bimota
28.02.12, 15:18
Dzis w radiu byla audycja, w ktorej znow jakas nawiedzona baba rzucala argumenty typu: kopiowanie to nie kradziez, bo wlasciciel "nic nie traci"...
Nie wiem czy trafi do was taki przyklad:
Ktos wymyslil jakies niespotykane urzadzenie, nazwijmy je wehikulem czasu. Kosztowalo go to 100 mln $ i postanowil je sprzedawac. Koszt wyprodukowania jest znikomy, a sprzedawac chce po 1 mln $. Jest tylko 200 chetnych, czyli 100 mln by zarobil.
No ale teraz ktos kupil ten wehikul, kopiuje go i sprzedaje za pol ceny. No co... Wlasciciel przeciez "NIC NIE TRACI", ma te swoje wehikuly... Tyle ze od niego juz ich nikt nie chce kupic. Przy takiej polityce taki wehikul nigdy nie powstanie. To jest wlasnie odpowiednik kopiowania utworow.... Uczciwe ?
Moze byc tez tak, ze ktos kupi kilka wehikulow i bedzie je wypozyczal. Znow wynalazcy nie zwroca sie koszty. To jest odpowiednik wypozyczania ksiazek, filmow... Uczciwe ? A przeciez w istniejacym prawie dozwolone !
Czyli juz w tej chwili mamy nieuczciwe prawo, a wy sie domagacie jeszcze lagodniejszego...
Jedynym uczciwym prawem jest takie, w ktorym wlasciciel utworu decyduje co z nim wolno robic, a czego nie. Podobnie jak to ma miejsce w przypadku programow komputerowych, do ktorych dolaczana jest licencja, w ktorej jest informacja co wolno... On to stworzyl i jesli zabrania kopiowania i pozyczania, to nie wolno tego robic i nic nikomu do tego !
Jedyne co mozna robic to zachecac autorow do stosowania lagodnej polityki licencyjnej, ktora moze byc dla nich korzystna. Ale nie nakazywac !
KOPIOWANIE TO KRADZIEZ ! Nawet jesli nie spelnia scile definicji...