olga_w_ogrodzie
02.04.12, 12:37
Adam Bielan w rozmowie z Teresą Torańską sprzed roku opowiedział wiele anegdot o zmarłym dwa lata temu prezydencie. Zaczął od "nieprzyjemnego incydentu" z 2001 roku, kiedy zaproponował Lechowi Kaczyńskiemu, aby na sejmową konferencję o ochronie zwierząt zabrał swojego kota.
- Poszedłem do Leszka. Spojrzał groźnie i spytał, czy żartuję. Powiedziałem, że nie, proszę pana. Więc spytał, czy sobie wyobrażam, jaki będzie to stres dla kota?
/.../
Bielan przyznał, że prezydentowi daleko było do ideału. Miał być "cholerykiem", który często się denerwował. Mówił też, że brat szefa Prawa i Sprawiedliwości miał problemy z wystąpieniami publicznymi. - Tragedia zaczynała się, gdy dochodziło do nagrywania wystąpień telewizyjnych. Prezydent musi przecież wygłaszać orędzia. Bardzo się denerwował, że wyjdzie to źle i rzeczywiście wychodziło źle - opowiadał.
/.../
Europoseł zdradził też, że z Lechem Kaczyńskim nie rozmawiało się o twardej polityce. - Od niej był Jarosław. Z Leszkiem się gawędziło. Najczęściej o życiu... Lubił popisywać się swoją wiedzą historyczną i uwielbiał opowiadać anegdoty - opowiadał. - Lubił dogadywać. W czasie kampanii na prezydenta Warszawy, a potem na prezydenta Polski, droczył się ze mną i Michałem, że nie wystartuje, bo mu się nie uda, więc nie ma sensu walczyć. To był z jego strony element gry towarzyskiej. Oczekiwał zaprzeczeń - dodał.
Bielan ujawnił też, że dawnego prezydenta łączyły w swoim czasie ciepłe relacje z czołowymi politykami Platformy. - Bardzo lubił Tuska i Jana Krzysztofa Bieleckiego. Do Tuska miał wręcz słabość. Polubił też Schetynę, Drzewieckiego. Przez całą SLD-owską kadencję często się spotykali. Lech te ich spotkania uwielbiał - przyznał.
/.../
Jak się jednak okazało, z premierem spotykał się także w ostatnich latach, np. w Juracie w 2008 roku, aby porozmawiać o referendum ws. przyjęcia traktatu lizbońskiego. Prezydent miał odwieść szefa Platformy od tego pomysłu. Miał szefa rządu "zaczarować", "obiecać mu absolutnie wszystko, byle tylko do referendum nie doszło". Rozmowa zaplanowana na godzinę-półtorej jednak się przedłużała.
- Nie wiedzieliśmy, o co chodzi. W sali na piętrze, w której rozmawiali, nie ma telefonów. Zadzwoniliśmy do Sławka Nowaka, żeby podpłynął motorówką z Sopotu do Juraty. Był na wieczór umówiony z żoną do kina. - Sprawdzisz, co się dzieje - namawialiśmy go - i wrócisz. Popłynął. Dzwoniliśmy do szefa ochrony, żeby zajrzał do nich i zobaczył, co Tusk z prezydentem robią. Idzie chyba dobrze - powiedział nam - bo już trzeci raz wstają, całują się, robią misia, siadają i dalej rozmawiają. Rozmowa trwała sześć-siedem godzin, wypili siedem butelek wina i Sławek nie zdążył do kina. O czym tak długo rozmawiali, prezydent nie chciał nam powiedzieć - wspominał.
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114884,11464469,_Uwielbial_spotkania_z_Tuskiem__Mial_do_niego_wrecz.html
no więc się potwierdza to, co wiele osób wyczuwało, wiedziało - Ś.P. Lech Kaczyński zupełnie
innym był, niż jego brat Jarosław.