Która z partii politycznych reprezentuje interesy młodych?

    • Gość: emilian Re: Która z partii politycznych reprezentuje interesy młodych? IP: *.efekt.pl 16.07.01, 16:20
      Partie najpelniej reprezentujace interesy ludzi mlodych to:
      1. Partia Emerytow i Rancistow.
      2. Unia Wolności.

      • Gość: Maro Re: Która z partii politycznych reprezentuje interesy młodych? IP: 200.27.92.* 17.07.01, 15:09
        A moze Samoobrona?
    • Gość: sl45 TA KTÓRA ZAPEWNI MI WYŻSZĄ EMERYTURĘ IP: *.nationale.com.pl 17.07.01, 18:11
      A wyższą emeryturę zapewni mi ta partia, dzięki polityce której w okresie,
      kiedy będę na emeryturze, będzie więcej pracujących zawodowo (czytaj: ogólnie
      młodych)niż takich jak ja. Jak to osiągnąć:
      1)Ograniczyć świadczenia zdrowotne i bezpłatny dostęp do usług medycznych
      (wówczas ludzie będą umierać wcześniej i emerytów będzie mniej)
      albo
      2)Zmniejszyć moje podatki teraz, abym mógł sobie na emeryturę sam odłożyć (mimo
      wszystko nie chcę tego bo obecnie na emeryturze są moi rodzice, którzy zarobili
      na nią ciężką pracą dla dobra socjalizmu ;czytaj: spadkodawców SLD)
      3)Zwiększyć podatki dla pracujących wtedy, gdy JA będę na emeryturze( nie chcę
      tego, bo prawdopodobnie dotknie to moje wnuki)
      4)A może zwiększyć odsetek ludzi młodych w społeczeństwie przez mądrą politykę
      pro rodzinną?

      Pewnie mnie wszyscy wyśmieją, ale wg mnie to jedyna alternatywa dla mnie.

      Pozdrawiam
    • Gość: ppaniec Re: Która z partii politycznych reprezentuje interesy młodych? IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 19.07.01, 14:15
      NIC O NAS BEZE MNIE

      Artykuł zamieszczony w GW z 11 lipca 2001 Sławomir Sierakowski i Michał
      Łuczewski kończą bardzo optymistycznym wyznaniem wiary w lepsze jutro oraz
      pytaniem: Czemu na to jutro trzeba nam (młodym) tak długo czekać? Chciałbym w
      miarę możliwości odpowiedzieć na to pytanie, ale wcześniej zajmę się kilkoma
      tezami, które poruszyły mnie znacznie bardziej.
      Jeśli za wyznacznik pokoleniowy przyjąć jedynie datę urodzenia, to
      niewątpliwie należymy do jednej generacji, a zatem i do mnie powinny odnosić
      się słowa, że nic wspólnego nie mamy z licznymi sporami toczącymi się w III
      RP. Jednak spokoju mi te konflikty nie dają, uważam ich rozwiązanie za
      konieczne i nie czuję się w żaden sposób manipulowany lub wykorzystywany, gdy
      przywołuje się m. in. mnie w zbiorowości określanej jak w przytoczonych
      cytatach.
      Znaczy to albo , że nie istnieje pokolenie ludzi, których autorami
      łączy czas przyjścia na świat, albo, że data urodzenia jest zbyt słabym
      wyznacznikiem pokoleniowym i należy szukać innego, szeroko pojętego signi
      temporis, który czyni z nas wspólnotę. Nie mamy swojego Października, Marca,
      Grudnia, czy Sierpnia, ale wychowanie w atmosferze lat dziewięćdziesiątych jest
      moim zdaniem szkołą życia, która, może nie tak chwalebnie i górnolotnie, ale
      potrafiła odcisnąć się specyficznym piętnem na duszy. I niech to rozwiąże
      problemy wielu, czy nasze pokolenie rzeczywiście istnieje, czy jest tylko
      zbiorem statystycznym.
      Panowie Sierakowski i Łuczewski stwierdzili, że „naraz przypomniano
      sobie o nas”, chciałbym więc wyjaśnić, że bynajmniej nie jest to nagle i nie
      jest to bez powodu, gdyż wywołani do tablicy jesteśmy dlatego, że właśnie
      nadszedł czas, abyśmy zaczęli mówić własnym głosem i to, że nikt z nas nie mówi
      za nas sprawił, że muszą to robić inni. Aczkolwiek drzemka się skończyła,
      uderzono w stół i proszę bardzo.
      Jednak czytając omawiany artykuł poczułem, że choć „swoi”, to jednak
      nie ode mnie i nie od tych, których znam i szanuję, dlatego postanowiłem
      odnieść się do przedstawionych poglądów. Zaczynam od części negatywnej.

