W sprawie lekarzy wystarczył zwykły program komput

05.01.12, 18:00
zwykły program komputerowy, odpowiednio wcześnie zbudowany i dostarczony na czas do zapoznania się z jego działaniem do każdego lekarza wypisujacego recepty.
Po co tyle zamętu?
Ten program z założenia mieli dostarczyć lekarzom ci od rozliczania recept.
Więc i Ministerstwo Zdrowia lub NFZ.
Po co w to mieszać i obarczać winą lekarzy?
    • wlodzimierz.ilicz Lata 70-te USA: 05.01.12, 18:13
      Mężczyzna wchodzi do sklepu z oprogramowaniem i mówi:
      -Chciałbym kupić ten rewelacyjny program komputerowy do prowadzenia biura, nazywa się chyba Spreadsheet...
      -Ale pan wie, że aby działał on wymaga posiadania komputera?
      -Co pan powie. No to proszę zapakować razem.
    • kaczyjar Re: W sprawie lekarzy wystarczył zwykły program k 05.01.12, 18:17
      Komu dostarczyć??? Byłem wczoraj u lekarza w Krakowie.A lekarz mnie mówi jak ja mogę znaleźć lekarstwo którego szukam jak tu na liście nie jest napisane w według alfabetu. Przyniósł listę albo z sąsiedniego gabinetu albo z recepcji, gdzie ktoś tam czegoś szukałi zostawił na stronie, np. N - Nawet nie pomyślał że trzeba wrócić do początku , tylko zaklął i wypisał z pamięci. Lekarz w XXI w nie ma komputera w pracy ale portmonetkę ma przy sobie zawsze. Laptopem bawią wnuki. Często służbowym.
      • porannakawa01 Re: W sprawie lekarzy wystarczył zwykły program k 05.01.12, 18:30
        Dostarczyliśmy oprogramowanie, komputery są zainstalowane w gabinecie więc w czym problem?
        Nie dokształcasz sie lakarzu?
        To się wal i nie protestuj.
        Wtedy protesty nie maiałyby żadnego sensu i wskazywałyby palcem jednoznacznie na durnia, który nie raczył skorzystać z możliwości otrzymanych od Min. Zdrowia.
        • marbor1 Re: W sprawie lekarzy wystarczył zwykły program k 05.01.12, 19:26
          Mój mąż leczy się w prywatnej specjalistycznej przychodni [dawna przychodnia zakładowa] na terenie Warszawy. Mąż jest t.zw. pacjentem abonentowym To jest znana firma na rynku polskim, która ma przychodnie w dużych miastach całej Polski i jest w pełni skomputeryzowana. Na biurku każdego lekarza stoi komputer. Każdy pacjent ma kartę czipową na której są zakodowane wszystkie niezbędne informacje jak IP każdego pacjenta, adres, numer telefonu komórkowego, ubezpieczenie.
          Jeśli posiada się komputer w domu wszystkie zapisy do lekarzy można dokonać za pomocą internetu. Jeśli zbliża się termin wizyty system wysyła SMS-a na twoją komórkę przypominając o wizycie. Lekarz np. nie wystawia odręcznie skierowań na badania krwi, EKG, USG .Informacja przekazywana jest do odpowiednich gabinetów. Po badaniach dostaje się wyniki do własnej wiadomości, a lekarz te wyniki ma już na własnym monitorze. Recepty również są wystawiane komputerowo.
          Na podstawie karty czipowej, można być przyjętym w każdej dowolnej przychodni na terenie całej Polski. Trzeba tylko przedstawić dowód i kartę.
          Marzy się tylko aby lekarze ZOZ-ów mieli także takie warunki do pracy.
          Czy to kiedykolwiek nastąpi. Podobno system ifnormatyczny jest w opracowywaniu od 4-5 lai wydano już na niego 700 mln PLN.
      • ardo60 Re: Hej, kaczyjar! 05.01.12, 18:47
        Tyś oczywiście idiota! Widziałeś służbowego laptopa poza administracją? W moim szpitalu w służbowym laptopie dyrektor przegląda, co kto o nim na forum napisał. A ja noszę swój do roboty, żeby płytki ze zdjęciami radiologicznymi lub tomografiami móc dokładnie pooglądać! :)))))))))))
        • porannakawa01 Re: Hej, kaczyjar! 05.01.12, 18:53
          ardo60 napisał:

