31 lat temu o godz. 20.30...

12.12.12, 19:42
Poczytałem sobie trochę wynurzeń Jarusia i coś mnie, zazdrość jakaś, dopadła. Czemu nad tym biedakiem tak się znęcano - pojęcia nie mam. Combatant prawdziwny on ci jest!

No dobra - wolno jemu, wolno i mnie!
Jak napisałem w tytule wątku - było to 31 lat temu, w sobotę po godzinie 20.30 (jak w każdą inną sobotę o tej samej porze). Przyszło do nas znajome małżeństwo z butelczyną i zakąską (krakersy posmarowane pastą boczkową - pychota) na cotygodniowego brydżyka.
Dzieci uśpione - noc należy do nas...
Pierwsze kółeczko i pierwsza buteleczka zabrała nam około 2 godzin. Około 23 dzwonek do drzwi. I tu muszę się przyznać do najgorszego - mąż mojej koleżanki szefował wydziałowi Przestępstw Gospodarczych - reżimowej MO. No więc dzwonek, otwieram drzwi - stoi facio jakiś a z tyłu za nim dwóch milicjantów (jak koszmar grudnia 70. w hełmach z automatami).
- Dobry wieczór! Czy jest u pana pan O.?
- Ano jest - co prawda lekko niedysponowany (nasze panie nie piły więc mieliśmy już po 250 gram w czubie)
- Nic nie szkodzi - niech wyjdzie!
- Włodek - jacyś gliniarze do ciebie (kątem oka zauważyłem nerwowy ruch jednego z mundurowych i głupawy uśmieszek cywila).
Podszedł Włodek a cywil do niego: panie kapitanie jest akcja specjalna proszę z nami jechać!
- Dobra zejdźcie na dół ja zaraz przyjdę.
Krysia mocno się wkurzyła ale zapowiedź grania z dziadkiem nieco ją uspokoiła!
Włodek wyszedł ale uprzedził o swym rychłym "kambeku" (smutek go ogarniał na widok drugiej nienapoczętej butelczyny).
Nie minęło nawet 5 minut jak ponownie odezwał się dzwonek u drzwi. Stał za nimi Włodek (dziwnie trzeźwy - bez uśmiechu na twarzy - blady jakiś taki) - zawołaj Krysię...
Krystyna wyszła z nim na korytarz i po chwili wróciła blada jak papier...
Prawie w tym samym momencie telewizja przestała nadawać jakiś film... nadawała śnieg i szum.
Naturalne zaraz pytanie - co się stało?
- Nie mam pojęcia! Włodek kazał mi zasuwać do domu i jutro raczej z domu nie wychodzić - wam też nie radził nosa wysuwać...
Bohatersko odprowadziłem ją do domu i pożegnaliśmy się do poniedziałku (pracowaliśmy w tej samej firmie). Po ulicach przemykały samochody milicyjne i gaziki wojskowe - poza tym cisza i spokój.
Po powrocie do domu włączyłem radio... quźva też się zepsuło... tak jak telewizor...
Zaczynałem coraz bardziej trzeźwieć!
Był już 13 grudnia 1981 roku...
O 5 rano - hymn w radiu poderwał mnie z łóżka!
"Obywatelki i obywatele Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej!..."

Tak właśnie zapamiętałem tamten czas...

P.S. Krystyna przez trzy tygodnie nie miała żadnego sygnału od męża (na Komendzie też nabrali wody w usta)...

Mnie również nie internowali - psia mać! Może przez tą znajomość z reżimowym oficerem?

No ale za to odważnie, pod lufami reżimu, przed świętami, przemycałem połówkę poszatkowanego świniaka i też mnie nie zatrzymali...

No i ta teczka - cieniutka jakaś taka... żadnej lojalki a przecież należałem do Solidarności, ulotki pisałem nawet (ale to całkiem inna bajka).

Jak się ma pecha... to 5,5!
    • zzarda32 Re: 31 lat temu o godz. 20.30... 12.12.12, 19:45
      Kurde ! 30 mln nieinternowanych kombatantów ?
      • zoil44elwer Re: 31 lat temu o godz. 20.30... 13.12.12, 05:59
        Ale internowali E Gierka i grono jego bliskich towarzyszy z partii i rządu.GIEREK przez 10 lat przywódca PRL,przyjmujący mężów stanu z całego świata został internowany w BARAKACH POLIGONU w Drawsku.Wałęsa w Rządowym Ośrodku Wypoczynkowym w Arłamowie!
    • wujaszek_joe Re: 31 lat temu o godz. 20.30... 12.12.12, 19:48
      ja naonczas miałem trzy lata. Gdy następnego dnia za oknami pokazały się czołgi (bojowe Jastrzębie-Zdrój!), tata na dyżurze w pogotowiu ratunkowym.
      Dzielnie pocieszałem matkę, nie martw się mamusiu, żołnierze przyjdą do nas!
    • losiu4 Re: 31 lat temu o godz. 20.30... 12.12.12, 19:49
      nie wiem co o 20:30 czy nie o 20:30, wiem natomiast ze pewien Spawacz pogoniony przez swoje zwierzchnie władze z kremla wojnę narodowi wypowiedział

      pozdrawiam

      Losiu
      • purchawkapuknieta Re: 31 lat temu o godz. 20.30... 12.12.12, 19:54
        o to własnie. I dowiadujemy sie tego po 30 latach :(
      • remez2 Re: 31 lat temu o godz. 20.30... 12.12.12, 19:56
        losiu4 napisał:

