hummer
11.05.12, 18:01
Rząd zamiast zreformować rynek pracy w RP wziął się za litanię "co najmniej".
wydłużenie wymaganego okresu pracy o dwa lata biologiczne (mężczyźni) i 7 lat (kobiety) nie wiele zmieni. ZUS zasilany jest ze składek, a nie ilości lat życia.
Dla młodych przed 30 rokiem życia oznacza to jedno - życie na emigracji. Nie poruszono głodowych pensji, nie rozwiązano sprawy tzw. umów śmieciowych. ZUS będzie dostawał to samo, a nawet mniej - młodzi wyemigrują.
Kończąc pozostaje mi życzyć p. Tuskowi, by do końca jego życia był pod opieką 66 letnich pielęgniarek.
A można to było rozwiązać ustalając liczbę lat wymaganą pracy i składek, wymaganych do emerytury. Stosując jakiś przelicznik. Bo nie wyobrażam sobie 66.5 letniego faceta szalejącego z piłą mechaniczną w lesie po 47 latach pracy. A grillować przecież trzeba.
Sam mam nadzieję pracować do 70 lub jeszcze dłużej. Ale nie każda praca na taki luksus pozwala.