piq
19.06.13, 19:54
To jest nieprawdopodobne, jak goście łżą. Do łez ze śmiechu doprowadziły mnie zwłaszcza następujące sceny, zwłaszcza w zestawieniu ze sobą:
- żołnierzyk miemiecki przyjeżdża do domu i mamcie jego miemiecka mówi: "synaczku, mam ci ja jeszcze dwa jajeczka i troszeczku mąki, to upiokem ciastko"
i w tym samym odcinku
- Żydzi uciekli z transportu i ich polski chłop dołapał ZE STRZELBĄ (miemieccy kretyni zdaje się sypnęli się, że to był jakiś rajchsdojcz albo folksdojcz lepszej kategorii, bo w Polsce zarekwirowano od razu wszelką broń włącznie z białą, a za posiadanie starej szabelki można było pójść pod ścianę), no więc ten chłop stawia przed nimi na stole pełne wyżywienie, kurki pieczone, omalże homary - i idzie ich zadenuncjować).
Dla niedouczonych: Miemcy (gdyż naziści i ich poputczycy oraz sługusi to w 99% Miemcy) jako od razu wprowadzili normy wyżywienia w Polsce, które wynosiły: dla Miemca 2400-2600 kilokalorii, dla Polaka 800 kcal jeśli pracował, jeśli nie oraz dla dzieci około 500-600, średnio nie więcej niż 700, dla Żydów 400 kcal. Ludzie, którzy przeżyli wojnę w miastach GG pamiętają z pewnością jedno: nieustający dotkliwy głód. Miemcy ścigali bezwzględnie nielegalny obrót żywnością, zwłaszcza produktami białkowymi i tłuszczami, za sprzedaż kawałka słoniny można było trafić do kacetu.
Głod był jedną ze szczególnych, a rzadko opisywanych represji miemieckich wobec Polaków, mającą charakter eksterminacyjny.
Jednocześnie wprowadzono kontyngenty żywnościowe na wsi, w istocie rabując większość wytwarzanej żywności. Istniała żywnościowa konspiracja, ukryte uprawy, a nawet ukryte przed Miemcami bydło, jak opowiadała mi moja mama. Jeśli Miemcy wpadali na takie coś, to wplątani w to szli natychmiast pod ścianę, za posiadanie żaren szło się do obozu lub od razu do rozwałki.
Ze wszystkich znanych mi relacji ludzi, którzy przeżyli okupację, jawi się obraz Miemców jako "panisk", zachowujących się w większości jak złamane xuye - dopóki śmierć albo niebezpieczeństwo nie zajrzało w oczy, wtedy nagle robili się milutcy i potulni. Wszyscy wiedzieli o rozwalaniu cywilów i Żydów, wszystkie tłumaczenia się dzisiaj to kretyńskie łgarstwa.
Jeśli chodzi o niemiecką Żydówkę-pielęgniarkę: jest to brednia. Miemiecka administracja doskonale wiedziała, kto podlega ustawom norymberskim, i ściśle się tego trzymała - poza siłami zbrojnymi, w których uchowało się około 15 tysięcy kadry zawodowej pochodzenia żydowskiego, gdyż 1. byli potrzebni, bo w czasie wojny największym problemem są kompetentne kadry, 2. towarzysz fjurer nie chciał zadzierać z armią, a wśród starszej kadry obowiązywała wzajemna lojalność korpusu oficerskiego i zawodowego wyżej ceniona niż pochodzenie.
Zatem ta dziewczyna nie miała prawa być tam, gdzie była. Powinna być w jakimś koncentraku, a nie jak w idiotycznym scenariuszu przewidziano.
Nie chce mi się pisać więcej, ale oglądając tego kłamliwego knota bardzo kibicowałem ruskim i cieszyłem się z każdego zabitego Miemca. Albowiem kiedy oglądam takie brudne propagandowe brednie - każda z 11 mln miemieckich ofiar śmiertelnych 2. wojny światowej sprawia mi niewypowiedzianą przyjemność.