        > nie wiem co o 20:30 czy nie o 20:30, wiem natomiast ze pewien Spawacz pogoniony
        > przez swoje zwierzchnie władze z kremla wojnę narodowi wypowiedział
        Aleś wymyślił.
        • losiu4 Re: 31 lat temu o godz. 20.30... 12.12.12, 20:52
          remez2 napisał:

          > Aleś wymyślił.

          a nie wypowiedział?

          pozdrawiam

          losiu
      • jot-es49 A może tak coś o sobie? 12.12.12, 19:57
        Napisz jak ty zapamiętałeś ten moment - pozbądź się oceny narzuconej przez innych - napisz o swoich subiektywnych odczuciach jakie ci wówczas towarzyszyły.
        Złość, wściekłość, rozpacz? Co?
        Napisz tak normalnie, po ludzku - nawet z sarkazmem ale od siebie!
        • zzarda32 Re: A może tak coś o sobie? 12.12.12, 20:02
          Pamiętam że oglądałem na "2" film który przerwano po północy ale nie pamiętam tytułu ?
          • jot-es49 Re: A może tak coś o sobie? 12.12.12, 20:08
            Zupełnie możliwe, że był to ten sam (wyboru wielkiego nie było), który i u mnie się nagle skończył...
            Myśmy go raczej nie oglądali - stanowił tylko tło do rozgrywki...
            • hrusovsky Re: A może tak coś o sobie? 13.12.12, 10:15
              Przerwany film to włoski dramat polityczny z 1972 roku "Święty Michał miał koguta"

              Więcej poniiżej:
              www.filmweb.pl/film/%C5%9Awi%C4%99ty+Micha%C5%82+mia%C5%82+koguta-1972-36270
              • jot-es49 Re: A może tak coś o sobie? 13.12.12, 15:31
                Dzięki za podpowiedź!
                Ale tak jak pisałem, bawiliśmy się brydżem a telewizor po prostu był włączony i stanowił jedynie tło. Urwana projekcja - bez hymnu - była jednak na tyle nieoczekiwana, że zwróciła uwagę.
        • losiu4 Re: A może tak coś o sobie? 12.12.12, 20:53
          nic o sobie, uczuciach, wsciekłosciach czy innych takich. Staram sie być obiektywny :)

          Pozdrawiam

          Losiu
    • inna57 Re: 31 lat temu o godz. 20.30... 12.12.12, 19:55
      Podoba mi się Twoja opowieść. Też mam z tej nocy brydżowe wspomnienia ;). Następnego ranka było trochę gorzej jak na Mokotowskiej z jednej szpaler mundurowych a na przeciw silidarnościowcy. Dla przypomnienia na Mokotowskiej w budynku dawnej szkoły podstawowej miał swoją siedzibę Region Mazowsze. I wpuszczanie na dach kamienicy na rogu Mokotowskiej i Koszykowej fotoreporterów z BBC. Po trzech dniach włazy dachowe bohatersko zaspawano nie bacząc jakie to było zagrożenie na wypadek pożaru.
      • jot-es49 Re: 31 lat temu o godz. 20.30... 12.12.12, 20:05
        No cóż - każdy z nas miał takiego brydża na jakiego go było stać! Mój był taki nieco bardziej prowincjonalny...
        Ale i u nas - w poniedziałek były "podchody" - skończyły się na pokazie pięści... i pałek.
        Nikt nikogo nie zastrzelił...
        Na bramie zakładu smętnie powiewały biało-czerwone flagi z ostatniego strajku solidarnościowego (nawet nie pamiętam już o co...) i bezczelnie nikt ich nie zerwał (dopiero gdzieś po trzech, czterech dniach dyro wymiękł i polecił zdjąć!
        • inna57 Re: 31 lat temu o godz. 20.30... 12.12.12, 20:31
          A cóż za różnica Warszawka czy prowincja. Ważne że my jakieś konkretne wspomnienia z tej i wielu następnych nocy mamy w porównaniu....

