mike.recz
30.04.13, 00:28
Roman Osica: Zdziwiło pana uniewinnienie Beaty Sawickiej?
Paweł Wojtunik: Nie, nie zdziwiło mnie to uniewinnienie, ponieważ w przeszłości miałem wątpliwości co do sposobu prowadzenia tej sprawy, aczkolwiek rozumiem, że sprawa bulwersuje opinię publiczną, może jeszcze bardziej będzie bulwersowała moja opinia wyrażona teraz. Trzeba umieć tego przestępcę złapać, a nie tylko o tym mówić, że się go łapie.
www.rmf24.pl/fakty/polska/news-wojtunik-o-sprawie-sawickiej-trzeba-umiec-zlapac-przestepce-,nId,961982
Chciałbym też przypomnieć prowokację policyjną za rządów SLD i jej historię zakończoną w SN.
www.tvp.pl/bialystok/aktualnosci/kryminalne/kardiochirurg-uniewinniony-od-zarzutu-przyjecia-lapowki
"Uzasadniając wyrok, sędzia Dariusz Niezabitowski podkreślił, że przede wszystkim kwestia legalności przeprowadzenia prowokacji ma kluczowe znaczenie w sprawie. Sąd długo analizował tę kwestię. Przedstawiał przepisy regulujące możliwości jej wykorzystania i podkreślił, że podstawowy warunek to wcześniejsze wiarygodne informacje o przestępstwie.
Sędzia Niezabitowski, cytując orzecznictwo i literaturę, mówił, że instytucja ta ma służyć ujawnieniu nie pojedynczego przestępstwa, ale całej przestępczej działalności sprawcy, także poprzedzającej samą prowokację. - Nie mogą być one zatem pułapką zastawioną na każdego obywatela, także takiego, który w zetknięciu z agentem po raz pierwszy popełnia przestępstwo - mówił sędzia.
Podkreślił też, że organy państwa, w tym policja, muszą działać praworządnie i w granicach prawa. Ocenił, że przed prowokacją policja nie zweryfikowała - jak to ujął - "rewelacji" przedstawianych jej przez ówczesnego kolegę z pracy kardiochirurga, innego lekarza Wojciecha S., jak się potem okazało - inspiratora całej prowokacji.
- Organy ścigania nie dysponowały żadną miarodajną i sprawdzoną wiedzą o konkretnym przestępstwie oskarżonego, w szczególności zaś polegającym na przyjmowaniu przez niego korzyści (materialnych) w związku z pełnioną funkcją, która to uzasadniałaby sięgnięcie po działania operacyjno-rozpoznawcze - mówił sędzia.
Sąd odwoławczy analizował też, czy jednak dowód uzyskany w wyniku takiej nielegalnej prowokacji, może być brany pod uwagę. Przypomniał, że w polskim prawie nie obowiązuje zasada zakazu korzystania z tzw. owoców zatrutego drzewa, czyli dowodów uzyskanych w sposób nielegalny.
Ale - co podkreślił sąd - brak zakazu nie może być utożsamiany z przyzwoleniem na "każdorazowe i nieograniczone" korzystanie z takich dowodów. Przypomniał, że w oparciu o dowód z prowokacji "tworzone" były inne dowody pośrednie (zeznania świadków), które "miałyby uwiarygodniać zabiegi podejmowane przez policję"."
Sprawę badał później Sąd Najwyższy:
prawo.rp.pl/artykul/835482.html
prawo.uni.wroc.pl/pliki/10112
"Fakt, że Kodeks postępowania karnego, ustawa o Policji ani inne ustawy wprost nie przewidują dyskwalifikacji procesowej takich „pierwotnie skażonych” dowodów, jak czyni to np. art. 171 § 7 k.p.k., niczego w omawianym zakresie nie zmienia. Ustawodawca nie zakłada przecież niezgodnego z prawem działania swoich funkcjonariuszy i nie musi na taki wypadek określać skutków takich zachowań w dziedzinie prawa dowodowego, kiedy te można jednoznacznie wyprowadzić z analizy całego systemu prawa kształtującego zasady odpowiedzialności karnej wszystkich obywateli."