brukseli zaprosił Pat Cox, nie władze Polskie. One sobie w tym czasie
                  flage wyrywały.
                  • wojcd Re: 4 czerwca 1989 wygraliśmy z komuną! 05.06.04, 02:32
                    Gość portalu: t1s napisał(a):

                    > Otoż to. W tym programie przypomniano też-co wcześniej jakoś mi umknęło-że
                    > Wałęsę do Brukseli zaprosił Pat Cox, nie władze Polskie. One sobie w tym czasie
                    > flage wyrywały.
                    ________________________________________________________________
                    Wiesz tls
                    bylem w 1986/87 w USA. Walesa wtedy byl nikim. Spotkalismy (3 Polakow) bardzo
                    bystrego Amerykanina zakonnika. I tak sobie gawedzac zaskoczyl on nas takim
                    tekstem.
                    My chcemy, zeby nasz prezydent byl taki jak my (mowa o Reganie). By popelnial bledy
                    jezykowe, taki swoj chlop. Dlatego jak ktos madrze gada, to my mu mowimy - ty idz na
                    uniwersytet, do polityki sie nie nadajesz. I dalej - dla nas Amerykanow Papiez nie jest
                    jakas wielka indywidualnoscia. Ale gdyby przyjechal Walesa, to
                    PRZYJELI BYSMY GO JAK KROLA.
                    Ja sobie tak po cichu pomyslalem o czym ten czlowiek pieprzy?
                    On zakonnik do tego i tak porownuje Papieza i Walese?
                    I widzisz przyszedl rok 1989. Zaczelo sie i ja sobie przypomnialem te rozmowe.
                    BYLEM ZASZOKOWANY.
                    On mial racje.
                    • Gość: KOMUNA Tak, Walesa to wielki mysliciel IP: *.plock.sdi.tpnet.pl 05.06.04, 18:13
                      Tak Walesa to wielki mysliciel tylko potrzebuje tłumaczy, którzy przełożą to po
                      naszemu w naszem interesie.
                      hahahahah......ahahahhahahahah..hahahhahah......

                      Na zachodzie mowili tak, jak wasz prezedent taki glupi, to jacy inni muszą być?
                      A My na to, oczywiscie że jeszcze glupsi, dlatego interes z przejeciem calego
                      kraju na naszą wlasnosc musi wypalić. I wypalil. hahahahhahahahah...hahahah
    • Gość: Lena 4 czerwca 1989 - rzadzi ODRODZONA ŻYDO-komuna IP: *.twmi.rr.com 05.06.04, 02:50
      za plecami NAIWNIAKA elektryka Wałesy objeła władze.

      W 1981 roku cała granda „komandosów” tzn. SYNUSIÓW "puławian" („puławianie” -
      to była frakcja obywateli polskich, ale żydowskiej narodowości w
      komunistycznym PZPR-e z lat 1956-1968) typu Michnik, Geremek(PZPR-owiec od
      1950r), Mazowiecki ...itp. finasowani przez żydów amerykanskich, przygotowywali
      się LATAMI i wyczekiwali na KOLEJNY bunt sfrustrowanych polskich robotników
      przeciw kremlowskiemu reżimowi PRL-u, aby WYKOŻYSTAĆ odpowieni moment i zająć
      DOGODNE pozycje polityczne do kolejnego PRZEJĘCIA władzy w Polsce.

      Sami żydzi w Polsce nie mogli by ODRAZU samodzielnie stanąć na czele buntu
      robotników w Polsce, gdyż byli skompromitowani politycznie w oczach Polaków.
      Zdawali sobie z tego doskonale sprawę i ZAPLANOWALI na poczatku buntu
      robotniczego WCISNĄĆ się w RZĄDKU za plecami przywdcy robotniczego, którym
      akurat był BEZ wykształcenia, zwykły robotnik Wałęsa.