          > Tyś oczywiście idiota! Widziałeś służbowego laptopa poza administracją? W moim
          > szpitalu w służbowym laptopie dyrektor przegląda, co kto o nim na forum napisał
          > . A ja noszę swój do roboty, żeby płytki ze zdjęciami radiologicznymi lub tomog
          > rafiami móc dokładnie pooglądać! :)))))))))))

          To dlaczego winią lekarzy?
          • kaczyjar Re: Hej, kaczyjar! 05.01.12, 19:26
            Bo są konowały - Nie chce im się korzystać ze zdobyczy techniki. A mordę drzeć to a jakże.
            Ktoś napisał że nosi swojego laptopa do pracy- a zegarek też swój nosi. pewnie tak - przecież mosi wiedzieć kiedy wyjść z dyżuru. A qrva laptop prywatny to ma mu pomagać w jego ciężkiej pracy - ale on pie... - nie będzie dźwigał. Woli narzekać jak kqrva na plantach.
    • apendula_niewdziosek Nie do końca 05.01.12, 18:59
      Tekst linka

      Nie jest tak, że problem polega tylko na braku możliwości szybkiego odszukania pokrętnej refundacji.

      Mam 70 lat, jestem pracującym lekarzem i posługuję się komputerem. Problem całej ustawy, polega na tym, że lekarze mają dość wiązania im rąk w leczeniu.

      Niedawno kolega-lekarz został finansowo ukarany za przepisanie lęków natychmiast po rozpoznaniu zapalenia żył w nodze. Miał on wybór między wdrożeniem leczenia a prokuratorem po śmierci pacjenta - w tej chorobie zatory płuc i aorty zdarzają się dość często. NFZ zarzucił mu zapisanie leku bez badania aparatem Dopplera, na wykonanie którego daje skierowanie specjalista-naczyniowiec [czas oczekiwania dwa miesiące na dostanie się do specjalisty - nie wiem ile trwa czekanie na wykonanie badania]. Pacjent wyzdrowiał, lekarz zapłacił 17 tysięcy.

      Nie wolno nam według ustawy rozpocząć leczenia cukrzycy, astmy, przewlekłej obturacyjnej choroby płuc, bez zaświadczenia od specjalisty. Pozostają nam katary i zapalenia gardła czy oskrzeli, powtarzanie leków po potwierdzeniu przez specjalistę. Już nadciśnienie wzbudza niepokój, jeśli to lek nowoczesny z grupy zalecanej przez Polskie Towarzystwo Kardiologiczne. Tak nie można pracować!

      Związano nam ręce, sprowadzono do roli urzędników NFZ. Po co sześć lat studiów, lata specjalizacji, doświadczenie zawodowe? Nie palimy opon, nie wybijamy szyb, nie rzucamy kamieniami - mogliśmy tylko w ten sposób zwrócić uwagę na to, co z nami zrobiono. Ale przy zainteresowaniu powierzchownym, nie znając problemu - tworzenie newsów - to tylko nam zaszkodziło i wywołało podział między lekarzami a pacjentami. A może o to chodziło?
      • kaczyjar Re: Nie do końca 05.01.12, 19:28
        No właśnie komu?
    • 1normalnyczlo.w.i.e.k Oczywiście,że program,ale i baza danych on-line! 05.01.12, 19:01
      porannakawa01 napisała: W sprawie lekarzy wystarczył zwykły program komputerowy, odpowiednio wcześnie zbudowany i dostarczony na czas do zapoznania się z jego działaniem do każdego lekarza wypisujacego recepty.