          Dla mnie "gorzej" było w nocy z 25 na 26 grudnia gdy o godzinie czwartej nad ranem do mieszkania w którym nocowaliśmy załomotano do drzwi z radosnym okrzykiem "otwierać milicja !!!". Ile bibuły miałam i innych "gadżetów" w niecnych celach przeciw władzy ludowej trzymanej, nie pomnę. Skończyło się "szczęśliwie" gdy stający na progu umundurowany troglodyta oświadczył że właśnie umarł dziadek mojego męża i oni dostali taki telefonogram. Oczywiście do łbów zakutych im nie wpadło że tą "radosną" wiadomość mogliby przekazać o bardziej przyzwoitej porze w sposób bardziej cywilizowany.
          • jot-es49 Masz rację! 12.12.12, 20:42
            Celowo wywołałem ten temat w taki właśnie sposób.
            Nie chciałbym czytać sporów - słusznie - nie słusznie.
            Chciałem zmobilizować czytających i piszących do przedstawienia zapamiętanej, swojej własnej historii z tą historyczną chwilą związanej!
            I wielu właśnie tak to pojęło!
    • podmiot_faktu No cóż, położyłem się spać a rano .... 12.12.12, 20:16
      ... jak się dowiedziałem co się stało to z jednej strony byłem wkurzony, ze do pracy normalnie nie mogę dojechać, a z drugiej strony byłem zadowolony, ponieważ miałem dosyć tego syfu, strajków, żądań często pozbawionych sensu ( np. podwyższyć o 300% emerytury i pensje dla księży ) i liczyłem na to że Jaruzelski jest w stanie zrobić porządek. Pomyliłem się. Stan wojenny stanem wojennym i wstyd przed całym Światem, a burdel jaki był taki pozostał na następne 9 lat.
      Nadmieniam , że w tamtym czasie słyszałem o Wałęsie, Rulewskim, Lisie, Bugaju. Bujaku, Mazowieckim i jeszcze o kilkudziesięciu innych działaczy "Solidarności", ale o takich Kaczyńskich to wiedziałem tyle, że jako komunistyczne bachory były wykorzystane do filmu " O dwóch takich co ukradli księżyc".
      To by było na tyle wspomnień.
      • mariner4 Zaobserwowana sytuacja 13.12.12, 07:38
        N szczecińskim Pogodnie była willa należąca do wojska. Przy niej stał SKOT koksownik i trzech zmarzniętych żołnierzy. Z sąsiedniego domku wyszła może 80 letnia staruszka z wielkim aluminiowym czajnikiem gorącej herbaty i kilkoma kubkami. POodeszłą do żołnierzy i mówi. "Macie tu chłopcy, ogrzejcie się trochę. Mój wnuczek też jest w wojsku i może ktos mu też da gorącej herbatki." Podeszli ZOMOwcy i wyciągnęli ręce po kubki. A wtedy babcia: "A wy tu czego łobuzy!" i pogoniła ich. Przechodnie bili brawa.
        M.
    • lucyperek2 Re: 31 lat temu o godz. 20.30... 12.12.12, 20:18
      O tej godzinie byłem w domu i powoli dochodziło do mnie że zostanę ojcem, a z tym zmierzyć się trzeba. Zmęczyło, więc poszliśmy spać. Gdzieś po północy telefon. Co za cholera ?? Dzwoni teściowa i mówi że coś dziwnego, bo pod ich blok na Służewcu podjechały budy i wygarnęli wszystkich oficerów (teść był oficerem LWP). Zazwyczaj jak były ćwiczenia wyjeżdżało 2..3, a teraz wszyscy. Pierwsze co pomyślałem "ruska inwazja" i lecę do okna. Patrzę a po Placu Konstytucji walą skoty całą kolumną.
      A co w sumie było najgorszym wspomnieniem ? W poniedziałek w moim zakładzie na Służewcu uzgodniliśmy gremialnie że od wtorku podejmujemy strajk, choć pułkownik latał i wrzeszczał "kara śmierci, kara śmierci !!". Było uzgodnione ze wszystkimi sąsiednimi. Największe były Zakłady Stolarki Budowlanej przy Postępu. Więc rano we wtorek ciemną porą zasuwam ze śpiworem i nagle coś mi nie pasuje, jeszcze nie wiem co, ale coś zgrzyta. I nagle uświadamiam sobie, że od tych od stolarki słychać rżnące piły.
      "Jakie piły ?" chciało się wrzasnąć "to tak szybko ich złamali ?". Smak klęski przyjemny nie był, do dziś tak mi się kojarzy świst piły tarczowej.
      • jot-es49 No cóż! 12.12.12, 21:04
        Ja jakoś nie odbierałem tego spokoju w firmie jak klęski. Bardziej dominował u mnie wewnętrzny spokój.
        Trochę niepokoju zasiał 16 grudnia i kopalnia Wujek - pojawiła się we mnie jakaś złość ale do obu stron, jakiś żal i smutek...
        Zbyt wielu współpracowników moich wylądowało z czasem w "kamaszach" (ROMO - jaka ochotnicza - qźva?)...

        I jak czytam teraz o tych "podłych sługach reżimu" - krew mnie zalewa... Piszą to albo kompletni idioci, albo zagorzali czytelnicy "historycznych opracowań IPN".
        Tam bowiem najwięcej jest tej prawdy! Trzeciej - tisznerowskiej!
    • krystian10 Re: 31 lat temu o godz. 20.30... 12.12.12, 20:20
      W tym dniu byłem pod Gdańskiem i wieczorem widziałem kolumny czołgów jadące na Gdańsk, niesamowite uczucie, wiedziałem, ze coś się dzieje niedobrego, a w niedzielę brak teleranka...
    • camille_pissarro Re: 31 lat temu o godz. 20.30... 12.12.12, 20:36
      Jakie konwencje były w użyciu ? Silny pas, wspólny język czy zwyczajna "kolorówka" ? ;)))
      • jot-es49 Fajne... 12.12.12, 20:49
        Coś na pograniczu "sportowego"... Za silny pass, dwa trefleeeeee! Czy inne takie - wędrowało się pod stolik!
        U pań częściej było coś w rodzaju "trzy karo???" i męski chóralny okrzyk "do budy".
        Choć zdarzyło się kiedyś, że partnerka moja, na moją własną kontrę dołożyła rekontrę jeszcze;)
    • losiu4 Re: 31 lat temu o godz. 20.30... 12.12.12, 20:55
      o ile mnie pamięć nie myli z wyprawy spod lasu wracałem.

      Pozdrawiam

      losiu
      • jot-es49 Już lepiej! 12.12.12, 21:16
        Widzisz Losiu - czasem warto sięgnąć do własnej pamięci!