      „Komandosi” żydowscy byli już DOŚWIADCZONYMI graczami polityczni z lat 1960-
      tych i 1970-tych, a zawzięty robotnik Wałesa, jeszcze w 1981 roku był jeszcze
      manipulowanym CIEMNAIAKIEM politycznym i potrzebował wsparcia
      jakiś "doradców", gdyż sam NIC by nie zdzałał.

      Za plecami Wałęsy ustawiły dwa zastępy „DORADCÓW”: o narodowych POLSKICH i
      patriotycznych OPCJACH politycznych i tych „komandosów-desydentów po-
      gomułkowskich” z żydowską tożsamością liberalno-masońską walczacych o władze,
      oraz przywileje, ALE dla SAMYCH SIEBIE jak za czasów komuny W.Gomułki.

      Ci „komandosi-desydenci” mieli bardzo poważne wsparcie MEDIÓW zachodu i
      Ameryki, ktore są przecież w rekach żydowskich, oraz rzecz jasna, że POPYCHAJĄ
      w wielką politykę „swich” TĘPIĄC jakiś tam polskie narodowe interesy..... itp.

      Za plecami Wałesy, odbywałą sie ZAWZIĘTA walka miedzy tymi dwoma
      obozami „doradców” , ale wygrali tą walkę ci, co mieli wsparcie ŻYDOWSKIEJ
      MIĘDZYNARODÓWKI medialnej i tej politycznej co OSACZYŁA Biały Dom.

      Po wprowadzeniu stanu wojennego 13 grudnia 1981 roku i wyłapaniu oraz
      INTERNOWANIU wszystkich aktywistów buntu przeciwko „władzy ludowej” PRL-
      u, „komnadosi” postanowili się POZBYĆ konkurentów NSZZ Solidarność z
      orientacją „narodowo- patriotyczną”, aby w PRZYSZŁŚCI nie przeszkadzali im w
      OSTATECZNEJ rozgrywce walki o władze w Polsce, która była NIE UNIKNIONA.

      „Komandossi” więc kolaborując z komuchami INSYNUOWALI reżimowi Jaruzelskiego,
      aby tych „narodowo-patriotycznych” działaczy z NZZ Solidarności WYGONIĆ z
      Polski i skazać na BANICJĘ z Polski.

      Wobec tych okoliczności NAJBARDZIE WYKSZTAŁCONYCH, NAUKOWCÓW działaczy o
      orientacji NARODOWO-PATRIOTYCZNEJ "zachecano" do wyjazdu z Polski w świat
      szeroki na rmigrację, maltretowaniem, GROŹBAMI śmierci itp. oraz JEDNOCZEŚNIE
      wciskano paszporty do rąk i BEZ WYPEŁANIANIA podania o ten paszport , tak aby w
      przyszłości NIE BYŁO ich w Polsce i w przyszłosci NIE przeszkadzali „żydo-
      desydentom" w późniejszej walce o władze w Polsce, oraz nie domagali się
      SPARAWIDLIWOŚCI w kraju, UKARANIA komunistycznych zbrodniarzy, oraz ukarania
      ZŁODZIEJI PRL-u, którzy ROZKRADLI finanse Polski na dwa pokolenia DO PRZODU.

      8 tysziecy NAJBARDZIEJ WYKSZTAŁCONYCH AKTYWISTÓW działaczy NSZ Solidarnoś,
      których więziono w więzieniach (nie, nie w pensjonatach wypoczynkowych !)
      straszonych śmiercią wreczano „wolność” paszportem, ale ze stęplem -
      JEDNOKROTNYM PRAWEM PRZEKROCZENIA GRANICY Polski i BEZ PRAWA POWROTU do
      Polski.