      ---> Co po programie, jeśli na bieżąco nie będzie można korzystać z bazy danych, która jest nie tylko co miesiąc się zmienia, ale co chwilę jest inna w zależności od m.in. terminowości opłat ubezpieczenia. Dochodzi do tego (zapowiadana, że co dwa miesiące), zmiana na liście refundacyjnej nie tylko zestawu samych leków, ale i ich zaszeregowania do danej grupy refundacyjnej, limitowej ...! A co ma, na przykład, zrobić lekarz podczas wizyt domowych, gdy w danym mieszkaniu nie ma dostępu do internetu?
      • porannakawa01 Re: Oczywiście,że program,ale i baza danych on-li 05.01.12, 20:07
        1normalnyczlo.w.i.e.k napisał:

        > ---> Co po programie, jeśli na bieżąco nie będzie można korzystać z bazy da
        > nych, która jest nie tylko co miesiąc się zmienia, ale co chwilę jest inna w za
        > leżności od m.in. terminowości opłat ubezpieczenia. Dochodzi do tego (zapowiada
        > na, że co dwa miesiące), zmiana na liście refundacyjnej nie tylko zestawu samyc
        > h leków, ale i ich zaszeregowania do danej grupy refundacyjnej, limitowej ...!
        > A co ma, na przykład, zrobić lekarz podczas wizyt domowych, gdy w danym mieszka
        > niu nie ma dostępu do internetu?

        To lekarz ma przecież dostarczone do końcówki swojej terminalowej możliwości samoczynnego uzupełniania bazy danych, łączenia się bazą danych podczas wizyt u pacjentów.
        Inaczej takie nałożenie obowiązków bez dostarczenia mozliwości nie ma sensu.
        Czyli wygląda to na głupie działania Min. Zdrowia i szukanie kasy (kary) przez NFZ
        • 1normalnyczlo.w.i.e.k Dokładnie tak jest! 05.01.12, 20:19
          porannakawa01 napisała: Czyli wygląda to na głupie działania Min. Zdrowia i szukanie kasy (kary) przez NFZ

          ---> Do tego mamy do czynienia ze zdejmowaniem z urzędników zarówno obowiązków, jak i odpowiedzialności. A przecież ani zwykli obywatele, ani lekarze i aptekarze nie mają żadnego dostępu do baz danych ubezpieczonych!
          Dlaczego lekarze mają ryzykować swoim majątkiem, bo urzędnikom nie chce się czegoś robić?

          "Niedawno kolega-lekarz został finansowo ukarany za przepisanie leków natychmiast po rozpoznaniu zapalenia żył w nodze. Miał on wybór między wdrożeniem leczenia a prokuratorem po śmierci pacjenta - w tej chorobie zatory płuc i aorty zdarzają się dość często. NFZ zarzucił mu zapisanie leku bez badania aparatem Dopplera, na wykonanie którego daje skierowanie specjalista-naczyniowiec [czas oczekiwania dwa miesiące na dostanie się do specjalisty - nie wiem ile trwa czekanie na wykonanie badania]. Pacjent wyzdrowiał, lekarz zapłacił 17 tysięcy."
          Związano nam ręce, sprowadzono do roli urzędników NFZ
    • platfusy.do.paki Jeszcze raz opiszę w czym problem 05.01.12, 19:27
      SZANOWNI PACJENCI!
      Pewnie wielu z Was zastanawia się o co chodzi w proteście "pieczątkowym" lekarzy. Część pewnie uwierzyła w słowa ministra zdrowia, albo szefa NFZ o niemoralnych lekarzach, którym "się nie chce", albo "są na smyczy koncernów farmaceutycznych" ewentualnie po prostu są złośliwi i odsyłanie kogoś z kwitkiem powoduje u nich wybuch radości.

      Pozwolę sobie wyjaśnić piekielność sytuacji. Niestety, będzie dość długo...

      Jak wiecie, nowa ustawa weszła 1 stycznia, a w połowie grudnia zostały zapowiedziane protesty. Od czasu do czasu ktoś zarzuca, że ustawa jest znana już pół roku, a wcześniej było OK. Nie było. Już w maju poszedł pierwszy list z podpisami kilkunastu tysięcy lekarzy do minister zdrowia, że ustawa wprowadza bałagan i złe rozwiązania. Pomijam oczywiście fakt, że rozporządzenie i lista leków zostały opublikowane na ostatnią chwilę (dokładnie 30 grudnia o 23.10 był dostępny komplet dokumentów), chyba po to, żeby nikt normalny nie miał szansy się z nimi zapoznać.

      A jakie rozwiązania wprowadzają?