      Odwrócenie młodych ludzi od polityki jest problemem istotnym i
      widocznym od dawna, ale nie sądzę, aby jedynym powodem tego była oczerniająca
      wizja tej ostatniej w poglądach publicystów, bo to że pisze się o niej po
      pierwsze jako o sferze egzystencji niegodnej porządnego człowieka, po drugie
      zaś jako dowód pokazuje się tych, którzy za nędzną opinię polityki odpowiadają
      i ich dzieła jeszcze nic nie znaczy.
      Jeżeli ktoś stwierdza, że chcąc pozostać elitą, trzeba się odsunąć od
      sfery decyzji, to znaczy, że rezygnuje się z cechy (roli) dla elity niemal
      konstytutywnej, a zatem de facto przestaje się nią być, choć nie wiem jak
      wysoki poziom doskonałości by się osiągnęło.
      Natomiast to, że politycy toczą bezowocne spory nie wynika ich
      przedmiotu, jak sugerują autorzy, ale prędzej z poziomu dysput, jeśli tak można
      określić monolog do wyimaginowanego przeciwnika, co poświadcza teoria „izmów”
      i „antyizmów”. W ten sposób do porozumienia rzeczywiście się nie dojdzie, ale
      nie oznacza to, że trzeba przyjąć program minimum (bo taką część polityków
      stanowią osoby zdolne do rzetelnej dyskusji) , a mówienie o sprawach istotnych
      to tylko działania nakierowane przeciw powszechnej zgodzie.
      Pisząc „program minimum” mam na myśli pozytywną część poglądów
      zawartych w artykule z 11 lipca, czyli rzeczony materializm, koncentrację uwagi
      na dobrobycie, który jest jedynym punktem, w którym możemy się spotkać.
      Żeby się z tym zgodzić musiałbym zaakceptować to, że nasze (ludzkie)
      interesy, od „artykułowania i obrony” których są politycy, to jedynie sprawy
      materialne. Czyniłoby to moim zdaniem z państwa jedynie wspólnotę wyżywienia.
      Dodatkowo musiałbym przełknąć opinię, że skoro „orientacja na moralność wciąż
      wypycha orientację na skuteczność”, to trzeba ten stan rzeczy odwrócić.
      Przywołam tu jeden, skrajny zresztą, przykład państwa zorientowanego na
      skuteczność – III Rzesza. A jako kolejną łyżkę dziegciu szykują mi panowie
      Sierakowski i Łuczewski twierdzenie, że „żeby być sprawiedliwym, najpierw
      trzeba mieć pełny żołądek.” Ponownie odwołam się do przykładu ze wspomnianego
      okresu – Sprawiedliwi Wśród Narodów Świata. Tyle krytyki.