      Tak oto właśnie bandyta Jaruzelski, „doradcy - DESYDENCI” za cichą zgodą
      Wałesy WYRZUCILI z Polski swoją KONKURENCJĘ, a był to kwiat polskiej
      inteligencji. Ta BANICJA mści się do dzisiaj na Polsce, gdyż żydo-komuna
      dokonała kolejnego DRENAŻU MUZGU Polskiego Narodu i teraz PONIEWIERA Polska i
      Polakami (nie wymordowali i załatwili polską inteligencję
      troche „humanitarniej” niż to zrobili na inteligencji polskiej po 17 wrzesnia
      1939 roku – po napadzie Stalina na Polskę w myśl umowy Ribbentrop -Molotov).

      Należy ZAWSZE o tym PAMIĘTAĆ, że to właśnie ci działacze solidarnośći o
      orentacji „narodowo-patriotycznej” wynieśli na szczyt i zrobili Wałesę swim
      przedstawicielem do NEGOCJACJI z komunistycznymi władzami PRL-u w sierpniu 1981
      roku.

      4 czerwca 1989 ODRODZONA żydo-komuna bez przeszkód objeła władze.

      Zacytujmy w tym kontekscie bardzo szczery komentarz do zjednoczenia Niemiec
      zamieszczony na lamach wychodzacej w Tel Avivie gazety "Jediot Achronot":

      "Od tej chwili beda zjednoczone Niemcy testowane codziennie i co godzine.
      Poddane zostana stalej kontroli, kontroli bez czasowych ograniczen.

      My, ocalency z Holocaustu jestesmy zobowiazani wobec siebie samich i wobec
      naszych meczennikow, zeby taka kontrola odbywala sie bez chwili przerwy".

      Bez watpienia takiej kontroli podlegac ma rowniez Polska od 4 czerwca 1989
      roku, o czym swiadcza np. inspekcje Ligi Przeciw Znieslawieniu w naszym kraju,
      tym "wszechpolskim mateczniku ciemniactwa" (Andrzej Szczypiorski) czy raporty
      na temat "stanu antysemityzmu w swiecie" (takze w Polsce sporzadzane przez
      Amerykanski Komitet Zydowski i londynski Instytut Studiow Zydowskich [9].

      Jeden z autorow raportu Anthony Lerman napisal przy okazji kontrowersji na
      temat kazania ksiedza Jankowskiego:

      "Zachowanie prezydenta Walesy po gdanskim kazaniu nakazuje od nowa przyjrzec
      sie prawdziwemu obliczu polskich politykow i zwrocic uwage, jakimi haslami beda
      sie poslugiwac, by utrzymac sie przy wladzy".

      Polacy, po to, aby znalezc sie w nowym porzadku europejskimi i swiatowym, musza
      znalezc sobie nowaz tozsamosc, tozsamosc winy za "antysemityzm", ktory byl
      waznym czynnikiem dla wyboru wlasnie Polski na miejsce "Holocaustu".

      Winnym za holocoust czuł tez sie Bolek Wałesa.

      Czesc polskich elit akceptuje status Polakow jako "metafizycznych wrogow"
      nadany im przez religie "Holocaustu", aby czerpac z tego tytul do sprawowania
      wladzy nad narodem zepchnietym w stan "teologicznego ponizenia", i na tej
      plaszczyznie ideologicznej kolaborowac ze Stanami Zjednoczonymi w ramach Nowego
      Porzadku Swiatowego.

      Dlatego w Polsce MUSI rzadzić ODRODZONA ZYDO-KOMUNA.