        I bardzo cię proszę - nie pisz "obiektywnie" pisz "subiektywnie". Człowiek jest takim zwierzęciem, że nawet jak bardzo się stara być obiektywnym to i tak subiektywnym pozostaje! Niestety!
    • camille_pissarro moje wspomnienia cytował niedawno , 12.12.12, 21:15
      podrzędny "redaktorzyna" od J.Urbana - wypadł mi dyżur w kolejce po kredyt dla młodych małżeństw :)
      • jot-es49 Ależ nie krępuj się... 12.12.12, 21:18
        Dawaj na żywca tu i teraz!
        O to bowiem chodzi w tym wątku!
        Do dzieła zatem!
        • camille_pissarro Re: Ależ nie krępuj się... 12.12.12, 21:47
          oto moje reminiscencje z nocy z 12 na 13 grudnia 1981.
          • witek.bis Re: Ależ nie krępuj się... 13.12.12, 00:53
            Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że Wasza Reminiscencja nie raczył od tamtego czasu nic a nic zmądrzeć... Wozy pancerne i uzbrojeni żołnierze na ulicach? Phi! Toż to jakieś imponderabilia, albo inaczej mówiąc - duperele... :-)
          • mariner4 Mój statek był w szczecińskiej stoczni remontowej. 13.12.12, 08:06
            Właśnie skończono remont. Tablicę dla załogi wystawiono na godzinę 1200 13 grudnia. Statek miał wyjść w próby morskie, po remoncie. Na statku był dodatkowy prowiant, sprzęt ratunkowy i pełna gotowość. Obudziłem się rano i chciałem zadzwonić na statek, czy termin wyjścia na próby nie uległ zmianie, co się zdarzało. Telefon był głuchy. Żona mnie zawołała do pokoju, bo przemawiał Jaruzelski. Komunikacja nie działała, więc poszedłem pieszo na statek. To był kawał drogi ode mnie z domu. Stocznia była obstawiona wojskiem, ale na terenie jeszcze działała straż stoczniowców z opaskami. Wieczorem przyszło do nas na statek trzech kolegów z KZ "Solidarność" naszej firmy. Prosili o gościnę. Wobec mroźnej i śnieżnej zimy dałem im wolną kabinę. Zresztą jeden z nich był już ze mną jako I oficer i go dobrze znałem. Jeden z nich rano próbował przez radiotelefon UKF zorganizować strajk solidarnościowy na innych statkach w Szczecinie. Zostałem za to karnie zdjęty ze statku i zdrgradowany, jak się okazało na rok. Rzecz w tym, że zastosowano wobec mnie wstecznie przepis "za naruszenie dyscypliny łączności w stanie wojennym". Zarządzenie to wydano właśnie w związku z moją sprawą, na drugi dzień. Mam ten dokument do dzisiaj. Podpisany: "kierownik jednostki zmilitaryzowanej" i podpis sławnego wówczas dyrektora PŻM.
            Minęło wiele lat. Byłem na morzu, a do mojej żony przyszedł ów I oficer. On dostał paszport do ręki i "bilet w jedną stronę". Mieszkał w Holandii. Mówił, że całe lata go dręczyło poczucie winy wobec mnie. Po powrocie skontaktowałem się z nim i powiedziałem, że ja już dawno o wszystkim zapomniałem i żeby sobie nie robił wyrzutów.
            A ja? w końcu nie był to żaden bohaterski czyn. Po porostu była zima i ja ich przyjąłem ze zwykłych ludzkich powodów.
            Dyrekcja miała też do mnie pretensję o to, że wcześniej na liście deklaracji o przyjęcie do "Solidarności" (tamtej, bo obecną się brzydzę!) byłem na pierwszym miejscu, co podobno było złym przykładem dla załogi.
            M.

          • jot-es49 Przeczytałem! 13.12.12, 15:54
            I włąśnie o takie reminiscencje, takie fotograficzne zapamiętanie mi się rozchodzi. Odczucia każdego człowieka były inne - nawet w tej samej rodzinie.
            Nie są w tym wszystkim tak ważne aspekty polityczne bo nie o politykę mi chodziło...
            Denerwuje mnie jeśli do subiektywnych wspomnień i odczuć dorabiane jest polityka - szczególnie po wielu latach...
    • ponte_aronte a ja się urodziłem równo 12.12.12, 21:19
      dziewięć miesięcy później :)
      • jot-es49 Ależ nie obwiniaj się! 12.12.12, 21:27
        Widzisz - godzina milicyjna, brak telewizji i jeszcze czasem 20 stopień zasilania - egipskie ciemności!
        A co twoi rodzice mieli robić???
        :-)

        P.S. Jesteś zatem o 8 miesięcy młodszy od mojej najmłodszej córki...
      • volupte a ja się urodziłem równo 12.12.12, 22:53
        nie dziw sie , był przemarsz wojsk, więc poczęcia się zdarzały ;-)
        • ponte_aronte to miało być śmieszne? 13.12.12, 07:21
          a było bezmyślne
          • volupte Re: to miało być śmieszne? 13.12.12, 11:24
            Oczywiście że śmieszne , tylko ty jesteś widocznie ponurakiem , bez poczucia humoru i dystansu do siebie. Daj se siana:-)
    • douglasmclloyd Re: 31 lat temu o godz. 20.30... 12.12.12, 21:27
      Mnie z samego rana obudziła płacząca matka, że wojna jest.
      • jot-es49 Wcale się jej nie dziwię! 13.12.12, 08:00
        Moja, w poniedziałek, gdy ją odwiedziłem, spytała się tylko czy czegoś znowu nie nabroiłem jak w 1970 i czy ruski już wkroczyli (wywieźli Ją 19 września 39 z Brześcia nad Bugiem na wycieczkę krajoznawczą za Ural).
    • a74-7 Re: 31 lat temu o godz. 20.30... 12.12.12, 22:21
      Wrocilam z psem ze spaceru tamtego wieczoru,snieg po kostki ,
      dowiedzialam sie z News BBC
      www.youtube.com/watch?v=CB1KbpuM9P4
      Nie moglam sie dodzwonic ....
    • volupte Re: 31 lat temu o godz. 20.30... 12.12.12, 22:30
      Coś ściemniasz. Byłeś TW lub przynajmniej figurantem . Mogłeś nawet o tym nie wiedzieć , że z tych brydźowych spotkań , były raporty i twój ,,kumpel" brał za to kasę , może nawet się za ciebie podpisując. :-)
    • wolo Re: 31 lat temu o godz. 20.30... 12.12.12, 22:34
      Fajny wątek.
      Mnie w niedzielę obudził kolega mieszkający dwa piętra niżej - przyszedł zapytać, czy u mnie jest teleranek. Tak, że te wszystkie historyjki z telerankiem to prawdziwe, chociaż ja już trochę za stary na ten teleranek byłem.

