porannakawa01
24.01.12, 00:28
Problem z ACTA polega na tym, że ona "odwraca" do góry nogami zasady odpowiedzialności, w sposób w kulturze prawnej europejskiej, wywodzącej się z prawa rzymskiego, zupełnie nieakceptowaalny. Przypomnęe choćby polski Kodeks cywilny - ciężar dowodu spoczywa na tym, kto z danego faktu wywodzi skutki prawne.
Innymi słowy dziś to "poszkodowany" ma ci przed sądem udowodnić, że naruszyłeś jego prawa.
Zgodnie z ACTA można ci będzie zablokować dostęp do internetu, albo do konkretnych stron, jeśli ktoś uzna że jego interes naruszyłeś, i to ty będziesz musiał pozwać tego kogoś, iść do sądu, i udowadniać że nie jesteś wielbłądem.
Większość ludzi nie ma ani kasy, ani zdrowia, żeby to robić.
I na żądanie jakiegoś "właściciela praw" z Hameryki jesteś ugotowany, bo wcześniej tenże "właściciel praw" hurtem zażądał, i dostał, od twojego providera, rejestr całej twojej aktywności.
Za zamierzchłej komuny na wydziałach prawa polskich uniwersytetów takie postawienie sprawy wykładowcy określali mianem "negatywnej teorii dowowej Andrieja Wyszyńskiego", czyli stalinowskiego prokuratora generalnego z lat 1930-tych, kiedy mówili, nawet nie bardzo po cichu, o barbarii sowieckiego "systemu prawnego". Udowodnij, że jesteś niewinny. A dziś mamy próbę wprowadzenia u nas tej barbarii pod płaszczykiem "walki z piractwem", i rząd polski po cichu idzie na pasku zagranicznych koncernów, bo pewnie chce być prymusem w klasie.
Przecież nie broni oscypków lecz Microsoftu, Apple, Wrangler i Barbie.