      • Gość: Kagan Re: 4 czerwca 1989 - rzadzi ODRODZONA ŻYDO-komun IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.06.04, 17:20
        Niestety, ale masz racje. ja jestem jednycm z tych b. dzialaczy "S" co musieli
        opuscic Polske w pamietnym roku 1981. Nie to, zebym osobiscie narzekal, bo w
        Polsce nie bedac partyjnym ani katolikiem nie zrobilbym doktoratu (i to nie
        dosc, ze za darmo, ale jeszce mi za to placili, bo na zachodzie gdzie stosuja
        krtyeria merytoryczne moglem wygrc konkurs na prestizowe rzadowe stypendium),
        nie zbudowalbym domu z uczciwej pracy, nie wyksztalcicl dzieci an dobrych
        uczelniach, czy wreszcie nie poznal bym, i to a darmo (podroze sluzbowe,
        stpendia itp.) pol swiata. Ale moj zysk byl zyskiem dla zagranicy, a nie dla
        Polski, gdzie wciaz rzadza elity post-PZPRowskie z Michnikiem I Kwasniewskim na
        czele...:(
    • Gość: waldemas Re: 4 czerwca 1989 wygraliśmy z komuną! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.06.04, 08:30
      tak wygralas z komuna, ze dostajesz od nich po dupie az po dzisiejszy zasrany
      deszczowy dzien. i siedzisz przed kompem i mozesz sobie tylko popierdywac.
    • Gość: KBW Re: 4 czerwca 1989 oszukano ludzi IP: 62.233.230.* 05.06.04, 14:00
      Dla kogo to byla wygrana pokazal ostatni sondaz, ten w ktorym polacy uwazaja ze
      wiecej dla polski zrobil Gierek niz marionetka zachodnich bankierow i Watykanu
      Walesa.
      • Gość: le 4 czerwca 1989 dano szansę na rozwój IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.06.04, 15:01
        Z tym, że Gierek to był taki sam złodziej jak Lepper - pożyczał i nie chciał
        oddać.
        Niestety gdyby nie ten kompromis, gdyby u nas nie rządzili przez 45 lat
        komuniści, gdyby od samego początku przemian w 1989 roku wszyscy byśmy mieli
        przynajmniej podobne szanse na stworzenie własnych miejsc pracy... Los
        zadecydował tak, że musieliśmy żyć przez 45 lat z komunistami na karku. W 1989
        r. byli jeszcze silni, trzeba było zawrzeć z nimi kompromis. Przecież naszym
        nauczycielem był Popiełuszko, który wzywał by złu się dobrem odpłacać. Może się
        mylił, a może w nas tego dobra zabrakło?
        • Gość: Kagan Re: 4 czerwca 1989 dano szansę na rozwój IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.06.04, 17:24
          Girek., w odroznieniu od Walesy nie byl zlodziejem - Walesa sie przyznal w
          swych pamietnikach wydanych w angielskim tlumaczeniu, ze kradl w sklepach.
          Gierek za pozyczki budowal fabryki, ale bandyta Reagan nalozyl wtedy embargo na
          Polske, i nie mogac spzedwac za dolary, nie moglismy splacic dlugu, ktory i tak
          byl za Gierka znacznie mniejszy niz dzis, po 15 latach rzadu syjonistycznej
          postkomuny Michnika-Szechtera i Kwasniewskiego-Stoltzamana... :(
          • Gość: KOMUNA Tyy, Kaaagaan IP: *.plock.sdi.tpnet.pl 05.06.04, 17:31
            Tyyy sieee oddddpieprz oddemnie, booo poożaaałuujesz
            • Gość: Kagan Re: Tyy, Kaaagaan IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.06.04, 17:45
              To ma byc argument w dyskusji?
        • Gość: KOMUNA hahahahahahahahaaaaahaaahaaaaa IP: *.plock.sdi.tpnet.pl 05.06.04, 17:27
          Głupoty za dużo, a nie dobra za mało.