      Nakładają kary na lekarzy, którzy przepiszą receptę niezgodnie z wytycznymi ministerstwa. Na pierwszy rzut oka oczywiste, przecież jeśli chcę brać pieniądze, muszę mieć wytyczne i ich przestrzegać. ALE:

      1. Muszę sprawdzić PEWNY dowód ubezpieczenia. W
      Polsce nie ma takiego dokumentu! Cały czas "jest
      wprowadzany" (od 2004 roku...). W związku z tym jest pełno
      różnych "dokumentów, które chwilowo świadczą o
      ubezpieczeniu". Jak to wygląda?
      Składka jest odprowadzona nie wtedy, kiedy pracodawca pobierze pieniądze z naszej wypłaty, tylko kiedy wpłaci je na konto NFZ. I to w terminie. Jeden dzień zwłoki sprawia, że na kolejny miesiąc jesteśmy nieubezpieczeni. Innymi słowy, najpowszechniejszy druk - RMUA, o niczym nie świadczy. Bo jak mogę brać odpowiedzialność za to, że ktoś zapomniał? Tak samo wygląda to z ZUSem. Jedyny pewny dowód, to potwierdzenie przelania składki z ZUS do NFZ. A takiego nie ma! Nawet dzieci, które obowiązkowo są ubezpieczone, mogą się załapać na "brak ubezpieczenia". Jak? Dzieci ubezpiecza albo "rodzic" albo "urząd" - każdy ma swoje oznaczenia. Jeśli podam na dokumencie zły kod, pacjent jest traktowany jako nieubezpieczony! A rodzice których pytam kto zgłasza dziecko do ubezpieczenia najczęściej nie wiedzą o czym mówię... Oczywiście za nieubezpieczonego płacę karę.

      2. Muszę sprawdzić, czy lek który przepisuję jest
      zarejestrowany w danej chorobie. Na pierwszy rzut oka
      znów OK. Ale tylko leki oryginalne mają pełną rejestrację.
      Zamienniki już nie. Dlaczego? Bo każda zarejestrowana
      "choroba" kosztuje. A wcześniej nikt nie dbał czy rejestracja
      jest czy nie, bo i tak stosowano tę samą substancję.
      Teraz np.: nie mogę dać Polocardu pacjentowi po zawale, bo tylko
      Aspirin ma rejestrację. A to ten sam lek. Pierwszy oczywiście dużo tańszy, ale nie ma rejestracji na zawał, mimo, że jest powszechnie stosowany. Jeśli go zapiszę, zostanę ukarana/y.
      Poza tym duża część leków zaczyna być stosowana poza pierwotnymi wskazaniami - na tym polega postęp w medycynie. Okazuje się, że lek działa też w innych chorobach, więc zaczyna się go tam stosować. Teraz ministerstwo tego zabrania.
      3. Muszę sprawdzić najnowsze obwieszczenie na stronie ministerstwa. Urzędnicy zapowiadają, że lista leków będzie się zmieniać tak często jak trzeba. Co to oznacza? Codziennie przed pracą będę musiała przejrzeć listę kilku tysięcy preparatów, żeby zobaczyć czy nic nowego nie doszło. Jeśli zapiszę lek ze "starej listy" nie wiedząc, że dziś rano wyszła nowa, zostanę ukarana. (PS. W momencie pojawienia się listy serwery MZ padły)
      4. Muszę mieć zaświadczenie od specjalisty. Taki druk jest ważny rok. Czyli co rok, nawet osoby które tego nie potrzebują muszą stanąć w kolejce do np. diabetologa lub alergologa albo urologa. Tylko po papier. Jeśli natomiast dopiero rozpoznałam/em chorobę, np. alergię u małego dziecka, nie mogą dać mu tańszych leków od razu. Muszę mieć zaświadczenie. Czyli na kilka miesięcy (bo tyle czeka się na wizytę u specjalisty) pacjent dostaje tylko drogie leki. Dla wielu rodzin nie do wykupienia, więc dzieciak zostaje nieleczony. Jeśli się zlituję i wpiszę zniżkę, zostanę ukarana/y.
      5. Muszę określić, czy pacjent nie należy do jednej z 9 grup "zniżkowych" - np. kombatanci, krwiodawcy itd. Większość pacjentów nie nosi ze sobą zaświadczeń o przynależności do danej grupy. Poza tym większość tych zaświadczeń można łatwo sfałszować. I znów-to ja zostanę oszukana/y, ale to ja zapłacę karę.
      6. W tym całym zamieszaniu z papierami mam jeszcze mieć czas zbadać pacjenta i pomyśleć jak go leczyć. A później sprawdzić, czy urzędnik z NFZ mi na to pozwoli, bo może moja wiedza i publikacje naukowe nie wystarczą i dostanę karę...

