Gość: Jan
IP: 205.160.101.*
08.06.04, 11:36
Jarosław Urban, lubelski lider listy Samoobrony do Parlamentu Europejskiego,
który śmiertelnie potrącił w środę na przejściu dla pieszych przechodnia, nie
zamierza wycofać się z udziału w wyborach. Już dwa dni po wypadku lublinianie
widzieli go za kierownicą złotego BMW. Dopiero wczoraj prokuratura odebrała
mu prawo jazdy.
Urban utrzymuje, że sam przewodniczący Andrzej Lepper prosił go, by nie
wycofywał się z kandydowania. Nie widać, by ograniczał też swoją aktywność w
kampanii, co zalecał mu wiceprzewodniczący Samoobrony Krzysztof Filipek.
Urban to jeden z najzamożniejszych członków Samoobrony. Jest właścicielem
kilku kamienic w centrum Lublina i sieci sklepów spożywczych. Lokalna
telewizja emituje wykupione przez niego reklamy wyborcze, jednak z ulic coraz
częściej zrywane są plakaty z jego zdjęciem. Prokuratura Rejonowa w Puławach
postawiła mu w piątek zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym.
Tego dnia był pierwszy raz przesłuchiwany w prokuraturze. Dopiero wczoraj, po
publikacjach "Dziennika Wschodniego" o jeżdżącym bez żenady po Lublinie
sprawcy wypadku, prokurator wydał postanowienie o zatrzymaniu Urbanowi prawa
jazdy.
Dlaczego tak późno?
- Wcześniej zabrakło czasu, była sobota i niedziela - tłumaczy prokurator
Marta Romańska, szefowa Prokuratury Rejonowej w Puławach.
- Dlaczego prokurator nie podjął decyzji w piątek, przy okazji przesłuchania
podejrzanego?
- Trudno mi powiedzieć - mówi pani prokurator.
Rozłoszczeni lublinianie pokazują, co myślą o Urbanie, niszcząc jego plakaty
Okazuje się, że zatrzymanie prawa jazdy sprawcy wypadku nie jest równoznaczne
z zakazem prowadzenia samochodu. Prawo o ruchu drogowym stanowi, że
pokwitowanie o zatrzymaniu prawa jazdy zezwala na prowadzenie pojazdu przez 7
dni.
- Policjanci nie mają tu żadnej możliwości manewru czy dowolności decyzji -
twierdzą zgodnie szefowie wydziałów ruchu drogowego z kilku komend
wojewódzkich policji.
Świadkowie wypadku w Garbowie mówią, że granatowe BMW Urbana jechało od
strony Warszawy z dużą prędkością. Uderzony z ogromną siłą 21-letni mężczyzna
leciał w powietrzu kilkadziesiąt metrów. Zatrzymał się dopiero na
zaparkowanej na poboczu ciężarówce. Po wyjściu z auta Urban tłumaczył, że
jechał 40 - 50 km na godzinę. Ludzie, którzy widzieli wypadek, byli tym
oburzeni. Zrobiło się zbiegowisko. Tłum ruszył w stronę Garbowa, zaczął
niszczyć wiszące w mieście jego plakaty wyborcze. W ciągu kilku godzin
zerwano większość zdjęć kandydata Samoobrony z płotów i słupów ogłoszeniowych.
Jarosław Urban, pomimo że nie ucierpiał w wypadku, położył się do szpitala.
Tłumaczył, że nie czuje się winny tragedii na drodze.
Jednak już dwa dni po wypadku inne BMW z tablicą rejestracyjną "L1 URBAN"
zwracało uwagę przechodniów na lubelskich ulicach. Za kierownicą sportowego
złotego auta siedział Jarosław Urban.
Lublin aż huczy od plotek i domysłów. Ludzie są oburzeni. - To skandal. Gdyby
mnie coś takiego się przytrafiło, pewnie nie usiadłabym prędko za kierownicą.
Widać ta tragedia nie zrobiła na nim większego wrażenia - mówi jedna z
mieszkanek Lublina, która dobrze zna złote BMW działacza Samoobrony.
Urban nie chciał z nami rozmawiać. Niechęć do rozmowy tłumaczył spożywaniem
obiadu. Podczas kolejnej rozmowy odesłał nas do swoich adwokatów.
- Reporterzy zrobili za dużo krzywdy mnie i mojej rodzinie - powiedział
odkładając słuchawkę. Kandydat Samoobrony w ubiegłym roku zasłynął z nagrania
rzekomej propozycji korupcyjnej w Radzie Miasta. Chodziło o głosowanie nad
sprzedażą ziemi pod kolejny w Lublinie hipermarket. Kilka dni potem sam
został oskarżony o próbę skorumpowania jednego z miejskich urzędników. Sprawy
trafiły do prokuratury.
Wczoraj na pierwszej stronie jednej z lokalnych gazet opublikował sondaż, z
którego wynika, że ma ponad 60 proc. poparcia. Badania przeprowadzone były
przed wypadkiem drogowym. Andrzej Lepper, pomimo zaplanowanej wcześniej
wizyty, nie pojawił się na Lubelszczyźnie.