          Jakim ciemniakiem trzeba być, aby uwierzyć np. w rozum Wałęsy, albo pomoc
          robotnikom przez Geremka, Michnika i im podobnych?
          hahahahahahahah.................hahahahahahahah.aa................aahahahahahaha
    • Gość: KOMUNA Hahahaahahahahahahahahahahahahahhahahahaaaaaa IP: *.plock.sdi.tpnet.pl 05.06.04, 15:25
      Czwartego czerwca był mój wielki dzień, to był początek objęcia przez moich
      ludzi rzeczywistej bo ekonomicznej władzy nad 40 milionowym motłochem i jego
      całym majątkiem.
      Mam i trzymam i nigdy nie oddam.
      Głupcy, po tylu latach jeszcze nie pojęli. Ich zwycięstwo???
      hahahhhahahaaaa......aahhahahahahhaahahahaaaa...................hahahahahaha....
      .........hhahahaaaaaahahahahahhahahahahaa.
      • Gość: stąd Re: Do KOMUNY IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.06.04, 15:35
        Twoje dni są już policzone.
    • Gość: Kagan Re: 4 czerwca 1989 wygraliśmy z komuną! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.06.04, 17:13
      Nie my, moze Michnik, ale on reprezentuje przecxiez israel i syjonistycznego
      wasala isreal'a, czyli USA, a nie Polske.
      Polacy wygrali zas glownie biede i bezrobocie...:(
    • Gość: Tomasz To prawda, ale Polska przegrała IP: *.ibch.poznan.pl 05.06.04, 17:26
      Zmienilismy także pana. Kto inny teraz trzyma smycz.
      • Gość: KOMUNA Ja głupole jesteście IP: *.plock.sdi.tpnet.pl 05.06.04, 17:40
        Pozornie chłopcze, pozornie. Ja mogę się nazywać różnie, zależy od potrzeb,
        ważne jest tylko to abym ją trzymała, a teraz trzymam ją porządnie, cały wasz
        dotychczasowy majątek jest mój.
        A moje wcześniejsze czyny i cała komuna robotniczo chłopska hahahahahaaa, to
        tylko po to, aby waszymi rękami wymordować warstwę właścicieli, a potem dalej
        to już przejąć wszystko było łatwo, nad wyraz łatwo. Tak łatwo, że jeszcze
        teraz nie wiecie co się stało.
        hahahahah.....hahahahahhhahahahahaa...........hahahahahahahahahhahahahaha
    • Gość: KOMUNA Tylko o przeszłości potaficie rozmawiać IP: *.plock.sdi.tpnet.pl 05.06.04, 18:03
      Dlatego nie jesteście w stanie nic zrobić na przyszłość aby samemu ją
      ukształtować. Nic, kompletnie nic , zero, zero zero. Rozumku wam brakuje, nie
      jesteście w stanie czegokolwiek zrobić. Nie jesteście nawet w stanie ustalić
      celu, a o jego osiągnięciu hhhhhahahahah, nie ma mowy. Czasami zdarza się wsród
      was genialny gość, ale wy jesteście za tępi aby to dostrzec, a jak nawet to
      jesteście za tchórzliwi aby go poprzeć. tupnę nogą, a wy do budy
      hahhhahahahah..........hahahahahahahah.......hahahahah
      • Gość: stąd Też tak myślę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.06.04, 19:25
        Przynajmniej w jednym mogę się z Tobą zgodzić.
    • colas.breugnon kto wygrał? co wygrał? 05.06.04, 19:46
      na pewno wygrał?
      • Gość: KOMUNA Re: kto wygrał? co wygrał? IP: *.plock.sdi.tpnet.pl 05.06.04, 19:54
        moralne zwycięstwo, tylko jeszcze nie ustalili kto je odniósł.
        hahahahahha........hahhahahahahha........ahahahahahhaha..aaa..a.a.a
    • Gość: basia.basia Bilans 15-lecia wg prof. Wnuka-Lipińskiego IP: *.localdomain / *.kim.pl 07.06.04, 15:26
      http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_040605/plus_minus_a_3.html

