porannakawa01
14.01.12, 18:53
Ten układ kaczyńsko rodzinny był montowany od dziesięcioleci. Mozolnie.
Jarosław Kaczyński zdając sobie sprawę z konsekwencji swoich bezprawnych działań lub planowanych przekrętów - nawet więzienie - wystawił swojego brata na stanowisko, które umożliwia bez żadnych konsekwencji i odpowiedzialności ułaskawianie skazanych członków tego układu.
Tak się składa, że to stanowisko ułaskawiacza musiało być stanowiskiem Prezydenta RP. to czysty przypadek. Chodziło raczej o ułaskawianie a nie o prezydentowanie gdzie członek tego układu rodzinnego - niejaki Lech czuł się zagubionym i nie dorastał.
Później w ten układ wmontowano Marcinka po odsunięciu niezdarnego pierwszego zięcia, który wyraźnie nie pasował do rozwijających się planów samego ujka Jarosława.
No i zaczęło się - firma ułaskawiająca zaczęła działać trenując przed ulasakwieniami - jakby co - pracowników i zółnierzy tego układu.
Mecenas brał po 25 tys od łebka iskazani mieli załatwione jak w banku - szybko i bez sprawdzania i opiniowania przez tych co to mieli zazwyczaj robić. Potem dokumenty w Kancelarii Prezydenckiej ginęły i sprawa zamknieta. Po tragicznej wycieczce ta para przez trzy miesiące miała dostęp do Pałacu, tam zamieszkiwali i prawdopodobnie czyścili.
Obrobili już w ten sposób 18 zdesperowanych szczęśliwców i przyszedł pech - ta wycieczka wyborcza lotnicza, gdzie ten podpisywacz zginął. Tak to układ mafijno-rodzinny zaczął się sypać.
Pozostali jedynie z jednorazowym zastrzykiem gotówki, który przy ichnim trybie życia na długo nie wystarcza.
A przecież stały dopływ gotówki - nie tylko tego po 25 od łebka, stały i bijacy jak zegar ratuszowy - regularnie - się skończył.
To co wpisałam jest zwyczajną fikcją mającą jednak poparcie w odłamkach informacji przedostających się do wiadomości publicznej.