      Chcąc mówić o polityce, czy o państwie wpierw trzeba spojrzeć na
      człowieka i to nie tylko od strony jego sytuacji bytowej, ale również od tego,
      co konstytuuje go znacznie gruntowniej. Nie można twierdzić, że państwo będące
      szeroko pojętym związkiem wielu ludzi może obejmować tylko potrzeby najniższe,
      choć zgodzę się, że najwyższych nigdy nie sięgnie. Aczkolwiek pomiędzy tymi
      jest dziedzina życia, której potrzeba wychodzi na jaw we wszystkich
      przywołanych w artykule z 11 lipca sporach, a także wielu innych, których nie
      uwzględniono.
      Kwestie pozostające w gestii państwa, jak prawo, edukacja, a nawet
      służba zdrowia nie opierają się tylko na fundamentach materialnych. Stąd
      fałszywe jest twierdzenie, jakoby „rozstrzyganie przez instytucje
      przedstawicielskie kwestii światopoglądowych (…) godzi w podstawowe swobody
      obywatelskie ingerując w naszą prywatność”, bo nie należy zapominać, że
      przedstawicielstwo tych instytucji polega na tym, że wybrani przez nas, na
      podstawie kryterium światopoglądowego – podstawowego, jeśli rzecz idzie o
      wszelkie wybory, mają nasz światopogląd reprezentować i uzgadniać z nim
      porządek prawny, aby nam na dole żyło się zgodnie z naszą wolą. Niech zatem
      nikogo nie dziwi pojawienie się takich zagadnień w porządku obrad Sejmu.
      Polityka jest wyrazem myślenia zbiorowości, jest też obrazem jej
      kondycji i to na pewno nie materialnej. Niech nikt nie waży się powiedzieć w
      demokracji o polityku, którego wybrał „on”, to, czasem niestety, jesteśmy „my”.
      Wydawało się nam, że jesteśmy inni – no cóż.
      Przyjęcie powyższej zasady sprawia, że w naszym myśleniu nie pojawia
      się zniechęcenie do polityki, bo nie o oczernianie chodzi, ale o radosne
      odłączenie się od tych, co się rządzeniem i prawodawstwem zajmują.
      Pozostawiając odpowiedzialność za sferę publiczną owym „onym” sami mamy czyste
      ręce.
      Pojawiło się słowo „odpowiedzialność” i to jej brak lub zanikanie, a
      nie czyjekolwiek działania są powodem zniechęcenia do polityki; ludzi wystarczy
      nauczyć myśleć i wybierać, a sami zajmą się tym, co należy. Truizmy? Dołożę
      jeszcze kilka. Nie można zapomnieć o własnej odpowiedzialności za to, co
      statystyczny dziesięciolatek znajdzie w szkole, kiosku, telewizji. Materializm
      nam na to nic nie poradzi, bo zadba tylko o to, by to dziecko miało pełen
      brzuch. Niedługo obok takich dziesięciolatków będziemy bali się przejść na
      ulicy.
      Rozumiem panów Sierakowskiego i Łuczewskiego oburzenie na debaty
      historyczne i etyczne w sejmie, ja też podlegam temu „zmęczeniu materiału” i
      równie słusznie należy stwierdzić, że powinny się tym zajmować elity
      intelektualne. Najchętniej jednak zobaczyłbym te elity u władzy, bo rozwiążą i,
      nieuniknione w polityce, wyżej wymienione spory, i starczy im czasu na
      pragmatykę. Czemu tych elit tam nie ma? To jest pytanie do czytelników, a
      przede wszystkim do „oglądaczy”, zjadaczy i wielu innych.
      Nadszedł czas, abym, zgodnie z obietnicą, odpowiedział na pytanie
      kończące artykuł będący moim punktem odniesienia. Czemu my – Bogu ducha winni,
      którzy komunę ledwo pamiętają – mamy tak długo jeszcze cierpieć, zanim
      zobaczymy, że u nas jest normalnie. Widzicie panowie, Państwo, Naród, Ojczyzna,
      czy jak inaczej tego nie nazwać, to droga skądś dokądś i my wyruszamy w nią z
      konkretnym bagażem, za który podziękujemy jesienią. Bez historii, etyki i
      innych rzekomo zbędnych w polityce spraw nie da się tego pojąć
      • Gość: ppaniec Re: Która z partii politycznych reprezentuje interesy młodych? IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 19.07.01, 14:27
        Nadszedł czas, abym, zgodnie z obietnicą, odpowiedział na pytanie
        kończące artykuł będący moim punktem odniesienia. Czemu my – Bogu ducha winni,
        którzy komunę ledwo pamiętają – mamy tak długo jeszcze cierpieć, zanim
        zobaczymy, że u nas jest normalnie. Widzicie panowie, Państwo, Naród, Ojczyzna,
        czy jak inaczej tego nie nazwać, to droga skądś dokądś i my wyruszamy w nią z
        konkretnym bagażem, za który podziękujemy jesienią. Bez historii, etyki i
        innych rzekomo zbędnych w polityce spraw nie da się tego pojąć. Jak to
        powiedział Norman Davies: „Naród, który nie ma pamięci, nie ma kierunku, nie
        może iść nawet po ulicy, bo nie wie, gdzie jest.” Dlatego nie porzucajmy idei
        na rzecz zwykłego dostatku, lepiej uczmy się do nich właściwie odnosić. To
        pozwoli nam uniknąć żenady obecnej w naszej polityce i niewątpliwie pomoże się
        porozumieć.