      Fragmenty:

      Podwójne życie demokracji
      Edmund Wnuk-Lipiński

      "... Zastanawiające jest jednak, że po tych piętnastu latach, w ciągu których
      udało się nam zrealizować cele przekraczające wyobraźnię ludzi tworzących
      podwaliny transformacji, nastroje społeczne są bardzo kiepskie.

      Są najgorsze od początku transformacji...

      ... a Polska właściwie nie ma rządu. I narastają w społeczeństwie nastroje
      kontestacji, frustracji.

      Jeszcze narastają? Przecież zaufanie do instytucji demokratycznych jest już na
      poziomie jednocyfrowym. Gdzie jest więc ta granica narastania?

      Granicą jest wypowiedzenie poparcia w ogóle. Całej klasie politycznej. Ludzie
      postrzegają instytucje demokratyczne jako fasady, za którymi dopiero tętni
      realne życie. I trzeba sprawić, by to życie wróciło do instytucji.

      Co się właściwie zdarzyło 4 czerwca 1989 roku? Dlaczego akurat ta data jest
      uważana za punkt zwrotny w naszej historii?

      Procesy, które zostały uruchomione przez Okrągły Stół, a zwłaszcza przez wybory
      4 czerwca 1989 roku, zmiotły stary system. Wybory cofnęły nawet pozory
      legitymizacji tamtego systemu. Mógł rządzić dalej tylko nagą siłą, nie
      powołując się ani na ideologię, bo ta umarła wraz z wprowadzeniem stanu
      wojennego, ani na wolę ludu. To było oczywiste nawet dla najbardziej ślepych
      ludzi. Mur berliński był tylko następstwem, a nie przyczyną tego, co się stało
      w Polsce. Błędem historycznym, choć rozpowszechnionym, jest twierdzenie, że
      upadek muru zapoczątkował przemiany w Europie Wschodniej. Zapoczątkowały je
      nasze wybory.

      Może, gdy runął mur berliński jesienią 1989 roku i krótko potem rozwiązała się
      PZPR, należało przyspieszyć?

      Czy nadal należało być wtedy lojalnym wobec kontraktów Okrągłego Stołu? Czy
      rozwiązanie PZPR nie było dobrym momentem, by wyzerować sytuację? To bardzo
      ważne pytania. Lojalność dużej części solidarnościowych liderów wobec kontraktu
      Okrągłego Stołu przetrwała istnienie PZPR. Bo była jeszcze obawa, że jeśli nie
      zapewnimy komunistom miękkiego lądowania w nowej rzeczywistości, to mogą
      wywrócić szachownicę, zmobilizować resorty siłowe, które jeszcze wtedy
      kontrolowali. Nie twierdzę, że te obawy były uzasadnione. Ale niewątpliwe
      istniały.

      To jak właściwie brzmi odpowiedź na moje pytanie?

      Partner umów Okrągłego Stołu przynajmniej formalnie przestał istnieć. Gdybyśmy
      wtedy wyzerowali wszystko, mielibyśmy dużo mniej kłopotów dzisiaj. Łatwiej jest
      budować instytucje od nowa, niż je przekształcać. Bo instytucje mają - jak to
      nazywają socjologowie - instytucjonalną pamięć. Odtwarzają układy, sposoby
      działania, choć nie pasują one do nowej rzeczywistości i zakłócają czytelność
      reguł gry.

      Wyzerować wszystko?

      Przejąć resorty siłowe, zastosować opcję zerową w służbach specjalnych, także
      wojskowych. Odebrać partiom starego systemu cały ich majątek, aby wszystkie
      siły polityczne, także te, które wyłoniły się później z "Solidarności", miały
      równy start. Bano się jednak, że zęby PRL, choć spróchniałe, ciągle mogły gryźć.

      To był jedyny błąd, jaki popełniły elity solidarnościowe?

      Ależ skąd! Podstawowym błędem było uznanie, że cała przestrzeń polityczna
      należy do "Solidarności". Że tylko my walczymy o władzę, że nic nie istnieje
      oprócz nas. To się zaczęło wtedy, gdy Wałęsa ogłosił wojnę na górze, a premier
      Mazowiecki zdecydował się przeciw niemu kandydować.

      Jakie były tego konsekwencje?

