emeraldboy4
29.01.12, 12:55
Wyobraźcie sobie sytuację, że przyjaciel prosi was o pożyczenie samochodu. Możecie pożyczyć, nic wam za to nie grozi. Producent samochodów nie doniesie do was na policję, że nie macie prawa tego robić, że tylko wy sami możecie jeździć tym samochodem, a jak kto inny chce - to musi kupić własny. Jesteście właścicielem samochodu i możecie z nim robić, co wam się żywnie podoba - trzymać 20 lat w garażu albo przerobić na kurnik. Wolna wola.
A teraz wyobraźcie sobie analogiczną sytuację z płytą z muzyką. Jesteście jej właścicielem - kupiliście ją w sklepie, zapłaciliście. Czy macie pełnię praw wynikającą z własności? Otóż nie. Nie możecie jej pożyczać. Nie możecie jej publicznie odtwarzać - w publicznym poruszaniu się samochodem nikt niczego złego nie widzi. No to jak to jest? Kupiłem i jestem właścicielem danego produktu, czy co... wynajmuję go tylko, dzierżawię?
Jeżeli coś kupiłem, to mogę z tym robić co chcę. Również oddać drugiemu za darmo albo pozwolić z tego korzystać setce innych ludzi. I dlatego gdy pierwszy właściciel kupi płytę w sklepie, może ją wrzucić do neta i pozwolić, by kopię ściągnęło milion ludzi. To jest JEGO płyta - nie tylko nośnik, ale również wszystkie dane, które się na tym nośniku znajdują. Zapłacił za nią 50 zł w sklepie. Gdyby zapłacił 50 gr jak za czystą płytę, wtedy właściciel treści zawartych na nośniku mógłby wysuwać roszczenia. A tak traci tylko dobrą okazję, by milczeć.