kzet69
03.03.13, 14:04
Jest takie miasto, Lubliniec. W tym Lublińcu liczącym razem z powiatem prawie 80 000 dusz jest sobie szpital, tyle że ten szpital nie posiada ani neurologii, ani neurochirurgii ani kardiologii. W tym Lublińcu jest także pogotowie ratunkowe, ale nie posiada transportowej karetki S (czyli specjalistycznej).
No i teraz pacjent na terenie Lublińca, który dozna zawału albo udaru zostaje dowieziony do nowoczesnego SOR... i na tym koniec. W Lublińcu takich schorzeń nie leczą, bo nie ma gdzie, więc pacjenta wysyłamy do Częstochowy, i tutaj zaczynają się schody... S-ka, która przywiozła pacjenta na SOR do Częstochowy odwieźć już go nie może bo to wbrew ustawie o ratownictwie i kontraktowi z NFZ, naruszenie jednego i drugiego grozi ciężkimi karami finansowymi... Więc pozostaje wezwać jedyną w regionie S-kę transportową z Częstochowy, a ta tymczasem pojechała na transport do Warszawy... i pacjent czeka 8 godzin, a standardy nakazują i w przypadku świeżego udaru jak i świeżego zawału leczenie rozpocząć znacznie wcześniej. Jednocześnie przez te 8 godzin i w stacji pogotowia w lublińcu i w Częstochowie stoją sobie S-ki, ale systemowe, a nie transportowe, a tym tego pacjenta przewieźć nie wolno... bo kary. I tak to działa... Tak samo to zadziałało w przypadku tego dziecka w Łodzi, gdzie system skutecznie uniemożliwił odpowiednio wczesny kontakt pacjenta ze specjalistą... I tu się zaczyna polityka! O braku elastyczności i niedomogach ustawy o ratownictwie resort wie od lat, i cisza... I właśnie z tego się powinien tłumaczyć min. Arłukowicz, zanim będziemy mieli następny czerwony pasek w TVN o pacjencie z Lublińca z krwiakiem nadtwardówkowym, który zemrze zanim przyjedzie uprawniona przez NFZ karetka...