      W polityce nastąpiło brutalne przesunięcia od świata wartości do świata
      interesów. Ludzie "Solidarności" traktowali swoich dawnych kolegów jak wrogów i
      atakowali się bezpardonowo. Ale atakowali nie dlatego, że ci drudzy robili coś
      złego, lecz że byli przeszkodą do zdobycia władzy. To spowodowało początek
      zjawiska, które możemy obserwować do dzisiaj - w polityce nie ma autorytetów.
      Liderzy "Solidarności" wzajemnie podcinali gałęzie, na których siedzieli inni,
      ale spadli wszyscy.

      "Solidarność" nie powinna się podzielić?

      Podział "Solidarności" był nieuchronny. Błędem było, jak to się stało. Można
      było przecież inaczej: wy macie poglądy lewicowe, my mamy poglądy prawicowe,
      zostajemy przy swoich poglądach i usiłujemy do tych poglądów przekonać innych.
      Zacząłby się wtedy normalny proces formowania się elektoratów różnych ugrupowań
      partyjnych, które wyłoniły się z "Solidarności". Stało się jednak inaczej. Na
      dodatek dawna nomenklatura znalazła się wśród wygranych, przynajmniej
      ekonomicznie. Ludzie dawnego systemu dokonali konwersji kapitału politycznego w
      ekonomiczny. Ale to zniknęło z pola widzenia liderów "Solidarności" zajętych
      głównie sobą.

      Co masy, które zaufały "Solidarności", mogły w takiej sytuacji odczuwać?
      Dezorientację i opuszczenie. A przede wszystkim poczucie niesprawiedliwości.
      Oni się biją o władzę, a nie myślą o tym, co się z nami dzieje.
      (...)

      Były też inne błędy. W 1993 roku, gdy pierwszy raz doszła do władzy koalicja
      SLD - PSL, wahnięcie w lewo nie było tak duże, jak wskazywałyby wyniki wyborów.
      Jedna trzecia głosów została zmarnowana, bo obóz postsolidarnościowy nie
      potrafił się zjednoczyć. Gdyby ludzie "Solidarności" wystartowali razem, to
      reformy, za które wziął się dopiero rząd Buzka, najprawdopodobniej zostałyby
      wprowadzone już wtedy. Bylibyśmy o cztery lata do przodu w modernizacji kraju,
      a SLD musiałby kontynuować te reformy, tak jak musiał kontynuować reformy
      Balcerowicza z początku transformacji.

      Z tego, co pan mówi, wynika, że jednak na początku politykom obozu
      solidarnościowego o coś chodziło. Dzisiaj zdaje się, że tzw. klasie politycznej
      już o nic nie chodzi.

      Dzisiaj większości chodzi o kasę i wpływy. Pod tym względem nastąpił regres
      polityki. Polityka, która nie ma celu, wizji wykraczającej poza termin
      kadencji, jest nastawiona na realizację interesów...

      Jakich?

      Interesów redukowanych do korzyści partyjnych albo, nie daj Boże, prywatnych,
      co widzimy po aferach korupcyjnych. Duża część klasy politycznej - ale przecież
      nie cała - uległa pokusie, którą nazywam sieroctwem po PRL. Takie
      nuworyszowskie sieroctwo po PRL.

      Jakiej pokusie?

      Pokusie zamiany ideałów na pieniądze. Spieniężenie ich. Korupcja jest chorobą,
      która jest zaraźliwa i która nie zna granic partyjnych. W dodatku można
      dostrzec bardzo niedobry kierunek ewolucji w polskiej demokracji - tego typu
      postawy są premiowane, a taka strategia okazuje się skuteczna.

      Sondaże opinii publicznej wskazują chyba, że nie jest skuteczna?

      Gdyby nie była skuteczna, to nie mielibyśmy podwójnego życia publicznego.
      Fasadowego - formalnego, i niefasadowego - realnego. Tę podwójność ujawniły
      liczne w ostatnim okresie afery, z aferą Rywina na czele, która pokazała prawdę
      o mechanizmach funkcjonowania władzy na najwyższych szczeblach. Tak więc
      strategia rezygnacji z ideałów jest skuteczna, bo prowadzi do zdobywania
      większych pieniędzy i osiągania większych wpływów. Jeżeli takie premiowanie nie
      zostanie ukrócone, to polska demokracja będzie nadal przechodziła ciężka
      chorobę, która może stać się chorobą terminalną.

