Gość: Marek
IP: *.filtercube.com / 66.250.68.*
08.07.04, 19:04
Nieznalska obraziła tylko uczucia religijne Polaków. Występek Huellego jest
groźniejszy - on obraził księdza prałata Jankowskiego.
Kiedy przedstawiciele Ligi Polskich Rodzin i wiernej Młodzieży Wszechpolskiej
doprowadzili do skazania przez gdański sąd plastyczki Doroty Nieznalskiej,
wydawało się, że ściganie artystów to tylko margines ich działalności. Nic
bardziej mylnego. Okazuje się, że rozprawianie się ze środowiskami twórczymi
jest nowym hobby rodzimej skrajnej prawicy. Z tym że teraz wzięli się nie za
plastyka, a za pisarza. Za Pawła Huelle.
Cóż im Huelle zawinił? Otóż w maju tego roku w "Rzeczpospolitej" opublikował
felieton "Rozumieć diabła" i zajął się w nim działalnością prałata Henryka
Jankowskiego. "Kapłan ten - pisze Huelle - zupełnie nie rozumie Ewangelii i
przeciwstawia się ostentacyjnie nauczaniu papieża. Jest mutacją polskiego
endeka z moczarowską, komunistyczną fobią plucia na obcego: Żyda, pedała,
euroentuzjastę. To chory człowiek, nieszczęśliwy w gruncie rzeczy i
potłuczony, który polskość wymieniłby w każdej chwili na dowolny paszport -
volksdeutscha, Irakijczyka czy Rosjanina - gdyby szły za tym piękne szaty,
nowe limuzyny, tytuły i ordery - przypinane do jego białego, przypominającego
styl pułkownika Kadafiego munduru, w który ksiądz prałat tak lubi się
przyodziewać".
Huelle napisał to, co wielu z nas o księdzu Jankowskim myśli. Przed laty
Andrzej Szczypiorski nazwał prałata "błaznem w sutannie". I nikt nie
protestował. Bo trudno polemizować z faktami. Ale wtedy nie było jeszcze LPR.
I nie było jej łysych młodzieńców.
Ale nie to jest najważniejsze. Najważniejsze jest to, że felieton ukazał się
w maju, a pomorska LPR zareagowała dopiero po miesiącu. Wolnomyśliciele czy
jak? Wydaje się, że na takim spóźnionym zapłonie polega strategia LPR i jej
wesołej przybudówki. Podobnie było w przypadku Nieznalskiej. Jej instalacja -
"Pasja" - prezentowana była w jednej z gdańskich galerii już od dłuższego
czasu, kiedy to któryś z ultrakatolików obejrzał relację o niej w telewizji i
zawiadomił swojego pomorskiego wodza Roberta Strąka.
Są i inne wytłumaczenia tego opóźnienia. Strąk zarzeka się, że czekali z
protestem, bo nie chcieli, by ktoś, broń Boże, pomyślał, iż "obrona prałata
jest częścią kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego". Ale to
tłumaczenie możemy między bajki włożyć. Bliższa prawdy wydaje się teoria
mojego przyjaciela, który twierdzi, że działacze tego nurtu zarówno nie
chodzą do galerii, jak i nie czytają gazet. Reagują dopiero wtedy, gdy im
ktoś to wszystko opowie i streści.
Jak już ktoś im felieton Pawła Huelle streścił, to się oburzyli i podyktowali
protest: "Używanie przez autora obraźliwych, uwłaczających epitetów pod
adresem Wielebnego Prałata nie licuje w żaden sposób z kulturą, nie tylko
polityczną, ale i osobistą".
Z protestu narodowców rozumiem jedno, to mianowicie, że nie mają oni pojęcia
o tym, co znaczą takie słowa, jak demokracja i odpowiedzialność. Można mieć
szacunek dla religii. Dla Kościoła katolickiego. Ale nie znaczy to, że księża
są poza wszelką krytyką. Obowiązkiem intelektualisty jest, między innymi,
nazywanie rzeczy po imieniu. Piętnowanie postępków haniebnych. O idiocie
mówić idiota, a o antysemicie - antysemita. Bez względu na to, czy mówimy o
polityku PO, czy o księdzu.
Ksiądz Jankowski publicznie głosi swoje poglądy. Poglądy, które są
antykatolickie i nie mają nic wspólnego z nauką Kościoła. A jako osoba
publiczna podlega naszej ocenie. Po prostu.
Ma rację Huelle, pisząc, że ksiądz Jankowski jest "potłuczony". To bowiem
człowiek niekwestionowanych zasług (msze w strajkującej w 1980 r. stoczni, w
czasie stanu wojennego) i wielkich grzechów, z których grzech pychy czy
nadmiernego umiłowania dóbr doczesnych wydają się najmniejsze. Jego
antysemickie wypowiedzi pamiętać będziemy długo. "Gwiazda Dawida wpisana jest
w symbole swastyki oraz sierpa i młota" albo "Nie możemy akceptować
mniejszości żydowskiej w naszym rządzie, gdyż naród się tego boi" - to już
nieomal klasyka polskiej podłości. I obowiązkiem pisarza, intelektualisty,
jest tę podłość nazywać po imieniu. Z tego, że wypowiedzi prałata są
szkodliwe dla obrazu samego Kościoła, hierarchowie zdają sobie doskonale
sprawę. Nie bez przyczyny kilka lat temu arcybiskup Gocłowski zakazał
Jankowskiemu głoszenia kazań. Innym razem "w trybie natychmiastowym" polecił
usunąć z kościoła św. Brygidy stoisko handlowe, w którym sprzedawano książki
antysemickie.
Mimo to dla Ligi atak na gdańskiego pisarza może okazać się sukcesem. Nie
tylko medialnym. Przecież w gdańskim sądzie pracuje jeszcze sędzia Zieliński,
który wydając w majestacie prawa wyrok na Nieznalską, zapewnił sobie trwałe
miejsce w polskiej historii serwilizmu sądowego. Robert Strąk może na nim
polegać. Jak przyjdzie co do czego, jak zajdzie taka potrzeba, sędzia
Zieliński skaże Pawła Huelle. I to nie na jakąś symboliczną karę, jak
Nieznalską. Ona, wedle sentencji wyroku, obraziła tylko uczucia religijne.
Występek Huellego jest groźniejszy - on obraził księdza Jankowskiego.
Trójmiasto ma szczęście do postaci barwnych. W czasach mojej młodości taką
osobą był paradujący po Sopocie Parasolnik. Dziś jest nią prałat ze Świętej
Brygidy. I jest to, niestety, kolejny dowód na upadek obyczajów. Parasolnik
zakładał damskie szaty lub surdut z melonikiem i fotografował się z
turystami. Był łagodny i niegroźny. Nie można tego powiedzieć o "Wielebnym
Prałacie".
Sam prałat powiedział: "Poczułem się opluty". Cóż, mógłbym go tylko zapytać,
czy nigdy nie pomyślał o tych, których sam z taką zajadłością opluwał. I
zadedykować mu wiersz Jacka Kaczmarskiego z czerwca 1995 roku:
"Niech księdzu Bóg, Święta Brygida
Odpuszczą winę w swej dobroci.
Ja - Polak - Rosjanina, Żyda
Przepraszam za to, co ksiądz głosi".