      W poniedziałek poszliśmy z chłopakami do szkoły w zasadzie to chyba tylko sprawdzić, czy nam nie internowali wychowawcy, akurat był szefem S pracowników oświaty w moim mieście. Nie internowali, teraz wiem, że przez to miał gorzej. Jak już go spotkaliśmy i on nas wygonił do domów to odwiedzaliśmy co lepsze laski z klasy z przesłaniem, że sanitariuszki będą potrzebne.
    • dystans4 Re: 31 lat temu o godz. 20.30... 12.12.12, 23:05
      Ano, obudziłem się (w Kielcach) ok. 10. Włączam radio - cisza, włączam tv i widzę przemówienie generała. Ogarnął mnie niesmak i zawód za kolejną siermiężność w wykonaniu komuny - przemówienie wydało mi się głupie.
      Wcześniej znajomi uprzedzali mnie, że ONI coś szykują. Ale "coś" miało być dziewiątego, czy dziesiątego - pewnie taka zmyłka, żeby mających dostęp do trzeciorzędnych źródeł informacji zmylić. Zresztą, dokładna data nie miała dla mnie żadnego znaczenia - po wymuszonej rezygnacji Stanisława Kani z funkcji I Sekretarza KC PZPR byłem pewien, że to ostatnie podrygi "festiwalu S.". Jeszcze grobowe w nastroju i głupawe audycje radiowe, próby zasłaniania się Episkopatem, to niezależnie od wszystkiego wieszczyło rychły koniec.

      Do Warszawy wracałem chyba pociągiem. Prawie nic nie kursowało, na ulicach rozhisteryzowane tłumy próbujące się dostać to tu, to tam. I taksówkarze żądający cen chyba dziesięciokrotnie wyższych, niż dzień wcześniej (podobnie jak chłopi, którzy nie chcieli sprzedawać mięsa za złotówki, a ceny jajek podane przez RWE dokładnie oddawały stan patriotycznego ducha wśród chłopów i zapowiadały kształt ewolucji ZSL-PLS).
      Głęboki niesmak i pogarda.
      To byłoby tyle. Później te uczucia zaczęły nabierać innych barw.
      --
      Pozdrowienia
      bul.
    • man_sapiens Re: 31 lat temu o godz. 20.30... 12.12.12, 23:25
      W sobotę przyjechali do mnie rodzice - oglądać świeżo narodzonego wnuka. Było bardzo miło i tyle. W niedzielę rano wstałem pierwszy, nastawiłem wodę na herbatę. Chciałem zadzwonić do siostry - głuchy telefon. Włączyłem radio a tam ten debilny komunikat o cenie cytryn i muzyka jak z pogrzebu. Włączyłem TV - komunikat spawacza.
      Smutek, po prostu smutek. Koniec nadziei.
      Trochę tak jak wtedy, kiedy w szpitalu dowiadujesz się o śmierci kogoś bliskiego kto długo chorował. Wiesz, że przecież coś takiego najprawdopodobniej przyjdzie, że komuchy raczej nie oddadzą nam wolności a kochany wujek po trzecim zawale pewnie umrze. Ale masz nadzieję, że może jednak... dopóki nie dowiesz się, że to koniec.
      • dystans4 Re: 31 lat temu o godz. 20.30... 13.12.12, 00:43
        Dodam coś, w nawiązaniu do Twojego wspomnienia. Napisałeś o smutku.
        Smutek miałem przerobiony wcześniej, w czasie tych, chyba czterech, miesięcy od obalenia S.Kani. Coraz więcej coraz bardziej widocznych medialnych przygotowań do użycia siły. Ignorowanie realiów przez gros kierownictwa "S". Kompletny brak reakcji na rzetelny, nawołujący do powrotu do rzeczywistości artykuł Urbana w Polityce (nie pamiętam tytułu - coś jak "Zagrożenie" - nie to słowo, mniej więcej ten sens) - on był chyba wcześniej, ale pozostał aktualny. Pamiętam ten ból, to było ciągłe, postępujące, coraz silniejsze, bardzo smutne.
        Jak dziś o tym mówić? W czasie pozaprzeszłym niedokonanym. Skutki trwają.
        --
        bul.
    • mucha-kopaczka [...] 13.12.12, 01:00
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • no_game Miałem prawie siedem lat! 13.12.12, 05:23
      Wieczorem, jak zwykle rodzice zagonili mnie o ósmej do łóżka.
      Obudziły mnie podniesione głosy i płacz matki. I wypowiadane przez łzy słowa: "Wiedziałam, że się to tak skończy".
      Gdy wybiegłem z pokoju z przerażeniem ujrzałem milicjantów wywalających na podłogę wszystko z szaf i szafek...
      Nie znaleźli tej maszynki zawsze śmierdzącej denaturatem, która tak mi się podobała. Nawet czasem tata pozwalał mi pokręcić korbką.
      Dziś wiem, że była to jego głupota i moja dziecięca naiwność - chwaliłem się kolegom, że takie coś mamy w domu!
      Nie wiedziałem tylko, że od ponad tygodnia urządzenie to zmieniło lokalizację...
      Ojca wyprowadzono z domu a mama cały czas płakała.
      Rano zamiast teleranka przemawiał Jaruzelski a mama kazała mi się modlić, żeby taty nie wywieźli na Sybir (jak mojej babci w czasie wojny)... A najgorsze w tym wszystkim było, że tata nie włożył czapki uszanki...