      Na przykładzie (naciągam tu trochę, ale sens jest zachowany) - przychodzi matka z małym dzieckiem. Nie wie jak dziecko jest ubezpieczone (już powinna dostać receptę na 100%). Dziecko ma alergie, musi dostać specjalne mleko, ale nie mam zaświadczenia od specjalisty (recepta 100%), w dodatku podejrzewam alergię, której objawem jest wysypka, a urzędnik NFZ uznał, że to mleko należy się tylko przy dusznościach (100%). Może jest już nowa lista i to mleko ma zniżkę, ale nie mam tego jak sprawdzić, bo strona ministerstwa padła. Tak czy inaczej do wyboru mam napisać receptę na 100%, albo przybić pieczątkę "do decyzji NFZ" -wtedy może jakaś refundacja będzie...

      Musicie przyznać, że nie jest wesoło. Do teraz jakoś to działało, bo prawo było złe, ale nie było kar za naginanie go do realiów. Teraz są i muszę się sztywno trzymać. Do wyboru mam albo zaszkodzić pacjentowi, albo sobie. Nikomu nie życzę takich wyborów. I dlatego piszę recepty z pieczątką "refundacja leku do decyzji NFZ". Żeby się wreszcie urzędasy zbudziły i zajęły tym, co powinni wprowadzić już dawno - kartą ubezpieczenia i ogólnopolskim systemem. A od leczenia wara - chyba, że chcecie się leczyć u urzędników...
      • chilum Re: Jeszcze raz opiszę w czym problem 05.01.12, 19:36
        Niezła próba.
    • wanda43 Re: W sprawie lekarzy wystarczył zwykły program k 05.01.12, 20:16
      Pewnie by wystarczyl, ale komputery nie wszedzie sa jeszcze. W przychodzni, gdzie mam kardiologa /panstwowej/ jest i jest ok. Tu, gdzie mam rodzinnego zaden z lekarzy nie ma, rejestracja tez nie ma. Za to jest nowy, nie uzywany stadion i kupa dlugow.
      • porannakawa01 Re: W sprawie lekarzy wystarczył zwykły program k 05.01.12, 20:22
        wanda43 napisała:

        > Pewnie by wystarczyl, ale komputery nie wszedzie sa jeszcze. W przychodzni, gdz
        > ie mam kardiologa /panstwowej/ jest i jest ok. Tu, gdzie mam rodzinnego zaden z
        > lekarzy nie ma, rejestracja tez nie ma. Za to jest nowy, nie uzywany stadion i
        > kupa dlugow.

        To może orzeł, reszka?
        Gdy padnie orzeł to ubezpieczony, gdy padnie reszka - to nieubezpieczony?
        Jak lekarz ma stwierdzić czy ubezpieczony bez dostępu do danych o ubezpieczonych?
        Tak albo nie przy pomocy monety?
        • wanda43 Re: W sprawie lekarzy wystarczył zwykły program k 05.01.12, 20:28
          Za komuny to byli legitymacje ubezpieczeniowe, ktore sie co 3 m-ce poswiadczalo w kadrach. Byly tez legitymacje rodzinne dla czlonkow rodziny pracownika. Emeryci i rencisci mieli i mają do dzis. Lazlo sie do lekarza z taka legitymacją, w rejestracji okazywalo, wyciągali karte i spoko.
    • mariner4 I kurs komputerowy. Oczywiście darmowy! 05.01.12, 20:28
      Bo to tacy biedacy.
      M,.
    • m.c.hrabia Re: W sprawie lekarzy wystarczył zwykły program k 05.01.12, 20:38
      nie trzeba komputerów,mercedesów.. itp
      wystarczy trochę empatii
Inne wątki na temat:
Pełna wersja