man_sapiens
24.01.12, 12:43
Przyznaję się, ranię Panów uczucia religijne i robię to z pełną świadomością.
Po pierwsze uważam, że Bóg nie istnieje. Przyznaję się - wiem, że może to ranić uczucia religijne tych, którzy w swojego Boga wierzą, ale mimo tego publicznie twierdzę, Boga nie ma. Powtarzam: wierzycie w ułudę wytworzoną przez połączone siły społecznego nacisku i niedoskonałości ludzkiego mózgu. Zdaję sobie sprawę, że nie da się w logiczny sposób udowodnić ani prawdziwości ani fałszu tej tezy, jest to kwestia wiary - wiary w istnienie Boga albo wiary w nieistnienie Boga. Zdaję sobie sprawę, że przed polskim sądem jestem na straconej pozycji, bo w Polsce chroni się tylko uczucia religijne wierzących, pomijając uczucia religijne niewierzących.
Po drugie uważam, patrząc na świat, że jeżeli Bóg istnieje, to jest On bezsilnym niemotą lub okrutnym sadystą. Wiem, że to jeszcze bardziej rani uczucia religijne wierzących, ale tego też się nie wyprę: Bóg jest niemotą lub sadystą (jedno drugiego nie wyklucza), wszystko jedno którego z kilku Bogów powszechnie uznawanych za istniejących weźmiemy pod uwagę.
Stwierdzam to wszystko publicznie, bo uważam, że trzeba ludziom otworzyć oczy na prawdę o Bogu. Nawet, jeżeli zrani to uczucia wierzących. Jeżeli Bóg, w którego istnienie wierzycie, istnieje i jest wszechmocny, to nie jest on wcieleniem ani mądrości ani dobroci. A jeżeli nie jest wszechmocny, to po co otaczać go kultem?
Do dobrowolnego wyznania i zeznania skłonił mnie wyrok w sprawie Doda kontra Bóg, w której Dodę skazano na 5 tys. zł. grzywny i widoczna przy tym bezlitosna skuteczność polskiego wymiaru sprawiedliwości w obronie uczuć religijnych pana Nowaka i senatora Koguta. Zdaję sobie sprawę, że moje poglądy mogą tak samo, albo i bardziej ranić ich uczucia. Ponieważ jestem jedynym karmicielem licznej rodziny - liczę na łagodniejszy wyrok.
Aby obniżyć koszty ścigania mnie, jestem gotów podać moje dane (adres itd.) - gdy tylko prokuratura poprosi o to (zapraszam na priva). A szanownych forumowiczów proszę o paczki z książkami, gdy już będę siedział - byle nie Biblię.