      Wrócił do domu po pod koniec lata. Nie chciał ze mną rozmawiać gdzie był i co robił - "jak będziesz duży to porozmawiamy" - a ja byłem i tak największy w swojej grupie!

      Po kolejnych dwóch miesiącach wrócił "wujek", którego lubiłem bo zawsze miał w kieszeni cukierki lub lizaka - długo z moim tatą rozmawiali zamknięci w kuchni. Mama tylko prosiła tatę aby nie zapominał o mnie...

      Ale to już nigdy nie był ten sam tata co wcześniej.
      A ja usłyszałem wiele gorzkich słów przeciwko Jaruzelskiemu ale również przeciwko jego kolegom z "S", którzy nie pomogli mu odzyskać pracy (był mechanikiem maszyn biurowych i kochał te wszystkie śrubki i sprężynki).
      Po "okrągłym stole" był w Gdańsku u Wałęsy. Wrócił zły i markotny i powiedział do mamy, że oni nic nie zrozumieli...
      Coraz częściej słyszałem słowa krytyki pod adresem nowych władców, którzy, jego zdaniem, wykorzystali zwykłych ludzi aby dorwać się do władzy...
      Zmarł na zawał w wieku 49 lat. W ostatnim roku swojego życia, podczas świąteczne kolacji powiedział, że gdyby wiedział wówczas jak rozwinie się sytuacja nigdy by do tej bandy nie wstąpił i że Polska o którą starał się walczyć jest uparcie niszczona przez partykularyzmy nowych władców.
      Najbardziej zdziwiło mnie jednak, gdy stwierdził, że Jaruzelski jednak miał rację i uratował Polskę przed wojną polsko - polską...

      Niestety - nie uratował Tato! Nie miałeś racji - on tylko wojnę odroczył...

      Dzięki jotesie za ten wątek!
      • jot-es49 Gratuluję! 13.12.12, 07:28
        Byłeś zatem w wieku mojego syna wówczas!
        On nie musi mieć takich wspomnień - dla mnie rodzina była wówczas najważniejsza!
        Dziś polityka nie zajmuje go kompletnie, choć głosuje podobnie jak ja. Wykreśla wszystkich jak leci...
        Szkoda mi jednak twego Ojca! Po pierwsze dlatego, że doszedł do tego samego wniosku do jakiego doszedłem ja po Grudniu 1970 czyli dużo wcześniej. Jednocześnie dlatego, że śmierć Ojca dla każdego syna jest czymś strasznym. Choć za życia nie zawsze potrafimy przyznać mu rację...
    • jot-es49 P.S. do wątku. 13.12.12, 06:50
      Dzięki wątkowi o KPN przypomniał mi się zabawny epizod z poranka 13 grudnia 81.
      Otóż nie wiem czy ktoś z was pamięta, ale przed samym stanem wojennym ukazał się plakat.
      Cały czarny z białymi, dużymi literami w pionie "KPN".
      Przedłużeniem tych pierwszych liter było drobnym druczkiem napisane: "K"oniec "P"olski "N"iepodległej. Do dziś nie wiem kto był prawdziwym autorem i wykonawcą plakatu.
      I nie o to chodzi.
      Wisiał on ci sobie na szybie warzywniaka na wprost okna mojej kuchni.
      13 grudnia - obserwując przez to właśnie okno ulicę, a w zasadzie defiladę czołgów i innego sprzętu wojskowego, zauważyłem stojących i zawzięcie między sobą dyskutujących mili-cjantów i tycimi rozumkami zapewne. Nie za bardzo wiedzieli co mają uczynić - zerwać go czy pozostawić? Po konsultacjach przez krótkofalówkę - pozostawili go, choć odchodząc jeszcze kilkakrotnie się oglądali.
      Fakt ten skłonił mnie miesiąc czy dwa później do sporządzenia z kumplem innego plakatu. Na pełnym arkuszu bristolu, przecudnej urody czerwoną solidarycą wypisaliśmy hasło: "Niech żyje Solidarność! Bezczelnie drobnymi literkami pod spodem dopisując: "ze Związkiem Radzieckim!"
      Kumpel wywiesił go w miejscu spotkań towarzyskich ZOMO i obywateli. Później mieliśmy wspaniały ubaw jak te głąby stały z rozdziawionymi gębami - nie wiedząc czy zerwać go, czy pozostawić? Trwało to prawie do samej godziny milicyjnej - później niestety musiałem udać do swojego miejsca zamieszkania (jak to określano wówczas).
      Na drugi dzień już go nie było...
      • mariner4 Inna scenka z tego czasu 13.12.12, 10:00
        W Szczecinie na willowej ulicy Traugutta za płotem posesji był mały kundelek. Kiedy ktoś szedł chodnikiem piesek biegł po drugiej stronie wściekle ujadając. Szedł patrol ZOMO, no to pies zajadle na nich szczekał. Jakiś przechodzień głośno powiedział: "skąd się piesku tak dobrze znasz na polityce?". ZOMOwcy nie zareagowali.
        M.
    • mariner4 Mój statek był wtedy na remoncie w szczecińskiej 13.12.12, 08:11
      stoczni remontowej.

      Powtarzam post przez pomyłkę umieszczony jako odpowiedź Kamilkowi.

      Właśnie skończono remont. Tablicę dla załogi wystawiono na godzinę 1200 13 grudnia. Statek miał wyjść w próby morskie, po remoncie. Na statku był dodatkowy prowiant, sprzęt ratunkowy i pełna gotowość. Obudziłem się rano i chciałem zadzwonić na statek, czy termin wyjścia na próby nie uległ zmianie, co się zdarzało. Telefon był głuchy. Żona mnie zawołała do pokoju, bo przemawiał Jaruzelski. Komunikacja nie działała, więc poszedłem pieszo na statek. To był kawał drogi ode mnie z domu. Stocznia była obstawiona wojskiem, ale na terenie jeszcze działała straż stoczniowców z opaskami. Wieczorem przyszło do nas na statek trzech kolegów z KZ "Solidarność" naszej firmy. Prosili o gościnę. Wobec mroźnej i śnieżnej zimy dałem im wolną kabinę. Zresztą jeden z nich był już ze mną jako I oficer i go dobrze znałem. Jeden z nich rano próbował przez radiotelefon UKF zorganizować strajk solidarnościowy na innych statkach w Szczecinie. Zostałem za to karnie zdjęty ze statku i zdrgradowany, jak się okazało na rok. Rzecz w tym, że zastosowano wobec mnie wstecznie przepis "za naruszenie dyscypliny łączności w stanie wojennym". Zarządzenie to wydano właśnie w związku z moją sprawą, na drugi dzień. Mam ten dokument do dzisiaj. Podpisany: "kierownik jednostki zmilitaryzowanej" i podpis sławnego wówczas dyrektora PŻM.
      Minęło wiele lat. Byłem na morzu, a do mojej żony przyszedł ów I oficer. On dostał paszport do ręki i "bilet w jedną stronę". Mieszkał w Holandii. Mówił, że całe lata go dręczyło poczucie winy wobec mnie. Po powrocie skontaktowałem się z nim i powiedziałem, że ja już dawno o wszystkim zapomniałem i żeby sobie nie robił wyrzutów.
      A ja? w końcu nie był to żaden bohaterski czyn. Po porostu była zima i ja ich przyjąłem ze zwykłych ludzkich powodów.
      Dyrekcja miała też do mnie pretensję o to, że wcześniej na liście deklaracji o przyjęcie do "Solidarności" (tamtej, bo obecną się brzydzę!) byłem na pierwszym miejscu, co podobno było złym przykładem dla załogi.
      M.
      • jot-es49 Teraz to nie jest możliwe! 13.12.12, 09:27
        Mamy, co by nie mówić, wolną Polskę!
        Dziś ludzie z zimna zamarzają (13 osób w czasie ostatniego weekendu) a człowiek, nawet leżący na śniegu i mrozie nie budzi niczyjego zainteresowania.
        A przecież za pomoc takiej osobie nic nie grozi - z pracy nie zwolnią, do paki nie wsadzą!
        I w tym kontekście twój czyn był czynem godnym człowieka.
        Świadomie czy nie ale podejmowałeś ryzyko.
        Dlatego właśnie warto to przypominać młodym. Nawet tym co to "raz sierpem, raz młotem" dzielnie walczą z 89. letnim Generałem!
        Wówczas również można było sobie pokrzyczeć! Często jednak skutkowało to w najlepszym razie zwyczajnym pałowaniem...
        • mariner4 Nie miałem wtedy świadomosci ryzyka 13.12.12, 09:45
          Wtedy nawet nie bardzo zdawałem sobie sprawę, co to takiego ten stan wojenny.
          Nawet z RWE niewiele dało się usłyszeć, bo tak wściekle zagłuszali. A miałem semi profesjonalny Grundig Satelite z SSB i innymi bajerami. Nawet na środku Pacyfiku słuchałem RWE na 22666MHz
          Ja tych chłopaków znałem. Przyszli do mnie, bo u mnie już działał ruch po remoncie, ogrzewanie, kuchnia itp. Nasz kucharz gotował zupę dla stoczniowców.
          Tu mała Ciekawostka. Wtedy na statkach w kuchni były ogromne kotły. To był wymóg wojska na wypadek wojny. Budowano statki, aby mogły np pomieścić wojsko, transporty woskowe itp.
          Wojsko musiało akceptować projekt statku. A ze masowiec nie nadawał się do celów wojskowych, to już inna sprawa.
          Wtedy widziałem inną historię. okręty desantowe obstawiły wyspę "Gryfia", na której jest stocznia remontowa. Do Szczecina wchodził statek PŻM "Narvik". Przez UKF wołali okręty desantowe, aby zeszły mu z drogi. Wojacy kazali mu zawrócić i iść na redę Świnoujścia. Statek miał 200 m długości i zanurzenie 9.20 czyli maksymalne na Szczecin. Jego długość była większa niż szerokość toru wodnego. Kapitan powiedział że nie może zawrócić, bop zablokuje port i po prostu wjedzie w te barki desantowe, jak mu nie zejdą z drogi. Po zacumowaniu porcie przyjechali po kapitana i wywieźli w kajdankach. Ale wkrótce go zwolnili.
          M.
        • volupte Re: Teraz to nie jest możliwe! 13.12.12, 11:32
          A w Polsce niewolnej nie zamarzali?
    • huantorena Re: 31 lat temu o godz. 20.30... 13.12.12, 09:53
      Ja jestem zdania, że Jaruzelski dobrze zrobił wprowadzając stan wojenny, ponieważ dzięki temu Rosjanie do nas nie wjechali, a mieli taki zamiar. Jaruzelski ochronił nas przed atakiem Rosjan.

      PS. Nienawidzę tego człowieka, ale to trzeba mu przyznać.
    • der-chef Re: 31 lat temu o godz. 20.30... 13.12.12, 09:55
      Tv brak, potem przemówienie i strach. Powołają do rezerwy czy nie, jak powołają to gdzie wypieprzą a tu synek 5 lat. Po tygodniu było jasne, nie powołają, zakład zmilitaryzowany, wydano przepustki pozwalające się poruszać po godzinie milicyjnej. Osiedle z wymieszanymi blokami, dookoła sąsiedzi milicjanci i wojskowi a pomiędzy tylko 3 bloki cywilne. Święta a chłopaki na mrozie patrolują, wkurza mnie to bo oni nie są niczemu winni, zapraszam na kawę i ciasto, przychodzą codziennie. Styczeń, synek ma 40 stopni gorączki, dzwonię na pogotowie ale oczywiście jakaś ku... nie raczy przysłać karetki, synek ledwo zipie, drugi telefon potem trzeci i ch.... Wku...łem się i poleciałem na centralę wojskową tam sierżant pyta co jest grane, tłumaczę, ten łapie za słuchawkę, stawia na baczność całe pogotowie, karetka jest za 5 minut, synek ma ostre zapalenie płuc. Luty, wracam nocą z drugiej zmiany, przednie koło składaka wpada do dziury zalanej wodą, przelatuję przez kierownicę urywając po drodze lusterko. Leżąc na ziemi w kałuży na cały głos walę ku...mi, ch...ami i innymi kawałkami a z przeciwka idzie patrol, 3 żołnierzy, trzech milicjantów + jeden z psem, myślę sobie, to już po mnie, czekam kiedy do mnie podejdą a tu zaskoczenie, patrol poszedł sobie w siną dal odwracając wzrok od zaistniałej sytuacji. Za dwa dni dziury w jezdni nie było. W pracy nie można było doprosić się wielu rzeczy potrzebnych do produkcji, przychodzi komisarz z dyrektorem i pyta jak wam idzie robota. Ano źle bo nie da się załatwić tego i tamtego. Komisarz do dyrektora, to ma być załatwione natychmiast, no i jest ale trzeba było najpierw opie...ć. Ktoś tu napisał ( a może w innym wątku) że strajki to były imprezy, tak to fakt. Ogłaszali strajk a potem dawali sobie w żyłę. Najlepsze jest to że solidarusze krzykacze zostali zwolnieni przez tę samą solidarność z roboty dyscyplinarnie za wódę. Kolega kolegę z roboty wywalał a najpierw razem pili. Jak patrzę na to co dzieje się obecnie to stwierdzam że stan wojenny powinien trwać do dnia dzisiejszego.
    • damakier1 Re: 31 lat temu o godz. 20.30... 13.12.12, 17:07
      Teraz dopiero zauważyłam ten wątek.
      Najwyraźniej brydż w tamtym czasie był niezwykle popularny, bo jestem już kolejną osobą, która w nocy z 12. na 13. grudnia grała w brydża. Nad ranem wracaliśmy z mężem od znajomych. Przejeżdżalismy koło poczty, a tam pełno milicji, stoja samochody z włączonymi kogutami na dachach - oho, pomyślelismy, pewnie jakiś napad na pocztę...! Po chwili przejechaliśmy obok mieszkania znanego nam opozycjonisty i zobaczylismy stojący pod domem samochód milicyjny. Znowu Jasia na Małopolską biorą, stwierdzilismy, bo nie było w tym nic niezwykłego. Spaliśmy długo, a gdy sie obudzilśmy, świat był zasypany śniegiem. Wyszedł mój tata przed dom trochę odśnieżyć i zaraz wrócił przerazony, bo sąsiad mu powiedział, że wojna jest. Rzucilismy sie do radia, telewizora, telefonów... z wiadomym skutkiem. W końcu natknęliśmy sie na Jaruzela w okularkach.
      Nie oczekiwałam, że mnie internują, żadnej nadzwyczajnej działalności nie prowadziłam. Jesli coś, to jako zupełnie malutka płoteczka. Ale kiedy w poniedziałek w pracy sie spotkaliśmy, wszyscy razem organizowac sie zaczęlismy. Najpierw dowiadywalismy się, kto internowany został i o jakiejś pomocy rodzinom myslelismy, a potem to juz tak jakos samo szło. Ale i tak mnie nie internowali. Do pierdla trafiłam dopiero w 1983.
      • jot-es49 Re: 31 lat temu o godz. 20.30... 13.12.12, 17:59
        Ano był! Brydżowali wszyscy moi znajomi i to właśnie w takich kółkach przyjacielsko rodzinnych - przy sobocie po robocie.
        Ale cóż dziwnego - internetu nie było, telewizja miała do wyboru 2 programy...
        A dzieci zostawić nie było specjalnie z kim...
Pełna wersja