      Co to znaczy?

      Ludzie kompletnie stracą zaufanie do instytucji życia demokratycznego. I
      przyjdzie jakiś dyktator pod hasłem robienia porządków. Nie należy się łudzić,
      że zaprowadzi porządek. On zaprowadzi tylko swój porządek.

      Historia polityczna III RP przebiega - począwszy od wyborów parlamentarnych
      1991 roku aż do teraz - na zasadzie wahadła, które wychyla się coraz bardziej.
      Może dzisiaj doszliśmy już do takiego momentu, że zaraz wypadnie ono z
      demokratycznego toru?

      Metafora wahadła trafnie opisuje przemieszczanie się władzy pomiędzy rządem a
      opozycją. I jest to zjawisko naturalne w demokracjach, choć przebiega nie tak
      konsekwentnie jak w Polsce - z kadencji na kadencję. Baza społeczna poszukuje
      alternatywy dla istniejącej polityki. I to znaczy, że kolejny wybór głosujących
      też nie spełni
      • Gość: jack Re: Bilans 15-lecia wg prof. Wnuka-Lipińskiego IP: *.proxy.aol.com 07.06.04, 16:09
        "..Podział "Solidarności" był nieuchronny. Błędem było, jak to się stało.
        Można było przecież inaczej: wy macie poglądy lewicowe, my mamy poglądy
        prawicowe, zostajemy przy swoich poglądach i usiłujemy do tych poglądów
        przekonać innych.
        Zacząłby się wtedy normalny proces formowania się elektoratów różnych ugrupowań
        partyjnych, które wyłoniły się z "Solidarności"..."

        Podstawowym bledem bylo wydaje sie nie wylowienie z 10 mil. ruchu partii
        politycznych.
        Labour Party w Anglii miala taki wlasnie rodowod.
        Jako calosc "S" nie mogla istniec, gdyz interesy grup spolecznych w niej
        skupionych byly od poczatku sprzeczne.
        Podzial wewnatrz S nastapil niezauwazalnie dla spoleczenstwa.
        Na zewnatrz monolit z postaciami sztandarowymi Walesy i Bujaka.
        Wewnatrz od dawna wyloniony miedzy soba sztab S w ktorym rozstrzygajaca role
        odgrywali doradcy.
        W istocie 4.06.089 wiekszosc wyborcow glosowala na S z lat 80-81 nie zdajac
        sobie sprawy z przetasowan i eliminacji odbytych w ruchu.
        Kamuflaz ten zostal po roku w wyborach prezydenckich przez wyborcow ukarany
        przez wyeliminowanie Mazowieckiego w I turze wyborow prezydenckich.
        W 93 doprowadzil do objecia wladzy przez druga czesc biesiadnikow OS.
        Powiazania zawarte w trakcie OS przetrwaly do dnia dzisiejszego.
        To wlasnie grupa OS z taka sila domaga sie uznania poprzez media waznosci tej
        daty i swych dokonan.
        W istocie duza czesc spoleczenstwa rozumie dzis bluesa, neguje waznosc tej daty.

        "...Czy nadal należało być wtedy lojalnym wobec kontraktów Okrągłego Stołu?.."
        Pytanie wlasciwe i spektakularne.
        W swietle zaszlych w Europie wydarzen 89 i 90 r. porozumienia OS powinny zostac
        zerwane juz po dojsciu Havla do wladzy a najpozniej po upadku muru berlinskiego.
        To nie nastapilo a wrecz maniacko demonstrowano cos innego.
        Udzial w praniu mozgow narodu przez Michnika jest tego symbolem.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja