Dodaj do ulubionych

jest rozwiązanie

08.01.13, 21:04
czy zamiast żenujących delibercji, co w opiece medycznej jest, a co nie jest łapówką - czy przed, czy w trakcie, czy po, czy w naturze, czy w gotowce, a jak tak, to czy w kopercie, w gumce, czy do kieszeni fartucha, do szuflady czy do ksiązki, no i w jakiej wartości lub wysokości (i całym towarzyszącym temu smrodem) nie prościej przyjąć kategoryczną zasadę "zero dowodów wdzięczności!", którą można też dodatkowo wydrukować, oprawić w ramkę i wywiesić na drzwiach gabinetu?

Obserwuj wątek
    • wanda43 Re: jest rozwiązanie 08.01.13, 21:15
      mozna rozszerzyc i powiesic takowe w rameczkach na drzwiach pokoi nauczycielskich, na drzwiach plebanii, kosciola, w przedszkolach, w urzedach na kazdych drzwiach .....
    • wariant_b Niby jest, 08.01.13, 21:30
      ale czy dla głupich kwiatków warto obrażać chcącego okazać wdzięczność?
      A jeśli okaże się sprytniejszy i zostawi na parapecie, to co wtedy? - donieść?
        • wariant_b Re: Niby jest, 08.01.13, 21:39
          wanda43 napisała:
          > albo jak jakie jajka w kobialce, ale cwiartke swinika zostawi.... to co,
          > ma sie zmarnowac, zasmiardnąc?

          Przecież Policja ma chłodnie, w których można przechowywać dowody rzeczowe,
          a jeśli nawet nie - to flaszkę pod tą darmową zagrychę na pewno chłopcy znajdą.
          A jak dojdą do siebie, to i protokół zniszczenia spiszą.
      • wariant_b Re: Niby jest, 08.01.13, 21:35
        Już wiem - powinien być biegły psycholog, który przeprowadzi wywiad z pacjentem
        i określi, czy korzystniej będzie pozwolić wyrazić mu wdzięczność, czy przeciwnie -
        jego stan pozwala zabronić mu tego bez dalszych konsekwencji zdrowotnych.
      • adherent1 Re: to pozostałość postkomunistycznej mentalności 09.01.13, 14:06
        camille_pissarro napisał:
        > nikomu do głowy nie przyszłoby do głowy by za przeprowadzony,
        > zabieg, operację w jakikolwiek sposób się odwdzięczać.