        Paweł
        Paniec
        ppaniec@poczta.gazeta.pl
    • Gość: Radek_M Re: Która z partii politycznych reprezentuje interesy młodych? IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 30.07.01, 18:48
      Żeby jakakolwiek partia polityczna zdobyła poparcie rzeszy młodych ludzi
      potrzebny jest program, który zabezpieczałby wszystkie sfery życia młodego
      Polaka. Za priorytety należy przyjąć nie tylko zapewnienie nauki języków czy
      informatyzacji już od pierwszych klas szkół podstawowych - oczywiście to jest
      bardzo ważne - lecz nie wolno zapominać o uczniach z małych miejscowości, wsi,
      którzy nie rzadko nie dysponują odpowiednimi pomocami naukowymi (podręczniki,
      przyrządy), a co najgorsze i nad wyraz przerażające często nie mają środków na
      posiłek w szkole. Jestem zdania, że należy wreszcie uporządkować sprawę
      tzw. "gimbusów", które - jak głosili, wysłani już za swe potknięcia w
      dziedzinie matematyki "na zieloną trawkę" możnowładcy MEN-u - miały być
      gwarantem bezkonfliktowych dojazdów do palcówek szkolnych dla uczniów ze
      miejscowości, gdzie albo takich palcówek nie ma, albo zostały (w wielu
      przypadkach niezrozumiale) zlikwidowane. Sytuacja w tej kwestii jest
      jednoznacznie niestabilna i tym, moim zdaniem, trzeba się zająć po 23 września.
      Druga sprawa to losy młodych ludzi, kończących szkoły czy to średnie czy
      wyższe. Jasne jest, że ci absolwenci w obecnej sytuacji państwa (bezrobocie!)
      nie mają cienia nadziei na znalezienie pracy w swoim zawodzie i w ogóle
      jakiejkolwiek pracy. Partie, które chcą przyciągnąć młody elektorat powinny
      przyjąć program, którego zadaniem byłoby uregulowanie tego problemu. Być może
      dobrym rozwiązaniem byłaby propozycja UW pod nazwą "Absolwent", choć ja nie
      jestem zbytnio do tego przekonany. Nie wydaje mi się - przynajmniej nie mam
      takiego wrażenia - że projekt ten diametralnie zmieniłby coś na polskim rynku
      pracy. Czekamy wszyscy na inne konkurencyjne propozycje - może PO lub inne
      ugrupowania? Jedno jest pewne: młodzież 23 września postawi krzyżyk pod listą
      tej partii, która zapowie i podejmie działania, zmierzające do znaczącej
      poprawy w sferze edukacji, a także zwalczania bezrobocia (głównie wśród młodej
      części społeczeństwa) oraz innych wielopłaszczyznowych problemów polskiego
      młodego pokolenia, które jak się powszechnie twierdzi ma być naszą
      przyszłością. To są - moim zdaniem - punkty, które powinny grać rolę
      priorytetową w programach ugrupowań, czekających na głosy ludzi młodych. Jednak
      to tylko "czubek góry lodowej" problemów polskiej młodzieży, wspomnę tylko
      kłopotach finansowych i socjalnych studentów czy katastrofalny odsetek młodych
      ludzi na wsi z wyższym wykształceniem. Jest mnóstwo spraw, których realizacji
      trzeba się podjąć w jak najbliższej przyszłości, aby jak najszybciej zmienić -
      łagodnie mówiąc - niezadowalającej sytuacji "przyszłości Polski".
Inne wątki na temat:
Pełna wersja