        No to ciekawy jestem twojej reakcji (czego nie życzę)
        na pomoc twojej bliskiej osobie. Gdyby zdarzyło się jej leżeć w
        szpitalu gdzie pielęgniarki i opiekunki wykazują nadzwyczajną
        pomoc oraz lekarzowi który nawet wbrew opiniom współpracowników
        przywrócił do życia bliską tobie osobę.
        Wiem jedno z bidula na pewno nie jesteś.
      • man_sapiens Re: to pozostałość postkomunistycznej mentalności 09.01.13, 14:45
        > w normalnym, cywilizowanym kraju nikomu do głowy nie przyszłoby do głowy by za
        > przeprowadzony, zabieg, operację w jakikolwiek sposób się odwdzięczać
        Popytaj się ludzi, którzy żyją w Niemczech, Austrii, Francji, we Włoszech czy Wielkiej Brytanii. Tak samo jak u nas nie jest to konieczne ani wymagane i raczej niespotykane przy drobnych zabiegach ale tak samo jak u nas zdarza się. Zwłaszcza w przypadkach, gdy działanie lekarza wykraczało poza średni standard.
        Dr Garlicki był (i jest) znany z tego, że podejmował się operowania pacjentów, których inni kardiochirurdzy nie chcieli operować, bo uznawali ich stan za tak ciężki, że nie rokujący nadziej na powodzenie leczenia. Garlicki ich operował - z dobrym skutkiem.
        Wyobraź sobie jak to jest: od kilku chirurgów słyszysz, że nie zrobią bypassów twojemu ojcu, bo jest ciężko chory na cukrzycę. To oznacza, że twój ojciec w ciągu najdalej kilku miesięcy umrze. W końcu już bez jakiejkolwiek nadziei trafiasz na dr Garlickiego. On podejmuje się operacji i dokonuje jej z sukcesem. Twój ojciec ma przed sobą wiele lat życia. Bo Garlicki ma wyższe od innych umiejętności, bo potrafił zbudować wokół siebie sprawny zespół, bo od prof. Dziatkowiaka nauczył się, że żadnego chorego nie zostawia się bez szansy wybierając tylko łatwiejsze przypadki.
        Nie zostawiłbyś mu prezentu za 700zł (zakładając, że zarabiasz 6-8tys. miesięcznie)? A gdybyś był lekarzem i wiedział, że zabieg, który przeprowadziłeś to było prawdziwe mistrzostwo a nie przypadkowe szczęście - nie przyjąłbyś prezentu?
        Niepowodzenie operacji to dla każdego chirurga duże obciążenie psychiczne a zła statystyka roznosi się wśród kolegów i pacjentów. Prościej odmówić operowania przypadków na granicy powodzenia, nikt o to nie będzie miał pretensji - tylko pacjent umrze. Umrze na innym oddziale albo w domu, daleko od chirurga. Garlicki takich ludzi operował i osiągał przy tym wyniki lepsze od swoich kolegów, którzy ciężkich przypadków nie tykali się.
        • mietowe_loczki Re: to pozostałość postkomunistycznej mentalności 09.01.13, 15:12
          Szczerze mówiąc, miałam ochotę ozłocić lekarza, który skutecznie pomógł mi w przypadku czegoś o wiele wiele wiele wiele mniej poważnego niż ratowanie życia któremukolwiek z moich bliskich. Odechciało mi się, bo nie chcę swojego lekarza choćby przez przypadek pakować w jakiekolwiek kłopoty, a i sama za bardzo lubię spać, więc nie wyobrażam sobie, żeby jakiś tępy dres z partyjnego nadania mial mnie wyprowadzać o 2 nad ranem na przesłuchanie.
        • norek.pl tak?! 09.01.13, 15:46
          no to na poczatek określ, ile sam byś z siebie wycisnął a komuś wcisnął w podobnych okolicznościach, za życie własnego ojca lub matki, i dlaczego nie więcej albo mniej - i dlaczego jedyny dowód wdzięczności, jaki ci przychodzi do jakoby myślącej głowy musi mieć postać i wymiar materialny?
    • erte2 Re: jest rozwiązanie 08.01.13, 22:23
      Niestety, tzw. "dowody wdzięczności" są zakorzenione jeszcze od czasów komuny. Po prostu Polacy wręcz instyktownie wyczuwali że lekarze za swą pracę, za ratowanie życia otrzymywali tak nędzne wynagrodzenie że prawie każdy czuł się wręcz w obowiązku coś dać. Czasami przybierało to wręcz kuriozalne formy, jak np. pełna szafa "napoleonów" u mojego kuzyna, młodego wtedy jeszcze chirurga-ortopedy i na dodatek abstynenta.
      Dziś lekarze zarabiają już na ogół dość przyzwoite pieniądze (nawet w publicznej służbie zdrowia), ale obyczaj pozostał.
      • norek.pl obyczaj haniebny 09.01.13, 12:04
        wciągający obie strony w szemrany, odzierający z powagi i godności układ, w skrajnych przypadkach owocujący takimi oto skutkami:

        wyborcza.pl/1,75478,13165716,Konwejer_Anno_Domini_2007.html#BoxSlotIIMT


        "Zdecydowałam się dać prezent, gdyż liczyłam się z tym, że w przyszłości być może jeszcze będę potrzebowała pomocy dr. G.".
      • man_sapiens Re: jest rozwiązanie 09.01.13, 14:53
        > Niestety, tzw. "dowody wdzięczności" są zakorzenione jeszcze od czasów komuny.
        Tak było jeszcze w '90 latach. Mój znajomy pracował na OIOMie. Za całodzienny i nocny dyżur - w niesamowitym stresie, kiedy co kilkadziesiąt minut musiał podejmować decyzje przy których drobny błąd oznaczał śmierć pacjenta, kiedy bez przerwy był świadkiem śmierci i cierpienia - dostawał tyle, że starczało na opłacenie godziny pracy mechanika naprawiającego jego auto. Kuba Sienkiewicz - bardzo dobry neurolog - nagrywał płyty z "Elektrycznymi Gitarami" nie po to, żeby się wyżyć i zrealizować w sztuce, tylko żeby zarobić na życie dla siebie i rodziny.
        To się, na szczęście, skończyło, ale ślady zostały.
    • cookies9 Re: jest rozwiązanie 09.01.13, 12:12
      norek.pl napisała:

      > czy zamiast żenujących delibercji, co w opiece medycznej jest, a co nie jest ła
      > pówką - czy przed, czy w trakcie, czy po, czy w naturze, czy w gotowce, a jak t
      > ak, to czy w kopercie, w gumce, czy do kieszeni fartucha, do szuflady czy do ks
      > iązki, no i w jakiej wartości lub wysokości (i całym towarzyszącym temu smrodem
      > ) nie prościej przyjąć kategoryczną zasadę "zero dowodów wdzięczności!", którą
      > można też dodatkowo wydrukować, oprawić w ramkę i wywiesić na drzwiach gabinetu
      > ?
      >
      W niektórych szpitalach lub na oddziałach jest juz taka informacja.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka